Czchów - bez retuszu.

Czchów - bez retuszu. Patrzymy władzy na ręce, nagłaśniamy nieprawidłowości i bronimy spraw ważnych dla mieszkańców. Niezależnie, rzeczowo i bez strachu przed trudnymi tematami.

W niedzielę decydują mieszkańcy.9 sierpnia mieszkańcy naszego miasta ponownie pójdą do urn, aby wybrać swojego przedstaw...
07/08/2026

W niedzielę decydują mieszkańcy.

9 sierpnia mieszkańcy naszego miasta ponownie pójdą do urn, aby wybrać swojego przedstawiciela do Rady Miejskiej w Czchowie. To wybory uzupełniające przeprowadzane po śmierci śp. generała Jerzego Jankowskiego, człowieka, który swoim mandatem pokazał, czym w istocie powinna być funkcja radnego.

Nie będziemy przy tym udawać bezstronnego obserwatora. Od początku patrzymy krytycznie na działania władz gminy, bo uważamy, że rolą lokalnego medium nie jest bezrefleksyjne przepisywanie komunikatów urzędu ani klaskanie przy każdej decyzji burmistrza. Krytycyzm nie oznacza jednak całkowitego uprzedzenia. Oznacza zadawanie pytań, sprawdzanie faktów i przypominanie, że władza samorządowa, jak i każda władza potrzebuje kontroli.

Rada miejska także powinna służyć kontroli władzy.

Radny nie jest przedstawicielem burmistrza w swoim okręgu. Jest przedstawicielem mieszkańców w Radzie. Ma obowiązek słuchać ich głosu, pytać w ich imieniu, domagać się wyjaśnień, kontrolować działania organu wykonawczego i zabierać głos również wtedy, gdy dla władz byłoby wygodniej, aby milczał.

Śp. generał Jerzy Jankowski tę rolę wypełniał z niezwykłą konsekwencją. Reprezentował mieszkańców bez strachu, z odwagą i ogromnym zaangażowaniem. Pytał o sprawy ważne nawet wtedy, gdy inni być może machnęli by już ręką, uznali temat za zbyt trudny albo po prostu stracili siłę, by po raz kolejny domagać się odpowiedzi.

Nie rezygnował tylko dlatego, że pytanie było niewygodne. Nie uznawał, że skoro urząd czegoś nie zrobił przez kilka lat, to widocznie „tak już musi być”. Jeżeli mieszkańcy zwracali uwagę na problem, traktował go poważnie i wracał do niego tak długo, jak długo pozostawał nierozwiązany.

To właśnie jest jedna z najważniejszych cech dobrego radnego.

Rada Miejska nie powinna być skupiskiem ludzi dobranych według stopnia przychylności wobec burmistrza. Dobra rada potrzebuje różnych głosów, różnych doświadczeń i ludzi, którzy potrafią powiedzieć zarówno „tak”, gdy decyzja służy mieszkańcom, jak i „nie”, kiedy mają wobec niej uzasadnione wątpliwości.

Bo burmistrz zarządza gminą, a rada nie jest jego zapleczem politycznym. Jest organem stanowiącym i kontrolnym. Uchwala budżet, podejmuje najważniejsze decyzje dotyczące gminy, rozlicza wykonanie tych decyzji i ma narzędzia pozwalające patrzeć władzy wykonawczej na ręce.

Dlatego wybory uzupełniające nie są jedynie technicznym uzupełnieniem jednego pustego miejsca przy stole obrad.

W niedzielę będzie to decyzja o tym, jaki głos nowo wybrany radny będzie reprezentował mieszkańców przez kolejne lata.

Jerzy Jankowski zostawił po sobie wysoko zawieszoną poprzeczkę. Odwagę, niezależność i przekonanie, że radny ma przede wszystkim służyć ludziom. Warto, aby jego następca rozumiał ten mandat właśnie w taki sposób.

Dlatego 9 sierpnia warto pójść na wybory i gorąco do tego namawiamy. W samorządzie naprawdę ma znaczenie, kto pyta, kto kontroluje, kto upomina się o sprawy mieszkańców i kto nie odpuszcza, dopóki słuszne problemy ludzi nie zostaną zauważone i rozwiązane.

Kto naprawdę spacyfikował Czchów i dlaczego samorząd sięga po język narodowościowej niechęci?Pamięć o ofiarach pacyfikac...
04/08/2026

Kto naprawdę spacyfikował Czchów i dlaczego samorząd sięga po język narodowościowej niechęci?

Pamięć o ofiarach pacyfikacji Czchowa jest obowiązkiem nas wszystkich. Nie powinna zależeć od kalendarza wyborczego, politycznych sympatii ani od tego, kto pierwszy pojawi się z kwiatami pod pamiątkową tablicą.

W sobotę, 1 sierpnia, ofiary pacyfikacji upamiętnił na czchowskim Rynku Jakub Maciej Kowalczyk , kandydat w wyborach uzupełniających do Rady Miejskiej w Czchowie.
Urząd Miasta i Gminy Czchów obudził się dopiero w poniedziałek. Wtedy pod tablicą pojawili się burmistrz, radny, pracownicy urzędu oraz kierownicy gminnych jednostek organizacyjnych.

I nagle okazało się, że na uroczystość patriotyczną czas jednak się znajduje. Nawet w godzinach pracy urzędu. Wystarczy zamknąć biura na klucz, wyjść przed aparaty i zrobić sobie kilka pamiątkowych zdjęć.

Trudno nie zauważyć tej nagłej mobilizacji podczas gdy wcześniej pytano o nieobecność przedstawicieli gminy, szkół i gminnych jednostek podczas innych uroczystości patriotycznych oraz ważnych wydarzeniach dla naszego miasta, mieszkańcy słyszeli, że urząd nie ma obowiązku uczestniczyć w każdym wydarzeniu. Tym razem urzędnicy zdołali się zebrać, przygotować wiązanki, wykonać zdjęcia i publikować oficjalną relację.

Można też odnieść wrażenie, że impuls do działania pojawił się dopiero wtedy, gdy ktoś inny wcześniej przypomniał o rocznicy i pokazał, że pamięć o ofiarach, w dniu Powstania Warszawskiego nie musi czekać do poniedziałku ani na decyzję urzędowego referatu promocji i reklamy.

Samo złożenie kwiatów oceniamy pozytywnie. O zamordowanych mieszkańcach trzeba mówić, przypominać ich losy i opisywać zbrodnię bez jej pomniejszania. Prawda historyczna nie może jednak służyć jako wygodny materiał do budowania współczesnych uprzedzeń narodowościowych czego urząd dopuścił się w swojej relacji na FB.

W opublikowanej przez urząd informacji, już w drugim akapicie pojawiło się zdanie:

„Tragiczne wydarzenia rozpoczęły się 1 sierpnia 1944 roku, gdy niemiecki - złożony w większości z Ukraińców - 111. „kozacki” batalion ochrony otoczył Czchów, dopuszczając się rabunków, aresztowań i brutalnych zbrodni na mieszkańcach.”.

Już sama konstrukcja tego zdania budzi w nas poważny sprzeciw. Słowo „niemiecki” pojawia się wprawdzie na początku, lecz natychmiast zostaje przykryte szczególnie wyeksponowanym wtrąceniem:

„złożony w większości z Ukraińców”.

Przeciętny odbiorca dzisiaj nie zapamięta z tego komunikatu skomplikowanej struktury niemieckiej policji okupacyjnej i nie będzie analizował pochodzenia jednostki, jej podporządkowania ani sposobu dowodzenia. Zapamięta prosty przekaz:

"1 sierpnia 1944 roku Ukraińcy otoczyli i spacyfikowali Czchów."

Tak właśnie działa ta sugestia. Nie musi opierać się na całkowitym kłamstwie. Wystarczy odpowiednio rozłożyć akcenty, jeden fakt wyróżnić, a pozostałe pozostawić w cieniu.

To nie była armia ukraińska!

111 „kozacki” batalion ochrony, określany jako Schuma 111, nie był oddziałem armii ukraińskiej. Nie reprezentował państwa ukraińskiego, nie działał w imieniu narodu ukraińskiego i nie został wysłany do Czchowa przez ukraińskie władze!

Była to kolaboracyjna jednostka pomocnicza funkcjonująca w strukturach niemieckiej policji porządkowej. Niemcy wykorzystywali podobne oddziały do ochrony zaplecza frontu, zwalczania partyzantki, przeprowadzania akcji represyjnych i terroryzowania ludności cywilnej. Latem 1944 roku, wraz ze zbliżaniem się Armii Czerwonej, kierowali je do zagrożonych działalnością polskiego podziemia rejonów Małopolski.

Schuma 111 wcześniej uczestniczyła w działaniach pacyfikacyjnych na okupowanych terenach Związku Sowieckiego i w dystrykcie Galicja. Następnie dopuściła się krwawych represji w Opatowcu i Ujściu Jezuickim, skąd została skierowana na południe dystryktu krakowskiego, a później do Czchowa. Nie był to zatem samodzielny oddział, który z własnej inicjatywy wybrał sobie Czchów jako cel ataku. Było to narzędzie przemieszczane i wykorzystywane zgodnie z potrzebami niemieckiego aparatu okupacyjnego.

Czchów nie znalazł się jednak na tej mapie przypadkowo. Był jedną z miejscowości, w których aktywnie działało polskie podziemie. Żołnierze Armia Krajowa przeprowadzili atak na niemiecką załogę ochraniającą budowę zapory, zdobywając znaczną ilość broni, w tym około 80 karabinów. Pacyfikacja miasta była więc niemieckim odwetem za działalność ruchu oporu i właśnie to powinno stanowić jeden z najważniejszych elementów lokalnej pamięci. Nie tylko tragedia ofiar, lecz także odwaga ludzi, którzy podjęli walkę z okupantem.

Ta historia miała również dalszy ciąg. W kolejnych miesiącach żołnierze polskiego podziemia uczestniczyli w akcji „Mosty”, której celem było zabezpieczenie zapór w Czchowie i Rożnowie oraz niedopuszczenie do ich zniszczenia przez wycofujących się Niemców. Była to jednak odrębna operacja, zakończona w styczniu 1945 roku, dlatego nie utożsamiamy jej bezpośrednio z sierpniową pacyfikacją, ale pokazuje ona, jak ważnym ośrodkiem działalności konspiracyjnej był ten teren i z czego każdy mieszkaniec Czchowa rzeczywiście może być dumny.

Wracając, większość członków tego batalionu stanowili byli obywatele Związku Sowieckiego określani w dokumentach jako Ukraińcy lub Kozacy. Nie zmienia to faktu, że byli oni wykonawcami zbrodni i ponoszą za nią indywidualną odpowiedzialność. Kolaboranci, którzy rabowali, gwałcili i mordowali mieszkańców Czchowa, nie mogą zostać wybieleni tylko dlatego, że służyli Niemcom.

Równie niedopuszczalne jest przedstawianie tej historii w taki sposób, jakby pochodzenie części wykonawców było ważniejsze od tego, kto jednostkę utworzył, komu została podporządkowana, kto wydawał jej rozkazy i czyją politykę terroru realizowała.

Kozacki batalion ochrony /Schutzmannschafts-Kosaken-Bataillon 111/, należący do struktur niemieckiej policji porządkowej, była formacją niemieckiego aparatu okupacyjnego, funkcjonującą w strukturach niemieckiej policji i wykonująca niemieckie zadania.

Nie przyszła do Czchowa ukraińska armia jak się dzisiaj sugeruje.

Do Czchowa przybyła jednostka niemieckiej machiny okupacyjnego terroru nazistowskich Niemiec.

Dlaczego urząd wyeksponował dzisiaj tę narodowość?

We wpisie urzędu zabrakło szerszego wyjaśnienia, czym była Schuma 111. Nie opisano jej miejsca w niemieckich strukturach policyjnych. Nie wyjaśniono, dlaczego znalazła się w Małopolsce ani kto decydował o jej przemieszczaniu.
Za to już na początku szczególnie podkreślono, że oddział był „złożony w większości z Ukraińców”.

Zadajemy sobie pytanie: dlaczego właśnie ta informacja okazała się dla autora komunikatu na stronie urzędu tak ważna?

Czy bez niej zbrodnia byłaby mniej okrutna?
Czy pamięć o ofiarach byłaby mniej godna?
Czy mieszkańcy nie zrozumieliby, że pacyfikacji dokonała brutalna formacja służąca niemieckiemu okupantowi?

Pełny i uczciwy opis mógł brzmieć inaczej:

"Czchów został spacyfikowany przez kolaboracyjną jednostkę pomocniczą niemieckiej policji okupacyjnej, złożoną w większości z pochodzących z terenów Związku Sowieckiego Ukraińców i Kozaków."

Takie zdanie nie ukrywa narodowości sprawców. Nikogo nie wybiela i nie pomniejsza niczyjej winy. Pokazuje jednak pełny kontekst odpowiedzialności.

Niestety Urząd Miasto i Gmina Czchów wybrał inną konstrukcję. Niemiecki charakter jednostki zamknął w jednym przymiotniku, natomiast narodowość jej członków wyróżnił osobnym wtrąceniem.

Nie analizowali byśmy tego wpisu bez uwzględnienia obecnej sytuacji społecznej i politycznej. W Polsce narasta niechęć do Ukraińców, a część polityków świadomie próbuje zamienić ją w poparcie wyborcze.

Grzegorz Braun i związane z nim środowiska od dawna budują swój przekaz na strachu przed Ukrainą, historycznych krzywdach i przedstawianiu Ukraińców jako zbiorowego zagrożenia. Sławomir Mentzen również coraz częściej sięga po retorykę, w której krytyka konkretnych decyzji władz Ukrainy przechodzi w tworzenie negatywnego obrazu całej społeczności ukraińskiej.

Do tej licytacji coraz wyraźniej włącza się również Prawo i Sprawiedliwość.
W lipcu kandydat P*S na premiera Przemysław Czarnek mówił o potrzebie doprowadzenia do wstrzymania unijnego finansowania zbrojeń i odbudowy Ukrainy, dopóki Kijów nie zmieni swojej polityki wobec Polski. Wypowiedź była na tyle radykalna, że odciął się od niej nawet Jarosław Kaczyński, podkreślając znaczenie pomocy wojskowej dla bezpieczeństwa Polski.

Następnie Czarnek stwierdził, że „Ukraina banderowska”, nasycona nienawiścią do Polski, stanowi dla naszego kraju śmiertelne zagrożenie. Niezależnie od oceny ukraińskiej polityki historycznej takie słowa wpisują się w coraz ostrzejszą walkę prawicy o elektorat podatny na antyukraińskie emocje.

W takiej atmosferze oficjalny profil Miasta i Gminy Czchów publikuje relację historyczną, w której na pierwszy plan wysuwa informację o Ukraińcach.

Słowa używane przez instytucję publiczną nie funkcjonują w próżni. Padają w konkretnym czasie, w określonej atmosferze politycznej i społecznej. Urząd powinien przewidywać, jak zostaną odebrane i do czego mogą zostać wykorzystane.

Polityczne zaplecze burmistrza również ma tutaj znaczenie.
Nie można pominąć faktu, że pan Krzysztof Szot został wybrany na burmistrza Czchowa jako kandydat Prawa i Sprawiedliwości. Oficjalne dane wyborcze potwierdzają jego start z komitetu Prawo i Sprawiedliwość, a wszystkie źródła wskazują także na jego członkostwo w tej partii.

Nie twierdzimy, że burmistrz osobiście napisał omawiany komunikat. Nie wiemy również, czy polecił umieścić w nim właśnie takie sformułowanie. Nie przypisujemy mu konkretnej intencji, ale za oficjalny przekaz urzędu odpowiada jednak urząd kierowany przez niego.

Polityczne zaplecze burmistrza nie jest w tym kontekście bez znaczenia, szczególnie kiedy Prawo i Sprawiedliwość coraz wyraźniej przejmuje język środowisk próbujących zdobywać poparcie przez wzmacnianie lęku, fobii i niechęci wobec Ukraińców.
Dlatego stawiamy publiczne pytanie:

-Kto przygotował ten tekst?
-Kto zatwierdził jego publikację?
-Dlaczego wyeksponowano narodowość członków batalionu, pomijając szersze wyjaśnienie jego podporządkowania niemieckiemu aparatowi okupacyjnemu?
-Dlaczego z całego skomplikowanego kontekstu historycznego wybrano akurat informację, która najlepiej pasuje do dzisiejszej politycznej kampanii budowania nienawiści wobec Ukraińców?

Nie są to pytania wymierzone w pamięć o ofiarach. Są sprzeciwem wobec wykorzystywania ich tragedii do współczesnych rozgrywek politycznych i narodowościowych sugestii.

Urząd nie może sięgać po narzędzia szczucia!

Można krytykować ukraińskie władze. Można domagać się prawdy o Wołyniu, ekshumacji ofiar oraz uczciwego rozliczenia zbrodni ukraińskich nacjonalistów. Można oceniać zasady pomocy dla obywateli Ukrainy i prowadzić dyskusję o polskim interesie narodowym.

Nie wolno jednak przenosić odpowiedzialności konkretnych sprawców, organizacji i kolaboracyjnych formacji na cały naród ukraiński.
Tym bardziej nie powinien tego robić urząd miasta i gminy.

Samorząd nie jest partyjną tubą propagandową. Nie powinien przejmować języka Brauna, Mentzena, Czarnka ani żadnego innego polityka próbującego zdobywać popularność przez podsycanie narodowych uprzedzeń. Jego zadaniem jest służenie mieszkańcom, budowanie wspólnoty oraz rzetelne przedstawianie lokalnej historii naszego miasta.

Tymczasem omawiany wpis brzmi tak, jakby pacyfikacji dokonała ukraińska formacja atakująca nasze miasto, a nie batalion niemieckiego aparatu okupacyjnego, który realizował zadania wyznaczone przez III Rzeszę.

W obecnej sytuacji jest to rażący brak odpowiedzialności za słowo oraz sięgnięcie po mechanizm dobrze znany z politycznego szczucia. Wybranie narodowości, postawienie jej na pierwszym planie i pozostawienie odbiorcy z prostym, emocjonalnym skojarzeniem.

Urząd gminy, panie Burmistrzu, powinien łagodzić napięcia, a nie przenosić je na lokalny grunt. Powinien przedstawiać historię, a nie ustawiać jej akcenty w taki sposób, aby służyły współczesnej walce politycznej.

Pamięć o ofiarach pacyfikacji Czchowa zasługuje na coś lepszego niż wykorzystanie ich tragedii jako kolejnej iskry w dzisiejszym konflikcie polsko-ukraińskim.

Ofiar drugiej wojny światowej nie wolno nam zapominać. Sprawców nie wolno nam wybielać. Ale historii nie wolno również układać w taki sposób, aby osiemdziesiąt dwa lata później służyła podsycaniu nienawiści do całego sąsiadującego z nami narodu ukraińskiego.


cc: Józefa Szczurek - Żelazko
Informator Brzeski
Capuccino.eu - Regionalny Portal Informacyjny

Magazyn za ponad dwa miliony. Ile naprawdę zapłaci Czchów?Gmina Czchów otrzymała 1 577 600 zł dotacji celowej na budowę ...
22/07/2026

Magazyn za ponad dwa miliony. Ile naprawdę zapłaci Czchów?

Gmina Czchów otrzymała 1 577 600 zł dotacji celowej na budowę magazynu ochrony ludności i obrony cywilnej w Jurkowie. To dobra wiadomość, a pracę urzędników zaangażowanych w przygotowanie wniosku należy docenić. Inwestycja związana z bezpieczeństwem mieszkańców jest potrzebna i nie ma powodu, aby ten fakt kwestionować.

Nie oznacza to jednak, że należy ograniczyć się wyłącznie do komunikatu o sukcesie. Dokumenty budżetowe pokazują bowiem, że rzeczywisty koszt przedsięwzięcia jest wyższy niż kwota przedstawiona podczas sesji jako całkowita wartość zadania.

Koszt kwalifikowany inwestycji określono na 1 972 000 zł. Z tej kwoty 1 577 600 zł stanowi dotacja wojewody, natomiast 394 400 zł to obowiązkowy, 20-procentowy wkład własny Gminy Czchów.

Na tym wydatki samorządu się jednak nie kończą. Z uzasadnienia uchwały budżetowej wynika, że gmina musi zabezpieczyć dodatkowo 175 600 zł na koszty niekwalifikowane. Mają one obejmować między innymi utwardzenie i zagospodarowanie terenu oraz wykonanie dojazdów do bram magazynowych.

Łączny planowany koszt całego przedsięwzięcia wynosi zatem 2 147 600 zł. Kwota 1 972 000 zł odnosi się wyłącznie do części objętej zasadą 80% dotacji i 20% wkładu własnego. Pełny koszt jest wyższy o wydatki, których wojewoda nie finansuje.

Aby umożliwić realizację inwestycji, Rada Miejska zwiększyła plan przychodów i wydatków budżetu o 570 tys. zł. Z tej sumy 394 400 zł przeznaczono na wymagany wkład własny, natomiast 175 600 zł na koszty niekwalifikowane. Pieniądze mają pochodzić z wolnych środków, o których mowa w art. 217 ust. 2 pkt 6 ustawy o finansach publicznych.

Burmistrz podkreślał podczas sesji, że w związku z magazynem nie ma mowy o zaciąganiu kredytu. W wąskim znaczeniu jest to prawda. Na te konkretne 570 tys. zł nie zaciągnięto osobnego, nowego kredytu przypisanego wyłącznie do tej inwestycji.

Nie oznacza to jednak, że zadanie pozostaje bez wpływu na sytuację finansową gminy. Zwiększenie wydatków o 570 tys. zł podniosło również planowany deficyt budżetu. Po zmianach wynosi on ponad 8,2 mln zł i jest finansowany z kilku źródeł, w tym z kredytów krajowych w wysokości ponad 3,2 mln zł.

Nie można więc uczciwie powiedzieć, że dokładnie te 570 tys. zł pochodzi z kredytu. Można natomiast stwierdzić, że inwestycja zwiększa deficyt budżetu, który jako całość jest częściowo finansowany kredytem. Przeznaczenie wolnych środków na magazyn oznacza również, że gmina ma o tę kwotę mniej własnych zasobów na inne inwestycje, ograniczenie zadłużenia albo zabezpieczenie przyszłych wydatków.

Dlatego stwierdzenie, że „nie ma tutaj mowy o zadłużaniu gminy”, przedstawia tylko część obrazu. Nie zaciągnięto osobnego kredytu na magazyn, ale zwiększono wydatki, podniesiono deficyt i wykorzystano 570 tys. zł pozostających w dyspozycji samorządu. Nie jest to zarzut przeciwko inwestycji, lecz rzeczowy opis jej skutków finansowych.

Warto również porównać skalę wsparcia otrzymanego przez oba samorządy. Gmina Gnojnik pozyskała 3 464 000 zł, natomiast Gmina Czchów 1 577 600 zł, czyli ponad dwa razy mniej. Różnica jest jeszcze bardziej widoczna po uwzględnieniu liczby mieszkańców. Gnojnik liczy około 8,1 tys. mieszkańców, a Czchów około 9,7 tys.

W przeliczeniu na jedną osobę Gnojnik otrzymał około 428 zł, natomiast Czchów około 163 zł. Nie oznacza to oczywiście, że mieszkaniec Gnojnika będzie dosłownie chroniony dwa i pół raza skuteczniej. Pokazuje jednak, jak duża jest różnica w skali środków przeznaczonych na bezpieczeństwo lokalnych społeczności, zwłaszcza że wyższe wsparcie otrzymała gmina mniej zaludniona.

Dodatkowe pytania rodzi także kwota 175 600 zł przeznaczona na utwardzenie i zagospodarowanie terenu oraz wykonanie dojazdów. Gmina Czchów posiada stuprocentowy udział w spółce Eurogiełda, która dysponuje sprzętem budowlanym i zapleczem technicznym pozwalającym wykonywać podobne prace.

Nie oznacza to, że roboty mogłyby zostać wykonane bez kosztów. Potrzebne są materiały, paliwo, pracownicy i odpowiednia organizacja zadania. Mieszkańcy mają jednak prawo wiedzieć, czy analizowano wykorzystanie własnej spółki komunalnej i czy mogłoby to ograniczyć rzeczywiste koszty.

Jeżeli prace mają zostać powierzone Eurogiełdzie, należy również zapytać, w jakim trybie zostanie wybrany wykonawca, czy koszt robót zostanie porównany z ofertami innych firm oraz czy sprawdzono, czy na rynku nie ma podmiotu, który mógłby wykonać to zadanie taniej albo w szerszym zakresie. Sam fakt posiadania własnej spółki nie powinien zwalniać gminy z obowiązku wykazania, że wybrane rozwiązanie jest rzeczywiście najbardziej gospodarne.

Jeżeli roboty zostaną ostatecznie powierzone Eurogiełdzie, zasadne pozostaje pytanie, jaka część zabezpieczonych środków trafi do spółki i czy będzie to rozwiązanie korzystne dla budżetu gminy, czy raczej kolejna forma finansowego podtrzymywania podmiotu, który od dłuższego czasu boryka się z poważnymi problemami ekonomicznymi.

Pytania rodzi również sam sposób podjęcia decyzji o budowie magazynu. Przed złożeniem wniosku o dofinansowanie nie odbyła się publiczna debata nad lokalizacją, zakresem ani kosztami inwestycji. Radni zostali poproszeni o zabezpieczenie środków dopiero wtedy, gdy wniosek został już rozpatrzony, decyzja urzędników zapadła, a umowa czekała na podpisanie. W praktyce postawiono ich więc przed wyborem: zatwierdzić przygotowane wcześniej przedsięwzięcie albo narazić gminę na utratę dotacji.

Warto zapytać, czy taki sposób działania odpowiada zasadom przejrzystego i strategicznego zarządzania gminą. Czchów posiada Strategię Rozwoju do 2037 roku, dlatego mieszkańcy i radni powinni wiedzieć, w jaki sposób budowa magazynu wpisuje się w jej cele, dlaczego wybrano właśnie taki zakres i lokalizację oraz czy przed złożeniem wniosku rozważano inne potrzeby i warianty.

Mamy pełne prawo pytać, dlaczego sąsiednia gmina pozyskała znacznie większą kwotę, jaki jest pełny koszt inwestycji, z czego wynika wysokość wydatków niekwalifikowanych i w jaki sposób zostaną wykorzystane środki własne samorządu. Mamy również prawo sprawdzać, czy przy realizacji robót zostanie wykorzystany potencjał należącej do gminy spółki komunalnej oraz czy sposób wyboru wykonawcy będzie gospodarny i przejrzysty.

Sama inwestycja jest potrzebna. Nie zwalnia to jednak władz gminy z obowiązku przedstawienia mieszkańcom pełnych kosztów, sposobu finansowania wykonawcy, zasad wyboru wykonawcy oraz powodów, dla których decyzja została podjęta bez wcześniejszej publicznej debaty.

Hejt czy kontrola władzy?O niewygodnych pytaniach i wygodnych etykietach3 lipca na naszym profilu opublikowaliśmy materi...
22/07/2026

Hejt czy kontrola władzy?
O niewygodnych pytaniach i wygodnych etykietach

3 lipca na naszym profilu opublikowaliśmy materiał dotyczący pozyskania przez sąsiednią Gminę Gnojnik blisko 3,5 mln zł na budowę magazynu ochrony ludności i obrony cywilnej. Informacja ta nie była plotką, domysłem ani polityczną insynuacją. Wynikała z oficjalnego komunikatu i została publicznie przedstawiona jako sukces tamtejszego samorządu.

Zestawiliśmy ją z sytuacją Czchowa, ponieważ właśnie na tym polega lokalne dziennikarstwo obywatelskie: na porównywaniu działań samorządów, analizowaniu dostępnych informacji i sprawdzaniu, czy nasza gmina wykorzystuje pojawiające się możliwości równie skutecznie jak sąsiedzi.

Podczas nadzwyczajnej sesji Rady Miejskiej burmistrz Czchowa nazwał nas jednak „hejterskim medium”.
Zarzut ten miał wynikać z tego, że informowaliśmy o sukcesie Gnojnika, podczas gdy Czchów również uczestniczył w programie i ostatecznie otrzymał dofinansowanie w ogóle o tym nie informując.

W dniu publikacji naszego materiału Gmina Czchów nie miała jeszcze formalnej decyzji wojewody o przyznaniu środków. Decyzję wydano dopiero 10 lipca 2026 roku, czyli tydzień po ukazaniu się tekstu. Nie można więc zarzucać nam rozpowszechniania nieprawdy na podstawie dokumentu, który w chwili publikacji jeszcze nie istniał.

Można oczywiście wskazać, że gmina wcześniej złożyła wniosek i prowadziła działania, o których nie informowała mieszkańców. Sam burmistrz przyznał podczas sesji, że urząd „się tym nie chwalił”. Skoro jednak nie przekazywano informacji o złożonym wniosku, zakresie planowanej inwestycji ani etapie procedury, trudno oczekiwać od lokalnego medium wiedzy o dokumentach i ustaleniach pozostających wewnątrz urzędu.

Jeżeli nasz materiał wywołał tak duże oburzenie, burmistrz mógł po prostu poinformować, że Czchów również uczestniczy w Programie Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej, złożył stosowny wniosek i oczekuje na jego rozstrzygnięcie. Taki rzeczowy komentarz i odpowiedź uzupełniłaby wiedzę mieszkańców i przecięła wszelkie domysły. Do podobnej komunikacji zachęcamy na przyszłość, zamiast sięgania po wygodne określenia o „hejterskich mediach”.

Hejt nie polega na zadawaniu pytań, analizowaniu dokumentów ani porównywaniu liczb. Zaczyna się wtedy, gdy zamiast odnosić się do faktów, uderza się personalnie w człowieka - obraża go, poniża, pomawia, przypisuje mu nieuczciwe intencje i buduje wokół niego fałszywe insynuacje.

Takiego języka doświadczył śp. generał Jerzy Jankowski ze strony innego czchowskiego medium. Nie była to rzeczowa polemika z jego działalnością, lecz próba podważania jego wiarygodności i godności poprzez osobiste ataki. Od podobnej formy przekazu jesteśmy dalecy. Możemy krytykować decyzje, wskazywać błędy i zadawać trudne pytania, ale nie interesuje nas personalne niszczenie człowieka.

Władza ma prawo nie zgadzać się z naszymi ocenami i opiniami. Ma prawo przedstawiać własne argumenty, dokumenty i wyjaśnienia i bronić swoich decyzji. Nie powinna jednak zastępować odpowiedzi etykietą „hejtu”, ponieważ pytania o daty, decyzje i działania samorządu nie są atakiem na człowieka. Są naturalnym elementem społecznej kontroli nad władzą.

Jeżeli każde niewygodne porównanie i każdą próbę sprawdzenia oficjalnej narracji będziemy nazywać hejtem, w przestrzeni publicznej pozostaną wyłącznie komunikaty urzędowe, zdjęcia z podpisywania umów, informacje o kolejnych sukcesach i przeciętych wstęgach. Mieszkańcy mają natomiast prawo do pełnego obrazu, także wtedy, gdy nie jest on dla władzy wygodny.

Nie oczekujemy pochwał za zadawanie pytań. Oczekujemy jedynie, że zamiast personalnych etykiet otrzymamy rzeczowe odpowiedzi. Nasze pytania są naturalnym elementem kontroli społecznej nad władzą i nie będziemy ich unikać na przyszłość.

(red)

Czasami wystarczy spojrzeć za miedzę, żeby zobaczyć, jak bardzo Czchów odstaje od sąsiednich gmin. Nie trzeba wielkich a...
03/07/2026

Czasami wystarczy spojrzeć za miedzę, żeby zobaczyć, jak bardzo Czchów odstaje od sąsiednich gmin. Nie trzeba wielkich analiz, politycznych deklaracji ani urzędowych prezentacji. Wystarczy porównać konkrety.

Gmina Gmina Gnojnik otrzymuje blisko 3,5 miliona złotych na budowę magazynu obrony cywilnej. Inne samorządy potrafią przygotować zadania, sięgnąć po środki, wpisać się w programy rządowe i zrealizować coś, co ma realne znaczenie dla bezpieczeństwa mieszkańców. Nie chodzi tu o kolejną ozdobną inwestycję, nie chodzi o przecinanie wstęgi przy czymś, co dobrze wygląda na zdjęciach. Chodzi o zaplecze kryzysowe. O miejsce, w którym można gromadzić sprzęt, agregaty, pompy, środki medyczne, łóżka polowe, wyposażenie punktów ewakuacyjnych i wszystko to, co w sytuacji zagrożenia może zdecydować o tym, czy gmina działa, czy improwizuje.

Po jednej stronie Gnojnik i komunikaty o kolejnych środkach, podpisanych umowach, inwestycjach, sprzęcie dla ochrony ludności, przygotowaniu do sytuacji kryzysowych i magazynie obrony cywilnej za miliony złotych.

Po drugiej stronie Miasto i Gmina Czchów
Tu wciąż zbyt często dominuje opowieść o tym, że coś się podsumowało, coś się przyjęło, coś się mówiło, coś jest w planach, coś będzie analizowane, coś wynika z budżetu. Oczywiście, są inwestycje. Nikt rozsądny nie powie, że w gminie nie dzieje się absolutnie nic. Problem polega jednak na skali ambicji, tempie działania i zdolności do korzystania z okazji, które innym samorządom najwyraźniej nie przelatują koło nosa.

W Czchowie od lat widać pewien zgniły powtarzalny mechanizm. Dużo mówienia, dużo urzędowego samozadowolenia, dużo sprawozdań, tabel, prezentacji i wystąpień, z których ma wynikać, że wszystko jest pod kontrolą. A kiedy spojrzeć obok, na sąsiednie gminy, nagle okazuje się, że inni potrafią więcej. Potrafią szybciej. Potrafią skuteczniej. Potrafią zawalczyć o środki, przygotować wnioski, znaleźć pomysł i doprowadzić sprawę do końca.

W Czchowie zbyt często dominuje postawa wygodnego administrowania. Nie zarządzania z ambicją, nie przewidywania problemów, nie szukania szans, tylko spokojnego trwania od sesji do sesji, od uchwały do uchwały, od budżetu do budżetu. Jakby sama obecność przy biurku miała być dowodem dobrze wykonanej pracy.

Ostatnia sesja podsumowująca budżet gminy tylko ten obraz pogłębiła. Znów można było usłyszeć język samozadowolenia, w którym wszystko jest poukładane, opisane i rozliczone. Tylko że mieszkańcy coraz częściej widzą różnicę między budżetem jako dokumentem księgowym a rozwojem jako realnym działaniem. Papier przyjmie wszystko. Sprawozdanie można napisać ładnie. Ale rzeczywistości nie da się zagadać.

W tym kontekście szczególnie wymowny jest obraz sprzętu po Eurogiełdzie. Tam, gdzie sąsiednie gminy myślą o magazynach obrony cywilnej, zapleczu kryzysowym, agregatach, pompach i wyposażeniu potrzebnym mieszkańcom w sytuacjach zagrożenia, w Czchowie symbolem gospodarności staje się rdzewiejący majątek, który powinien być dawno opisany, zabezpieczony i racjonalnie wykorzystany. To jest właśnie ta różnica między samorządem, który planuje, a samorządem, który dryfuje. Majątek publiczny nie powinien niszczeć tylko dlatego, że nikomu nie chce się zająć nim porządnie. Każda taka rzecz to nie tylko kawałek metalu czy zalegający sprzęt. To pieniądze, odpowiedzialność i dowód na to, czy gmina traktuje wspólne dobro poważnie, czy tylko przypomina sobie o nim wtedy, kiedy trzeba wpisać coś ładnego do sprawozdania.

Porównanie Gnojnika z Czchowem jest niewygodne, bo pokazuje nie tylko różnicę w inwestycjach. Ono pokazuje różnicę w mentalności. Jedni szukają środków, przygotowują projekty i podpisują umowy. Drudzy zbyt często sprawiają wrażenie, jakby największym osiągnięciem było spokojne przetrwanie od jednej sesji do drugiej.

Czchów coraz częściej wygląda jak samorząd zmęczony samym sobą. Gmina, w której najważniejsze jest, żeby niczego zbyt mocno nie ruszać, nikomu za bardzo się nie narazić, nie postawić sobie zbyt ambitnych celów i nie wyjść poza bezpieczny rytm urzędowej rutyny. Tylko że taka rutyna kosztuje. Kosztuje utracone środki, niewykorzystane programy, opóźnione inwestycje i coraz większe poczucie, że gdzie indziej da się więcej.

Magazyn obrony cywilnej jest tu tylko przykładem. Bardzo konkretnym, bardzo aktualnym i wymownym. Pokazuje bowiem, że bezpieczeństwo mieszkańców nie zaczyna się w momencie kryzysu. Zaczyna się dużo wcześniej, od wniosku, projektu, decyzji, dokumentacji, odwagi i zwykłej samorządowej pracowitości.

Mieszkańcy widzą drogi, rowy, chodniki, szkoły, remizy, bezpieczeństwo, brak infrastruktury i brak inicjatywy tam, gdzie powinna być ona czymś oczywistym.
Dobrze zarządzana gmina nie czeka, aż okazja przejdzie obok. Dobrze zarządzana gmina szuka środków, przygotowuje się wcześniej i nie budzi się dopiero wtedy, kiedy sąsiedzi już podpisują umowy.

Czchów potrzebuje samorządu, który działa z wyprzedzeniem. Potrzebuje urzędu, który nie tylko obsługuje bieżące sprawy, ale potrafi budować odporność gminy na przyszłość. Potrzebuje władzy, która rozumie, że rozwój nie polega na administracyjnym przetrwaniu kadencji.

Największym przeciwnikiem Czchowa jest lenistwo instytucjonalne. Gmina przegrywa, kiedy zadowala się przeciętnością, podczas gdy inni tuż obok pokazują, że można więcej, szybciej i odważniej. I właśnie dlatego ta rozmowa nie jest tylko o jednym magazynie obrony cywilnej ani o jednej dotacji. To jest rozmowa o tym, czy chcemy gminy, która będzie potrafiła wykorzystać swoje szanse, czy gminy, która po raz kolejny obudzi się dopiero wtedy, gdy okazja już dawno przejdzie obok.

Nadchodzące wybory uzupełniające oczywiście nie zmienią wszystkiego z dnia na dzień. Jeden radny, jeden mandat i jeden kandydat nie odwrócą od razu całego sposobu zarządzania gminą. Ale czasem właśnie od takich małych pęknięć zaczyna się większa zmiana. Od jednego głosu, który nie jest częścią wygodnego układu milczenia. Od jednej osoby, która wnosi do rady nie kolejną porcję potakiwania, ale świeże spojrzenie, energię i odwagę zadawania niewygodnych pytań.

Adres

Runek
Czchów
32-860

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Czchów - bez retuszu. umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij