16/08/2026
Warto wiedzieć, jak naprawdę wygląda okolica po pożarze
Na jednej z grup pewna Pani napisała:
cyt
„Przyjechaliśmy wczoraj do miejscowości Celinę. Długo się zastanawialiśmy, ale widziałam pewien live który zadecydował, że jedziemy.Właścicielka zapewniała, że wszystko działa i jest ok. Niestety… przyjechaliśmy. Tereny spalone, okropnie śmierdzi, te wszystkie filmi z ładnymi plażami, miejscami są tak porobione żeby nie było widać złych kadrów. W jakim celu ? Nie wiem, pewnie mają tam swoje biznesy. Finalnie spaliśmy na plaży w Omiś,bo tam się nie dało po 20 minutach drapało Nas w gardle, śmierdziliśmy… właścicielka nie chce oddać pieniędzy a my musimy drugi raz zapłacić za inny nocleg. Nie polecam szukać informacji wśród Polaków 🙂”
I tutaj naszym zdaniem jest bardzo ważne rozróżnienie.
Sam fakt, że okolica została dotknięta pożarem, nie oznacza, że nie można tam przyjechać. Problemem jest brak rzetelnej informacji o tym, jak sytuacja wygląda w momencie przyjazdu.
My sami rok temu byliśmy w Mimicach, Marušićach i Pisaku około dwóch tygodni po ogromnym pożarze. Widzieliśmy to wszystko na własne oczy. Spalone drzewa, krzewy, fragmenty zabudowań, pogorzeliska i krajobraz, który wyglądał zupełnie inaczej niż przed pożarem. W powietrzu nadal było czuć spaleniznę, a miejscami również charakterystyczny zapach dymu i sadzy.
Tylko że my o tym wiedzieliśmy przed wyjazdem.
Mieliśmy zarezerwowane wakacje prawie rok wcześniej i mimo pożaru zdecydowaliśmy się przyjechać. Wiedzieliśmy, że nie zobaczymy miejscowości dokładnie takiej, jaką pamiętaliśmy z poprzednich lat. Wiedzieliśmy również, że dla gospodarzy będzie to trudny czas i że część z nich sama poniosła straty.
I mimo wszystko pojechaliśmy.
Nie dlatego, że udawaliśmy, że pożaru nie było. Wręcz przeciwnie — wiedzieliśmy, gdzie jedziemy i czego możemy się spodziewać. Dla nas ważne było również to, żeby nie zostawić gospodarzy samych z problemem, który przecież nie był ich winą.
Dlatego uważamy, że osoby planujące teraz wyjazd w okolice, które zostały dotknięte pożarem, powinny mieć pełny obraz sytuacji.
Morze nadal może być piękne. Plaże nadal mogą wyglądać tak samo. Woda może być turkusowa, a pogoda może być idealna.
Ale wystarczy odwrócić się w stronę gór i zobaczyć skalę zniszczeń.
Po większym deszczu czy silniejszym wietrze mogą również pojawiać się dodatkowe problemy związane z pozostałościami po pożarze — osadami, popiołem czy spalonym materiałem roślinnym. Ich skala będzie oczywiście zależała od konkretnego miejsca i warunków pogodowych.
Dlatego nie twierdzimy, że nie należy teraz jechać do tych miejsc.
Twierdzimy coś zupełnie innego:
Jeżeli jedziecie, jedźcie świadomie.
Przed rezerwacją warto zapytać gospodarza wprost:
– jak wygląda najbliższa okolica po pożarze?
– czy obiekt i jego teren zostały w jakikolwiek sposób uszkodzone?
– czy w okolicy nadal występuje zapach spalenizny?
– jak wyglądają plaża, droga i najbliższe otoczenie?
– czy są jakieś ograniczenia lub problemy, o których turysta powinien wiedzieć?
I przede wszystkim warto prosić o aktualne zdjęcia lub nagrania, a nie opierać się wyłącznie na materiałach sprzed roku czy kilku miesięcy.
Bo problemem nie jest to, że ktoś pokazuje piękne morze.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy pokazuje się wyłącznie piękne morze, wiedząc, że kilkaset metrów dalej sytuacja wygląda zupełnie inaczej, a turysta dowiaduje się o tym dopiero po przyjeździe.
Ludzie, którzy ucierpieli w pożarze, nie są niczemu winni. Wielu straciło dorobek życia, samochody, domy, miejsca pracy czy źródło utrzymania. I oczywiście potrzebują wsparcia.
Ale wsparcie dla mieszkańców nie powinno oznaczać braku uczciwości wobec turystów.
Można jednocześnie pomagać tym ludziom, przyjeżdżać do ich miejscowości i wspierać lokalne biznesy — a przy tym uczciwie powiedzieć turystom:
„Tak, możecie przyjechać. Tylko musicie wiedzieć, jak wygląda sytuacja po pożarze.”
My dokładnie wiemy, o czym pisała ta Pani, bo sami byliśmy w podobnej sytuacji.
Różnica polegała na tym, że nikt przed nami nie próbował udawać, że pożaru nie było.
I właśnie tego naszym zdaniem powinno się oczekiwać od osób wynajmujących noclegi oraz od ludzi publikujących informacje o aktualnej sytuacji.
Nie chodzi o straszenie Chorwacją.
Chodzi o to, żeby człowiek jadący kilka tysięcy kilometrów na wakacje wiedział, dokąd naprawdę jedzie.
Tak było rok temu.