22/05/2026
Kiedyś dawno temu, miałam nieco inne psy pod opieką... a erę husky i psich zaprzęgów zapoczątkował Jazz, który obecnie jest już tak naprawdę staruszkiem.
Jabba, najprawdopodobniej była mix. labka z jakimś Oleckim kundlem, bo przywiozłam ja do domu z praktyk studenckich, które odbywały się w Olecku.
Startowałam z nią w różnych dyscyplinach dogfrisbee i speedway. Pracowała też na planach filmowych... i to z nią ukończyłam wszystkie kursy trenerskie. Była typowym wybitnym kundelkiem w rękach osoby zupełnie początkującej w psim świecie i miała ta wspaniała cechę - wybaczania wszelkich błędów szkoleniowych.
Kibo, rasy border collie był psem po przejściach, z długą historia przechodzenia z rąk do rąk, z domu do domu. Psem z historią pogryzień, fiksacjami... i czym tam chcecie, bo lęk separacyjny również miał. Pomimo braku ogromnego doświadczenia, udało mi się wyprowadzić go na prostą... i także startował w dogfrisbee i całkiem dobrze radził sobie w tropieniu użytkowym.
Po tych psach zostało mi wiele cudownych wspomnień, wiele statuetek, dyplomów i medali... Nawet z perspektywy czasu, nie były to łatwe psy, za co jestem im okrutnie wdzięczna...
Obydwa, już od dawna za TM.
Nie wyglądało to tak, że szczególnie świadomie chciałam trenować dogfrisbee... zwyczajnie psy, które miałam pod opieką wymagały takich a nie innych zadań, rozwijania takich, a nie innych predyspozycji.
Pierwszym psem, którego wzięłam z myślą o konkretnej pracy był Jazz...
Psy mają różne predyspozycje i ciężko wymagać, aby husky łapał dyski... kundelek robił obronę, a owczarek niemiecki wystawiał bażanty...
Warto, o tym pamiętać decydując się na psa... bo to czego będzie potrzebował Wasz pies, a czego mu nie zapewnicie - z całą pewnością stanie się źródłem udręki i problemów... zarówno psa, jak i Waszych.
Wiele psów potrzebuje czegoś więcej... spacer, pełna micha i czułe głaskanie, mogą nie wystarczyć, by z nimi się dogadać.