25/02/2026
Dzień dobry.
Działając wspólnie i w porozumieniu, dorobiłem się syna, córki i kota, którzy to razem, we czwórkę, tym razem zupełnie bez mojego udziału, a nawet przy próbach sprzeciwu, pomogli w zdobyciu kredytów, siwizny, łysiny oraz całej gamy nerwic.
Dzisiaj.
Całą tą rodziną siedzimy sobie w kuchni przy obiedzie, omawiając jakie to spektakularne sukcesy komu dziś się zdarzyły.
Ja i Marta przeżyliśmy dzień w pracy, co jak sami wiecie czasami wcale nie jest takie łatwe.
Synu przeżył sześć lekcji w szkole, co dla ludzi w jego wieku jest wyzwaniem porównywalnym ze zdobyciem Mount Everestu. W klapkach, krótkich spodniach, bez tlenu i Szerpów. W dodatku wchodząc tyłem i na rękach... Szkoła i sześć lekcji... No łamanie praw człowieka...
Dajcie spokój...
Córuś klasa trzecia, więc szkoła jest Wielką Przygodą, która to w dodatku została dzisiaj rozszerzona o działalność gospodarczą.
- Otworzyłam sklep - oznajmiła z dumą.
Jako typ obeznany z działalnością gospodarczą od lat z górą dwudziestu, pomimo że siedziałem przy stole, poczułem jak nogi mi się uginają...
Oczyma wyobraźni zobaczyłem te walki z urzędem skarbowym, zusem, koncesjami, kurierami, fakturami, konkurencją... Praca w piątek wieczorem, sobotę, niedzielę, długie weekendy, za krótkie wakacje, ferie, urlop w listopadzie, weekend w środę do południa... No i oczywiście zamknięcie przez złą królową w ciemnej wieży, niczym delikatna, bezbronna księżniczka, bez picia, jedzenia, więc obsługiwanie klientów na głodnego, chudy jak szczapa, zarośnięty jak menel, no wszystkie te atrakcje związane z własną firmą momentalnie przyleciały mi przed oczami.
Zostań sobie córko politykiem - pomyślałem - legancko będziesz kroiła ludzi na hajs w majestacie prawa, w razie jak ci nie wyjdzie, lub się znudzi, to piźniesz się do Budapesztu, tam też pięknie, kuchnia smaczna, no nie ma sensu się urabiać po łokcie...
- Robię na szydełku takie łańcuchy - chainy - dla wszystkich w mojej klasie - oświeciła nas wszystkich szybko, w razie gdybyśmy nie chcieli podjąć tematu. - A już niedługo będę robić także bransoletki, pierścionki i kolczyki.
Tu do dyskusji włączył się Synu, który to do matury ma (oczywiście jak dobrze pójdzie 😂😂) jeszcze trzy lata, ale w życiu jest jak rasowy student - wiecznie bez kasy i stale głodny... A tu poczuł piniondz...
- A ile na tym zarabiasz? - zapytał z obojętnością inspektora skarbówki, ale ja wprawnym uchem wyłowiłem, że jest mocno zainteresowany by zostać wspólnikiem. Jeżeli nie w procesie produkcji, to przynajmniej w podziale zysków.
(Ciekawość owa wynika również z faktu, że siostra nadal jest winna stówę, na co domorosły bankier posiada odpowiednie kwity... https://www.facebook.com/share/p/1D2z9SZ6X2/ )
- Jak to ile? - zdziwiła się córka - nic, przecież to moi koledzy z klasy...
Nie powiem, odważny model biznesowy. Chyba jednak trzeba trochę Panią Sklepową poduczyć...
- W takim razie to nie sklep, tylko wolontariat, i za długo to on nie pociągnie - prychnął nasz domowy ekonomista znad talerza, momentalnie tracąc zainteresowanie uczestnictwem w prężnie działającej, choć jednoosobowej, fabryce czejnów.
Młoda przymrużyła oczy, spojrzała na niedoszłego udziałowca z taką lekką nienawiścią i powiedziała głośno i wyraźnie:
- Zobaczysz, że jeszcze będziesz w mojej firmie woźnym...
I kiedy już myślałem, że to koniec uprzejmości wymienionych pomiędzy Panią Prezes a personelem niższego szczebla, Młody odbił piłeczkę:
- Przecież byłaś niedawno u mnie w pokoju. Naprawdę chciałabyś, żeby w twojej firmie porządku pilnował ktoś z takim zacięciem jak ja?
Kontra była szybka...
- Zatrudnię cię tam tylko po to, żeby się na tobie wyżywać...
Nie odezwałem się. Udałem że gryzę, chociaż w talerzu miałem rosół, ale jak mi braknie kasy na emeryturze, to pójdę zbierać puszki, ale żadnego z nich nie poproszę o pracę...