Bartosz Rdułtowski

Bartosz Rdułtowski Autor książek o projekcie Riese, UFO i tajemnicach historii. Nieoczywiste śledztwa, pomijane tropy i inne spojrzenie. Piszę również fantastykę naukową.

👀 Po trzydziestu latach od premiery „Dnia niepodległości” patrzę na ten film trochę inaczej niż kiedyś.Dla wielu widzów ...
17/07/2026

👀 Po trzydziestu latach od premiery „Dnia niepodległości” patrzę na ten film trochę inaczej niż kiedyś.

Dla wielu widzów była to przede wszystkim widowiskowa opowieść o inwazji z kosmosu. Wielkie statki nad miastami, przemówienie prezydenta, walka o przetrwanie ludzkości i jeden z najbardziej rozpoznawalnych obrazów katastroficznego kina lat dziewięćdziesiątych.

Ale z perspektywy historii zagadki UFO „Dzień niepodległości” zrobił coś jeszcze.

Chyba żaden inny film nie stał się tak mocną popkulturową promocją legendy o Strefie 51 jako miejscu, w którym rząd Stanów Zjednoczonych miałby ukrywać pozaziemską technologię. Owszem, wcześniej istniały już opowieści o tajnych bazach, rozbitych spodkach, ukrywanych ciałach Obcych i wojskowych programach badawczych. Istniały też seriale, książki i artykuły, które budowały atmosferę wielkiego rządowego spisku.

Jednak „Dzień niepodległości” zrobił z tego mitu obraz prosty, atrakcyjny i natychmiast zrozumiały dla masowej widowni.
W filmie Strefa 51 nie jest już tylko pustynną bazą, o której krążą dziwne pogłoski. Staje się magazynem największej tajemnicy XX wieku. Miejscem, w którym od dziesięcioleci przechowywany jest obcy statek. Dowodem, że „oni” nie tylko tu byli, ale że władze od dawna wiedziały więcej, niż mówiły opinii publicznej.

Film nie stworzył tej legendy od zera. On ją zebrał, uprościł, wzmocnił i podał w formie, która trafiła do milionów ludzi. Od tej pory dla wielu widzów Strefa 51 stała się niemal naturalnym elementem współczesnej mitologii UFO. Takim miejscem, o którym „wszyscy wiedzą”, że coś tam musi być.

Nawet „Z archiwum X”, choć pod względem atmosfery rządowego spisku było znacznie bardziej wyrafinowane, nie miało chyba jednego tak mocnego, filmowego skrótu myślowego: tajna baza, ukryty statek, technologia Obcych i rząd, który od lat milczy.

Po tych trzydziestu latach „Dzień niepodległości” jest dla mnie ciekawy głównie jako przykład działania popkultury. Kino nie tylko korzysta z gotowych mitów. Czasem potrafi je tak skutecznie utrwalić, że później trudno oddzielić to, co naprawdę krążyło w relacjach, dokumentach i hipotezach, od tego, co dopisała zbiorowa wyobraźnia.

A zagadka UFO zawsze żyła właśnie na tej granicy. Między relacją a interpretacją. Pomiędzy tym, co ktoś zobaczył, a tym, co miliony ludzi później dopowiedziały sobie na podstawie książek, seriali i filmów.

O tym mechanizmie pisałem szerzej w pierwszym tomie „Wtajemniczonych. Spisek w sprawie UFO”. Moim zdaniem czasem, chcąc zrozumieć zagadkę UFO, warto przypomnieć sobie leciwe już filmy SF. W nich również powstawała część tajemnicy, o której obecnie tak głośno.

Dziś obchodzimy Dzień Polskiej Fantastyki Naukowej – święto, które jest mi szczególnie bliskie.Fantastyka naukowa fascyn...
14/07/2026

Dziś obchodzimy Dzień Polskiej Fantastyki Naukowej – święto, które jest mi szczególnie bliskie.

Fantastyka naukowa fascynuje mnie od wielu lat. Niezmiennie najmocniej przyciągają mnie dwa jej wątki: konsekwencje rozwoju sztucznej inteligencji oraz pierwszy kontakt z inną, pozaziemską inteligencją.

To właśnie wokół tych zagadnień powstają moje kolejne historie.
Mogę już zdradzić, że pracuję nad dwiema nowymi książkami. W zasadzie już je kończę. Jedną po prawie trzech latach pracy, drugą po dwóch. Ufff… Cóż to będzie za rok – aż pięć książek! 😊 Ale 25-lecie Wydawnictwo Technol zobowiązuje 💪

Wracając do nowości: pierwsza książka będzie kontynuacją „Sprzymierzeńca”. Druga opowiada o pierwszym kontakcie, choć sam kontakt będzie wyglądał zupełnie inaczej, niż moglibyście się spodziewać. To będzie coś absolutnie nowego i jestem z tego niezmiernie dumny. Pamiętam, że gdy wpadłem na ten pomysł – a właściwie na taką alternatywną wizję pierwszego kontaktu – nie spałem pół nocy.

A tak na marginesie…
Być może rozwój sztucznej inteligencji i spotkanie z obcą inteligencją wcale nie pozostaną na zawsze dwiema odrębnymi historiami naszej cywilizacji. Może kiedyś – być może szybciej, niż przypuszczamy – staną się jedną wspólną historią.

Osobiście nie byłbym zaskoczony. Kto czytał trzeci tom mojej najnowszej trylogii „Wtajemniczeni”, ten wie, co mam na myśli. 😉

👀Na portalu „GeekWeek Interia” trafiłem na artykuł Julii Król „Kosmiczne znalezisko na australijskim brzegu wywołało por...
10/07/2026

👀Na portalu „GeekWeek Interia” trafiłem na artykuł Julii Król „Kosmiczne znalezisko na australijskim brzegu wywołało poruszenie” [link w pierwszym komentarzu].

Kilka dni temu na plażach północnego Queensland w Australii znaleziono sześć dużych, kulistych obiektów. Lokalne służby zabezpieczyły teren, wyznaczyły strefę bezpieczeństwa i ostrzegły mieszkańców, aby nie dotykali tajemniczych znalezisk.

Choć określenie „kosmiczne kule” brzmi niemal jak tytuł filmu science fiction, najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie jest znacznie bardziej przyziemne. Australijska Agencja Kosmiczna uznała, że są to prawdopodobnie zbiorniki ciśnieniowe pochodzące z zagranicznej rakiety, która niedawno weszła w ziemską atmosferę. Nie ustalono jeszcze, do kogo dokładnie należała.

Czytając tę wiadomość, pomyślałem jednak nie tylko o kosmicznych śmieciach, których wraz z rosnącą liczbą startów rakiet będzie zapewne przybywać. Pomyślałem również o historii UFO.
Jak podobne zdarzenie zostałoby odebrane sześćdziesiąt albo pięćdziesiąt lat temu?

W okresie zimnej wojny wiedza o eksperymentalnych samolotach, rakietach, balonach stratosferycznych i tajnych programach wojskowych była dostępna jedynie wąskiej grupie ludzi. Przypadkowy świadek mógł zobaczyć niezwykły obiekt na niebie, jego lądowanie albo szczątki odnalezione w odludnym miejscu, lecz zazwyczaj nie miał możliwości ustalenia ich rzeczywistego pochodzenia. Oficjalne milczenie tylko potęgowało atmosferę tajemnicy.

W takich warunkach rodziły się opowieści o latających spodkach, tajemniczych katastrofach i wojskowych ekipach usuwających z ziemi ślady czegoś, czego – przynajmniej oficjalnie – nigdy tam nie było.

Australijskie wybrzeże już wcześniej dostarczało podobnych zagadek. W lipcu 2023 roku na plaży w pobliżu miejscowości Green Head znaleziono ogromny metalowy cylinder, który w pierwszych doniesieniach nazywano nawet „kopułą”. Obiekt miał około dwóch i pół metra wysokości, był pokryty skorupiakami i wyglądał tak, jakby bardzo długo dryfował w oceanie.

Pojawiły się różne domysły, ale dochodzenie wykazało, że najprawdopodobniej był to fragment trzeciego stopnia indyjskiej rakiety PSLV. Zanim został rozpoznany, przez pewien czas pozostawał jednak tym, czym dawniej mogło być każde podobne znalezisko: tajemniczym obiektem nieznanego pochodzenia.

Z Australią wiąże się również inna historia, którą opisałem w trzecim tomie „Wtajemniczonych”.

6 kwietnia 1966 roku uczniowie i nauczyciele szkoły w Westall, na przedmieściach Melbourne, zobaczyli srebrzysty obiekt przypominający dysk. Według części relacji obniżył się on nad pobliskim terenem, a następnie bardzo szybko odleciał. Zdarzenie stało się jednym z najsłynniejszych australijskich przypadków UFO.

Jedna z najbardziej interesujących hipotez mówi, że świadkowie mogli obserwować zbłąkany balon należący do tajnego programu HIBAL. Balony te wykorzystywano między innymi do badań związanych z promieniowaniem i skutkami brytyjskich prób nuklearnych. Dzień przed zdarzeniem w Westall jeden z nich wystartował z Mildury i mógł zejść z planowanej trasy.

Czy rzeczywiście to właśnie balon HIBAL wywołał całe zamieszanie? Nie ma pewności. Relacje świadków nie są jednolite, a część szczegółów pojawiała się lub zmieniała wraz z upływem lat. Hipoteza ta pokazuje jednak coś bardzo ważnego: źródłem niejednej historii o UFO mogła być nie technologia pozaziemska, lecz jak najbardziej ziemski obiekt, którego istnienie objęto tajemnicą.

Dzisiaj odnalezione na plaży kule można sfotografować z każdej strony, porównać z elementami rakiet, przeanalizować ich konstrukcję i skonsultować się z agencjami kosmicznymi. W latach sześćdziesiątych świadkowi pozostawały najczęściej tylko własne oczy, pamięć oraz oficjalne zapewnienie, że nie wydarzyło się nic niezwykłego.

Być może właśnie dlatego historia UFO jest w znacznej mierze historią obiektów, które pojawiały się zbyt wcześnie – zanim przeciętny człowiek dysponował wiedzą i narzędziami pozwalającymi je rozpoznać.

Nie oznacza to oczywiście, że wyjaśniono w ten sposób wszystkie obserwacje. Oznacza jednak, że granica pomiędzy „niezidentyfikowanym” a „niezwykłym” bywa znacznie cieńsza, niż chcielibyśmy sądzić. Czasami wystarczy balon, fragment rakiety i odrobina tajemnicy, aby zwykły ziemski obiekt rozpoczął drugie życie – już jako legenda o UFO. 👽

Muszę się z Wami podzielić pewnym przemyśleniem. 🧐Dawno, dawno temu, gdy na świecie nie było jeszcze Wydawnictwo Technol...
23/06/2026

Muszę się z Wami podzielić pewnym przemyśleniem. 🧐

Dawno, dawno temu, gdy na świecie nie było jeszcze Wydawnictwo Technol, skrupulatnie zbierałem polską literaturę o UFO. Była połowa lat osiemdziesiątych. Moje zbiory rosły o kolejne książki Lucjana Znicza, Arnolda Mostowicza, Andrzeja Donimirskiego i Zbigniewa Blani. Potem nastały lata dziewięćdziesiąte – złoty okres polskiej, ale i światowej ufologii. Wówczas do mojego coraz pokaźniejszego księgozbioru trafiły między innymi książki Igora Witkowskiego, Roberta Leśniakiewicza czy Bronisława Rzepeckiego.

Mój umysł przepełniony był tajemnicami, które wszyscy ci autorzy rysowali jakże grubą i czytelną kreską. Obcy nas odwiedzają. Obserwują od tysiącleci naszą cywilizację. Może nawet korygują pewne jej poczynania. Są niczym nowocześni bogowie.

Jakże beztroskie to były dla mnie lata, gdy pochłaniając kolejne publikacje, mogłem dać się porwać tym wszystkim ufologicznym hipotezom i domniemaniom. Czasem za tym tęsknię. Szczerze.

Potem przyszły jednak pytania, refleksje i spostrzeżenia. Aż w końcu własne badania, analizy i śledztwa. Czar pryskał powoli. To nie był jakiś jeden konkretny moment. To była stopniowa ewolucja moich poglądów. I myliłby się ten z Was, kto by pomyślał, że sceptyczny stałem się po śledztwie dotyczącym niemieckich UFO, odkryciu prawdy o zbudowanej przez Igora niezwykle sprawnie i sugestywnie, historii o Die Glocke czy zdemaskowaniu Emilcina. Nie te zdarzenia były dla mnie najbardziej wymowne. Najdobitniejsza była znana mi z psychologii próba wyparcia przez wielu polskich kolegów ufologów oczywistych faktów dotyczących Emilcina. A jeszcze wymowniejsze było to, że w prywatnych rozmowach przychylali się do moich wniosków. Ale tylko w prywatnych.

Tak czy owak, patrząc dziś wstecz na minione 25 lat, czuję spokój – bo w każdym moim śledztwie, nie bacząc na konsekwencje, szczerze dążyłem do poznania prawdy. Czuję też autentyczną satysfakcję. Przez te ćwierć wieku wzbogaciłem polską literaturę o pokaźny zbiór książek, które nie powtarzały utartych schematów, tylko wytyczyły zupełnie nowe horyzonty poznawcze. Może nie zawsze wygodne dla wszystkich, ale jednak warte uwagi.

Trzeci tom „Wtajemniczonych” jest tu swego rodzaju ukoronowaniem tych moich poczynań. Tym razem ów nowy horyzont poznawczy nie skupia się na polskim bliskim spotkaniu, tylko na ufologii jako takiej. Co znamienne, zdarzenia, które w nim opisuję, zaczęły się tuż przed 10 maja 1978 roku. Tyle że na innym kontynencie…

Tymczasem niemal pół wieku później zerkam sobie na stosik moich książek związanych z UFO. Na mój wkład w polską literaturę dotyczącą tego tematu. I wiem jedno. To jeszcze nie koniec. 👀👣🎬🎤🎧

🤠 Nareszcie!👣 Już nawet nie pamiętam, kiedy zacząłem pracę nad tym śledztwem. Ale jest, w komplecie, cała trylogia! 📖📖📖N...
22/06/2026

🤠 Nareszcie!

👣 Już nawet nie pamiętam, kiedy zacząłem pracę nad tym śledztwem.
Ale jest, w komplecie, cała trylogia! 📖📖📖
Nie wchodząc w szczegóły trzeciego tomu zdradzę tylko, że ponownie kluczowy okazał się rok 1978! Oj działo się wtedy, działo.

👀 Tymczasem teraz krótki odpoczynek i…
… niedługo sami zobaczycie 😉

👀 Na kanale „This Is IT” Macieja Kaweckiego ukazała się rozmowa z Brianem Keatingiem, amerykańskim astrofizykiem i kosmo...
21/06/2026

👀 Na kanale „This Is IT” Macieja Kaweckiego ukazała się rozmowa z Brianem Keatingiem, amerykańskim astrofizykiem i kosmologiem z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego. Materiał zatytułowano „Jego eksperyment za 100 milionów dolarów może obalić teorię Wielkiego Wybuchu | Brian Keating”. Link w pierwszym komentarzu.

Choć głównym tematem rozmowy była kosmologia, w pewnym momencie pojawił się także wątek UFO, UAP, życia pozaziemskiego, SETI oraz hipotetycznego sygnału od obcej cywilizacji. Jednym słowem jakże bliskie mi zagadnienia.

Keating bardzo mocno oddziela dwie sprawy. Z jednej strony stwierdza, że nie mamy żadnych dowodów na to, aby Obcy przylatywali na Ziemię statkami kosmicznymi. Żadnych. Zero. I z tym akurat trudno mi polemizować. Można mówić o niezidentyfikowanych zjawiskach, można analizować relacje pilotów, zapisy radarowe czy wojskowe dokumenty, ale to nadal nie jest dowód na odwiedziny pozaziemskiej cywilizacji. W tej sprawie sceptycyzm jest nie tylko uzasadniony, ale wręcz konieczny.

Dużo ciekawsze zaczyna się jednak dalej. Keating sugeruje, że jeśli kiedykolwiek zetkniemy się z obcą cywilizacją, to najprawdopodobniej nie będzie to statek kosmiczny, lądowanie ani latający spodek, lecz informacja. Sygnał. Przekaz. Coś, co przemieszcza się z prędkością światła i może nieść wiedzę, której sami być może jeszcze długo byśmy nie zdobyli.

Tu też zaczyna się dla mnie najciekawszy problem.
Keating mówi, że czysta informacja „nic nie potrafi robić”. Sama nie zbuduje pierścienia, statku ani żadnej maszyny. Brzmi to efektownie, ale zupełnie się z tym nie zgadzam. Informacja oczywiście sama nie wbije gwoździa i nie uruchomi silnika. Ale z tego nie wynika, że jest bierna, niewinna albo pozbawiona sprawczości. Wszystko zależy od tego, do jakiej cywilizacji trafia, kto ją odczytuje i w jakim świecie zaczyna być interpretowana.

👀 Pytanie, jakie stawiam w trzecim odcinku mojego cyklu, to chyba jedno z ważniejszych w kwestii zagadki UFO.🔍 „TAJEMNIC...
19/06/2026

👀 Pytanie, jakie stawiam w trzecim odcinku mojego cyklu, to chyba jedno z ważniejszych w kwestii zagadki UFO.

🔍 „TAJEMNICE POD LUPĄ” #03
CZY W SPRAWIE UFO TYLKO COŚ UKRYWANO?
fragment trzeciego tomu „Wtajemniczonych”

[…]
Rozpoczynając pracę nad trzecią częścią tej książki, długie dni spędziłem na przeglądaniu setek notatek, jakie poczyniłem przez wcześniejsze miesiące. W końcu, gdzieś między tysiącami informacji, zacząłem widzieć zarys odpowiedzi. Zdawała się ona znacznie bardziej skomplikowana, niż mogłem początkowo podejrzewać, a już na pewno była bardziej złożona, niż przez całe dekady zakładali zarówno najgorętsi zwolennicy hipotezy pozaziemskiej, jak i jej najtwardsi przeciwnicy.

Rząd i armia Stanów Zjednoczonych rzeczywiście nie mówiły całej prawdy. Wiele razy zacierały ślady, budowały przykrywki, zmieniały wersje wydarzeń, zasłaniały się tajemnicą wojskową albo podsuwały opinii publicznej wygodne wyjaśnienia. Pytanie brzmiało jednak, czy tym, co ukrywano przed społeczeństwem i ufologami, faktycznie była obecność Obcych na Ziemi. A może prawdziwy sekret znajdował się gdzie indziej?

W tle tych rozważań pojawiała się także jeszcze jedna istotna kwestia. Czy rola armii i rządu sprowadzała się wyłącznie do utajniania informacji związanych z UFO? A może w pewnym momencie ktoś uznał, że samą ufologię można wykorzystać jako narzędzie: zasłonę dymną, kanał kontrolowanych przecieków, sposób odwracania uwagi, a czasem także pułapkę dla tych, którzy zbyt uważnie patrzyli w stronę miejsc, gdzie naprawdę działy się rzeczy objęte najściślejszą tajemnicą?

To właśnie z tym pytaniem rozpoczął się trzeci, ostatni etap mojego śledztwa.
[…]

🤓Wszystkich zainteresowanych moją nową książką odsyłam do pierwszego komentarza. Pozwolę sobie jeszcze przypomnieć, że do poniedziałku (22 czerwca 2026) do każdego zamówionego trzeciego tomu „Wtajemniczonych” dodajemy komplet trzech zakładek do całej trylogii, moją dedykację oraz (nowość) ex libris z numerem zamówienia. Jeszcze można załapać się na dwucyfrowy 😊

👣„TAJEMNICE POD LUPĄ”  #02ROK 1947 – UFO – POCZĄTEK ZAGADKIPoniżej fragment drugiego tomu „Wtajemniczonych”.👀 W pierwszy...
16/06/2026

👣„TAJEMNICE POD LUPĄ” #02
ROK 1947 – UFO – POCZĄTEK ZAGADKI
Poniżej fragment drugiego tomu „Wtajemniczonych”.

👀 W pierwszym etapie mojego śledztwa próbowałem przede wszystkim wrócić do samych źródeł fenomenu UFO i krok po kroku prześledzić, jak rodziła się jedna z najbardziej niezwykłych opowieści współczesności. Interesowało mnie nie tylko to, co ludzie twierdzili, że widzieli, lecz również to, w jakich okolicznościach zaczęli o tym mówić, kto nadawał tym relacjom określone znaczenie i w jaki sposób z pojedynczych incydentów zaczęła powstawać znacznie większa narracja. Im głębiej wchodziłem w ten temat, tym wyraźniej widziałem, że historia UFO od samego początku rozwijała się nie tylko w cieniu tajemnicy, lecz także w cieniu emocji, uproszczeń, społecznych napięć i narastających interpretacji.

Już wtedy stawało się dla mnie jasne, że nie da się zrozumieć tego fenomenu, ograniczając się jedynie do pytania, czy ludzie rzeczywiście obserwowali na niebie coś niezwykłego. Równie ważne okazywało się bowiem to, jak owe obserwacje interpretowano, kto i dlaczego nadawał im określoną rangę oraz w jaki sposób wokół kolejnych przypadków budowano coraz bardziej sugestywną opowieść.

Istotne było dla mnie także coś jeszcze. Od samego początku nad historią latających talerzy unosił się cień nieufności wobec oficjalnych komunikatów. Armia i rząd Stanów Zjednoczonych nie mówiły bowiem całej prawdy, a przynajmniej bardzo szybko zaczęły sprawiać takie wrażenie. To zaś miało daleko idące konsekwencje. Świadomość, że władza może coś ukrywać, zawsze działa mobilizująco. Tak było i tym razem. To właśnie ona sprowokowała setki, a później tysiące ludzi do tworzenia prywatnych grup, stowarzyszeń i sieci badaczy, którzy postanowili samodzielnie zająć się zagadką UFO.

Historia UFO to jednak nie tylko opowieść o całych pokoleniach ludzi żyjących w przekonaniu o prawdziwości hipotezy mówiącej o odwiedzaniu Ziemi przez obce inteligencje. To również opowieść o badaczach, którzy nie ulegli tej kuszącej i w wielu aspektach logicznie brzmiącej narracji. Nie uczynili tego dlatego, że, patrząc na fenomen UFO, dostrzegli również inne jego wymiary – socjologiczne, kulturowe, psychologiczne i społeczne. Zdali sobie też sprawę, że wiele początkowo wiarygodnych i zagadkowych zdarzeń po dogłębnej analizie zyskiwało bardziej przyziemne wyjaśnienie albo dało się powiązać z ograniczeniami ludzkiej percepcji. W wielu przypadkach kluczowe okazywało się dopiero żmudne i wieloetapowe sprawdzenie relacji.

Ludzi tych, bardziej niż narracje o ukrywaniu przez rząd prawdy o obecności Obcych na Ziemi, interesowały konkretne zdarzenia oraz historyczny i społeczny kontekst, w jakim narodziła się, a później stopniowo ewoluowała opowieść o latających talerzach. Muszę przy tym podkreślić, że wspomniany kontekst był istotny już od samego początku tej historii.

Cofnijmy się zatem ponownie do czerwca 1947 roku i narodzin zagadki latających talerzy, przemianowanych potem na UFO, a ostatecznie określanych terminem UAP. Dlaczego? Bo tak się niefortunnie złożyło, że Kenneth Arnold, od którego relacji z 24 czerwca 1947 roku zaczęła się cała historia o latających spodkach, bynajmniej nie twierdził, że takowe widział. Może to brzmieć nieco przewrotnie w kontekście całej późniejszej historii, ale właśnie tak wynika z zachowanych relacji.
[...] 🧐

Moja nowa trylogia „Wtajemniczeni. Spisek w sprawie UFO” to dobra okazja, aby nieco urozmaicić stronę autorską.Niedawno ...
12/06/2026

Moja nowa trylogia „Wtajemniczeni. Spisek w sprawie UFO” to dobra okazja, aby nieco urozmaicić stronę autorską.
Niedawno wprowadziłem cykl „Komentarz autora”. Teraz dorzucam do niego drugi: „Tajemnice pod lupą”.🕵️‍♀️
Ta nazwa chyba najlepiej oddaje to, czym zajmuję się od ponad 25 lat – przyglądaniem się zagadkom, dokumentom, relacjom, archiwom i historiom, ich analizowaniem, porównywaniem i weryfikowaniem.
Najczęściej będę w tym cyklu publikował krótkie fragmenty swoich książek. Ale nie tylko…

👀 „TAJEMNICE POD LUPĄ” #01
ROK 1947 – LATAJĄCE TALERZE PRZYBYŁY
Poniżej fragment pierwszego tomu „Wtajemniczonych”

[...]
Czytając kolejne prasowe artykuły z przełomu czerwca i lipca 1947 roku, nie miałem wątpliwości, że amerykańscy wojskowi nie do końca wiedzieli, co mają począć ze spodkowym problemem. Była to dla nich zupełnie nowa sytuacja – coś, na co najwyraźniej nie byli gotowi. Zresztą... kto by był? Zapewne z tego powodu już w tych pierwszych dniach czytelnicy gazet mogli zauważyć szereg zagadkowych niespójności w prasowych dysputach na temat latających talerzy. Dotyczyły one zarówno samych wypowiedzi wojskowych oficjeli, jak i opisywanych przez dziennikarzy działań armii.

Jak wyglądały te pierwsze szalone tygodnie konfrontacji społeczeństwa amerykańskiego z zalewającymi prasę i inne media doniesieniami o tajemniczych latających talerzach? Jakie informacje prezentowały gazety? Czy zapewnienia przekazywane dziennikarzom przez wojskowych były wiarygodne, czy też mogły od zarania zagadki spodków sugerować ukrywanie przez armię jakiejś tajemnicy? Zwłaszcza poznanie odpowiedzi na ostatnie z pytań niezmiernie mnie interesowało. Z tym większym zapałem przez wiele dni wertowałem setki dostępnych w cyfrowych bibliotekach gazet z 1947 roku. Obraz, jaki rysował się przede mną, był z każdym dniem coraz bardziej intrygujący.

Jednym z pierwszych wysoko postawionych amerykańskich wojskowych, jaki publicznie zabrał głos w sprawie latających spodków, był dowódca poligonu doświadczalnego White Sands, podpułkownik Harold R. Turner. Jego opinia była istotna choćby z tego względu, że podlegający mu poligon White Sands był na ówczesnej mapie tajnych wojskowych testów miejscem szczególnym. To właśnie w tym odludnym rejonie Nowego Meksyku doskonalono między innymi ściągnięte po wojnie z Niemiec rakiety V2 – jedną z najbardziej zaawansowanych w tamtym okresie broni. 28 czerwca 1947 roku, powołując się na amerykańską agencję prasową Associated Press, wiele gazet poinformowało, że zdaniem podpułkownika Turnera latające dyski, zgłaszane w minionych dniach w kilku zachodnich obszarach, „mogły być samolotami odrzutowymi w trakcie rutynowych lotów”. Jak wyjaśniał dowódca poligonu, „samoloty odrzutowe mają okrągłe dysze, które po podgrzaniu mogą dawać iluzję dysków”.

Jeżeli informacja ta uspokoiła część Amerykanów, to nie na długo. Już kolejnego dnia musieli bowiem przyjąć zupełnie nowe wyjaśnienie frapującej ich zagadki. W dodatku jego autorem był ten sam dowódca poligonu doświadczalnego White Sands, podpułkownik Harold R. Turner. Według podanego w prasie 29 czerwca 1947 roku komunikatu zagadkowe obiekty były niczym więcej niż meteorami, „które zbliżając się do powierzchni Ziemi, wydają się znacznie większe”. Turner miał rzekomo zrewidować wcześniejsze przypuszczenie, że świecące obiekty mogą być iluzją stworzoną przez gorące, okrągłe dysze samolotów odrzutowych, po zweryfikowaniu dwóch nowych obserwacji domniemanych latających spodków.
[...]

Informacje o zakupie książki znajdziecie w pierwszym komentarzu👇

Zaczęło się niewinnie. Pod koniec 2000 roku dla własnych, domowych potrzeb wydrukowałem swoje krótkie opracowanie o fali...
11/06/2026

Zaczęło się niewinnie. Pod koniec 2000 roku dla własnych, domowych potrzeb wydrukowałem swoje krótkie opracowanie o fali trójkątnych UFO nad Belgią. Później trafiło ono na łamy „Magazynu UFO”. Ależ byłem dumny 😊

Rok później – czyli 25 lat temu – zakończyłem pisanie swojej pierwszej książki. Początkowo nosiła ona tytuł „Czarne samoloty”. Mam zresztą twardy dowód w postaci zdjęcia jednego z dwóch egzemplarzy, jakie wydałem początkowo na swój własny użytek 😊

Tak po prawdzie to stwierdzenie „wydałem” nie oddaje do końca natury rzeczy. Najpierw musiałem zakupić ryzę papieru formatu A3. Potem u introligatora, sąsiada, przeciąłem ją na pół. Dopiero na tych kartkach A4 mogłem drukować swoją książkę – oczywiście po zrobieniu jej składu. Na koniec całość ponownie powędrowała do introligatora.

Ostatecznie, już po założeniu latem 2001 roku Wydawnictwo Technol, książka poszła do druku pod tytułem „Z archiwum tajnych technologii lotniczych”. Tak naprawdę kluczowy był jednak jej podtytuł: 👽Czy UFO to nieznane konstrukcje wojskowe?👽
Jakże to ważne pytanie przy zagadce UFO. Dzisiaj, po napisaniu trzech tomów „Wtajemniczonych”, wiem to jeszcze lepiej. Ale wiem również, że to tylko część owej pasjonującej historii. 👀

Adres

Urzędnicza 12
Kraków
30-051

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Bartosz Rdułtowski umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Bartosz Rdułtowski:

Skróty

Udostępnij

Kategoria

l="false"> Dodać ogłoszenie
  • Zaloguj Się
  • Subskrybuj

    Powiadomimy Cię, gdy cokolwiek zdarzy się w Kraków.