20/02/2018
Urzędy mają kolejny poważny problem
Taki, z którym nikt nie da sobie rady. Tylko oni. Elita. Specjaliści dla potrzeb których powołano do życia cały system demokratyczny.
Dla takich problemów należy co dwa lata organizować wybory na wszystkich szczeblach.
Wybierać setki parlamentarzystów, 50 tysięcy radnych oraz najmądrzejszego z najmądrzejszych, prezydenta.
I każdemu z nich ufundować biuro i darmowe przejazdy oraz możliwość powoływania rozmaitych agencji i urzędów. Bo sami, by nie ogarnęli mnogości tematów. Jednym z urzędów jest Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji.
By wszyscy mogli w spokoju rozwiązywać takie problemy, jak ten.
A mianowicie:
- "Przekroczenia limitu czasu reklam w godzinie zegarowej programu wynikają z tego, że AGB Nielsen, bilansując czas reklam w godzinie, zalicza do nich również inne przekazy, które nie spełniają przesłanek definiujących reklamę, zawartych w ustawie o radiofonii i telewizji. Jest to tzw. reklama społeczna - podała Grażyna Krassowska, ekspert departamentu monitoringu biura KRRiT".
Bo może nie każdy wie, ale limity reklam w TV są ściśle regulowane.
Co by to było, gdyby można było emitować tyle reklam ile się chce i jak się chce?
Można m in. emitować je do 12 minut w godzinie. Ale już reklamy fundacyjne do tego limitu nie wchodzą. Oraz zapowiedzi własnych programów.
Jak wpadam czasem do rodziny, która ma telewizor to mam wrażenie, że ramówka składa się z samych reklam.
Jest to tak palący, strategicznie ważny problem, że państwo zastanawia się, jak zmienić tę sytuację. Bo urzędnik to jest osoba, która nieustannie rozwiązuje problemy innych. Czuje się on tak kompetentny, że jak stwierdzi, że woda powinna płynąć w drugim kierunku, zwoła komisję, która opracuje plan zawrócenia biegu rzeki.
Główne programy telewizji są właściwie już tylko kanałami reklamowymi emitującymi filmy sprzed dwóch dekad oraz programy, które można znaleźć w pół minuty w sieci oraz serwisy informacyjne, które o niczym nie informują.
Nie rozumiem dlaczego ktoś w ogóle je włącza. Jak pracowałem w dużym portalu jako project manager, nazywaliśmy w dziale analiz podobne zachowania (niezwykle mocne) syndromem przyzwyczajenia.
Skoro odbiorcy tak kochają reklamowy masochizm to co za różnica czy jest tam 20 minut reklam, czy 50?
Lepiej ich uszczęśliwić pełnym blokiem. Próbując temu przeciwdziałać unieszczęśliwiamy obywateli. A urzędnik chciałby przecież by byli zadowoleni.
Marcin Hugo Kosiński