Puls Rozrywki

Puls Rozrywki Puls Rozrywki

Doda była w Sejmie przy uchwaleniu ustawy łańcuchowej. Trzymała zdjęcie Litewki. "Zrobiliśmy to"29 maja Sejm uchwalił no...
29/05/2026

Doda była w Sejmie przy uchwaleniu ustawy łańcuchowej. Trzymała zdjęcie Litewki. "Zrobiliśmy to"
29 maja Sejm uchwalił nowelizację ustawy o ochronie zwierząt, nazywaną potocznie ustawą łańcuchową, która ma zakończyć wieloletnią praktykę trzymania psów na uwięzi. W Sejmie pojawiła się Doda, od miesięcy zaangażowana w walkę o te przepisy, trzymając zdjęcie Łukasza Litewki, jednego z największych orędowników zmian, z którym prywatnie również się znała. "Udało się! Zerwaliśmy łańcuchy" — napisała wokalistka.

Cihan biegł, jakby od tego zależało jego życie. Każdy krok rozdzierał jeszcze nie do końca zagojone rany, szwy ciągnęły ...
29/05/2026

Cihan biegł, jakby od tego zależało jego życie. Każdy krok rozdzierał jeszcze nie do końca zagojone rany, szwy ciągnęły i paliły, ale nie zwalniał ani na moment. Ból przestawał mieć znaczenie — liczyło się tylko to, by zdążyć.

Dopadł przystanku, łapiąc oddech. Autobus właśnie odjeżdżał, jego tylne światła znikały za zakrętem.

A ona… wciąż tam była.

Hancer stała nieruchomo, z opuszczonym wzrokiem, jakby walczyła sama ze sobą. Wiatr poruszał delikatnie jej włosami, a dłonie zaciskała nerwowo na materiale sukienki.

— Hancer… — odezwał się cicho, niemal z niedowierzaniem.

Podniosła głowę. Ich spojrzenia się spotkały.

— Jesteś tu… — dodał, podchodząc bliżej, wolniej, jakby bał się, że zniknie, jeśli zrobi zbyt gwałtowny ruch.

Jej wargi zadrżały.

— Nie mogłam… — wyszeptała. — Nie mogłam odejść.

W jej oczach błyszczały łzy, ale nie spływały. Trzymała je w sobie tak długo, jak tylko potrafiła.

Cihan zatrzymał się tuż przed nią. Przez chwilę patrzył tylko — jakby chciał upewnić się, że to nie złudzenie.

— Wiem — powiedział w końcu miękko. — Bo ja też nie potrafię cię puścić.

Zrobił jeszcze jeden krok.

— Nie chcę tylko twojego serca… — dodał ciszej, głosem, w którym drżało wszystko, czego nie umiał wcześniej powiedzieć. — Chcę ciebie. Całą. Taką, jaka jesteś.

To wystarczyło.

Hancer rzuciła się w jego ramiona, jakby przez cały ten czas tylko na to czekała. Objęła go mocno, rozpaczliwie, a on natychmiast odwzajemnił uścisk, przyciągając ją do siebie z całą siłą, na jaką było go stać.

Jakby bali się, że jeśli choć na chwilę się rozluźnią — znowu się zgubią.

Cihan oparł policzek o jej włosy, zamykając oczy. Jej ciepło było prawdziwe. Była tutaj.

— Już nigdzie nie idziesz — wyszeptał.

Donald Tusk i Keir Starmer podpisali w środę traktat o partnerstwie w dziedzinie bezpieczeństwa i obronności. Decyzję os...
29/05/2026

Donald Tusk i Keir Starmer podpisali w środę traktat o partnerstwie w dziedzinie bezpieczeństwa i obronności.
Decyzję ostro skrytykował rzecznik prezydenta RP.
"Rząd nie poinformował z wyprzedzeniem Prezydenta RP, Zwierzchnika Sił Zbrojnych o treści negocjowanego, podpisanego wczoraj przez premierów Polski i Wielkiej Brytanii Traktatu o Partnerstwie w Dziedzinie Bezpieczeństwa i Obronności" - napisał w dziś w serwisie X Rafał Leśkiewicz.
"Donald Tusk zrobił to tylko dlatego, by dziś uruchomić manipulacyjną narrację o wątpliwościach co do podpisu Pana Prezydenta pod ustawą ratyfikującą tą umowę. Niepoważny ruch Premiera to wyraz politycznej małostkowości a wielokrotnie powtarzane słowa o działaniu ponad podziałami na rzecz bezpieczeństwa to zwykłe frazesy" - dodał przedstawiciel Karola Nawrockiego.

Późnym popołudniem, gdy zmierzch otula dom miękkim światłem, Nana zatrzymuje Poyraza na schodach. Jej twarz jest napięta...
29/05/2026

Późnym popołudniem, gdy zmierzch otula dom miękkim światłem, Nana zatrzymuje Poyraza na schodach. Jej twarz jest napięta, a głos ledwo słyszalny, pełen błagania.
– Proszę, wysłuchaj mnie choć przez minutę – mówi, patrząc mu prosto w oczy. – W warsztacie nie było okazji, nie dałeś mi dojść do słowa, więc pozwól mi chociaż teraz. Oszalałam, kiedy zobaczyłam narkotyki. Chciałam tylko jedno – zabrać Yusufa i uciec. Ale zrobiłam to z jednego powodu.
Zawiesza głos na chwilę, zbierając siły.
– Tak bardzo ci wierzyłam. Naprawdę. Po raz pierwszy od miesięcy zaufałam komuś całym sercem. I kiedy myślałam, że się pomyliłam… to rozczarowanie było nie do zniesienia. Przestraszyłam się. Nie tylko o dziecko, ale też… o siebie.
Poyraz patrzy na nią chłodno. W jego oczach nie ma już tego ciepła, które kiedyś sprawiało, że topniał lód. Mówi spokojnie, ale jego słowa tną jak nóż.
– Zaufanie to próba, Nano. A ty jej nie przeszłaś.
Odwraca się i rusza dalej.
– Będziesz tu, dopóki Trucizna stanowi zagrożenie. Nie martw się – nic się nie zmieni. Ale też… nic już nie będzie takie samo.
Mija ją i znika w korytarzu, zostawiając ją ze ściśniętym gardłem.
Ale Nana nie daje za wygraną. Skoro słowa nie wystarczyły, może przemówi coś innego – coś prostego, szczerego, zrobionego od serca. Pamięta, jak kiedyś powiedział, że kocha domowe jedzenie, że smaki dzieciństwa potrafią ukoić każdą burzę. I tak właśnie, późnym wieczorem, mimo zmęczenia i bólu, zakasa rękawy.
W kuchni roznosi się aromat pieczonych ziemniaków, pomidorowego sosu, ziół. Przygotowuje wszystko z czułością – sałatkę ziemniaczaną, chrupiące frytki, ulubione dania Poyraza.
W końcu delikatnie puka do jego drzwi i podaje tacę z jedzeniem.
– Szukam sposobu, żeby się odkupić – mówi cicho, niemal szeptem. – Nie wiem, czy to wystarczy. Ale zrobiłam to dla ciebie. Tak, jak potrafię.
Poyraz patrzy na nią długo, bez słowa. Potem jego wzrok zatrzymuje się na jedzeniu – i zaraz wraca do niej, jakby jego spojrzenie miało teraz chłód szkła.
– Próbujesz na próżno – mówi chłodno. – To niczego nie zmieni.
Odwraca się i odchodzi. Nawet nie spojrzał na talerz.
Nana zostaje sama, z tacą pełną ciepła, którego on już nie chce przyjąć. W jej oczach zbierają się łzy, ale nie pozwala im spłynąć. Jeszcze nie teraz. To jeszcze nie koniec.
***
Nazajutrz, gdy Poyraz wchodzi do warsztatu, ku swojemu zaskoczeniu zastaje tam Nanę. Stoi przy stole, jakby czekała na niego od dawna.
– Co ty tu robisz? – pyta chłodno.
– Przyszłam, żebyś mnie wysłuchał – odpowiada, chwytając go za ramię. – Musimy w końcu to wyjaśnić. Porozmawiać, jak dorośli.
– Rozmowa już była. I wszystko zostało powiedziane. To koniec – rzuca sucho. – Nie mamy już o czym rozmawiać.
– Mylisz się! – protestuje z determinacją.
– Nadal nie rozumiesz? – jego głos staje się ostrzejszy. – Zaufanie… przyjaźń… to wszystko zniknęło. Nic już z tego nie zostało.
Wtedy Nana gwałtownie sięga po klucze leżące na stole i przekręca zamek w drzwiach.
– Powiedziałam, że mamy o czym rozmawiać! – rzuca z uporem. – Nie wypuszczę cię stąd, dopóki się nie pogodzimy!
– Nie trać sił. Otwórz drzwi, Nano – mówi spokojnie, ale z wyczuwalnym chłodem.
– Nie. Najpierw musisz mnie wysłuchać! Wiem, że jesteś zraniony. Wściekły. I masz do tego prawo. Ale spróbuj choć raz spojrzeć z mojej perspektywy. Ja… ja po prostu ci zaufałam. Po raz pierwszy od bardzo dawna komuś zaufałam.
– I właśnie to zaufanie obróciłaś w pył. – Poyraz kręci głową. – Znowu wszystko zniszczyłaś. Znowu. Może ty po prostu nie potrafisz zaufać nikomu – nawet sobie.
– Potrafię – odpowiada, a jej głos lekko drży. – Bo zaufałam tobie. I dlatego tak bardzo to wszystko boli.
Poyraz odwraca wzrok, jakby chciał uciec od emocji, które znów w nim buzują. Nana robi krok w jego stronę.
– Pamiętasz, jak nas znalazłeś? Byliśmy przerażeni. Zranieni. A ty walczyłeś, żeby zdobyć nasze zaufanie. Krok po kroku burzyłeś mury, które budowałam latami.
– A potem znowu wepchnęłaś mnie w ciemność – rzuca gorzko. – Za każdym razem, gdy wyciągałem do ciebie rękę, wbijałaś w nią pazury.
– Ale potem je schowałam – mówi cicho. – Bo ci zaufałam. Bo stałeś się dla mnie kimś ważnym. Skrzywdziłam cię, wiem. Ale zrobiłam to, bo bałam się o Yusufa. Nie potrafię być bierna, gdy chodzi o jego bezpieczeństwo.
Chwila ciszy.
– Jesteś dla mnie kimś cennym, Poyraz. Nie chcę cię stracić.
Poyraz patrzy na nią uważnie. Jego twarz pozostaje kamienna, ale oczy zdradzają, że coś w nim drga.
– Skoro tak bardzo ci zależy, pokaż to. Udowodnij mi, że twoje słowa nie są puste.
– Ale jak? – pyta zrozpaczona. – Zrobiłam ci wszystko, co tylko można było z ziemniaków – uśmiecha się przez łzy. – I nic. Nie zadziałało.
– Jeśli naprawdę szczerze żałujesz, znajdziesz sposób. A teraz przestań płakać. To nie pasuje do dziewczyny z takim temperamentem.
Nana ociera łzy dłonią. W jej oczach pojawia się nowa iskra.
– Skoro mam znaleźć sposób, to znaczy, że jest nadzieja – mówi cicho. – Znajdę go. Obiecuję.
Powoli odmyka drzwi i wychodzi, zostawiając za sobą nie tylko zapach wyrzutów sumienia, ale i cień determinacji. Tym razem naprawdę się nie podda.

Derya zatrzymała się przed zamkniętymi drzwiami pokoju dziennego. Przez chwilę nasłuchiwała, jakby miała nadzieję, że us...
29/05/2026

Derya zatrzymała się przed zamkniętymi drzwiami pokoju dziennego. Przez chwilę nasłuchiwała, jakby miała nadzieję, że usłyszy choć najcichszy dźwięk z wnętrza.
Zapukała ostrożnie.
— Hancer? — zawołała, starając się, by jej głos zabrzmiał spokojnie. — Hancer… odezwij się. Martwię się o ciebie.
Cisza.
Nie odpowiedziało jej nic — ani krok, ani szept, ani szelest.
Derya zacisnęła usta i nacisnęła klamkę.
Drzwi ustąpiły.
W środku panował półmrok. Zasłony były częściowo zaciągnięte, a powietrze ciężkie, jakby zatrzymało w sobie wszystkie niewypowiedziane słowa.
Na kanapie, skulona, spała Hancer.
Wyglądała na wyczerpaną — jakby zasnęła nie z potrzeby snu, lecz z braku sił, by dalej czuć.
Derya podeszła wolno i usiadła obok niej. Przez chwilę tylko patrzyła, a potem ostrożnie, niemal nieśmiało, odgarnęła kosmyk włosów z jej twarzy.
Ten delikatny gest wystarczył.
Hancer poruszyła się niespokojnie, otworzyła oczy i gwałtownie uniosła się do pozycji siedzącej.
Ich spojrzenia się spotkały.
— Hancer… — zaczęła Derya cicho. — Nie rób tego. Wiem, że jesteś na mnie zła. Ty i twój brat… macie do tego prawo. Ale każdy zrobiłby to samo na moim miejscu.
Jej głos drżał.
— Twój brat był ciężko chory. A ty… podpisałaś już umowę.
Hancer spojrzała na nią długo, bez słowa.
A potem jej wzrok opadł na dłonie Deryi.
— Masz na ręce bransoletki pani Mukadder… — powiedziała cicho, z bólem. — Wzięłaś je.
Derya odruchowo poruszyła nadgarstkiem, jakby nagle poczuła ciężar biżuterii.
— Przyznaję… to był błąd — wyszeptała. — I zapłaciłam za niego. Twój brat… chce mnie wyrzucić z domu. Dopóki się nie wyprowadzę, będzie spał w sklepie.
Z trudem przełknęła ślinę.
— Jeśli zobaczy cię w takim stanie… pozbędzie się mnie jeszcze dziś.
Zbliżyła się trochę, jakby szukała zrozumienia.
— Hancer, wiesz przecież, że mój ojciec ma siedmioro dzieci. Dokąd pójdę z Emirem?
Hancer odwróciła wzrok.
— Gdybyś powiedziała mi prawdę… — zaczęła cicho — wszystko wyglądałoby inaczej. Nie doszłoby do tego ślubu. Zrezygnowałabym.
Derya pokręciła głową.
— Naprawdę w to wierzysz? — zapytała gorzko. — Podpisałaś umowę. Wzięłaś pieniądze. I tak musiałabyś wyjść za mąż.
Pochyliła się lekko.
— Czy byłoby lepiej, gdybyś wiedziała… i mimo to poszła do ołtarza?
Hancer milczała przez chwilę.
— Znalazłabym wyjście — odpowiedziała w końcu. — Poradziłabym sobie z długami. Z umową.
Jej głos załamał się.
— Ale teraz… nie potrafię sobie poradzić.
Podniosła na nią oczy.
— Bo się zakochałam.
Słowa zawisły w powietrzu, ciężkie i nieodwracalne.
— Gdybym wiedziała wcześniej… znienawidziłabym go. Nie spojrzałabym mu w twarz. Ale teraz…
Łzy zaszkliły jej oczy.
— Teraz go kocham. I to bardzo. Nie potrafię go znienawidzić.
Jej spojrzenie stwardniało.
— To wszystko przez ciebie, bratowo. To ty wepchnęłaś mnie w ten ogień.
Derya otworzyła usta.
— Skoro go kochasz, to może…
— Nie chcę tego słuchać! — przerwała jej ostro Hancer.
Wstała gwałtownie.
— Wyjdź. Nie chcę z tobą rozmawiać.
Chwyciła Deryę za ramię i poprowadziła ją do drzwi. Nie było w tym brutalności — była determinacja.
Otworzyła drzwi, wyprowadziła ją na korytarz i zamknęła je tuż przed jej twarzą.

Drzwi do sali otworzyły się bezszelestnie.Beyza weszła do środka lekkim krokiem, jakby chciała rozproszyć ciężką atmosfe...
28/05/2026

Drzwi do sali otworzyły się bezszelestnie.
Beyza weszła do środka lekkim krokiem, jakby chciała rozproszyć ciężką atmosferę, która od kilku chwil wisiała w powietrzu. Na jej twarzy pojawił się starannie dobrany uśmiech — uprzejmy, ale nieco zbyt kontrolowany.
— Cihan wygląda lepiej, prawda? — zwróciła się do obecnych, przesuwając spojrzeniem po Enginie i Yasemin. — Lekarz powiedział, że jutro albo pojutrze będzie mógł wrócić do domu.
Jej głos był spokojny, niemal ciepły, ale w tej uprzejmości pobrzmiewała nuta napięcia.
Engin odchylił się lekko na kanapie i spojrzał na Cihana z cieniem ulgi.
— No to w końcu wyjdziesz z tego miejsca — powiedział. — Wrócisz do firmy i zdejmiesz ze mnie ten ciężar. Wszystko ostatnio spadło na moje barki.
Cihan tylko uniósł lekko brwi, ale nie skomentował.
— W domu zapewnimy mu najlepszą opiekę — wtrąciła Beyza szybko, jakby chciała przejąć kontrolę nad rozmową. — Jestem pewna, że szybko stanie na nogi i wróci do pracy.
Yasemin milczała przez chwilę.
Jej wzrok przesunął się powoli w dół — na brzuch Beyzy. Przyglądała mu się uważnie, zbyt uważnie, by można to było uznać za zwykłą ciekawość. W końcu wstała z miejsca i podeszła bliżej.
— Widzę, że twój brzuch już się zaokrąglił — zauważyła spokojnie, ale jej oczy pozostały czujne. — Mówiłaś, że w którym miesiącu ciąży jesteś?
Beyza na moment zamarła.
— W trzecim… chyba — odpowiedziała po chwili, z lekkim zawahaniem. — Ostatnio… wszystko mi się pomieszało. Straciłam poczucie czasu.
Yasemin nie odrywała od niej spojrzenia.
— Chodzisz regularnie na badania, prawda? — dopytała. — Kto prowadzi twoją ciążę? Może znam tego lekarza.
Pytanie zawisło w powietrzu jak pułapka.
Beyza odwróciła wzrok, jakby nagle coś na ścianie przyciągnęło jej uwagę.
— Ja… mam problem z zapamiętywaniem nazwisk — wymamrotała. — Wyleciało mi z głowy.
Na ułamek sekundy zapadła cisza.
Yasemin zrobiła jeszcze krok bliżej.
— Jeśli chcesz, mogę poprowadzić twoją ciążę — powiedziała łagodnie, ale w jej tonie pobrzmiewała stanowczość. — Będziesz miała pewność, że wszystko jest pod kontrolą.
Beyza uśmiechnęła się nerwowo. Ten uśmiech nie sięgał już oczu.
— Nie, dziękuję — odpowiedziała szybko. — Jestem zadowolona z obecnego lekarza. Ale… jeśli coś się zmieni, na pewno się do ciebie zgłoszę.
Rozejrzała się niespokojnie po pomieszczeniu, jakby szukała punktu zaczepienia, pretekstu, czegokolwiek, co pozwoliłoby jej uniknąć dalszych pytań.
Yasemin skinęła głową.
— Jak uważasz.
Brzmiało to neutralnie.
Ale jej spojrzenie już takie nie było.
W jej oczach pojawił się cień podejrzenia — cichy, ale wyraźny. Jakby właśnie zobaczyła coś, co nie pasowało do reszty układanki… i nie zamierzała tego zignorować.

To… nie wygląda dobrze — powiedziała powoli. — Ta maść nie powinna mieć takiego koloru. I zapach… jest zdecydowanie inny...
28/05/2026

To… nie wygląda dobrze — powiedziała powoli. — Ta maść nie powinna mieć takiego koloru. I zapach… jest zdecydowanie inny.

W pokoju zapadła cisza.

— Możliwe, że jest zepsuta.

Mukadder natychmiast odwróciła się do Hancer, aż jej twarz poczerwieniała.

— Nałożyłaś na jego ranę zepsutą maść?! — wybuchła.

— To drugie opakowanie — zaczęła szybko Hancer. — Pierwsze zużyliśmy. Melih kupił nowe. Kiedy je otworzyłam… coś mi nie pasowało. Zapach był dziwny. Nie byłam pewna, czy…

— To ja jej kazałem nałożyć maść — odezwał się nagle Cihan.

Mukadder prychnęła z irytacją.

— A ty, zamiast pomyśleć, posłuchałaś go bez zastanowienia! — rzuciła do Hancer. — Nie przyszło ci do głowy, żeby zapytać kogokolwiek?!

Hancer spuściła wzrok tylko na sekundę, po czym znów spojrzała przed siebie — spokojniej, ale z bólem.

— Próbowałam…

— Wystarczy — przerwała Yasemin stanowczo. — Stało się. Teraz najważniejsze jest to, co dalej.

Reklama

Spojrzała na Cihana uważnie.

— W ranę prawdopodobnie wdała się infekcja. Dlatego masz gorączkę. Potrzebny jest antybiotyk.

Zawahała się na moment.

— Ale najlepiej byłoby, gdyby obejrzał cię lekarz.

— Nie ma takiej potrzeby — odpowiedział od razu Cihan, choć pot spływał mu po skroni. — Wypisz receptę. To wystarczy.

Yasemin przez chwilę patrzyła na niego w milczeniu, jakby chciała zaprotestować. W końcu jednak westchnęła i sięgnęła do torebki.

Wyjęła notes, szybko wypisała receptę i podała ją Hancer.

— Nie ignorujcie tego — powiedziała poważnie. — Jeśli temperatura nie spadnie, natychmiast jedźcie do lekarza. Bez dyskusji.

Hancer skinęła głową. Jej palce zacisnęły się na kartce.

Gdy Yasemin i Mukadder wyszły z pokoju, ona powoli uklękła przy Cihanie i delikatnie ujęła jego dłoń.

— Będzie dobrze… — szepnęła, choć w jej głosie nie było pewności.

Tym razem jednak to nie jego upór budził w niej największy lęk.

Tylko to, co naprawdę mogło kryć się za tą maścią.

Dlaczego zwycięstwo tej uczestniczki wywołało tak gigantyczny skandal i podzieliło widzów "Must Be the Music" jak nigdy ...
28/05/2026

Dlaczego zwycięstwo tej uczestniczki wywołało tak gigantyczny skandal i podzieliło widzów "Must Be the Music" jak nigdy dotąd? Chcesz się dowiedzieć, co tak potężnie oburzyło internautów i dlaczego w komentarzach zawrzało po ogłoszeniu wyników?

Korytarz przed oddziałem intensywnej terapii tonął w chłodnym, sztucznym świetle. Cisza była ciężka, przerywana jedynie ...
28/05/2026

Korytarz przed oddziałem intensywnej terapii tonął w chłodnym, sztucznym świetle. Cisza była ciężka, przerywana jedynie odległym pikaniem aparatury i przytłumionymi krokami personelu.
Nusret krążył nerwowo wzdłuż ściany, z rękami splecionymi za plecami, jak drapieżnik zamknięty w klatce. Co kilka kroków zatrzymywał się na moment, po czym znów ruszał, nie znajdując sobie miejsca.
Mukadder siedziała na plastikowym krześle pod ścianą. Wyprostowana, nieruchoma, z dłońmi zaciśniętymi na torebce, wyglądała jak posąg — tylko drżenie palców zdradzało, jak wiele kosztuje ją zachowanie pozorów spokoju.
Nagle oboje podnieśli wzrok.
Na końcu korytarza pojawili się Tayar i Hancer.
Mężczyzna prowadził ją zdecydowanie, trzymając za ramię. Jego uścisk był twardy, niemal brutalny. Hancer szła obok niego w milczeniu, blada, ale wyprostowana.
Mukadder odwróciła głowę z wyraźną niechęcią.
— Nusrecie… nie chcę z nią rozmawiać — powiedziała chłodno, nie patrząc w ich stronę. — Idź i uprzedź ją. Niech trzyma język za zębami. Cihan nie może się niczego dowiedzieć.
Nusret skinął głową i ruszył naprzód.
Tayar zatrzymał się kilka kroków przed nimi i puścił ramię Hancer. Dziewczyna zrobiła pół kroku w tył, jakby odzyskiwała równowagę — nie tylko fizyczną.
Nusret stanął naprzeciw niej i wyciągnął rękę w geście, który miał sprawiać wrażenie uprzejmości, ale w rzeczywistości był tylko kolejną formą nacisku.
— Chodź. Porozmawiamy — powiedział cicho.
Hancer nawet nie drgnęła. Cofnęła się o krok, patrząc na niego uważnie, bez strachu — raczej z chłodną świadomością.
— Nie ma takiej potrzeby — odpowiedziała spokojnie. — Doskonale wiem, co chcesz mi powiedzieć.
Na moment zapadła cisza.
— Nie musisz mnie ostrzegać — dodała. — Cihan nie dowie się ode mnie niczego.
Kącik ust Nusreta drgnął w czymś, co miało przypominać uśmiech.
— Brawo — mruknął z ironią. — Widzę, że jednak potrafisz myśleć.
Zbliżył się odrobinę, obniżając głos.
— W takim razie idź. Posłuchaj, co Cihan ma ci do powiedzenia… a potem zniknij. Na zawsze.
Hancer uniosła podbródek.
— Nie martw się. Nie zamierzałam tu zostać.
Minęła go bez pośpiechu.

Korytarz szpitalny był jasny, ale chłodny — sterylny zapach i przytłumione dźwięki kroków potęgowały napięcie, które wis...
28/05/2026

Korytarz szpitalny był jasny, ale chłodny — sterylny zapach i przytłumione dźwięki kroków potęgowały napięcie, które wisiało w powietrzu.
Sinem siedziała na plastikowym krześle pod ścianą, wyprostowana, z dłonią opartą na torebce. Jej spojrzenie było nieobecne, utkwione gdzieś w przestrzeni, jakby próbowała wyprzedzić myśli, które i tak wracały.
Po chwili na końcu korytarza pojawiła się Beyza.
Szła spokojnym krokiem, jakby miała tu pełne prawo być — pewna siebie, opanowana. W dłoniach trzymała dwa papierowe kubki z kawą. Zatrzymała się przy Sinem i bez słowa wyciągnęła jeden z nich w jej stronę.
— Przyniosłam ci kawę — powiedziała miękko. — Z mlekiem. Taką lubisz, prawda?
Sinem spojrzała na nią krótko. Jej wzrok był chłodny, niemal obojętny.
— Nie chcę. Dziękuję.
Beyza nie cofnęła ręki.
— Weź, skoro przyniosłam.
Westchnienie Sinem było ciche, ale wyraźne. Niechętnie sięgnęła po kubek, jakby robiła to tylko po to, by zakończyć tę wymianę.
Przez chwilę obie milczały.
— Kiedy już wypijesz… — odezwała się Beyza, siadając obok — nie czekaj tu bez sensu. Mine niedługo wróci ze szkoły.
Sinem uniosła lekko brew.
— Zostawiłam ją z domownikami. Poradzą sobie. — Jej głos był spokojny, ale stanowczy. — Odejdę, kiedy zobaczę Cihana.
Beyza odwróciła głowę w jej stronę.
— Nie wiadomo, kiedy lekarz pozwoli na wizyty. Możesz tu siedzieć godzinami. To nie ma sensu.
Tym razem Sinem spojrzała na nią uważniej — ostrzej.
— Dlaczego tak bardzo chcesz się mnie pozbyć?
W pytaniu nie było podniesionego tonu. Było coś gorszego — bezpośredniość.
Beyza lekko się uśmiechnęła, ale w jej oczach nie było ciepła.
— A dlaczego ty jesteś wobec mnie taka wroga?
Sinem pokręciła głową, jakby nie miała cierpliwości do tej gry.
— Nie próbuj, Beyzo. To na nic.
Zbliżyła się nieco, ściszając głos.
— Powiem Cihanowi, że to ty dałaś Hancer broń. Dziś. Albo jutro. Powiem mu, jak tylko go zobaczę.
Uśmiech Beyzy zgasł.
Na moment.
— Cihan dopiero co wrócił z martwych — odpowiedziała spokojnie, choć w jej głosie pojawiła się cienka nuta napięcia. — Jeśli naprawdę chcesz pomóc Hancer… spóźniłaś się.
Zrobiła krótką pauzę.
— Wygonił ją. Powiedział jej prosto w oczy, żeby odeszła.
Słowa uderzyły w Sinem, ale nie złamały jej postawy.
Powoli wstała.
Przerzuciła torebkę przez ramię i spojrzała na Beyzę z góry — spokojnie, ale z wyraźną determinacją.
— Wiesz… — zaczęła cicho — podżeganie też jest karalne.
Beyza zesztywniała.
— Skoro Hancer została ukarana — dodała Sinem — ty też nie powinnaś czuć się bezpieczna.
Przez chwilę patrzyły na siebie w milczeniu.
Potem Sinem odwróciła się i ruszyła korytarzem. Jej kroki były pewne, zdecydowane.
Beyza została na miejscu.
Kubek w jej dłoni lekko zadrżał.
Na jej twarzy pojawiło się coś, czego nie potrafiła ukryć.
Niepewność.

Adres

Kozietulskiego 74
Bielawy
96-100

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Puls Rozrywki umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij