21/02/2025
PL
Moje życie zmieniło się diametralnie gdy postanowiłam wyjść z roli people pleaserki.
Będąc zadawalaczką starałam się zawsze spełniać oczekiwania innych. Ich zadowolenie ze mnie był miarą mojego sukcesu.
Zaspakajanie potrzeb innych osób było moim priorytetetem. Moim życiowym celem. W konsekwencji nie zaspakajałam swoich potrzeb. Żyłam według zasady “załatwię ci to od ręki” oraz “kto, jak nie ja”.
Byłam ratowniczką, pomagaczką, załatwiaczką.
Duży życiowy kryzys - śmierć mojego męża i wypalenie emocjonalne sprawiły, że wreszcie podjęłam decyzję, aby postawić siebie na pierwszym miejscu i wyjść z roli zadawalczki.
Co mi to dało?
Poczułam, że mogę osiągnąć w życiu absolutnie wszystko, co sobie wymarzę.
Poczułam, że jestem panią swojego życia i to ja nim kieruję. Poczułam siłę sprawczą i odwagę. Zaufałam sobie. Poczułam, że najlepsze decyzje odnośnie mojego życia podejmuję ja sama. Zaczęłam celebrować każdy najmniejszy sukces, każdy krok na mojej drodze, przez co moje życie stało się radośniejsze. I wiesz co? Tą radością zaczęłam się dzielić z innymi.
Poczułam jak z dnia na dzień wzrasta moja pewność siebie. Poczułam, że mam władzę nad hamującymi przekonaniami i wewnętrznym krytykiem, a krytyka z zewnątrz już tak mnie nie boli.
Nauczyłam się odpuszczać. Pozwoliłam sobie na odpoczynek. Odpuściłam chory perfekcjonizm, który kiedyś tak mnie spalał.
Zdjęłam z pleców ciężar błędów popełnionych w przeszłości. Zaczęłam żyć teraz zamiast rozdrapywać rany przeszłości.
I zaczęłam kochać moje życie dokładnie takim jakim jest. Bez porównywania się do innych, bez konkurowania. Zaczęłam żyć wolniej ale… smakuję każdą chwilę.
EN
My life changed when I decided to step out of the role of a people pleaser.
As a people pleaser, I always tried to meet others' expectations. Their satisfaction with me was the measure of my success. Fulfilling other people’s needs was my priority—my life’s purpose. As a result, I neglected my own needs. I lived by the principles of “I’ll take care of it right away” and “If not me, then who?”�I was a rescuer, a helper, a fixer.
A major life crisis—the death of my husband and emotional burnout—finally led me to make the decision to put myself first and leave the role of a people pleaser behind.
What did it give me?
I felt that I could achieve absolutely anything I dreamed of.
�I felt that I was the master of my own life, and I was the one in control. I felt empowered and courageous. I trusted myself. I realized that the best decisions for my life were the ones I made on my own. I began to celebrate every small success, every step on my journey, which made my life more joyful. And you know what? I started sharing that joy with others.
Day by day, I felt my confidence growing. I felt that I had control over limiting beliefs and my inner critic, and external criticism no longer hurt me as much.
I learned to let go. I allowed myself to rest. I let go of the toxic perfectionism that once consumed me.
�I lifted the weight of past mistakes off my shoulders. I started living in the present instead of reopening old wounds.
And I began to love my life exactly as it is—without comparing myself to others, without competing. I started living more slowly, but… I savor every moment.