W Czeladzi

W Czeladzi wCzeladziTV
oppidum Czeladź cm castoribus et taberna

Konferencja o mieszkańcach bez mieszkańców? Pytamy o sens takich wydarzeń21 maja w Siemianowickim Centrum Kultury Park T...
21/05/2026

Konferencja o mieszkańcach bez mieszkańców? Pytamy o sens takich wydarzeń

21 maja w Siemianowickim Centrum Kultury Park Tradycji odbyła się konferencja inaugurująca partnerski projekt „REgeneracja Miast. Poprawa jakości życia seniorów w Siemianowicach Śląskich i Czeladzi”.

To nie jest mały projekt. Według informacji Centrum Konsultacyjnego Polsko-Szwajcarskiego Programu Rozwoju Miast jego budżet wynosi ponad 87 mln zł, a partnerem Siemianowic Śląskich jest Miasto Czeladź. Projekt ma dotyczyć m.in. jakości życia seniorów, infrastruktury wodno-kanalizacyjnej, zieleni miejskiej, zdrowia i działań społecznych.

Czeladź zapraszała na to wydarzenie organizacje pozarządowe z naszego miasta. W oficjalnym komunikacie wskazano, że konferencja ma być okazją do zaprezentowania działalności organizacji w formie stoiska wystawienniczego, nawiązania kontaktów i udziału w wydarzeniu poświęconym rozwojowi lokalnych inicjatyw oraz partnerstw.

I właśnie dlatego trzeba zadać proste pytanie: skoro wydarzenie miało dotyczyć mieszkańców, seniorów i organizacji społecznych, to gdzie byli mieszkańcy?

Z relacji osób, które pojawiły się na miejscu, wynika obraz co najmniej zastanawiający. Przy wejściu należało wpisać się na listę. Uczestnicy otrzymywali drobne materiały konferencyjne, m.in. notes i długopis. Na miejscu były stoiska, kawa, herbata, napoje, ciastka, obsługa wydarzenia oraz przedstawiciele instytucji i organizacji społecznych. Według jednej z relacji obecne były m.in. osoby prezentujące rękodzieło, punkt pomiaru ciśnienia oraz stoiska organizacji działających lokalnie.

Nie przesądzamy dziś oficjalnej liczby uczestników, bo tę trzeba będzie zweryfikować w trybie informacji publicznej. Ale z relacji obecnych osób wynika, że frekwencja po stronie zwykłej publiczności była bardzo niska.

I tu nie chodzi o złośliwość. Chodzi o standard.

Jeżeli organizuje się wydarzenie publiczne w ramach dużego projektu za dziesiątki milionów złotych, to mieszkańcy nie powinni być dodatkiem do programu. Nie powinni przypadkiem trafiać na kawę i stoisko. Powinni wiedzieć, gdzie odbywa się debata, kto zabiera głos, jak można zadać pytanie i jaki realny wpływ ma udział mieszkańców.

Bo konferencja o seniorach nie powinna być wydarzeniem głównie dla oficjalnych gości.

Konferencja o organizacjach społecznych nie powinna wyglądać jak zamknięte spotkanie instytucji.

Konferencja o mieszkańcach nie powinna odbywać się tak, że mieszkańców trzeba na niej szukać.

Sam projekt może być potrzebny i wartościowy. Jeżeli dzięki środkom szwajcarskim Czeladź i Siemianowice zrealizują inwestycje w zieleń, infrastrukturę, zdrowie i wsparcie seniorów, to dobrze. Tego nie podważamy. Pytamy jednak o coś innego: czy przy okazji takich projektów mieszkańcy są naprawdę zapraszani do rozmowy, czy tylko dopisywani do komunikatów promocyjnych?

Dlatego warto publicznie zapytać:

Ile osób faktycznie uczestniczyło w konferencji?

Ilu było mieszkańców niezwiązanych z urzędami, organizatorami, obsługą i zaproszonymi instytucjami?

Jakie organizacje społeczne miały swoje stoiska?

Ile kosztowała organizacja konferencji?

Ile kosztował catering, obsługa, materiały promocyjne i upominki?

Czy konferencja była nagrywana albo transmitowana?

Czy mieszkańcy Czeladzi będą mogli zobaczyć zapis debat i wystąpień?

Czy po konferencji powstanie publiczny raport z wnioskami?

To są normalne pytania w sprawie publicznych pieniędzy, publicznego projektu i publicznego wydarzenia.

Partycypacja nie polega na tym, że mieszkaniec podpisze listę obecności i dostanie notes.

Partycypacja polega na tym, że mieszkaniec wie, po co przyszedł, może zadać pytanie, rozumie projekt i ma poczucie, że jego głos nie jest dekoracją.

Dlatego jako W Czeladzi TV będziemy tę sprawę sprawdzać. Nie po to, żeby atakować projekt. Po to, żeby sprawdzić, czy za dużymi hasłami o dialogu, seniorach i lokalnych inicjatywach idzie prawdziwa rozmowa z mieszkańcami.

Bo jeżeli konferencja jest publiczna, ale publiczności prawie nie ma, to pytanie brzmi:

czy to jeszcze jest dialog społeczny, czy już tylko obowiązkowy punkt w projekcie?

💧 Po seminarium o wodzie w Czeladzi: mieszkańcy mieli rację. Teraz czas na decyzje, nie tylko prezentacjeDzisiejsze semi...
20/05/2026

💧 Po seminarium o wodzie w Czeladzi: mieszkańcy mieli rację. Teraz czas na decyzje, nie tylko prezentacje

Dzisiejsze seminarium o wodzie w Czeladzi pokazało jedną rzecz bardzo wyraźnie: problem twardej wody nie był wymysłem mieszkańców, nie był „narzekaniem” i nie był tematem zastępczym.

To był realny problem jakości codziennej usługi publicznej.

Przez wiele miesięcy czeladzianie mówili o kamieniu w czajnikach, osadzie na bateriach, problemach z pralkami, zmywarkami, ekspresami do kawy, większym zużyciu detergentów i zwyczajnym poczuciu, że za wodę płacimy coraz więcej, a komfort jej używania pozostawia wiele do życzenia.

Po seminarium wiadomo już, że te głosy miały twarde podstawy.

Z przedstawionych materiałów wynika, że Czeladź korzysta z dwóch źródeł wody: własnych ujęć głębinowych oraz wody kupowanej z GPW. I tu zaczyna się sedno sprawy.

Woda z własnych ujęć jest tańsza i daje większą niezależność, ale ma bardzo wysoką twardość. Na slajdach wskazywano wartości rzędu 400-600 mg CaCO₃/l, a w danych dotyczących konkretnych ujęć pojawiały się nawet wyższe zakresy.

Woda z GPW jest droższa, ale znacznie miększa. W prezentacji wskazywano twardość około 90-240 mg CaCO₃/l, a w jednym z wariantów przyjmowano wartość około 100 mg/l.

I to jest zasadnicza informacja dla mieszkańców:

100 zamiast 250, 400 czy 600 mg CaCO₃/l to nie jest kosmetyka. To realna różnica w codziennym życiu.

To różnica widoczna w czajniku, na armaturze, w pralce, w zmywarce, w ekspresie do kawy i w portfelu.

Czeladzianie uruchomili potrzebną debatę

Trzeba to powiedzieć jasno: gdyby mieszkańcy nie pytali, nie komentowali, nie pokazywali problemu i nie domagali się konkretów, temat mógłby zostać zamknięty jednym zdaniem: „woda spełnia normy”.

A po seminarium wiemy, że sprawa jest znacznie bardziej złożona.

Pokazano, że dotychczasowy model oparty w dużej mierze na wodzie z własnych ujęć ma swoje ograniczenia. W jednym ze slajdów wskazano, że utrzymywanie proporcji około 80% wody własnej i 20% wody z GPW jest problematyczne, a spółka musi analizować zmianę proporcji.

Pokazano też warianty:

70/30 - czyli więcej wody z GPW, twardość około 380 mg/l, wariant bazowy, minimum wymagane.

50/50 - twardość około 300 mg/l, wyższy koszt, ale realnie lepsza jakość użytkowa.

30/70 - twardość około 220 mg/l, dalej drożej, ale znacznie bardziej komfortowo dla mieszkańców.

0/100, czyli pełne przejście na GPW - twardość około 100 mg/l, ale najwyższa cena w tym modelu.

Pokazano także wariant inwestycyjny, czyli budowę stacji uzdatniania wody. To rozwiązanie długoterminowe, ale kosztowne. Według prezentacji łączna inwestycja dla trzech studni mogłaby wynosić około 26,9-35,8 mln zł, a wzrost ceny wody mógłby wynieść około 1,88-4,50 zł/m³.

To są liczby, o których trzeba rozmawiać publicznie.

Nie w kuluarach. Nie tylko w prezentacji dla garstki obecnych. Nie po fakcie.

Mieszkańcy powinni wiedzieć, który wariant jest realnie rozważany, ile będzie kosztował, jak wpłynie na twardość wody i kto poniesie ciężar tej decyzji.

Nie straszmy najuboższych „zakręcaniem wody”

Podczas debaty pojawił się również bardzo wrażliwy wątek osób najuboższych i tego, co stanie się, jeżeli cena wody wzrośnie.

I tu trzeba powiedzieć rzecz zasadniczą: nie wolno sprowadzać rozmowy do prostego straszenia mieszkańców, że jak woda będzie droższa, to komuś trzeba będzie ją „zakręcić”.

Prawo nie działa w taki uproszczony sposób.

Odcięcie dostaw wody nie jest automatyczną sankcją za ubóstwo. Ustawa przewiduje określoną procedurę, między innymi zaległość za pełne dwa okresy obrachunkowe po wcześniejszym upomnieniu, obowiązek zawiadomienia z wyprzedzeniem oraz obowiązek zapewnienia zastępczego punktu poboru wody przeznaczonej do spożycia.

Dlatego publiczna debata nie powinna brzmieć: albo twarda woda, albo zakręcanie wody najbiedniejszym.

To jest fałszywy wybór.

Prawdziwe pytanie brzmi inaczej:

czy miasto potrafi tak zaprojektować politykę wodną, żeby poprawa jakości wody nie uderzyła najmocniej w osoby najuboższe?

I tutaj dochodzimy do kolejnego ważnego tematu.

Inne gminy dopłacają do wody. Czeladź też może o tym rozmawiać

Jeżeli problemem jest cena, to odpowiedzią nie musi być rezygnacja z poprawy jakości wody.

Ustawa przewiduje możliwość dopłat do taryf. Rada gminy może podjąć uchwałę o dopłacie dla jednej, wybranych albo wszystkich taryfowych grup odbiorców usług.

Skoro inne gminy dopłacają do wody albo ścieków, to mieszkańcy Czeladzi mają pełne prawo zapytać:

dlaczego u nas nie można przynajmniej poważnie przeanalizować takiego rozwiązania?

Nie chodzi o populizm. Nie chodzi o hasło, że wszystko ma być za darmo.

Chodzi o odpowiedzialną politykę publiczną.

Można przecież zapytać:

ile kosztowałaby dopłata do wariantu 50/50?

ile kosztowałaby dopłata do wariantu 30/70?

czy dopłata mogłaby dotyczyć tylko gospodarstw domowych?

czy można wprowadzić czasową osłonę dla mieszkańców?

czy można chronić osoby najuboższe bez rezygnacji z poprawy jakości wody?

czy miasto powinno przesunąć część środków z mniej pilnych wydatków na podstawową usługę publiczną, jaką jest woda?

Bo woda to nie luksus. To codzienność każdego mieszkańca.

Teraz potrzebne są dane, harmonogram i decyzje

Seminarium było potrzebne. Dobrze, że pokazano liczby. Dobrze, że przedstawiono warianty. Dobrze, że mieszkańcy mogli zobaczyć, skąd bierze się problem.

Ale prezentacja nie może być końcem sprawy.

Po takim spotkaniu mieszkańcy powinni dostać stały, prosty i publiczny system informacji:

jaka jest aktualna twardość wody w Czeladzi,

jaka jest twardość w poszczególnych rejonach miasta,

ile procent wody pochodzi z GPW,

ile procent pochodzi z ujęć własnych,

jakie proporcje mieszania są planowane,

jak zmiana proporcji wpłynie na cenę,

czy miasto rozważa dopłaty,

czy planowana jest budowa stacji uzdatniania,

jaki jest harmonogram decyzji.

To nie są pytania przeciwko komukolwiek.

To są normalne pytania mieszkańców o podstawową usługę publiczną.

Czeladzianie, gratulacje. Warto rozmawiać.

Najważniejszy wniosek po seminarium jest prosty:

warto rozmawiać.

Warto pytać.
Warto domagać się danych.
Warto sprawdzać dokumenty.
Warto pilnować spraw, które bezpośrednio wpływają na życie mieszkańców.

Czeladzianie pokazali, że temat kamienia w czajniku może stać się poważną rozmową o jakości usług publicznych, taryfach, inwestycjach, dopłatach, prawie i odpowiedzialności samorządu.

Dlatego dzisiaj trzeba powiedzieć wprost:

Czeladzianie, gratulacje. To dzięki Waszym pytaniom temat wody został potraktowany poważnie.

Teraz trzeba pilnować, żeby za prezentacją poszły konkretne decyzje.

Bo mieszkańcy nie potrzebują tylko slajdów.

Mieszkańcy potrzebują dobrej wody, uczciwej ceny, jasnych danych i samorządu, który nie straszy, tylko szuka rozwiązań.

W Czeladzi TV będzie dalej pytać, sprawdzać i patrzeć na dokumenty.

💧 Warto rozmawiać.
💧 Warto pytać.
💧 Warto wymagać konkretów.

W Czeladzi TV - zawsze blisko ludzi.

⚖️ SĄD W CZELADZI, SPÓŁDZIELNIA I PYTANIE O SETKI TYSIĘCY ZŁOTYCHCzy za dzierżawę budynku, w którym działa Sąd Rejonowy ...
20/05/2026

⚖️ SĄD W CZELADZI, SPÓŁDZIELNIA I PYTANIE O SETKI TYSIĘCY ZŁOTYCH

Czy za dzierżawę budynku, w którym działa Sąd Rejonowy w Czeladzi, Czeladzka Spółdzielnia Mieszkaniowa otrzymuje należne pieniądze?

To pytanie nie jest drobiazgiem technicznym. To pytanie o majątek spółdzielców, odpowiedzialność osób zarządzających i przejrzystość umów, które dotyczą ważnych instytucji działających w naszym mieście.

Sprawę opisała Gazeta Wyborcza Sosnowiec w artykule Wojciecha Todura. Link do materiału źródłowego podajemy w komentarzu / poniżej.

I od razu jasno: nie chodzi o to, czy Sąd Rejonowy w Czeladzi jest potrzebny. Jest potrzebny. Powrót sądu do Czeladzi był przedstawiany jako sprawa prestiżowa i praktyczna - miał poprawić dostęp mieszkańców do wymiaru sprawiedliwości i odciążyć Sąd Rejonowy w Będzinie.

Problem dotyczy czegoś innego.

Chodzi o to, czy za korzystanie z nieruchomości należącej do Czeladzkiej Spółdzielni Mieszkaniowej płacono za całą faktycznie zajmowaną powierzchnię.

Według ustaleń opisanych przez Gazetę Wyborczą, w dokumentach dotyczących dzierżawy miały pojawiać się różne powierzchnie. Najpierw 2981 mkw., później 3685 mkw., a finalnie 4656 mkw.

Tymczasem po wykonaniu pomiarów geodezyjnych miało się okazać, że faktycznie użytkowana powierzchnia wynosiła 7081 mkw.

Różnica?

2425 mkw.

To już nie jest „mała pomyłka w papierach”. To powierzchnia, za którą - według osób zgłaszających sprawę - spółdzielnia mogła nie otrzymywać należnego wynagrodzenia.

Jedna z mieszkanek, która przez wiele lat zawodowo zajmowała się spółdzielniami i wspólnotami mieszkaniowymi, miała wyliczyć, że do końca kwietnia tego roku kwota ewentualnej dopłaty mogłaby wynosić około 900 tysięcy złotych, a za każdy kolejny miesiąc użytkowania dodatkowo około 30 tysięcy złotych.

To są pieniądze, które w spółdzielni mieszkaniowej mają konkretne znaczenie.

To mogą być remonty.
To mogą być modernizacje.
To mogą być środki na utrzymanie budynków.
To mogą być pieniądze, które powinny pracować na rzecz członków spółdzielni.

Dlatego tej sprawy nie można sprowadzić do prostego komunikatu: „jest umowa, więc wszystko jest w porządku”.

Umowa to jedno.
Rzeczywisty zakres korzystania z nieruchomości to drugie.
Interes członków spółdzielni to trzecie.

Z materiału Gazety Wyborczej wynika również, że w całej konstrukcji występował pośrednik. Spółdzielnia miała zawrzeć umowę z jedną ze spółek, a ta następnie zawarła umowę najmu na potrzeby sądu.

To rodzi kolejne pytania.

Dlaczego zastosowano taki model?
Kto na nim zarabiał?
Czy był on korzystny dla spółdzielni?
Czy członkowie spółdzielni mieli pełną wiedzę o warunkach tej operacji?
Czy rada nadzorcza miała realną kontrolę nad sprawą?
Czy zarząd działał z należytą starannością?

To są pytania, które powinny zostać wyjaśnione spokojnie, rzeczowo i na dokumentach.

Sprawa trafiła do prokuratury. Według informacji przytoczonych przez Gazetę Wyborczą, Prokuratura Rejonowa w Będzinie odmówiła wszczęcia postępowania, uznając, że nie stwierdzono znamion czynu zabronionego, a sprawa może mieć charakter cywilnoprawny.

Ale to też trzeba powiedzieć jasno: odmowa wszczęcia postępowania karnego nie oznacza automatycznie, że wszystko było gospodarczo prawidłowe.

Prawo karne to jeden poziom odpowiedzialności.
Prawo cywilne to drugi.
Odpowiedzialność organizacyjna i spółdzielcza to trzeci.
Odpowiedzialność wobec członków spółdzielni to jeszcze inny wymiar.

Może się okazać, że prokuratura nie widzi przestępstwa, ale nadal pozostaje pytanie, czy spółdzielnia powinna dochodzić należnych kwot na drodze cywilnej.

Bo jeżeli faktycznie użytkowano większą powierzchnię niż ta, za którą płacono, to naturalne pytanie brzmi:

czy Czeladzka Spółdzielnia Mieszkaniowa będzie dochodzić pieniędzy należnych jej członkom?

I drugie pytanie:

czy osoby odpowiedzialne za wcześniejsze umowy, aneksy i nadzór nad nimi potrafią dziś logicznie wyjaśnić, skąd wzięła się ta rozbieżność?

Nie chodzi o polowanie na winnych.
Nie chodzi o awanturę.
Nie chodzi o podważanie potrzeby funkcjonowania sądu w Czeladzi.

Chodzi o rzecz podstawową: majątek spółdzielni nie jest niczyj.

To nie są abstrakcyjne metry kwadratowe.
To nie są tylko rubryki w umowie.
To jest majątek konkretnych ludzi - członków spółdzielni.

Jeżeli więc ktoś korzysta z tego majątku, powinien płacić na jasnych, uczciwych i rynkowo uzasadnionych zasadach.

W tej sprawie trzeba odpowiedzieć przynajmniej na kilka pytań:

Czy powierzchnia faktycznie użytkowana przez sąd była zgodna z powierzchnią objętą rozliczeniem?

Kiedy spółdzielnia dowiedziała się o ewentualnej różnicy?

Kto podpisywał kolejne aneksy?

Czy przed podpisaniem aneksów wykonywano rzetelne pomiary?

Czy pośrednik był konieczny?

Czy warunki umowy były korzystne dla spółdzielni?

Czy członkowie rady nadzorczej mieli pełną wiedzę o sprawie?

Czy obecny zarząd podejmie działania w celu zabezpieczenia interesów spółdzielców?

To nie są pytania polityczne.
To są pytania właścicielskie, obywatelskie i gospodarcze.

Bo jeżeli mieszkańcy mają płacić czynsze, fundusze remontowe i opłaty eksploatacyjne, to mają też prawo wymagać, żeby majątek spółdzielni był wykorzystywany profesjonalnie.

Warto też zwrócić uwagę na jeszcze jeden element. Według materiału Gazety Wyborczej, zażalenie na decyzję prokuratury trafiło do Sądu Rejonowego w Czeladzi, ale sędzia zdecydowała o wyłączeniu tej jednostki. Sprawa ma trafić do innego sądu wskazanego przez Sąd Okręgowy w Sosnowcu.

To rozsądne rozwiązanie. Skoro sprawa dotyczy budynku, w którym działa Sąd Rejonowy w Czeladzi, dobrze, aby zażalenie rozpoznawał inny sąd. Nie tylko ze względu na formalną bezstronność, ale też ze względu na społeczne zaufanie do procedury.

Ta sprawa wymaga pełnej transparentności.

Czeladzianie mają prawo wiedzieć, co dokładnie się wydarzyło.

Członkowie spółdzielni mają prawo wiedzieć, czy ich majątek był prawidłowo chroniony.

A obecne władze spółdzielni powinny jasno powiedzieć, jakie działania zostały podjęte i jakie będą dalsze kroki - oczywiście w granicach prawa i bez naruszania tajemnicy postępowania.

Bo najgorsze, co można zrobić w takiej sprawie, to uznać, że mieszkańcy „nie muszą wiedzieć”.

Muszą.

Zwłaszcza gdy mówimy o możliwych setkach tysięcy złotych.

📌 Źródło: Gazeta Wyborcza Sosnowiec, artykuł Wojciecha Todura pt. „Ile sąd powinien płacić spółdzielni za korzystanie z budynku?”
https://sosnowiec.wyborcza.pl/sosnowiec/7,93867,32799231,ile-sad-powinien-placic-spoldzielni-za-korzystanie-z-budynku.html?fbclid=IwY2xjawR6aj5leHRuA2FlbQIxMABicmlkETFpOWFwWTFKTmZhVDYxdUNUc3J0YwZhcHBfaWQQMjIyMDM5MTc4ODIwMDg5MgABHhgzHGpw7XB7czS0lXlDcMwM0LkvrotxBRyZSdJaR8LyXCxqhM2cxKhmuGuC_aem_M0dwwKzBD8CdCPwCUnpPLA =S.MT-K.C-B.1-L.1.duzy?utm_source=facebook.com&utm_medium=SM&utm_campaign=FB_Sosnowiec_Wyborcza

My będziemy się tej sprawie przyglądać.

Spokojnie.
Na dokumentach.
Bez krzyku.
Ale konsekwentnie.

Bo Czeladź zasługuje na instytucje, które działają przejrzyście.
A spółdzielcy zasługują na pełną wiedzę o swoim majątku.

📌 CO NOWEGO W BIP CZELADZI?Sprawdziliśmy najnowsze wpisy w Biuletynie Informacji Publicznej Miasta Czeladź.BIP to nie je...
18/05/2026

📌 CO NOWEGO W BIP CZELADZI?

Sprawdziliśmy najnowsze wpisy w Biuletynie Informacji Publicznej Miasta Czeladź.

BIP to nie jest miejsce od emocji. To miejsce od dokumentów. A dokumenty pokazują często więcej niż oficjalne komunikaty, zdjęcia i krótkie informacje promocyjne.

W ostatnich dniach pojawiło się kilka spraw, które warto spokojnie odnotować i dalej monitorować.

Nie stawiamy tez. Nie oskarżamy. Nie szukamy sensacji.

Robimy to, co powinno być normalne w lokalnym życiu publicznym:

📄 dokument
📌 fakt
❓ pytanie

---

🔹 1. Zakup 130 monitorów dla Urzędu Miasta

W BIP pojawiło się postępowanie dotyczące zakupu 130 sztuk monitorów dla pracowników Urzędu Miasta w Czeladzi w ramach projektu „Zdrowy Pracownik”.

Sam zakup monitorów nie jest niczym nagannym. Praca biurowa, ergonomia stanowiska pracy, wzrok, komfort i zdrowie pracowników to realne tematy.

Ale skoro mówimy o zakupie finansowanym ze środków publicznych lub projektowych, warto znać odpowiedzi na kilka podstawowych pytań:

❓ jaka będzie ostateczna wartość zamówienia?
❓ czy wszystkie monitory trafią bezpośrednio do Urzędu Miasta?
❓ ilu pracowników obejmuje projekt „Zdrowy Pracownik”?
❓ jaka jest całkowita wartość całego projektu?
❓ jakie inne wydatki przewidziano w ramach tego projektu?
❓ czy zakup wynika z diagnozy ergonomicznej, zaleceń BHP albo oceny warunków pracy?

To nie są zarzuty. To są normalne pytania o przejrzystość wydatkowania środków publicznych.

---

🔹 2. Ulgi podatkowe za 2025 rok

W BIP opublikowano wykaz podmiotów, którym w 2025 roku udzielono ulg podatkowych lub opłatowych w kwocie powyżej 500 zł.

Największa pozycja dotyczy spółki SFA Polska Sp. z o.o.

W dokumencie wskazano umorzenie zaległości wraz z odsetkami za zwłokę w podatku od nieruchomości na kwotę:

💰 230 642,00 zł

Jako przyczynę podano: „ważny interes podatnika”.

Druga pozycja dotyczy EUROPEJSKA VI Sp. z o.o. - umorzenie odsetek za zwłokę w podatku od nieruchomości na kwotę 14 216,00 zł, również z powodu ważnego interesu podatnika.

Trzecia pozycja dotyczy osoby fizycznej i rozłożenia na raty zaległości wraz z odsetkami.

Tu trzeba być bardzo precyzyjnym.

Udzielenie ulgi podatkowej może być zgodne z prawem i uzasadnione. Prawo przewiduje takie sytuacje. Organ podatkowy może uwzględniać szczególne okoliczności po stronie podatnika.

Ale jeżeli miasto rezygnuje z ponad 230 tys. zł należności z podatku od nieruchomości, mieszkańcy mają prawo wiedzieć, jakie konkretnie okoliczności uznano za „ważny interes podatnika”.

❓ czy chodziło o trudną sytuację finansową spółki?
❓ czy o ochronę miejsc pracy?
❓ czy o inwestycję?
❓ czy o kontynuację działalności na terenie miasta?
❓ czy o inne szczególne okoliczności gospodarcze?

To nie jest atak na przedsiębiorcę ani na urząd.

To jest pytanie o jawność decyzji dotyczących pieniędzy publicznych.

---

🔹 3. Nieruchomość przy Kaczej 12 / Ciasnej 4

W rejestrze zmian BIP pojawiła się informacja o wyniku I przetargu dotyczącego nieruchomości przy ul. Kaczej 12 / Ciasnej 4.

Sprzedaż nieruchomości gminnej zawsze dotyczy majątku publicznego. Gmina oczywiście może sprzedawać nieruchomości, jeżeli uznaje to za uzasadnione gospodarczo.

Ale mieszkańcy mają prawo znać podstawowe informacje:

❓ czy przetarg zakończył się sprzedażą?
❓ jaka była cena wywoławcza?
❓ jaka była cena uzyskana w przetargu?
❓ ilu było uczestników?
❓ kto nabył nieruchomość?
❓ czy cena odpowiada realiom rynkowym?

Majątek gminny to majątek wspólny. Dlatego każda sprzedaż powinna być czytelna, dobrze udokumentowana i zrozumiała dla mieszkańców.

---

🔹 4. Seria nowych wykazów dzierżawy

W BIP pojawiła się również seria nowych wykazów nieruchomości przeznaczonych do wydzierżawienia - oznaczonych numerami od 62/2026 do 69/2026.

Dzierżawa gminnych nieruchomości to normalne narzędzie zarządzania majątkiem miasta. Może dotyczyć mniejszych działek, fragmentów gruntu, terenów użytkowanych przez mieszkańców, przedsiębiorców albo lokalne podmioty.

Ale właśnie takie dokumenty warto regularnie czytać.

Z wykazów można ustalić:

📌 jakie grunty są oddawane w używanie,
📌 na jaki okres,
📌 za jaką stawkę,
📌 w jakim celu,
📌 czy jest to nowa dzierżawa, czy kontynuacja wcześniejszej umowy.

To są drobne dokumenty, ale często właśnie z takich drobnych dokumentów najlepiej widać, jak miasto zarządza swoim majątkiem.

---

🔹 5. Konkursy na dyrektorów SP2 i SP3

W BIP pojawiły się także ogłoszenia konkursowe dotyczące stanowisk dyrektorów dwóch szkół podstawowych:

🏫 Szkoły Podstawowej nr 2 im. Marii Konopnickiej
🏫 Szkoły Podstawowej nr 3 im. Janusza Korczaka

To ważny temat społeczny.

Dyrektor szkoły to nie tylko funkcja administracyjna. To osoba, która wpływa na atmosferę w placówce, relacje z rodzicami, organizację pracy nauczycieli, bezpieczeństwo dzieci i codzienne funkcjonowanie szkoły.

Na tym etapie nie ma podstaw do ocen. Jest natomiast powód do monitorowania procedury.

❓ ilu kandydatów zgłosi się do konkursów?
❓ jaki będzie skład komisji?
❓ jakie kryteria będą najważniejsze?
❓ jak zostanie uzasadniony wybór?
❓ czy społeczność szkolna otrzyma jasną informację o wynikach?

Szkoła to jedna z najważniejszych lokalnych instytucji. Dlatego procedury dotyczące wyboru dyrektorów powinny być przejrzyste i zrozumiałe.

---

🔹 6. Obwieszczenia i postępowania administracyjne

W BIP pojawiły się również dokumenty dotyczące obwieszczeń Wojewody Śląskiego oraz zawiadomienie PGW Wody Polskie o wszczęciu postępowania administracyjnego.

Tych dokumentów nie należy oceniać wyłącznie po nazwie pliku czy sygnaturze. Trzeba je osobno przeczytać i ustalić, czego dokładnie dotyczą.

Ale warto je odnotować, bo często właśnie w obwieszczeniach i zawiadomieniach administracyjnych pojawiają się informacje dotyczące inwestycji, gruntów, infrastruktury, wód albo środowiska.

---

📌 Dlaczego o tym piszemy?

Bo miasto działa nie tylko wtedy, gdy publikuje zdjęcia z wydarzeń, inwestycji i spotkań.

Miasto działa również wtedy, gdy:

📄 ogłasza przetarg,
📄 udziela ulgi podatkowej,
📄 sprzedaje nieruchomość,
📄 dzierżawi grunt,
📄 powołuje komisję,
📄 ogłasza konkurs,
📄 publikuje obwieszczenie,
📄 zmienia plany finansowe,
📄 wgrywa dokument do BIP.

I właśnie dlatego BIP jest ważny.

To nie jest techniczny dodatek do samorządu. To jedno z podstawowych narzędzi jawności życia publicznego.

Nie każdy mieszkaniec ma czas codziennie przeglądać rejestr zmian, pobierać załączniki i analizować dokumenty. Dlatego będziemy to robić i pokazywać najważniejsze sprawy w prosty, zrozumiały sposób.

---

📣 Nasze pytania po najnowszym przeglądzie BIP:

1️⃣ Jaka jest pełna wartość projektu „Zdrowy Pracownik” i ostateczna wartość zakupu 130 monitorów?

2️⃣ Jakie dokładnie okoliczności uzasadniały umorzenie ponad 230 tys. zł podatku od nieruchomości dla SFA Polska Sp. z o.o.?

3️⃣ Za ile i komu sprzedano nieruchomość przy Kaczej 12 / Ciasnej 4, jeżeli przetarg zakończył się sprzedażą?

4️⃣ Jakie konkretnie nieruchomości obejmują nowe wykazy dzierżaw nr 62/2026 - 69/2026?

5️⃣ Jak będzie przebiegała procedura wyboru dyrektorów SP2 i SP3?

6️⃣ Czego dotyczą najnowsze obwieszczenia i zawiadomienia administracyjne opublikowane w BIP?

---

To są pytania obywatelskie.

Nie polityczne.
Nie personalne.
Nie oskarżycielskie.

Po prostu: dokument - fakt - pytanie.

Tak powinien działać lokalny nadzór obywatelski.

W Czeladzi TV będzie dalej monitorować BIP i wracać do spraw, które dotyczą pieniędzy publicznych, majątku miasta i decyzji ważnych dla mieszkańców.

Bo jawność zaczyna się od prostego pytania:

📌 co wynika z dokumentów?

16/05/2026

Za każdą sprawą o dostęp do informacji stoi konkretny człowiek.

Ktoś chciał wiedzieć, na co wydawane są publiczne pieniądze.
Ktoś próbował zobaczyć umowę zawartą przez urząd.
Ktoś nie dostał odpowiedzi.

Właśnie wtedy wkraczamy my - pomagamy pisać wnioski, odwołania, skargi do sądów i doprowadzać sprawy do końca. Dzięki temu jedno pytanie może zakończyć się ważnym wyrokiem i zmianą, która służy wszystkim.

Ale żeby być tam, gdzie pomoc jest potrzebna, potrzebujemy stabilności.

Regularne darowizny pozwalają nam działać niezależnie, planować długofalowo i każdego dnia pomagać osobom, które walczą o jawność i swoje prawa.

❤️ Dołącz do grona osób wspierających Watchdoga regularnie:
siecobywatelska.pl/wspieraj_regularnie
--
Wpis: JGM [bit.ly/pracownicySieci]

📜 Czeladź - miasto, które trzeba czytać jak opowieśćSą miasta, które można opisać suchą datą, uchwałą, mapą albo planem ...
16/05/2026

📜 Czeladź - miasto, które trzeba czytać jak opowieść

Są miasta, które można opisać suchą datą, uchwałą, mapą albo planem inwestycyjnym.

Ale Czeladź nie jest takim miastem.

Czeladź trzeba czytać warstwami. Trochę jak starą księgę, w której pod współczesnymi ulicami, remontami, sporami i codziennym ruchem miasta ukryta jest zupełnie inna opowieść: o Brynicy, dawnych szlakach, rynku, karczmie, bobrach, mieszczanach, rzemieślnikach, robotnikach, kopalniach, wojnach, burmistrzach i zwykłych ludziach, którzy przez pokolenia tworzyli charakter tego miejsca.

Dobrym przewodnikiem po takiej Czeladzi jest książka Czesławy Niemyskiej-Rączaszkowej „Czeladź. Opowieść o mieście”, wydana przez Urząd Miasta w Czeladzi w 1993 roku.

To nie jest zimna, techniczna monografia. To raczej lokalna opowieść historyczna - pisana z potrzeby ocalenia pamięci miasta. Autorka nie ukrywała, że korzystała nie tylko z dokumentów, ale także ze wspomnień mieszkańców. I właśnie dlatego ta książka ma w sobie coś, czego często brakuje urzędowym opracowaniom: żywy głos miasta.

Jedna z najstarszych wzmianek o Czeladzi brzmi niezwykle symbolicznie:

„oppidum Czeladź cm castoribus et taberna”

czyli miasto Czeladź z bobrami i karczmą.

W jednym zdaniu jest właściwie wszystko: miasto, rzeka, przyroda, droga, handel i codzienne życie. Nie wielka historia pisana wyłącznie przez królów i książąt, ale historia miejsca, które od początku żyło przy szlaku, nad wodą, między ludźmi.

Brynica w tej dawnej opowieści nie była tylko ciekiem wodnym na mapie. Była częścią krajobrazu, granicy, gospodarki i obronności. Autorka opisuje dawną Brynicę jako rzekę zmienną, rozlewającą się, tworzącą odnogi i bagniste brzegi. Dzisiaj często patrzymy na rzekę technicznie: jako na koryto, wały, przepustowość, zanieczyszczenia, regulację. Dawniej była ona jednym z fundamentów życia miasta.

Czeladź wyrastała z rzeki, szlaku i pogranicza.

To pogranicze jest bardzo ważne. Miasto leżało w miejscu, gdzie ścierały się wpływy polityczne, gospodarcze i kulturowe. Blisko Śląska, blisko Małopolski, blisko ważnych dróg. Czeladź przez wieki musiała odnajdywać się wśród zmian granic, konfliktów, najazdów, decyzji podejmowanych daleko od mieszkańców i zwykłej codziennej walki o przetrwanie.

A potem przyszła wielka przemiana: węgiel.

Rozwój górnictwa i przemysłu zmienił Czeladź głębiej niż niejedna decyzja administracyjna. Dawne miasto mieszczańskie, rzemieślnicze i częściowo rolnicze zaczęło przeobrażać się w miasto robotnicze. Kopalnie, zakłady, nowe osiedla, napływ ludzi, zmiana rytmu życia - wszystko to stworzyło zupełnie nową Czeladź.

Ale za tym rozwojem nie stały wyłącznie inwestycje i przemysłowe ambicje. Stała też ciężka praca ludzi.

Robotników, którzy pracowali długo i w trudnych warunkach.

Rodzin, które żyły w cieniu kopalń.

Mieszkańców, którzy musieli budować swoją codzienność w mieście szybko zmieniającym się społecznie i gospodarczo.

Dlatego historia Czeladzi nie jest tylko historią budynków, zakładów i ulic. To również historia godności, pracy, awansu społecznego, biedy, napięć, organizowania się i walki o lepsze warunki życia.

W książce mocno wybrzmiewają także wydarzenia robotnicze, rewolucja 1905 roku, okres międzywojenny i dramatyczne momenty lokalnej historii. Szczególne miejsce zajmuje tzw. Republika Czeladzka oraz wydarzenia związane ze strajkami i napięciami społecznymi. Bez względu na dzisiejsze oceny polityczne, jest to część historii miasta, której nie da się pominąć.

Czeladź była miastem pracy.

Ale była też miastem samorządności.

Autorka pokazuje, że miejskość Czeladzi nie była czymś oczywistym i danym raz na zawsze. Miasto traciło i odzyskiwało znaczenie, zmieniało swoją pozycję, odbudowywało się po zniszczeniach i próbowało na nowo definiować własną rolę. W tym sensie historia Czeladzi jest historią ciągłego wracania do podmiotowości.

Bardzo ciekawie brzmią też opisy okresu międzywojennego. Miasto nadrabiało wtedy cywilizacyjne zaległości: porządkowano ulice, naprawiano drogi, układano chodniki, modernizowano przestrzeń. Brzmi znajomo?

Bo rozwój miasta bardzo często zaczyna się od spraw najprostszych.

Od drogi.

Od chodnika.

Od szkoły.

Od mostu.

Od światła.

Od porządku w przestrzeni.

Od tego, czy mieszkaniec czuje, że miasto naprawdę działa dla niego.

Najbardziej bolesny rozdział tej opowieści to okupacja niemiecka. Autorka opisuje terror, niszczenie polskich śladów kultury, zmianę nazw ulic, próby wymazywania lokalnej pamięci i niszczenie dokumentów. Ale nawet w tym czasie byli ludzie, którzy ratowali to, co dało się uratować: książki, akta, dokumenty, ślady historii.

To jeden z najważniejszych obrazów z tej książki.

Bo czasem, gdy nie da się obronić instytucji, można jeszcze ratować pamięć.

I chyba właśnie pamięć jest tutaj słowem kluczem.

Czeladź nie jest tylko miejscem na mapie. Jest sumą ludzkich doświadczeń. Miastem, które przetrwało najazdy, pożary, wojny, utratę praw, rozwój przemysłu, konflikty społeczne, okupację i kolejne przemiany ustrojowe.

Dlatego dzisiaj, gdy rozmawiamy o Czeladzi, nie powinniśmy patrzeć wyłącznie na bieżące spory, pojedyncze decyzje albo jedną kadencję samorządu. To wszystko jest ważne, ale jest tylko jedną warstwą.

Pod spodem jest dłuższa opowieść.

O mieście, które przez wieki żyło na styku granic, interesów, pracy, ambicji i zwykłego ludzkiego wysiłku.

Ta książka przypomina jeszcze jedno: miasto nie należy wyłącznie do urzędów, instytucji ani kolejnych ekip zarządzających.

Miasto należy do ludzi.

Do tych, którzy tu żyli.

Do tych, którzy pracowali.

Do tych, którzy budowali domy, drogi, szkoły i zakłady.

Do tych, którzy przepisywali dokumenty, ratowali książki, uczyli dzieci, prowadzili biblioteki, wydobywali węgiel, organizowali życie społeczne i zostawiali po sobie ślad.

Dzisiejsze pytania o przyszłość Czeladzi nie są oderwane od historii.

One są jej dalszym ciągiem.

I może właśnie dlatego warto wracać do takich publikacji. Nie po to, żeby żyć przeszłością. Ale po to, żeby lepiej rozumieć, czym jest miasto, w którym żyjemy.

📚 Źródło:
Czesława Niemyska-Rączaszkowa, „Czeladź. Opowieść o mieście”, Urząd Miasta w Czeladzi, 1993.

Słowo wstępne:
Władysław Kwaśniak, Stowarzyszenie Miłośników Czeladzi.

Wydawca:
Urząd Miasta w Czeladzi.

Projekt okładki:
Witold Gluźniewicz i Tomasz Hudzik.

Publikacja dostępna w Śląskiej Bibliotece Cyfrowej:
https://sbc.org.pl/Content/17878/PDF/17878.pdf

Adres

CZELADZ
Czeladz
41-250

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy W Czeladzi umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij