31/03/2026
Nie daj się ograbić – słuchaj i odpowiadaj, by żyć! ✝️🕊️
Stań się odpowiedzią (1 trymestr / 24) || NOWENNA 24-33 || Karolina Staszak
⛪ „Przeprowadzałam kiedyś wywiad z krajowym duszpasterzem Apostolstwa Dobrej Śmierci. Jedno z pierwszych pytań, jakie mu zadałam, dotyczyło towarzyszenia umierającemu człowiekowi. Wszystko, co mówił ów duszpasterz, wydawało mi się konkretne, ale zarazem dość oczywiste, dlatego w pewnym momencie przerwałam mu wypowiedź, by zwrócić uwagę: 'Czy jednak ta metoda [towarzyszenia] to nie jest po prostu postawa wynikająca z życia naszą wiarą?'. Zapis naszej rozmowy nie oddaje radości, z jaką zareagował: 'Dokładnie tak!'. I dalej mówił z przejęciem: 'Podczas każdej niedzielnej Mszy Świętej wyznajemy, że oczekujemy «wskrzeszenia umarłych. I życia wiecznego w przyszłym świecie». Poza tym najważniejsze w Kościele święta – Zmartwychwstania Pańskiego i poprzedzające je Triduum Paschalne – to przecież moment, w którym rozważamy męką Pana Jezusa, Jego śmierć, pogrzeb, i w końcu cieszymy się Jego zmartwychwstaniem. I to jest istota naszej wiary, tzn. nadzieja na przejście z życia tu, przez bramę śmierci, do życia tam. Właściwie to jest jedno życie, ale składające się z etapów. Często daję ludziom taką radę: Słuchajcie uważnie, jakie słowa ksiądz wypowiada i jakie wy wypowiadacie podczas Mszy. Ile razy tam jest mowa o śmierci, o zmartwychwstaniu, o życiu wiecznym! Zdarza się, że my te ważne słowa wypowiadamy automatycznie, jak wierszyki'.
Przypomniał mi się ten wywiad, kiedy słuchałam opowieści pewnej kobiety, niegdyś katoliczki, która około dwadzieścia lat temu wstąpiła do sekty, a opuściła ją całkiem niedawno, po traumatycznych doświadczeniach ciągłego życia pod presją i kontrolą. Moją uwagę przykuło to, jak tłumaczyła początek całego dramatu, czyli powody swojego odejścia z Kościoła katolickiego. Siebie sprzed lat określiła jako praktykującą katoliczkę, chodzącą na Mszę Świętą w każdą niedzielę. Przyszedł jednak moment, gdy zmarł jej przyjaciel, a na jej drodze stanęli ludzie, którzy nie uznają Jezusa Chrystusa za Boga, nie wierzą w nieśmiertelność duszy, ale głoszą zmartwychwstanie ciał i literalny powrót do ogrodu Eden. Dla kobiety ta wizja była bardzo pocieszająca i właśnie dla niej zdecydowała się porzucić wiarę katolicką. Trudno mi zrozumieć, jak ta nieewangeliczna „dobra nowina” mogła zostać przez nią uznana za coś wspanialszego niż nadzieja, jaką daje Kościół wsłuchany w przesłanie Syna Bożego. Jest tylko jedno wytłumaczenie – ta kobieta, jak wiele podobnych jej osób, podczas Mszy Świętej tak naprawdę nigdy nie słuchała nie tylko księdza, ale nawet samej siebie. Jej opowieść jest bardzo pouczającą ilustracją tego, jak dramatyczne mogą być konsekwencje niesłuchania. Na szczęście porzucenie Kościoła nie zawsze skutkuje wejściem w pole oddziaływania grupy destrukcyjnej. Niestety jednak prawie zawsze oznacza utratę chrześcijańskiej nadziei.
Niesłuchanie, które ograbia człowieka z bogactwa Ewangelii, nie jest problemem nowym w naszej wspólnocie wiary. Już św. Jan Chryzostom na przełomie IV i V wieku odnosił się do niego: '[…] wracając z kościoła, uważaj za rzecz najważniejszą przypomnieć sobie to, coś usłyszał. […] nie przykładając się do zachowania tego, cośmy usłyszeli z taką przynajmniej pilnością, z jaką staramy się o złoto i srebro, czerpiemy taką korzyść, jakbyśmy wlewali wodę do dziurawej beczki. Jeśli bowiem ktoś otrzyma kilka denarów, chowa je do mieszka i pieczętuje go. My zaś, otrzymawszy nauki droższe od złota i drogich kamieni, biorąc te skarby Ducha Świętego, nie składamy ich do skarbca naszej duszy, ale z obojętnością i jak się przydarzy, dozwalamy, aby uleciały z naszej pamięci. Któż się nad nami zlituje, skoro sami sobie zastawiamy zasadzki i doprowadzamy do takiego ubóstwa'”.
Zapraszamy do lektury! ⬇️
Liturgia nie jest wyłącznie ilustracją misterium Krzyża, jak chcieliby niektórzy, lecz dynamicznym wydarzeniem, podczas którego Oblubienica wypowiada własne fiat.