08/09/2026
Od góry do góry. Od szczytu do szczytu.
Tylko ja już nie chodzę po szczytach. Góry nieodmiennie uwielbiam. Jednak zaliczanie szczytów już mnie nie bawi. Nie muszę pokazywać sobie i innym na co mnie jeszcze stać. Ja wiem, co potrafię i delektuję się drogą, która mnie dokądś prowadzi.
Odhaczanie listy z kolejnymi punktami planu, na którym widnieją nieosiągalne cele i potem wielka satysfakcja z tego, również mnie nie bawi, bo nie mam większego planu na życie, lecz kieruję się w życiu intuicją.
Kiedy przyjdzie czas, będę się cieszyć z tego, co zrobiłam, co osiągnęłam, bo radość jest naturalnym punktem w procesie zwanym życiem. I świętowanie jest bezcenne i potrzebne.
Cieszy mnie samo życie i jego zakręty. To w lewo, to w prawo, by znowu móc zawrócić w lewo. Kiedy upadam na kolana, to po to, być coś z tego pułapu zobaczyć. Coś zapewne cennego, co ma na mnie wpływ.
Życie pokazuje mi mnie, stawia wyzwania, w których już nie przeskakuję siebie, bo nie muszę. Proszę o pomoc, jeśli potrzebuję. Jeśli nie zrobię czegoś w tym momencie życia, zrobię w innym czasie, a w tym momencie widocznie było mi to niepotrzebne.
Tak idę przez życie, by puścić to, co mi nie służy. A iść w lekkości i dobrą muzyką w tle.