15/05/2026
Nie zgadzam się z rozwiązaniami, które mogą ograniczać swobodę rozmowy o zdrowiu, profilaktyce i naturalnym wspieraniu organizmu.
Uważam, że każdy człowiek powinien mieć prawo do wyboru drogi dbania o swoje zdrowie, z poszanowaniem zarówno osiągnięć medycyny konwencjonalnej, jak i metod opartych na zmianie stylu życia, diecie, redukcji stresu oraz naturalnym wsparciu organizmu.
Medycyna i natura nie muszą się wykluczać. Mogą się wzajemnie uzupełniać dla dobra pacjenta.
Wierzę, że świadomy człowiek powinien mieć dostęp do różnych perspektyw i sam decydować, co najlepiej służy jego zdrowiu i dobrostanowi.
Bo zdrowie to wolność wyboru, odpowiedzialność i zaufanie do własnego ciała.
LEX SZARLATAN...
Czyli jeśli ktoś powie, że dieta, stres albo styl życia mogą być jedną z przyczyn chorób - to już łamie prawo?
Jeśli ktoś powie, że leki mają skutki uboczne i mogą szkodzić to już „podważa medycynę”?
Przecież skutki uboczne są wpisane w ulotki.
Jeśli lekarz mówi:
„dieta nie ma wpływu na tę chorobę”
a ktoś uważa, że jednak ma ogromny wpływ to już jest „szarlatanem”?
Naprawdę świat schodzi...
Bo rozumiem walkę z pseudo uzdrowicielami, którzy obiecują ludziom magiczne wyleczenie, sprzedają „cudowne terapie”, urządzenia czy wody za 500 zł i żerują na ludzkiej tragedii.
Ale mam wrażenie, że ta ustawa nie uderzy tylko w nich.
Uderzy też w ludzi, którzy po prostu chcą mówić o:
• jedzeniu,
• śnie,
• stresie,
• toksynach,
• stylu życia,
• profilaktyce
W innym kontekście niż uznaje to medycyna?
Czyli teraz trzeba będzie uważać na każde słowo?
Bo ktoś może uznać, że ktoś mówi „niezgodnie z aktualną wiedzą medyczną”, że „diagnozuje”, „wprowadza w błąd” albo szerzy „dezinformacje” tylko dlatego, że mówi o obserwacjach, które wiele osób widzi u siebie po zmianie stylu życia czy w dietoterapii, ale które nie zostały jeszcze oficjalnie potwierdzone medycznie?
I co wtedy?
1 milion kary?
Przecież za chwilę człowiek będzie bał się powiedzieć cokolwiek poza:
„proszę iść po tabletkę do lekarza”.
A przecież ludzie od lat odzyskują zdrowie także dzięki zmianie stylu życia.
I nie, to nie jest „negowanie medycyny”.
To jest zadawanie pytań i szukanie przyczyn.
Powiedzcie mi szczerze…
Czy Wy też macie wrażenie, że zaczyna się zamykanie ust wszystkim, którzy mówią o zdrowiu inaczej niż oficjalny przekaz?
Czy to przypadkiem nie chodzi o fakt, żebyśmy przez przypadek sami nie doszli do zdrowia?