GrAdam Cześć, tu Adam! GrAdam to przestrzeń, w której granice między światem cyfrowym a analogowym zacierają się.

Od epickich kampanii na ekranie, po strategiczne starcia nad planszą – dzielę się tu wszystkim, co sprawia, że serce geeka bije szybciej.

📦 Międzynarodowy Dzień Nieogranych Gier to inicjatywa zaproponowana przez Paula Grogana z kanału Gaming Rules!. Jeśli ko...
26/06/2026

📦 Międzynarodowy Dzień Nieogranych Gier to inicjatywa zaproponowana przez Paula Grogana z kanału Gaming Rules!. Jeśli kojarzycie jego materiały, to wiecie, że od lat przygotowuje jedne z najlepszych instruktaży do gier planszowych, współpracuje z wydawcami i pomaga graczom przyswoić nawet najbardziej wymagające tytuły. Tym razem zachęca do czegoś co sam popieram - żeby 30 czerwca wyciągnąć z półki choć jedną grę, która wciąż czeka na swoją pierwszą rozgrywkę.

Przyznam, że z satysfakcją spoglądam na swoją "półkę możliwości". Nie licząc kilku komiksów paragrafowych, zostały mi już tylko dwie planszówki czekające na debiut:

🎲 Arkwright: Anniversary Edition
🎲 Seljuk: Byzantium Besieged, 1068–1071

Waga ciężka, ale mam nadzieję, że oba tytuły uda się w końcu zagrać. Trzymajcie kciuki! 😄

A jak wygląda sytuacja u Was? Co jeszcze czeka na swoją pierwszą szansę? Napiszcie w komentarzach, jaki tytuł zalega na Waszej półce możliwości. Może potraktujmy tę akcję jako wspólne wyzwanie i sprawmy, żeby w najbliższym czasie te gry wreszcie trafiły na stół 😄

To jedna z tych planszówek, które po ponad 20 latach nadal potrafią zawstydzić niejedno współczesne euro.Indonesia to st...
25/06/2026

To jedna z tych planszówek, które po ponad 20 latach nadal potrafią zawstydzić niejedno współczesne euro.

Indonesia to strategia ekonomiczna od wydawnictwa Splotter. Budujemy firmy produkcyjne i transportowe, rozwijamy miasta, przewozimy towary przez indonezyjski archipelag, a przede wszystkim... przejmujemy i łączymy spółki innych graczy. To właśnie słynne fuzje (mergery) sprawiają, że sytuacja przy stole zmienia się niemal bez przerwy. To też tytuł, w którym wszystko napędzają działania graczy. Bez produkcji nie ma transportu, a bez transportu nie ma produkcji. A bez produkcji...

Tym razem udało się zagrać w pełnym, pięcioosobowym składzie - czyli dokładnie takim, w którym Indonesia błyszczy najmocniej. Przy moim skromnym stole pojawił się również Bartek z podcastu Dżentelmeni przy stole i trzeba było pokazać, że w naszym Sosnowcu też gra się w dobre gry 😎!

Ja od początku postawiłem na produkcję. Układ początkowych miast stworzył bardzo obiecujące skupisko na południu mapy, miałem więc konkretny plan rozwoju. Oczywiście w tej grze niczego nie można być pewnym, bo mechanika fuzji sprawia, że firmy mogą przechodzić z rąk do rąk lub otwierają nowe możliwości.

W praktyce każdy z nas został dotknięty przez przejęcia. Sam straciłem parę spółek, ale dzięki temu zasiliłem konto sporą ilością gotówki - a to właśnie ona liczy się do wygranej. Co ważniejsze, udało mi się zbudować monopol na Siap Saji. Firma regularnie pompowała pieniądze do mojego portfela, a rozbudowane sieci transportowe kolegów pozwalały skutecznie dostarczać produkty.

Nie ma jednak róży bez kolców. Trzecia era pozostaje dla mnie największą słabością tego tytułu. Na mapie jest wtedy mnóstwo dużych firm, przez które płyną dziesiątki produktów, a każda kolejna operacja zajmuje coraz więcej czasu. Do tego dochodzą wymagające licytacje podczas fuzji. Nawet usprawnienia z wersji PnP nie eliminują całkowicie tego paraliżu decyzyjnego.

A mimo to przez całą rozgrywkę banan nie schodził nam z twarzy! 😄

To była jedna z tych partii, podczas których nad stołem bez przerwy trwają negocjacje, analizy i śmiechy. Klimat nakręcały drobne sugestie i układy na zasadzie: „Ty weź firmę, a ja załatwię Ci transport” 🚢

Indonesia ma zaskakująco proste zasady, ale generuje niesamowitą liczbę głębokich decyzji. Przydatność firm nieustannie się waha, a gracze cały czas próbują ocenić, co za chwilę będzie przyniesie fortunę, a co lepiej upłynnić, by zrobić miejsce na nową, bardziej obiecującą spółkę. Móżdżenia tu nie brakuje, a zwoje potrafią się przepalić. Wydarzyła się też zabawna sytuacja: kolega zablokował rozwój swojej drugiej firmy... bo zapomniał, że chwilę wcześniej ją przejął! O blokowaniu innych jednak pamiętał idealnie 😄

Wspominałem o technologiach? To jeden z moich ulubionych elementów. Pozwalają rozwijać możliwości w różnych kierunkach, budują lekką asymetrię i zmuszają do ciągłego sprawdzania, kto w co inwestuje. Co najlepsze, czasami rozwijamy technologie transportowe przeciwników, bo staje się to kluczowe dla nas samych. Ta gra jest pełna zależności, w których współpraca i bezwzględna konkurencja nieustannie się przeplatają.

I właśnie za to tak bardzo ją cenię. Mimo ponad dwóch dekad na karku nadal potrafi wywołać więcej emocji niż niejeden gorący Kickstarter czy kolejne „rewelacyjne” euro z toną minigierek i wyjątków w instrukcji.

Szkoda tylko, że zdobycie własnego egzemplarza bywa dziś niemal osobną grą ekonomiczną. Nowa edycja zniknęła błyskawicznie ze sklepów, a ceny na rynku wtórnym brutalnie przypominają, jak działa prawo popytu i podaży. Cóż, pozostaje liczyć na to, że Splotter szybko zdecyduje się na dodruk, aby więcej osób mogło odkryć tę planszową perełkę.

Gdzie nas to zostawia?

Z bardzo przyjemnym niedosytem. Takim, który pojawia się wyłącznie po najlepszych partiach. Choć dyskusje i analizy na Discordzie jeszcze trwają, to rewanż jest już umówiony, a wirtualny stolik na OBG czeka na kolejną rozgrywkę 😎

PS Korzystam z wersji PnP i zapodziałem gdzieś drewienka miast, więc ratowaliśmy się elementami z innego tytułu. Ciekaw jestem, czy ktoś zgadnie z jakiego? podpowiedź na zdjęciu! 😉👇

Ależ to jest przewrotna gra 😃We wczorajszej partii w Innovation Ultimate kolega od początku poszedł w osiągnięcia, a ja ...
23/06/2026

Ależ to jest przewrotna gra 😃

We wczorajszej partii w Innovation Ultimate kolega od początku poszedł w osiągnięcia, a ja skupiłem się na budowaniu fundamentów swojej cywilizacji. Miałem w głowie kilka planów i czekałem, który z nich będzie miał szansę zadziałać. Byłem też gotowy na zupełnie nowe możliwości. I właśnie to w Innovation cenię - tutaj trzeba być elastycznym. Nie da się obrać jednej strategii i ślepo się jej trzymać, bo sytuacja na stole zmienia się praktycznie co chwilę.

Kiedy kolega był już za półmetkiem i niebezpiecznie zbliżał się do zwycięstwa przez zebranie 6 osiągnięć, postanowiłem pokazać mu, że w tej grze rozmiar ma znaczenie... przynajmniej jeśli chodzi o cywilizację 😄. Najpierw wyczyściłem mu stos punktacji, żeby trochę go przyhamować, a przy okazji sam zdobyłem parę osiągnięć. Kolejne stały się dla niego niedostępne, choć do wygranej brakowało mu dosłownie jednego.

I wtedy zaczęła się prawdziwa walka.

Było bardzo ciasno. W pewnym momencie straciłem możliwość zdobycia kolejnego osiągnięcia, bo kolega przejął moją kartę kradnącą punkty i użył jej przeciwko mnie. Zabolało. On zaczynał punktować, ale wciąż musiał jeszcze rozwinąć swoją cywilizację, by ogłosić zwycięstwo. Ja miałem już jednak z tyłu głowy nowy plan.

Uruchomiłem Mechanikę Kwantową, a ta pozwoliła mi dobrać kartę Biotechnologii. Układ na stole był gotowy, karta została zagrana i udało mi się spełnić alternatywny warunek natychmiastowego zwycięstwa. Punkty i osiągnięcia nagle przestały mieć jakiekolwiek znaczenie.

Na koniec kolega tylko spojrzał na kartę i stwierdził, że musi zacząć zapamiętywać te wszystkie wywrotne technologie i ich efekty 😄

I nie był to odosobniony przypadek. W zeszłym tygodniu rozegraliśmy bardzo wyrównaną partię na trzech graczy. Wtedy grę wywróciła do góry nogami karta Rozszczepienie, która zrzuciła praktycznie wszystkie karty ze stołu. Zostaliśmy z pustymi tableau, kartami osiągnięć i zaledwie kilkoma niedobitkami w talii ostatniej epoki. Technicznie skończyło się remisem, bo każdy z nas miał 0 punktów, a o zwycięstwie zadecydowały osiągnięcia.

I chyba właśnie dlatego tak bardzo podoba mi się Innovation Ultimate. Mam za sobą dopiero kilkanaście partii w gołą podstawkę, a ani razu nie poczułem powtarzalności czy znużenia. Każda rozgrywka opowiada inną historię, zmusza do innych decyzji i zachęca do odkrywania kolejnych, czasem zupełnie szalonych warunków zwycięstwa. Dodatkowo karty są mocne, a i ich efekty ciekawe - im późniejsza epoka tym bardziej są one "atomowe".

To jedna z najciekawszych i najodważniejszych planszówek o budowaniu cywilizacji, w jakie miałem okazję zagrać. Polecam ze względu na emocje jakie wywołuje.

W środowisku planszówkowym często można spotkać się z opinią, że Root to „najlepszy COIN”. I trudno się temu dziwić. Gra...
18/06/2026

W środowisku planszówkowym często można spotkać się z opinią, że Root to „najlepszy COIN”. I trudno się temu dziwić. Gra Cole'a Wehrlego rzeczywiście posiada wiele cech, które kojarzymy z serią COIN od GMT Games. Asymetryczne frakcje, konflikt interesów, unikatowe warunki zwycięstwa i konieczność ciągłego reagowania na działania innych graczy - wszystko to sprawia, że Root bywa dla wielu osób pierwszym krokiem w stronę bardziej wymagających gier wojennych. Tak było u mnie.

Pod uroczą, bajkową oprawą kryją się przecież bardzo poważne idee. Markiza reprezentuje imperializm i rozwój przemysłowy, Dynastie Orlich Gniazd zmagają się z ciężarem własnych dekretów i gniazd, Sojusz Leśnych Stworzeń prowadzi działalność rewolucyjną i partyzancką, a Kult Jaszczurek próbuje podporządkować sobie świat za pomocą ogrodów zbudowanych na zgliszczach innowierców. Każda frakcja działa inaczej, ma inne cele i inne narzędzia do ich realizacji.

To właśnie ta uniwersalność jest największą siłą Roota. Gra potrafi dostarczyć emocji charakterystycznych dla COIN-ów, jednocześnie pozostając niezwykle przystępną. Kto z Was lub Waszych znajomych kupił Root, bo sądził, że to miła gra o zwierzątkach? :D Root nie odstrasza historyczną tematyką i ciężką formą rozgrywki.

Ale jest też druga strona medalu.

COIN-y z krwi i kości oferują coś, czego Root - mimo wszystkich swoich zalet - nie jest w stanie w pełni oddać. Konflikty nie są abstrakcyjną walką zwierzątek o PZ-ty, lecz próbą przedstawienia rzeczywistych napięć politycznych, społecznych i militarnych. Warunki zwycięstwa wynikają z historycznych uwarunkowań poszczególnych stron, a ich interesy zazębiają się w różnorodny sposób.

I właśnie tutaj pojawia się największa siła serii COIN. To gry, w których jednocześnie rywalizujemy i współpracujemy. Przeszkadzamy sobie, ale też zawieramy kruche sojusze. W niektórych odsłonach jesteśmy naturalnym sojusznikiem swojego przeciwnika - np. USA oraz rząd Republiki Południowego Wietnamu w Fire in the Lake. Handlujemy przysługami, wspieramy finansowo tymczasowych partnerów i próbujemy przekonać innych, że to jeszcze nie my stanowimy największe zagrożenie. Relacje między graczami są wielowarstwowe i nieustannie ewoluują. Ta polityka oraz gra nad stołem stanowią kluczowy element zaawansowanych rozgrywek.

Ogromne znaczenie ma również ekonomia. W wielu COIN-ach pieniądze są paliwem napędzającym niemal każdą akcję. Bez odpowiednich zasobów nie zrealizujemy planów, nie przeprowadzimy operacji i nie osiągniemy swoich celów. Zarządzanie dochodem, budową infrastruktury i wydatkami staje się jednym z kluczowych elementów tych gier wojennych - często ważniejszym niż w wielu grach euro.

Wielu graczy ma opory przed wejściem w świat COIN-ów właśnie z powodu tematyki historycznej. Wojny, rewolucje, konflikty polityczne - wszystko to może wydawać się ciężkie i mało atrakcyjne. Tymczasem paradoksalnie właśnie te gry często stają się doskonałą bramką do poznawania historii. Sam po pierwszych rozgrywkach w People Power zacząłem szukać materiałów o rewolucji filipińskiej i wydarzeniach, o których wcześniej wiedziałem niewiele. W A Distant Plain miło jest zobaczyć konflikt historyczny, w którym nasi rodacy brali udział. Nagle te wydarzenia przestały być suchymi faktami z podręcznika czy wieczornego wydania wiadomości, a stały się historią, którą stworzyłem wspólnie ze znajomymi przy planszy.

Czy więc Root jest najlepszym COIN-em? Jeśli przez „najlepszy” rozumiemy najbardziej przystępny, najłatwiejszy do pokazania nowym graczom i najpiękniej opakowany - tak. Podstawy Roota można wytłumaczyć w 10-15 minut i zacząć odkrywać obraną frakcję. Jeśli jednak szukamy pełni doświadczenia oferowanego przez serię COIN - historycznego kontekstu, wielowarstwowej interakcji, zarówno pozytywnej, jak i negatywnej, oraz fascynujących zależności między frakcjami - wtedy warto sięgnąć po COIN-a z krwi i kości. Tu jednak uspokajam, że taki People Power, The British Way czy Cuba Libre nadal są przystępnymi tytułami.

A tak naprawdę odpowiedź jest jeszcze prostsza. "Najlepszy COIN" to ten, który właśnie leży na stole, a współgracze z wypiekami na twarzy obserwują rozwijającą się sytuację na planszy. Nieważne, czy jest to Root, People Power, Fire in the Lake czy A Distant Plain. Gry te, z doświadczoną grupą znajomych, gwarantują emocjonującą rozgrywkę i wspólną przygodę, którą będzie się wspominało jeszcze długo po zakończeniu partii 😃

Jaka była najważniejsza innowacja w historii ludzkości? Innovation Ultimate odpowie: każda. Wszystko zależy od punktu wi...
16/06/2026

Jaka była najważniejsza innowacja w historii ludzkości? Innovation Ultimate odpowie: każda. Wszystko zależy od punktu widzenia 😄

Gra ponownie trafiła na stół i mam wrażenie, że z każdą partią lubię ją coraz bardziej. Świetnie oddaje burzliwy rozwój cywilizacji i ten kontrolowany chaos, który pojawia się przy stole. Chaos wymagający doświadczenia, znajomości kart oraz potencjalnych możliwości i że można wyjść z praktycznie każdej, nawet rozpaczliwej sytuacji.

Rozgrywka przypomina właśnie rollercoaster. Raz przeciwnik skrupulatnie rozmontowuje zbudowane tableau, by chwilę później sam zostać wyprzedzonym w punktach, a my zaczynamy zdobywać kolejne osiągnięcia za nie - jeden z warunków natychmiastowego zwycięstwa. Wygrywa ten, kto potrafi najlepiej dostosować swoją strategię do sytuacji na planszy i kart, które akurat ma pod ręką.

Bardzo lubię efekty kart. Potrafią być niezwykle mocne, ale często mogą z nich korzystać również przeciwnicy, jeśli są odpowiednio rozwinięci w danej dziedzinie technologii. Bywa też, że są całkowicie odporni na negatywne efekty. To sprawia, że trzeba cały czas obserwować nie tylko swoje tableau, ale i sytuację pozostałych graczy.

Zagraliśmy drużynowo 2 vs 2, później w trzy osoby, a gdy było mi mało, rozegrałem jeszcze świetny pojedynek online na Board Game Arena z graczem ze Stanów. Osobiście najlepiej gra mi się właśnie na 2–3 osoby, choć podejrzewam, że czterech doświadczonych graczy przy stole potrafi stworzyć równie piękny chaos 😄

Dodatków na razie nie ruszałem. Po kilkunastu partiach nie czuję takiej potrzeby. Sama podstawka oferuje ogromną regrywalność i ciągle zaskakuje nowymi sytuacjami. A im bardziej doświadczeni gracze przy stole, tym więcej szalonych akcji można uświadczyć.

To gra ze starej szkoły: mało zasad, dużo interakcji i mnóstwo frajdy płynącej z kombinowania przy stole.

Polecam fanom gier cywilizacyjnych, graczom Paxów i wszystkim, którzy lubią odważne planszówki 😃

Ratuj się kto może, bo wyspa tonie! 🏝️😄A jeśli myślicie, że sama ucieczka przed rekinami 🦈, Kaiju 🦖 oraz smokami morskim...
14/06/2026

Ratuj się kto może, bo wyspa tonie! 🏝️😄

A jeśli myślicie, że sama ucieczka przed rekinami 🦈, Kaiju 🦖 oraz smokami morskimi 🐉 była wystarczająco stresująca, to dodatek Potwory do Survive the Island ma coś do powiedzenia.

Nagle okazuje się, że w wodzie i powietrzu (!) kręcą się jeszcze inne sympatyczne stworzenia 🐙🦅🐟, które z ogromnym zainteresowaniem obserwują, czy wasi poszukiwacze przygód przypadkiem nie potrzebują szybkiego skrócenia podróży.

Dodatek nie komplikuje gry. Nie dokłada stosu nowych zasad ani wyjątków. Po prostu wrzuca na planszę kolejne sposoby na uprzykrzanie życia współgraczom. A umówmy się - w Survive the Island właśnie o to chodzi 😄

Potwory to ciekawy dodatek urozmaicający rozgrywkę do już wyśmienicie wrednej gry "rodzinnej". Kto grał ten wie 😄

Rok 1917. Car Mikołaj II abdykuje, a każda zmiana u władzy to moment, w którym różne siły mogą zawalczyć o własne intere...
13/06/2026

Rok 1917. Car Mikołaj II abdykuje, a każda zmiana u władzy to moment, w którym różne siły mogą zawalczyć o własne interesy. Tak było również w Finlandii, która na początku XX wieku przechodziła przez niezwykle burzliwy okres. To właśnie jej przyszłość będziemy kształtować w All Bridges Burning ( GMT Games ).

To kolejna gra z serii COIN - cyklu planszówek opartych na asymetrycznych frakcjach, zarządzaniu zasobami, kontroli obszarów, polityce i nastawieniu ludności. Wszystkie te elementy składają się na klimatyczną i wielowarstwową rozgrywkę.

Właśnie za to najbardziej cenię tę serię. Raz współpracujemy, innym razem rzucamy sobie kłody pod nogi, byle tylko przeciwnik nie zrealizował swojego celu. To nieustanne balansowanie między rozwijaniem własnej pozycji a pilnowaniem pozostałych graczy. Do tego dochodzi ekonomia - powiedzmy sobie wprost, bez pieniędzy niewiele da się tutaj ugrać. Budowanie infrastruktury generującej wpływy, zarówno poprzez akcje specjalne, jak i podczas podsumowań epoki (Propagandy), jest kluczowym elementem gry. Czy wspominałem o grze nad stołem? Tej też nie brakuje!

All Bridges Burning jest jednak częścią serii, która najmniej przypadła mi do gustu. Gra pełna jest historycznych smaczków osadzonych w mechanice. Są niczym przyprawy dodane do dobrze przygotowanej potrawy. Problem pojawia się wtedy, gdy przypraw jest po prostu za dużo.

W innych częściach serii, takich jak Cuba Libre, People Power, The British Way czy A Distant Plain, swoje cele można realizować na wiele różnych sposobów, a każda partia przebiega inaczej. Tutaj ponownie grałem Senatem (Białymi) i mam wrażenie, że rozgrywka przebiega bardzo podobnym torem: budowa sił, zdobywanie umiejętności i realizacja planu w drugiej części gry, gdy wybucha Czerwona Rewolucja i rozpoczynają się walki.

Najciekawszą frakcją wydali mi się Moderatorzy. Ich celem jest łagodzenie konfliktu i próba pogodzenia zwaśnionych stron. W praktyce przypominają reporterów odwiedzających miejsca walk i informujących rząd o tragediach rozgrywających się w kraju. Problem w tym, że do momentu wybuchu otwartego konfliktu mają stosunkowo niewiele do roboty poza pracą nad ustawami politycznymi.

Pewnym zgrzytem okazała się dla mnie również losowość. Zwykle w grach wojennych kompletnie mi nie przeszkadza, ale tutaj rzut kością potrafi mieć bardzo duży wpływ na wynik bitew i realizację niektórych działań. Można przygotować niemal idealne warunki do ataku, a i tak wyrzucić pechową szóstkę oznaczającą pudło. Nawet po sukcesie to wynik na kości określa skalę strat przeciwnika. Zdarzały się sytuacje, w których bardziej opłacało się użyć akcji Terror i usunąć jednostkę automatycznie niż ryzykować walkę.

Mógłbym wymieniać jeszcze wiele ciekawych historycznych detali, które pojawiają się podczas rozgrywki i te w teorii są naprawdę fajne! Problem polega na tym, że każdy taki element dokłada kolejne zasady, wyjątki i zależności, a ja nie jestem fanem takiego rozwiązania w grach planszowych. Nawet weterani serii COIN muszą pamiętać, że ten czy tamten element akurat tu działa inaczej. W efekcie smak głównego „mięsa” rozgrywki zanika pod ciężarem wszystkich dodatków.

Czy to zła gra? Absolutnie nie.

To nadal bardzo interesująca planszówka dla fanów zaawansowanych strategii, którzy cenią wielowymiarową interakcję, zarządzanie zasobami i mocne osadzenie historyczne. Tematycznie jest sztos. Gra daje sporo satysfakcji z realizowania planu i rozwijania własnej frakcji.

Jednocześnie żyjemy w czasach, gdy rynek jest pełen świetnych tytułów. Dlatego osobiście znacznie chętniej sięgnę po inne części serii COIN, przy których bawie się równie rewelacyjnie, ale w bardziej eleganckiej formie i bez poczucia „przesolenia” dodatkowymi zasadami oraz wyjątkami. A za tymi nigdy specjalnie nie przepadałem.

Dawno temu grałem w Innowacje, polskie wydanie od ś.p. wydawnictwa Lacerta (z czterema mało zachęcającymi postaciami na ...
12/06/2026

Dawno temu grałem w Innowacje, polskie wydanie od ś.p. wydawnictwa Lacerta (z czterema mało zachęcającymi postaciami na pudełku). Wtedy mnie ten tytuł zniechęcił, o samej grze zapomniałem.

Minęło trochę lat, człowiek oraz planszowy gust się zmieniły, gra wróciła na radar i niedawno pudełko Innovation Ultimate odpakowałem z papieru prezentowego 🎁

Innovation to cywilizacyjna planszówka oparta wyłącznie na kartach - tytułowych innowacjach i odkryciach naszej cywilizacji. Brzmi niewinnie, ale pod tą prostą formą kryje się prawdziwy chaos kontrolowany. Każda Innowacja to unikatowa karta z nowym umiejętnościami. Każda taka karta potrafi wywrócić sytuację na stole do góry nogami. Korzystamy z własnych efektów, ale często również z efektów przeciwników, gdy mamy odpowiednio rozwinięta dziedzinę. Są też akcje „I demand”, kiedy silniejszy gracz po prostu żąda czegoś od słabszych. A to potrafi zaboleć...

To zdecydowanie gra dla ludzi z grubszą skórą, lubiących zarówno pozytywną, jak i negatywną interakcję. Nie ma tu też miejsca na obranie jednej strategii i kurczowe trzymanie się jej, bo za chwilę ktoś może ją elegancko rozmontować sprytną zagrywką 😄. Trzeba być elastycznym jak Helen Parr z Iniemamocnych. Kiedyś właśnie to mnie odrzuciło od tej gry i wolałem "grzeczne" euro.

Najbardziej podoba mi się jednak sposób wygrywania. Zamiast klasycznego wyścigu na punkty mamy kilka różnych warunków zwycięstwa, w tym takie, które mogą zakończyć partię natychmiast. Uwielbiam takie rozwiązania. Trzeba nie tylko rozwijać własne imperium i mieć dobry pomysł na wygraną, ale też cały czas obserwować innych graczy i pilnować, czy właśnie nie szykują się do dołożenia kluczowej innowacji do zwycięskiego tableau.

Im więcej gram, tym bardziej doceniam tę grę. Jest chaotyczna, bezczelna, momentami nieprzewidywalna i wymaga ciągłego kombinowania oraz adaptacji do ciągle zmieniającej się sytuacji na stole.

Wczoraj graliśmy. Jutro też gramy.

I wygląda na to, że Innovation Ultimate zostanie ze mną na dłużej 😀

Polecam! Innowacje możecie spróbować na boardgamearena.

Lata lecą. Hobby i pasja się nie zmieniają.Moi goście chyba dobrze o tym wiedzieli, bo między prezentami znalazło się ta...
08/06/2026

Lata lecą. Hobby i pasja się nie zmieniają.

Moi goście chyba dobrze o tym wiedzieli, bo między prezentami znalazło się takie cudo 😃. Innovation od dłuższego czasu chodziło mi po głowie, a według moich zapisków pierwszy kontakt z tą grą miałem już w 2016 roku. Było to jeszcze polskie wydanie „Innowacji” od śp. wydawnictwa Lacerta - ktoś z Was jeszcze je pamięta?

Sama gra to karciane budowanie cywilizacji. Z tytułowych innowacji - kart podzielonych na epoki i kategorie - tworzymy własne tableau. Pomysł może klasyczny, ale po latach nadal świetnie się broni, grze nie brakuje interakcji, a sama rozgrywka daje mnóstwo frajdy.

Obecne wydanie z dopiskiem Ultimate trafiło do kolekcji i jestem pewien, że niedługo wyląduje na stole.

Kto z Was grał w Innowacje i dobrze je wspomina?

Na moim stole wylądował War Story: Occupied France. Pewnie wielu Wam nieznana gra, a ta trafiła na mój radar głównie za ...
04/06/2026

Na moim stole wylądował War Story: Occupied France. Pewnie wielu Wam nieznana gra, a ta trafiła na mój radar głównie za sprawą twórczości Davida Thompsona. Bardzo ciepło wspominam zarówno jego serię Nieustraszeni, jak i Sniper Elite, więc gdy zobaczyłem, że tym razem tworzy grę szpiegowską i zabiera nas do okupowanej Francji w trakcie Drugiej Wojny Światowej, długo się nie zastanawiałem.

I muszę przyznać, że było to bardzo miłe zaskoczenie.

To jedna z tych gier, które potrafią wciągnąć w opowiadaną historię od pierwszych minut. Z jednej strony mamy klimat klasycznej paragrafówki i wyborów rodem z książek „wybierz własną przygodę”, z drugiej elementy akcji, infiltracji, dedukcji i planowania kolejnych ruchów. Wszystko podane w przystępnej formie, bez przytłaczania zasadami.

Największe wrażenie zrobiło na mnie to, jak dobrze udało się oddać atmosferę działalności ruchu oporu w okupowanej Frakcji. Zamiast wielkich bitew dostajemy, zdobywanie informacji, akcje sabotażu, kradzieże, przesłuchania i poczucie, że każdy wybór może mieć konsekwencje. Czas płynie, zmieniają się pory dnia, a my musimy skutecznie działać. Znalazło się też miejsce na dedukcję oraz rozwiązywanie zagadek bardzo mocno osadzonych w realiach opowiadanej historii. Te sprawiły mi naprawdę dużo frajdy. Są testy umiejętności bohaterów, ale bez kości i bez przekombinowanych mechanik. Chwilami bardziej przypominało mi to dobry film szpiegowski niż planszówkę.

W momencie gdy ukradliśmy ciężarówkę z radiostacją Niemcom wróciły do mnie wspomnienia z serii Commandos. Jest tu szczypta tego klimatu. Kto grał, ten pewnie wie, o czym mówię 😊

To świetny tytuł na spokojny wieczór z drugą połówką przy ulubionym drinku. W tle grająca nastrojowa muzyka z lat 40 ubiegłego wieku. Nie wymaga całego dnia ani studiowania instrukcji, a mimo to potrafi dostarczyć angażującą historię, która działa jak dobra książka z efektem „jeszcze jednego rozdziału”. Już po pierwszej misji widać potencjał na kolejne podejścia, bo wiele decyzji można podjąć inaczej, wybierając zupełnie inne ścieżki prowadzące do celu.

Jeżeli lubicie gry stawiające na opowieść, klimat i wspólne przeżywanie przygody, to zdecydowanie warto mieć ten tytuł na radarze. U mnie pozostawił bardzo pozytywne wrażenie i już nie mogę doczekać się kolejnych misji. 🕵️‍♂️

Adres

Ul. Wincentego Pola 38
Katowice
40 - 596

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy GrAdam umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do GrAdam:

Udostępnij

Kategoria