Mała Psotka Dorotka - codzienność z MPD

Mała Psotka Dorotka - codzienność z MPD 🌿 Gdyby historię Dorotki opowiedzieć w skrócie, łatwo byłoby napisać: MPD. Tyle że najważniejsze nigdy nie mieści się w skrótach. Rozgość się.

To opowieść o miłości i odwadze. Najpiękniejsze rozdziały tej historii wciąż się piszą... 📖 🫶

08/07/2026

8:00 rano. Dorci dzień już trwa na pełnych obrotach 💪

Kasia wchodzi do akcji i wiadomo ... łatwo nie będzie 😅

Nasza Psotka wie, że od takich poranków zaczynają się kolejne jej małe zwycięstwa... ❤️

Kasia Kabuła - fizjoterapeuta dziecięcy 🤗

06/07/2026

Plan był prosty: podnieść piłkę i rzucić 💪
Plan się udał...
Tylko Kasia nie była zachwycona miejscem lądowania 😂
Sorry, Kasia! 🤭

06/07/2026

Kasia puszcza ręce, a Dorcia próbuje wyprostować się sama.

Właśnie dla takich chwil ćwiczymy ❤️

W teorii wszystko jest proste. Stanie, koncentracja i kolejne zadanie. W praktyce wystarczy, że Dorcia sama siebie rozśm...
06/07/2026

W teorii wszystko jest proste. Stanie, koncentracja i kolejne zadanie. W praktyce wystarczy, że Dorcia sama siebie rozśmieszy i plan trzeba zaczynać od nowa... 😂

Poniedziałek po przedszkolu nasz stały punkt programu: Centrum Wyspa, Kasia i... stanie. W końcu Medek zobowiązuje 💪

Takie ćwiczenia wymagają siły, cierpliwości i skupienia. Przez chwilę wszystko idzie idealnie.

A potem Dorcia zrobi jakąś minę, spojrzy na swoje odbicie albo wpadnie jej do głowy coś śmiesznego... i koniec🤦🏻‍♀️

Największym wyzwaniem nie jest wtedy samo stanie.

Najtrudniej opanować śmiech 😆

Na szczęście po kilku chwilach znowu wraca do pracy 💪😉

A przy okazji Dorcia ma nowe okulary. Tym razem wybrała różowe 🩷

Mówią, że nie warto patrzeć na świat przez różowe okulary... 🤔 Patrząc na Dorcię, mam jednak wrażenie, że akurat jej wyjątkowo do twarzy z takim spojrzeniem 👓🤭

Dwa okienka w uśmiechu. A w szufladce kolejny skarb 🩷Dopiero co czekałyśmy na pierwszy mleczak, a dziś Dorcia ma już dwa...
03/07/2026

Dwa okienka w uśmiechu. A w szufladce kolejny skarb 🩷

Dopiero co czekałyśmy na pierwszy mleczak, a dziś Dorcia ma już dwa okienka w uśmiechu.

Nie spodziewałam się, że wydarzy się to tak szybko.

Pierwszy ząbek zniknął bez śladu. Najbardziej prawdopodobne, że został u cioci podczas chrupania ogórka. Szukałyśmy go, ale przepadł 🤷🏻‍♀️

Za to drugi postanowił zrobić inaczej 😊

Jechałyśmy razem samochodem. Dorcia siedziała obok mnie.

W pewnym momencie nachyliła się, żeby dać mi całusa w ramię 😗

Poczułam lekkie ukłucie.
Odwracam głowę, patrzę na rękę... krew.
Pierwsza myśl? Skąd? 🤔

Patrzę na Dorcię. Na jej ustach też maleńkie ślady krwi.

Przez chwilę tylko patrzymy na siebie, próbując zrozumieć, co właśnie się wydarzyło.

I nagle olśnienie.

Dorcia... ząbek! 🦷
Tylko gdzie? 😅

Zaczęłyśmy szukać dosłownie wszędzie. Zaglądam na siedzenie, na podłogę, między ubrania...

I wtedy go zobaczyłam.

Maleńki biały ząbek zaczepił się o jej białą bluzeczkę 🦷🩷

Uff... Tym razem postanowił z nami zostać.
Od razu trafił do specjalnego pojemniczka w kształcie ząbka 😊

To wyjątkowy prezent od pani stomatolog za odwagę i bycie dzielną pacjentką podczas leczenia ząbków.

Dlatego ten pojemniczek sporo znaczy dla naszej Psotki 😊

Dorcia od początku wiedziała, gdzie pojemniczek z "zawartością" powinien trafić.

Ma swoją szkatułkę, a w niej specjalną szufladkę na skarby.

Na wspomnienia.

Chowa tam pierwsze zdjęcia od fotografa, muszelki z naszych spacerów 🐚, kamyczki, bilety z różnych miejsc i inne drobiazgi dla niej są bezcenne.

Teraz dołączył do nich mleczak.

Pierwszego nie udało się odnaleźć, więc ten jest naprawdę wyjątkowy 🤍

A te dwa okienka? Muszę przyznać, że wyglądają przeuroczo 🥹

Zapytałam Dorcię, czy podoba jej się jej nowy uśmiech.

"Na maxa. Wyglądam jak słodziak" 😅

Po chwili otworzyła swoją szufladkę ze skarbami i bardzo ostrożnie schowała do niej ząbek.

Między muszelkami, kamyczkami i pierwszymi zdjęciami od fotografa znalazło się miejsce na kolejne wspomnienie.

Patrzyłam na nią i myślałam jak to dobrze mieć takiego małego szczerbatego Słodziaka 🥹🩷

🎓 „Teraz do szkoły już ruszacie. A ja zostaję i zabawy pilnuję w Green Elephancie!” 😄Tę kwestię Dorotka powiedziała ze s...
26/06/2026

🎓 „Teraz do szkoły już ruszacie. A ja zostaję i zabawy pilnuję w Green Elephancie!” 😄

Tę kwestię Dorotka powiedziała ze sceny, do mikrofonu, tuż przed piosenkami.

Miała ją przygotowaną i wyraźnie czekała na swój moment. Rzuciła nią w starszaków tak, że cały Dworek Oleńka roześmiał się.

I pomyślałam, że w tych kilku linijkach zmieściła całą siebie💚

Ale po kolei.

Piątek, Dworek Oleńka, wszystko pod gołym niebem ☀️

Scena przygotowana tak pięknie, że przez chwilę po prostu na nią patrzyłam, a do tego dzieci, wystrojone, odświętne, jakby przez chwilę naprawdę większe niż na co dzień.

Zaczyna się polonez. 💃 Kilkanaście par, figury, tunele, przeplatanki i gdzieś w ostatniej parze Dorcia.

Wózek prowadzi Pani Angelika, koleżanka trzyma Dorcię za rączkę, i tak razem przechodzą przez wszystko.

Patrzę i liczę w głowie te momenty, w których „mogłoby się nie dać”.

A dało się. Po prostu się dało.

I jeszcze jedno, czego z boku może nie było widać.

Na scenę prowadził podjazd. Zbudowany, przemyślany, żeby jedno konkretne dziecko z całej tej gromady mogło tam wjechać i być częścią całości.

Drobiazg? Dla mnie nie. Bo Ktoś naprawdę pomyślał o naszej Dorci. 🩷

Potem ta jej kwestia. Sekundę wcześniej wzruszenie, sekundę później śmiech. Cała Dora 😄

Na koniec występów Pani Magda podziękowała nie tylko dzieciom i rodzicom - podziękowała swoim paniom. Pracownikom. Po imieniu, ciepło - to był jej własny moment wzruszenia 🥹

Stałam i myślałam, że tak właśnie wygląda miejsce, które trzyma się nie regulaminem, tylko ludźmi.

Zanim na dobre zaczęły się zabawy, pojawiły się jeszcze babeczki ręcznie robione przez babcię jednej z koleżanek Dorci, każda z imieniem dziecka🧁

Wyglądały pięknie, a smakowały jeszcze lepiej.

Dorcia zjadła swoją do ostatniej okruszyny i orzekła z całą powagą, że musi zdobyć przepis 😅

Potem odświętność poszła w kąt - dzieci przebrały się na luzie i Dworek zamienił się w jeden wielki plac zabaw.

Zawody sportowe, tatuaże, kolorowe warkoczyki, diamenciki na policzkach, bańki, lody do wyboru, ognisko z kiełbaskami.

Najlepsze i tak działo się pomiędzy atrakcjami: w śmiechu, kibicowaniu, przytulasach 🤗

I nie tylko z dziećmi z paniami też. Ciepłe słowa, uściski, ta bliskość, której nie da się dopisać do żadnego scenariusza.

Była i karuzela 🎠

Wsiadłam z Dorcią, żeby było raźniej. Wysiadłam wzruszona w obu znaczeniach tego słowa, bo jedyną osobą, której zakręciło się w głowie, byłam ja.

Dzieci zeskoczyły niewzruszone i pobiegły dalej 😂

A teraz coś, co napiszę już tylko jako mama.

Tak zamknął się drugi rok Dorci w tym miejscu.

Wiem, że jej droga będzie trudniejsza niż droga większości rówieśników. Nie mam co do tego złudzeń.

Ale wiem też coś innego. Przez te dwa lata nauczyła się nie tylko liczyć i śpiewać. Nauczyła się marzyć. Uwierzyła, że wolno jej próbować, sięgać po więcej i że jej miejsce jest tam, gdzie chce być - razem z innymi.

W jednej z piosenek dzieci wyśpiewały, że "... tu nauczyły się marzyć i śnić, a kto umie marzyć, ten potrafi żyć"

Słuchałam tego i myślałam o niej. Bo Dorcia naprawdę odkryła tu, że wolno jej chcieć więcej i to jest coś, co poniesie ją dalej niż jakakolwiek umiejętność.

Liczyć, pisać, śpiewać - tego można nauczyć każde dziecko.

Ale dać mu wiarę, że zasługuje na własne marzenia, to dar bezcenny.

Dziękuję, Green Elephant Academy 💚

🧚‍♀️ Sobota u Cioci, małosolny ogórek i ..🦷Po powrocie od Cioci spojrzałam na Dorcię i od razu zauważyłam, że czegoś bra...
21/06/2026

🧚‍♀️ Sobota u Cioci, małosolny ogórek i ..🦷

Po powrocie od Cioci spojrzałam na Dorcię i od razu zauważyłam, że czegoś brakuje 🤔

Chwila konsternacji, szybkie sprawdzenie… i jasne. Pierwszy ząbek wypadł! 😄🦷

Najlepsze jest to, że Dorcia nawet nie zorientowała się, kiedy do tego doszło.

Po krótkim namyśle sama stwierdziła, że najbardziej podejrzany jest małosolny ogórek, którego zajadała jak zawsze ze smakiem 😋

A o obiedzie przygotowanym przez Ciocię opowiadała z takim entuzjazmem, że do dziś bawi mnie ten jej tekst:

„Tak się żyje, Agnieszka!” 😂

Radość? Ogromna! 😁😍

Tym bardziej że obok już rusza się kolejny ząbek, a Dorcia regularnie kombinuje, jak tu go przekonać do wcześniejszej wyprowadzki 🤦🏻‍♀️

Od soboty nie schodzi też temat Wróżki Zębuszki.

Niby z uśmiechem mówi, że to tylko taka historia dla dzieci, ale zaraz potem pyta:

„Myślisz, że jednak przyjdzie?”

No i jak tu nie kochać tej dziecięcej logiki? ❤️ 🥹

08/06/2026

Poniedziałki mają przewagę nad pozostałymi dniami 😅 👌

Dają Dorotce bardzo mocny argument negocjacyjny.

To jedyny dzień, kiedy rehabilitacja wypada po przedszkolu, więc zanim zajęcia zdążą się rozpocząć, Kasia zostaje poinformowana, że sytuacja jest naprawdę poważna.

„Kasia, jestem zmęczona” 😒

„Kasia, nie mam siły” 😔

„Kasia, chcę wracać do domu” 🫣

Brzmi przekonująco. Naprawdę przekonująco 😊

Kasia zna ten poniedziałkowy komunikat doskonale.

I doskonale zna również zakończenie.

Kilka minut później nasza Psotka stoi przy dużych piankowych kostkach i jest całkowicie pochłonięta zadaniem 💪🫶

Kasia trzyma kolorowe kolka wysoko, raz z jednej, raz z drugiej strony. Żeby po nie sięgnąć, Dorcia musi na chwilę puścić swoje bezpieczne podparcie, utrzymać równowagę, złapać kolko i nałożyć je na pałąk.

Z boku wygląda to jak niezła zabawa.

Tymczasem to ćwiczenie wymaga od niej mega skupienia. Kiedy sięga po kolko, jej ciało musi samo znaleźć stabilność. Musi poradzić sobie z przeniesieniem ciężaru, utrzymaniem pozycji i kontrolą ruchu 🙆🏻‍♀️

Właśnie dlatego tak spodobał mi się MEDEK 😍

W tej metodzie nie chodzi o wyręczanie dziecka. Chodzi o stworzenie takich warunków, żeby mogło samodzielnie szukać rozwiązań i odkrywać, że potrafi więcej, niż początkowo sądzi.

I to coraz częściej widzę u Dorotki ❤️

Ale największą tajemnicą poniedziałkowych zajęć pozostaje niezmiennie to, gdzie kilka minut później znajdują się wszystkie te siły, których podobno wcześniej nie było... ⁉️ 🤔

Na szczęście ani Dorcia, ani Kasia nie wyglądają na szczególnie zainteresowane rozwiązaniem tej zagadki.

I bardzo dobrze, bo dzięki temu możemy oglądać takie filmiki jak ten z dzisiejszych zajęć 🥹

🌿 Jeśli jesteście z nami od dawna, tę historię znacie już we fragmentach.Przewijała się przez ostatnie lata w zdjęciach,...
07/06/2026

🌿 Jeśli jesteście z nami od dawna, tę historię znacie już we fragmentach.

Przewijała się przez ostatnie lata w zdjęciach, filmach i postach. Wiem jednak, że jest tu także wiele nowych osób i bardzo się z tego cieszę 🫶

Ta strona dawno przestała być tylko miejscem, w którym pokazuję codzienność Dorotki.

Stała się społecznością ludzi o wielkich ❤️❤️❤️

Takich, którzy cieszą się z rzeczy, które inni mogliby przeoczyć, i rozumieją, że czasem kilka sekund samodzielnego stania może znaczyć więcej niż niejeden wielki sukces.

Dlatego po raz pierwszy postanowiłam zebrać tę historię w jednym miejscu.

Bo za uśmiechniętą 7-latką, którą widzicie dzisiaj, kryje się droga, której nie da się opowiedzieć w kilku zdaniach.

Patrzę dziś na Dorotkę i widzę dziewczynkę, która uwielbia śpiewać, potrafi rozmawiać bez końca, wraca z przedszkola z głową pełną historii i każdego dnia przypomina mi, jak ciekawy potrafi być świat.

A przecież był czas, kiedy nie wiedzieliśmy nawet, czy będzie mówić 🥹

Ciąża przebiegała prawidłowo. Nic nie wskazywało na to, że za chwilę nasze życie zmieni się bezpowrotnie.

Potem nagle pojawiły się skurcze.

Kilka dni później, w 29. tygodniu ciąży, ponad 2 miesiące przed terminem, przyszła na świat Dorotka.

Po porodzie zapłakała i otrzymała całkiem dobre noty w skali Apgar. Przez krótką chwilę wydawało się, że wszystko jest w porządku.

Chwilę później przestała oddychać.

Rozpoczęła się walka o jej życie.

Reanimacja. Respirator. Stan ciężki 😔

Tak zaczęła się historia dziewczynki, którą dziś znacie z uśmiechu, śpiewania i niekończących się opowieści.

Przez kolejne tygodnie moim światem był oddział intensywnej terapii noworodka.

Każdego dnia wracałam tam z tym samym niepokojem. Jeszcze zanim otworzyłam drzwi, zastanawiałam się, co dziś zastanę.

Czy noc minęła spokojnie, czy wszystko jest w porządku...

Godzinami siedziałam przy inkubatorze.

Patrzyłam na Dorotkę, ale równie często patrzyłam na monitory. Na saturację, tętno, liczby, które wtedy wydawały się ważniejsze od wszystkiego.

Nie mogłam jej przytulić.

Mogłam jedynie wsunąć palec przez niewielki otwór w inkubatorze i dotknąć jej maleńkiej dłoni.

Tyle mieściła wtedy nasza bliskość 🥹

Po tygodniu wydarzyło się coś, czego nie zapomnę do końca życia.

Jedna z pielęgniarek wyjęła Dorotkę z inkubatora. Ostrożnie, z tlenem i przewodami, położyła ją na mojej klatce piersiowej.

Jeszcze chwilę wcześniej płakała.

Po kilku sekundach uspokoiła się całkowicie.

Jakby odnalazła miejsce, którego szukała przez cały ten czas 🫶

Najbardziej niezwykłe było to, że ten spokój został z nią nawet po powrocie do inkubatora.

Po ponad miesiącu w szpitalu zaczęliśmy myśleć o domu. Żeby było to możliwe, Dorotka musiała osiągnąć 2 kilogramy i nauczyć się samodzielnie pić z butelki.

Pamiętam, jak bardzo czekaliśmy na ten moment.

Kiedy w końcu przekroczyliśmy próg domu, wydawało się, że najtrudniejszy etap jest już za nami.

Myliłam się.

Już podczas pobytu na oddziale rozpoczęła się walka o wzrok Dorotki. Zdiagnozowano ciężką retinopatię wcześniaczą. Podano lek Lucentis, a po wypisie żyliśmy od kontroli do kontroli.

Co dwa dni.

Trzy tygodnie później wróciliśmy na ten sam oddział. Tym razem na operację laserową oczu.

Na szczęście wcześniejsze leczenie zmniejszyło zakres zmian i zabieg zakończył się powodzeniem.

Dziś Dorotka widzi.

Ma nieco mniejsze pole widzenia niż większość dzieci i niewielką wadę wzroku w jednym oku, którą korygują okulary.

Ale widzi świat. Widzi twarze bliskich, kolory. Widzi wszystkie rzeczy, które kiedyś mogły zostać jej odebrane.

Patrząc na jej piękne spojrzenie, często myślę o tym, jak wiele udało się uratować 🥹

Później pojawił się jeszcze bardzo duży zez zbieżny. W wieku 2 lat Dorotka przeszła zabieg z użyciem toksyny botulinowej. Efekt był bardzo dobry i pozwolił znacząco poprawić ustawienie oczu. Dziś sytuacja jest w dużej mierze opanowana, choć prawdopodobnie czeka nas jeszcze jedna operacja.

O ile o wzrok walczyliśmy niemal od pierwszych dni życia, o tyle historia MPD pozostawała wielką niewiadomą.

Już w szpitalu pojawiły się pierwsze podejrzenia i rozpoczęła się rehabilitacja. Kolejne badania USG dawały jednak nadzieję. Przez długi czas żyliśmy pomiędzy niepewnością a wiarą, że może Dorotka potrzebuje po prostu więcej czasu.

Z miesiąca na miesiąc coraz wyraźniej widzieliśmy jednak, że rozwija się inaczej niż większość dzieci.

Długo nie potrafiła stabilnie utrzymać główki. Nie przekręcała się tak jak inne niemowlęta. Jej ciało było bardzo napięte.

W końcu usłyszeliśmy diagnozę.

Czterokończynowe mózgowe porażenie dziecięce.

Dorotka miała wtedy zaledwie kilka miesięcy.

Płakałam. To był chyba ostatni dzień, kiedy pozwoliłam sobie na łzy z powodu diagnozy.

Nie dlatego, że przestało boleć. Po prostu bardzo szybko zrozumiałam, że przed nami jest zbyt dużo do zrobienia.

Od tamtej pory działaliśmy. Rehabilitacja stała się codziennością.

Tak samo jak wizyty u specjalistów, kolejne terapie i nieustanne szukanie rozwiązań, które mogłyby pomóc Dorotce wykorzystać jej potencjał.

Dziś nadal nie chodzi samodzielnie. Jej nóżki są słabsze i nadal zmaga się ze spastycznością. Lewa rączka jest mniej sprawna niż prawa.

Ale gdybym miała opowiedzieć komuś o Dorotce, nie zaczęłabym od diagnozy.

Powiedziałabym, że trudno ją przegadać 😊. Że wraca z przedszkola z głową pełną historii, które koniecznie trzeba opowiedzieć od początku do końca.

Że potrafi godzinami śpiewać swoje ulubione piosenki, choć kiedyś nie wiedzieliśmy nawet, czy będzie mówić.

Że ma niezwykłą pamięć do ludzi i jeszcze większą do rzeczy, które ktoś jej kiedyś obiecał 😉

Że jest ciekawa świata w sposób, który codziennie przypomina mi, jak wiele rzeczy przestajemy zauważać wraz z wiekiem.

I że bardzo kocha życie 🩷

W ostatnich latach pojawiło się kolejne wyzwanie.
Spastyczność zaczęła wpływać na biodra, a lewe uległo podwichnięciu.

Aby dać Dorotce jak najlepszą szansę na dalszy rozwój, w sierpniu ubiegłego roku przeszła operację SDR.

To nie była operacja, która miała wszystko naprawić. To była szansa.

Szansa na zmniejszenie spastyczności i stworzenie lepszych warunków do dalszej pracy.

Po niej przyszły miesiące intensywnej rehabilitacji, nauki nowych wzorców ruchowych i wykorzystywania możliwości, które wcześniej były ograniczane przez nadmierne napięcie mięśniowe.

Dziś widzimy efekty 🫶

Choć część napięcia pozostała, spastyczność jest mniejsza, a rehabilitacja daje nowe możliwości. Nadal wierzymy w neuroplastyczność, czyli niezwykłą zdolność mózgu do uczenia się, tworzenia nowych połączeń i rozwijania potencjału mimo przeciwności.

Siedem lat temu siedziałam przy inkubatorze i zastanawiałam się, jaka będzie przyszłość mojej córeczki.

Dziś nadal nie znam odpowiedzi na wszystkie pytania.

Nie wiem, dokąd zaprowadzi nas ta droga. Nie wiem, ile wyzwań jest jeszcze przed nami.

Wiem natomiast coś, czego wtedy nie mogłam wiedzieć.

Że za wszystkimi diagnozami, badaniami i rokowaniami od początku była Dorotka 🩷

Dziewczynka, która miała być przede wszystkim pacjentką, a okazała się największą nauczycielką miłości, odwagi, cierpliwości i dostrzegania radości tam, gdzie inni widzą tylko trudności.

I chyba właśnie dlatego nadal z takim zaciekawieniem czekam na każdy kolejny rozdział tej historii 📖 🤭

06/06/2026

„Trzymaj mnie, trzymaj!” 🙆🏻‍♀️

Jeszcze kilka dni temu właśnie to Dorcia powtarzała podczas przymiarki nowego roweru.

Kurczowo trzymała kierownicę, co chwilę upewniała się, że ktoś stoi obok i ani na moment nie miała ochoty zostać sama.

Dlatego w niedzielny wieczór na parkingu Castoramy byłam bardzo zaskoczona.

To miała być krótka przejażdżka. Taki pierwszy kontakt z nowym sprzętem, sprawdzenie, jak się na nim czuje i ile pozwolą jeszcze niezbyt silne po SDR nóżki.

Plan był dobry.

Dorcia miała własny 😁

Na początku próbowała pedałować. Kilka obrotów, chwila odpoczynku, kolejna próba.

Kiedy brakowało siły, przejmowałam rolę napędu, a ona skupiała się na kierowaniu.

I bardzo szybko okazało się, że kierowanie interesuje ją znacznie bardziej niż odpoczywanie.

Najwięcej mógłby o tym opowiedzieć tata, ponieważ z niewiadomych przyczyn większość tras wyznaczanych przez Dorcię prowadziła dokładnie tam, gdzie akurat stał 😂

Nie wiem, czy działał jak magnes, czy po prostu miał wyjątkowego pecha, ale przez większą część popołudnia pozostawał w stanie podwyższonej gotowości 🤪

Z każdym kolejnym okrążeniem znikało coś jeszcze.

Niepewność.

Patrzyłam, jak ustępuje miejsca radości, ciekawości i tej dziecięcej odwadze 🥰

Było świetnie.

Dlatego kiedy powiedzieliśmy, że pora wracać do domu, Dorcia spojrzała na nas tak, jakbyśmy właśnie wpadli na wyjątkowo słaby pomysł 🧐

Najpierw zapytała, kto przyjedzie po nią w poniedziałek.

Odpowiedziałam, że ja.

Przyjęła to ze spokojem, po czym dopytała:

„Mamo, a na pewno wiesz, jak tu dotrzeć?”

Dopiero wtedy zrozumiałam, że podczas gdy my planowaliśmy zakończenie przejażdżki, Dorcia planowała już nocleg.

Na parkingu, z rowerem 🤦🏻‍♀️😅

A moim jedynym zadaniem było odnaleźć ją następnego dnia ❤️🚲

Adres

Gdynia

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy Mała Psotka Dorotka - codzienność z MPD opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij

Kategoria