01/05/2026
Jest taki czas, gdy życie bierze ostry zakręt. Wszystko wówczas się zmienia, nadając krokom zupełnie inny kierunek. Nagle mniej ważny staje się cel, a bardziej sama droga — wędrówka w nieznane. Nie to, czy spotka się na niej to, co „wyczekiwane”, „znajome”, ale właśnie to, co jeszcze „niepoznane”.
Życie staje się przygodą samą w sobie, gdzie ważny jest każdy oddech, każde poruszenie — radość w trwaniu.
Właśnie rozpoczynam taką drogę…
Za mną lata wędrówki do siebie — uświadamiania sobie tego, co najważniejsze, najcenniejsze. To także czas poznawania siebie, swoich możliwości i zawierzania się Bożemu planowi. Tego, że jestem wystarczająca. Że mogę doświadczać więcej, pełniej — by wciąż się rozwijać, kochając.
Odkrywania, że czyny realizowane w zgodzie z łaską i Jego wolą przynoszą radość, której nie sposób do końca pojąć. Że nic nie dzieje się bez powodu — wszystko ma swój sens i swoją właściwą chwilę.
Niektórzy mówią, że trzeba mieć odwagę, by zrezygnować z pracy na etacie — czegoś stabilnego, przewidywalnego — i zająć się pisarstwem, które nie daje gwarancji ani pewności jutra.
I tak… z pewnej perspektywy mają rację.
„Spłaszczając” obraz świata, można nie dostrzec TEGO, co jest ponad wszystkim — co prowadzi przez nasze trwanie.
Byłabym jednak kłamcą, gdybym powiedziała, że podjęcie tej decyzji było łatwe. Wciąż pojawiają się w mojej głowie zwątpienie i strach, które podszeptują, że „nie dam sobie rady”, że „zawiodę”.
Staram się jednak nie dawać im wiary i kierować wzrok ku Temu, w którym sens istnienia zawiera się w pełni.
Wierzę, że życie w zgodzie z przekonaniami, w rytmie bicia własnego serca, jest możliwe.
Może i jestem niepoprawną romantyczką.
Ale szczerze… wolę nią być, niż żyć bez ŻARU serca, który nadaje sens wszystkiemu dookoła.
Na świecie jest już wystarczająco dużo realistów — a jeszcze więcej sceptyków.
Po co powielać schematy?
Z odwagą jest mi bardziej do twarzy. Jak każdemu z nas zresztą.
I sporo jest prawdy w sentencji:
„Pewnego dnia strach zapukał do drzwi. Odwaga podeszła je otworzyć. Nikogo nie było”.
Kiedy człowiek pokona mrok swojego wnętrza — kiedy nie da głosu lękom — dzieje się coś niezwykłego.
Faktycznie otwierają się drzwi, za którymi nie ma już strachu — a odsłania się nowa ścieżka.
Droga w nieznane.
I jakże cudownie wpisują się tutaj słowa, otrzymane dzisiaj (1 maja 2026 r.) w modlitwie: "Gdy ogarnia mnie lęk, Tobie ufam - Bogu, którego Słowo tak sławię, Bogu ufam! Nie boję się!" Ps 56, 3-4
Rozpiera mnie radość, a serce drży na myśl o tej drodze. Kto wie — może takiej samej, jaką przeżywają bohaterowie moich powieści?
Jestem wdzięczna — za dar męża, dzieci i ludzi, których do tej pory spotkałam.
Niosąc nadzieję w sercu, powierzam każdego z osobna Bogu.
Niech dobry Ojciec rozpala w każdym człowieku płomień żywej miłości i wiary. Niech otwiera drzwi niewiedzy, by odsłaniać to, co w nas ukryte — siłę, możliwości i odwagę do realizacji marzeń.
M.
PS Odwagi! Nie jesteście sami.