27/08/2026
Co jakiś czas słyszę od klienta: "Proszę nie szukać rodzeństwa moich przodków. Interesuje mnie tylko linia prosta".
Rozumiem ten odruch. Genealogia wydaje się prosta - poszukujemy ojca, dziadka, pradziadka, prapradziadka i tak dalej. To intuicyjne. I na pierwszy rzut oka tańsze 💰
Dziś nie o tym, dlaczego warto badać rodzeństwo przodków, ale o tym, że poszukiwania "w bok" dość często okazują się najkrótszą drogą, by odkryć przodków "w linii prostej".
Dwa przykłady z mojej pracy.
Pierwszy. Szukałem aktu ślubu prapradziadków klienta. Nie miałem pojęcia, gdzie mogli się pobrać. Przypuszczałem, że oboje pochodzili z tej samej wsi, ale ani tutaj, ani w najbliższych urzędach nie znalazłem ich metryki małżeństwa 🤷♂️ A bez tego nie pojedziesz dalej.
Zamiast szukać dokumentu w kolejnych księgach, kręcąc się w kółko, prześledziłem losy dzieci tej pary. Kluczem okazała się dziewczynka, która zmarła w wieku 2 lat i o której w rodzinie nikt nigdy nie słyszał. Zmarła jako córka z prawego łoża, choć urodziła się jako dziecko nieślubne. Na marginesie jej aktu urodzenia zapisano, że ojciec uznał ją za swoją córkę, biorąc ślub z jej matką - 5 miesięcy po narodzinach. Ślub odbył się... kilkaset kilometrów na zachód - niedaleko Berlina. Zaraz potem wrócili na ojcowiznę. Gdyby nie śmierć 2-letniej dziewczynki, nie dotarlibyśmy do aktu małżeństwa. A bez tego dokumentu, nigdy nie odkrylibyśmy losów rodziny sięgających króla Stasia 👑
Drugi. Śląsk rządzi się swoimi prawami - dziesiątki urzędów stanu cywilnego, powstających stale od 1874 roku, jeszcze w międzywojniu. Ślub poszukiwanej pary praprapradziadków mógł być "wszędzie". Do przejrzenia kilkadziesiąt ksiąg z co najmniej kilku lat. Kwerenda bez gwarancji sukcesu. Akt zgonu? Powodzenia - nie wiemy, gdzie i kiedy zmarli ☠️
Znów sięgnąłem do dzieci tej pary. Okazało się, że praprapradziadek był świadkiem na ślubie jednej z córek. Dowiedziałem się, kiedy mniej więcej się urodził. Stąd mogłem wytypować trzech chłopców o tym imieniu i nazwisku (na szczęście nie najpospolitszym) urodzonych w okolicach tego rocznika i prześledzić ich losy. Jeden zmarł w dzieciństwie. Pozostało dwóch.
Dzięki tej kwerendzie, zamiast przeczesywać kilkadziesiąt urzędów przez wiele godzin, sprawdziłem cztery wytypowane księgi. Efekt: odnaleziony akt ślubu, który otworzył badania tej linii aż do XVIII wieku 👌
Dlatego przy wyborze genealoga warto patrzeć na doświadczenie badacza. Tę samą pracę można wykonać w różnym czasie. Ten kto wie, którą przysłowiową śrubkę przykręcić będzie sprawniejszy, szybszy i w efekcie - tańszy.
Nad każdym z tych zadań można było przesiedzieć 20, 30, 40 godzin - i nic nie znaleźć. A ja uważam, że nie chodzi o nabijanie godzin, tylko o dowiezienie efektu. Nie zawsze drogą, która wygląda na najszybszą - lecz tą, o której z doświadczenia wiem, że jest najprostsza i najbardziej efektywna.
Gotowy, by odkryć historię swoich przodków? 🧐
Kontakt w komentarzu 📩