28/02/2026
Myślę, że mój udział w .ultramaraton.karkonoski był tylko kwestią czasu. Nie chwaliłam się oficjalnie tym planem bo mam okrutnego pecha do przypałów. Do samego końca nie wiedziałam, czy wystartuję bo w dniu przyjazdu do Karpacza poczułam, że łapie mnie przeziębienie.
Zrobiłam wszystko, by na starcie się pojawić. Pełna obaw bo osłabiona. W pierwszej połowie naprawdę miałam wątpliwości, czy ukończę ten bieg.
Treningi nie poszły jednak las. Ciało pamiętało, a chłodna głowa podpowiedziała, że nie ma co się spalać na podejściach. One nie są moją mocną stroną więc nie forsować się. Metodycznie, spokojnie... kilometr po kilometrze. Aż po minięciu Przełęczy Okraj wiedziałam, że to zrobię. Nie patrzyłam na czas, na tempo. Interesowało mnie moje samopoczucie i pilnowanie tętna.
Myśląc o wyniku, jaki zakładam, to było to 8h. I to w pełni zregenerowana. Ostatecznie wyszło 7h40min, o czym dowiedziałam się na mecie 😂
Do samego końca nogi współpracowały. Nie miałam kryzysów choć podejścia męczyły mnie strasznie. Odbijałam sobie na zbiegach. Pilnowałam jedzenia i picia, nie robiłam długich postojów.
Jestem bardzo zadowolona z wyniku! Jak na fakt, że dopiero raczkuję w zawodach trailowych. Dziękuję trenerowi .gorczyca_ultrarunner za przygotowanie, działamy dalej bo plany na ten rok już są wyklarowane.
Dziękuję też fizjo .fizjo za ogarnięcie moich nóg przed startem. Brak bólu to jest piękna rzecz!
Dziękuję wszystkim kibicującym, wspierającym. Na trasie i poza nią. I dziękuję sobie za upór, wytrwałość, chłodną głowę i konsekwencję w działaniu.