Cwaniak i Frania - życie pełne absurdu

Cwaniak i Frania - życie pełne absurdu 💩 Kupolubna emerytka i koto-pies w spektrum autyzmu 🤡 Frania i Cwaniak – dwie bulwy, jedna Matka, zero wstydu. 🐾🩷🐾🐷

“Zdrada w biały dzień”czyli jak matka zawiozła mnie nie do babci, tylko do piekła na ziemi – weterynarzaJestem Cwaniak.N...
13/06/2025

“Zdrada w biały dzień”
czyli jak matka zawiozła mnie nie do babci, tylko do piekła na ziemi – weterynarza

Jestem Cwaniak.
Nie jakiś tam pierwszy lepszy burek. Mam doświadczenie, nos do kłamstwa i instynkt jak u komandosa. A mimo to… dałem się zrobić. I to w biały dzień.

Wszystko zaczęło się niewinnie.
Matka od rana krzątała się podejrzanie radośnie. „Jedziemy do babci!” – powiedziała takim tonem, że od razu coś mi nie grało. Ale ja – głupi – się ucieszyłem. Babcia = smakołyki, dywan do tarzania, zero zasad. Zresztą, miałem swoje podejrzenia, ale na wszelki wypadek zagrałem naiwniaka. Żeby nie wzbudzać podejrzeń.

Wsiadamy do auta. Kierunek? Niby się zgadza. A potem… zakręt. Zły zakręt.
Znam to miejsce. Ten zapach… płynów, paniki i sierści.

Weterynarz.

Od razu próbowałem się ewakuować. Otworzyć drzwi. Wyjść przez kratkę wentylacyjną. Udawać martwego. NIC NIE DZIAŁAŁO.

Matka trzymała mnie jakby się szykowała na egzorcyzmy.
Wchodzimy do środka, a tam – pani doktor. Uśmiechnięta, jakbyśmy się na kawę umawiali.
– Tylko rutynowa kontrola – powiedziała MATKA.
Zdrada. Wbiła mi nóż w serce i jeszcze przekręciła ostrze.

Zaczęło się niewinnie – termometr (gdzie?!), potem uszy. Mówili coś o „czyszczeniu”, ale ja słyszałem tylko „wydrapiemy ci duszę”.
Przy pazurach przegięli.

Usłyszałem klik obcinaczki i włączył mi się tryb ninja.
Wyskoczyłem ze stołu. Pani doktor próbowała mnie zatrzymać – pogryzłem. Delikatnie. Symbolicznie.
Matka rzuciła się na mnie – podrapałem. Przypadkiem.
W powietrzu fruwały sierść, krzyki, smycz i resztki mojego honoru.

W końcu mnie dopadli. Zrobili, co chcieli.
Pazury skrócone. Uszy czyste. Ja – poniżony.

W samochodzie nikt się do mnie nie odzywał. I dobrze.
Ja też mam dumę.
Matka spojrzała na mnie kątem oka i rzuciła:
– No dobra, teraz do babci?

Nie odpowiedziałem.
Wpatrywałem się w szybę jak bohater dramatu. Patrzyłem przez szybę, myśląc o wszystkim, co było – i o tym, co już nigdy nie będzie takie samo.
Zaufanie? Złamane.
Pazury? Skrócone.
Godność? Zaklejona plastrem.

Ale jedno jest pewne:
Nigdy więcej nie uwierzę w „szybką kontrolę”.
Chyba że u babci. Babci ufam. Babcia nie ma różowych bandaży.

🐾 Cześć dzieciaki! Tu Frania ! 🐶💥Dziś Dzień Dziecka, więc oficjalnie domagam się:👉 ekstra smakołyków👉 drapania za uszkie...
01/06/2025

🐾 Cześć dzieciaki! Tu Frania ! 🐶💥

Dziś Dzień Dziecka, więc oficjalnie domagam się:
👉 ekstra smakołyków
👉 drapania za uszkiem
👉 i przymknięcia oka na moje małe wybryki (no bo kto jest winny, że ten kwiatek tak ładnie pachniał?! 🌸😇)

Na razie dzień zaliczam do średnio udanych, bo:
❌ nie znalazłam jeszcze idealnej kupki do degustacji (ale się nie poddaję 💪)
❌ mama nadal zła za wczorajszą akcję z jej ulubionym kwiatkiem
✅ ale mam za to najlepszy uśmiech w okolicy – i to się liczy!

Wszystkim dzieciom – tym na dwóch i czterech łapach – życzę dnia pełnego luzu, psot i miłości 💖

🖤Nazywam się Frania.Rocznik… nieznany, jak dobra legenda.Mówią, że mam z dziewięć wiosen,choć w sercu nadal sierpień ’97...
28/05/2025

🖤
Nazywam się Frania.
Rocznik… nieznany, jak dobra legenda.
Mówią, że mam z dziewięć wiosen,
choć w sercu nadal sierpień ’97 – gorąco, nerwowo, bez kagańca.

Zębów mam trzy. I pół.
Reszta – rozeszła się po kościach historii.
Ale kiedy się uśmiecham,
słońce wschodzi nieco ostrożniej.

Nie chodzę. Ja sunę.
Jak dym po wieczornej zadymie,
jak cień lojalności między klatkami.
Nie biegnę za byle czym – tylko za sensem. Albo za kupą. Ale to już mój wstyd i moja sprawa.

Spokój? Mam go w oczach.
Ale pod powieką… czai się czujność.
Bo gdy ktoś zawarczy,
ja nie pytam o rasę, o wagę, o numer buta.
Odpalam się jak matka.
Jak legenda ulicy, co nie szuka kłopotów,
ale zawsze jest gotowa je zakończyć.

Bo ja nie warczę pierwsza.
Ale ostatnie słowo należy do mnie.

Dziś się do was uśmiecham.
Całą sobą, całą swoją starą duszą,
i moimi trzema zębami – jak złotymi medalami życia.
Pamiętajcie:
Nie każdy bohater nosi pelerynę.
Niektórym wystarczy kaganiec i charakter.

🖤 Frania. Sunia z zasadami.

🐾💐 SZCZEK-SZCZEK, MAMO! 💐🐾Tu Wasze ukochane buldożki – małe parskające kulki miłości z wiecznie zatkanym noskiem i serdu...
26/05/2025

🐾💐 SZCZEK-SZCZEK, MAMO! 💐🐾

Tu Wasze ukochane buldożki – małe parskające kulki miłości z wiecznie zatkanym noskiem i serduszkiem wielkim jak nasza kolekcja kocyków 🐶💞

Chcemy dziś poszczekać kilka słów do naszej najukochańszej Mamy (czyli Ciebie, hooman!) oraz do wszystkich innych Mam – tych dwunożnych i czteronożnych, tych z nami na kanapie i tych, które już merdają ogonkami w niebiańskich ogrodach 🌈✨

DZIĘKUJEMY, że:

🐾 głaszczesz nas nawet wtedy, gdy jesteśmy śmierdzące,
🐾 dzielisz się kanapką… nawet jeśli to był przypadek,
🐾 znosisz nasze koncerty chrapania,
🐾 i że jesteś najlepszą poduszką świata (sorry, poduszko IKEA).

Bez Ciebie nasze życie byłoby jak spacer bez smyczy – pełne chaosu i nielegalnych przekąsek 🍗🐾

Wszystkim Mamom życzymy dziś ogromu miłości, buziaków (tych z jęzorem – wiadomo!) i spokoju… chociaż na pięć minut 😅💕

Szczęśliwego Dnia Mamy!
Wasze buldożki –
Profesjonalne Ogrzewacze Kolan i Eksperci od Miłości 🐾👑

Noc była ciężka. Bardzo ciężka. Brzuch burczał, kiszki marsza grały, a potem… no cóż, niech ktoś wymyśli ładniejsze słow...
26/05/2025

Noc była ciężka. Bardzo ciężka. Brzuch burczał, kiszki marsza grały, a potem… no cóż, niech ktoś wymyśli ładniejsze słowo na sraczkę, bo to, co się działo, to był dramat w kilku aktach.

Matka nie spała. Ja nie spałem. Frania? Frania spała. Klasyka.

Teraz? Matka zasuwie do roboty z oczami jak panda, a ja… odpoczywam. Na czysto, pachnąco, na miękko. Dobrze, że jest Frania – siostra albo żona… sam już nie wiem. Ważne, że ogrzewa dupkę.

Pozdrawiam Was obsrańce.
Cwaniak. Ząbek. Obesraniec.

Cześć! To znowu ja. Cwaniak. Cwaniak – legenda osiedla. 🐾💨Czasem ktoś zapyta: “Dlaczego ten buldog znowu zasuwa jak raki...
25/05/2025

Cześć! To znowu ja. Cwaniak.
Cwaniak – legenda osiedla. 🐾💨

Czasem ktoś zapyta: “Dlaczego ten buldog znowu zasuwa jak rakieta przez trawniki i krzaki?” Odpowiedź jest prosta – to nie ucieczka, to ułańska fantazja. Cwaniak (czyli ja, buldog francuski o sercu większym niż płuca) nie chodzi na smyczy… on chodzi własnymi ścieżkami. I czasem biegnie. BARDZO. Bo jak już złapie flow, to żadna Frania (siostra) ani matka (człowiek, co go przytula i karmi) za mną nie nadąża. Ich tempo to nie mój problem – życie czeka! 🌪️

A jak jest jakaś górka? To przecież ja, kozica górska. Cwaniak z natury zdobywa szczyty – każdy pagórek to Everest, każdy kopiec to szansa na wybiegany medal. 🏔️🐐

Owszem, potem wracają demony… czyli refluks. Ale tu wchodzi Matka – leki, kocyk, przytulanie, akcja ratunkowa jak z “Na sygnale”. I tak to się kręci.

Więc jeśli widzisz nas gdzieś na osiedlu, a Cwaniak wpada w galopie, to nie panikuj:
• Nie jestem agresywny, tylko entuzjastyczny,
• Nie mam wścieklizny, tylko charakterystyczny francuski ślinotok (uroki płaskiego pyska),
• I jak podbiegam, to tylko po to, żeby dostać głaski, a nie atakować kogokolwiek – chyba że miłość. 🥹💕

Wierzcie mi, że matka wiecznie się za mnie wstydzi. Za moją siostrę Franię też. A może Frania to moja żona ? Tego nie wie nikt. I jakby co - matka za siebie też się wstydzi.

Tak, wiem, system behawioralny się posypał. Matka popełniła błędy. Wiemy też, że nie każdy piesek mnie kocha – i szanujemy to. Ale robimy, co możemy. I jakby co, Cwaniak ma zawsze przy sobie Matkę – do kochania, do ścierania śliny i do gaszenia refluksu. 💊🫶

Cześć. Jestem Frania. Ale mów mi Lusia. Albo Klusia. Ale przede wszystkim: Ikona.Tak, dobrze czytasz. I-KO-NA. W świecie...
24/05/2025

Cześć. Jestem Frania.
Ale mów mi Lusia. Albo Klusia. Ale przede wszystkim: Ikona.
Tak, dobrze czytasz. I-KO-NA. W świecie, gdzie wszyscy chcą być piękni, ja jestem sobą – i wszyscy chcą być mną.

Moje początki? No cóż… był czas, że życie mnie nie rozpieszczało. Pseudohodowla. Same porody, żadnej miłości. Dziecko za dzieckiem, a ja tylko patrzyłam w sufit i myślałam: „czy to już wszystko?”

Ale nie. To nie był koniec. To był prolog.

Prawie cztery lata temu wydarzył się cud – poznałam matkę. Prawdziwą. Moją. Najlepszą. Od tej pory jestem kimś. Kimś ważnym. Kimś kochanym. Kimś, kto ma swoją poduszkę, swoją miskę i swoje prawa (np. prawo do leżenia 23 godziny dziennie).

Ale nie zawsze było różowo. Cwaniak… ach, ten cwaniak. Kiedyś wróg numer jeden. Patrzył na mnie jak na nową zabawkę – a ja nie jestem żadną zabawką, tylko kobietą z przeszłością. Były spięcia, awantury, dramaty. Krzyki. Sierść fruwała jak śnieg na Święta. Krew się lała. Matka płakała. A dziś? Cóż, nie wiemy – czy to mój brat, czy mąż. Ale kochamy się na swój sposób. Jesteśmy jak brazylijska telenowela: dziwna, niezrozumiała, ale nie możesz przestać oglądać.

I teraz – moje pasje.
Kocham matkę.
Kocham patrzeć jej w oczy.
Kocham, jak pachnie jej dłoń.
Kocham, jak mi poprawia kocyk.
I kocham… kupę. Tak.
Niech rzuci kamieniem ten, kto nigdy nie zakochał się w dobrze sfermentowanym smrodku w parku. Kupa to emocja. Kupa to życie.

Mam swoje lata – 9? 10? Już nie liczę. Ale czuję się młoda, bo jestem kochana. Bo jestem wolna. Bo mam drugą szansę i wykorzystuję ją w pełni – głównie do spania i oceniania wszystkiego wzrokiem z pogranicza politowania i filozofii zen.

Więc jeśli mnie spotkasz, zapamiętaj jedno:
Nie jestem zwykłą suczką.
Jestem Klusia.
Ikona.

Cześć, jestem Cwaniak. Podobno mam 7 lat i urodziłem się w Bydgoszczy, w jakiejś wspaniałej rodzinie – tak mówi mama. Ja...
24/05/2025

Cześć, jestem Cwaniak.
Podobno mam 7 lat i urodziłem się w Bydgoszczy, w jakiejś wspaniałej rodzinie – tak mówi mama. Ja tego nie pamiętam, bo wtedy byłem zajęty ogarnianiem podstaw życia, jak oddychanie czy nieopluwanie siebie samego. Ale okej, brzmi nieźle.

Potem mieszkaliśmy z mamą na Kaszubach. Piękne tereny, dużo zieleni, a ja już wtedy wiedziałem, że jestem typem indywidualnym. Kiedy hotelowi goście jedli sobie spokojnie śniadanko, to ja — z poczuciem misji — robiłem kupę pod stołem. Tak po prostu. Nie z potrzeby, a z przekonania. Czułem, że trzeba zaznaczyć swoją obecność.

Ale to nie wszystko — rósł pieseczek wtedy… nierówno. Głowa jak arbuz, ciało szczupłe, łapy jak z gumy — no śmiesznie to wyglądało. Trochę jak bocian w dresie. Dorośli niby nic nie mówili, ale widziałem ten błysk w oku: „Czy on się przypadkiem nie składa z samych kończyn?”.

Mama wtedy dużo pracowała. Za dużo jak na mój gust. A ja — jak przystało na wrażliwego buntownika — wyrażałem niezadowolenie na różne sposoby. Np. znikałem. Czasem na godziny. Czasem na dni (no dobra, przesadzam, ale przynajmniej raz na cztery godziny).

Później przenieśliśmy się na Hel. Mieszkaliśmy w przyczepie — luksusów nie było, ale klimat? Pełen przygód. Mama pracowała wtedy w szkole surferskiej, ale ja miałem swoje sprawy. Eksplorowałem teren, poznawałem ludzi, zawierałem sojusze, rozsiewałem chaos. Klasyka. Każde moje zniknięcie kończyło się u matki białą gorączką. Ale co zrobić — wolność przede wszystkim.

W końcu wróciliśmy do Torunia — na stare śmieci mamy. Czy dlatego teraz mówią na mnie “Pierniczek”? Może tak. Może dlatego, że niby słodki, a jednak potrafię zaszczypać w mózg jak przyprawa korzenna. Tu jakoś sobie z mamą żyjemy — ona bardziej poważna, ja bardziej uliczny filozof. Dobraliśmy się.

A potem… po paru latach pojawiła się ONA. Frania. Królowa Matka. Wielkie babiszcze z charakterem. I wiecie co? Trochę mnie ustawiła. Ale tylko trochę. Bo cwaniaka się nie da tak łatwo złamać.

Ale o niej później. Nie wszystko naraz. 🐾

💥 A teraz poznajcie Franię.Królowa dramatu. Cesarzowa miłości. Miłośniczka kupy w każdej postaci (nie oceniaj – ona też ...
24/05/2025

💥 A teraz poznajcie Franię.
Królowa dramatu. Cesarzowa miłości. Miłośniczka kupy w każdej postaci (nie oceniaj – ona też cię nie ocenia).

Dołączyła później, ale zrobiła takie wejście, że nawet Cwaniak lekko uniósł brew.
Adopciak z pseudohodowli, która długo nie znała czułości.
Dziś? Emerytka z sercem większym niż lodówka, która kocha Matkę do granic absurdu.

Frania nie chodzi – ona sunie.
Nie szczeka – ona opowiada.
Nie istnieje – ona jest obecnością.

Nie szuka aprobaty.
Szuka tylko Matki.
Wzrokiem, nosem, duszą. Bo Matka to jej cały świat.

Cwaniak to ikona.
Frania to serce tej historii.

Razem tworzą duet cymbalistów.
Nieidealnych. Hałaśliwych. Czasem śmierdzących.
Ale kochanych na zawsze.

👑 Poznajcie Jego Wysokość Cwaniaka.Od niego wszystko się zaczęło. Pierwszy. Pierworodny. Pies-nie-pies.Kupiony za grosze...
24/05/2025

👑 Poznajcie Jego Wysokość Cwaniaka.
Od niego wszystko się zaczęło. Pierwszy. Pierworodny. Pies-nie-pies.

Kupiony za grosze, ale z charakterem bezcennym.
Z duszą kota, sercem na opóźnionym zapłonie i mózgiem jak pestka awokado – twardym, ale zawsze nie na miejscu.

Cwaniak nie słucha.
Cwaniak analizuje.
Czasem ucieka, częściej ignoruje, ale w głębi duszy… kocha. Na swój, dziwaczny, piękny sposób.

On nie wie, że jest psem.
Myśli, że Matka go urodziła. I kto mu zabroni?

To on nadał ton całej tej szalonej orkiestrze.
Bez niego nie byłoby tej strony, nie byłoby nas.

Zacznijmy więc od początku.
Od legendy.
Od Cwaniaka.

Adres

Henryka Strobanda 13a
Torun
87-100

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Cwaniak i Frania - życie pełne absurdu umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij