pomorskie.love

  • Home
  • pomorskie.love

pomorskie.love Przewodniczka. Pasjonatka historii regionu. Miejsca. Ludzie. Momenty. Widoki. Wspomnienia.

🩷500 obserwujących. 🩷Jeszcze niedawno były tu tylko ciche zapiski, zdjęcia robione „dla siebie” i historie, które bałam ...
22/12/2025

🩷500 obserwujących. 🩷

Jeszcze niedawno były tu tylko ciche zapiski, zdjęcia robione „dla siebie” i historie, które bałam się wypuszczać w świat. A dziś… jest Was pięćset! Pięćset osób, które chcą czytać, pamiętać, wracać do wspomnień.

Jest we mnie ogromne wzruszenie i szczęście. To znaczy, że te opowieści komuś są potrzebne. Że historie małych miejsc i zwykłych ludzi mają sens. Że pamięć jeszcze oddycha.

Dziękuję za każdą reakcję, komentarz, wiadomość prywatną, za poprawianie, dopowiadanie i dzielenie się własnymi wspomnieniami.

Z całego serca: dziękuję, że tu jesteście i że chcecie to czytać 🤍
Idziemy dalej!

Xoxo, Aleksandra 🩷🩷🩷

Kroniki ciąg dalszy... Dziś: OWCZARY – DAWNE „ALTE SCHÄFEREI” Dzisiejsze Owczary, nazywane przez mieszkańców Machowinka ...
21/12/2025

Kroniki ciąg dalszy... Dziś: OWCZARY – DAWNE „ALTE SCHÄFEREI”

Dzisiejsze Owczary, nazywane przez mieszkańców Machowinka Brzozowem, to miejsce dawniej zapisane w niemieckich dokumentach jako Alte Schäferei, Stara Owczarnia. W „Meyers Ortslexikon” z 1912 roku widnieje krótkie, a jednak bardzo znaczące zdanie: „Alte Schäferei – Gut, Kr. Stolp, siehe Klein Machmin.” Oznacza ono, że Owczarnia była folwarkiem należącym do majątku Klein Machmin, czyli Machowinka, wyspecjalizowanym przede wszystkim w hodowli zwierząt, zwłaszcza owiec, co potwierdzają także dawne księgi majątkowe wymieniające pokaźny inwentarz.

Owczary składały się z kilku bardzo skromnych domów, zbudowanych z tego, co akurat było pod ręką, krytych strzechą lub papą, niewielkich, ale pełnych życia. W tych chatach mieszkały rodziny Brzozowskich, Plewków i Białków, a także inne, których nazwiska przetrwały jedynie fragmentarycznie w opowieściach mieszkańców. Wspomina się również osobę o nazwisku Szpak, o której pamięć pozostała jeszcze w przekazach mojej teściowej.

Wśród tych ubogich chat stał jednak budynek, który wyróżniał się od reszty, bo był to dwór, czasem nazywany pałacem, czasem domem zarządcy, lecz zawsze wspominany jako miejsce wyjątkowe. Zamieszkiwały go dwie ostatnie rodziny związane z Owczarami, Krawiec i Ostrowscy. Obie rodziny pochodziły z gór i po latach spędzonych tutaj powróciły w swoje rodzinne strony. Ich wcześniejsza historia nie zachowała się w całości, lecz wspomnienia o nich pozostały w pamięci ludzi.

W pamięci mieszkańców Owczarów dawny dwór zapisał się jako miejsce opuszczone i ciemne, z drewnianymi schodami. Przez pewien czas mieszkali tam pracownicy leśni, wśród nich wspomina się rodzinę Mrozickich oraz panią Wandę z Wytowna, z domu Ciecierską, mieszkającą tam z mężem i dziećmi. W opowieściach powraca również postać Władysława Kalwary, pracownika leśnego, który mówił o ludziach przybyłych z gór do sadzenia lasu, w czasie gdy leśniczym w tej okolicy był Stefan Gąsiorski.
Owczary pamiętane są także jako miejsce związane z lasem i codziennym życiem jego mieszkańców (jak pan Miękus opiekujący się tam końmi).

Dwór zniknął z krajobrazu Owczarów, choć wciąż żyje w opowieściach. Rafał Białek wspominał, że jako dziecko chodził tam z innymi chłopcami, bawiąc się wśród ruin, które już wtedy były opuszczone, ale wciąż intrygowały swoją wielkością i tajemniczością. Starsi mieszkańcy powtarzają, że dwór został ostatecznie zniszczony przez pożar, a jego resztki szybko pochłonęła roślinność. Pamiętam dzień, w którym mój dziadek zaprowadził mnie w to miejsce. Zatrzymał się wśród drzew, wskazał ręką zarośnięty fragment ziemi i powiedział: „Tu stał pałac.” To jedno zdanie stało się dla mnie początkiem odkrywania historii dawnej owczarni.

W Owczarach była także duża stajnia z czerwonej cegły, okazała i charakterystyczna, której wspomnienie pojawia się często w rozmowach. Stodoła, znajdująca się nieopodal, przetrwała zaskakująco długo, bo zniszczona została dopiero w latach dwutysięcznych i dziś nie ma po niej śladu.
W dawnych adresbuchach odnalazłam konkretne osoby związane z Owczarami. Wśród nich pojawia się Herman Strelow, który mieszkał w Owczarach i który zawarł związek małżeński z Joanną Ernestiną Puttkamer, przedstawicielką znanego pomorskiego rodu. To ważny genealogiczny ślad potwierdzający obecność tej rodziny w strukturze dawnej owczarni. Źródła wspominają również Gertrud Bublitz, nauczycielkę ze szkoły w Machowinku, która mieszkała właśnie tutaj, co dodatkowo ukazuje, jak bardzo Owczary były związane z życiem społecznym całej miejscowości.

Dziś Owczary są przede wszystkim miejscem spacerów, cichym, spokojnym i pełnym przyrody. Nie ma już dawnego dworu ani ubogich chat, lecz stoi tu jeden piękny, duży dom z ogrodem, wpasowujący się w krajobraz jak współczesny ślad po dawnym folwarku. Okolica stała się naturalnym obserwatorium przyrody, gdzie można podpatrywać żurawie, ślady żerowania bobrów, a także wędrowne ptaki i zwierzynę korzystającą z okolicznych mokradeł i łąk.

Ciekawostka kronikarska – Historia rodziny Bublitz:

Niespodziewanie, dzięki wiadomości od Pani Eugenii, powróciła do mnie postać rodziny Bublitz, o której wspominałam już wcześniej. Okazuje się, że w Machowinku po wojnie nazywali się Ciepluch, choć do końca nie wiadomo, czy było to nazwisko, czy jakiś przydomek przyjęty/ przypisany do tych ludzi po wojnie. Najważniejsze jednak, że rodzina ta nie wyjechała do Niemiec, lecz pozostała tutaj, wśród mieszkańców Machowinka.Pani Eugenia wspomina, że Pan Ciepluch, czyli Pan Bublitz, przychodził do jej ojca, by dać się ostrzyc albo ogolić. Miał długą, siwą brodę i jako dziecko trochę się go bała. W ich rodzinie były dwie córki, w tym Margaret, (później Małgorzata,) oraz dwóch synów. Jeden z synów ożenił się w pobliskiej Gardnie, a Małgorzata wyszła za Polaka i zamieszkała w Słupsku.
W tym miejscu przypomniały mi się słowa mojego wujka, który opowiadał o Panu Ciepluchu, pracującym w prewentorium, ale przede wszystkim znanym z tego, że opiekował się poniemieckim cmentarzem, gdy oficjalnych pochówków już tam nie było. Bardzo pragnął spocząć właśnie na tym cmentarzu, który dla niego miał szczególne znaczenie. Gdyby nie siostra Pani Eugenii, nie połączyłabym tych dwóch historii – opowieści o Bublitzach i wspomnienia wujka o Panu Ciepluchu. Okazało się, że to ta sama rodzina.

Jestem Państwu ogromnie wdzięczna, że piszecie Państwo tę opowieść razem ze mną. Każdy taki fragment, każda pamięć wyciągnięta z zakamarków rodzinnych historii sprawia, że dawne Machowinko i jego ludzie odzyskują swoje miejsce.
Nie znam, a być może nie powinnam znać powodów, dla których rodzina Bublitz nie wyjechała i pozostała tutaj, w Machowinku. Może nie chcieli zmieniać miejsca, może nie zależało im na narodowości, może czuli miłość do tej ziemi albo nie mogli pogodzić się z wojennymi wydarzeniami. A może zadecydowały o tym jeszcze inne czynniki. Po raz kolejny upewniam się, że w tej historii nie miejsca tworzą opowieść, lecz ludzie, którzy byli jej częścią. To ich ślady, decyzje, życie i milcząca pamięć sprawiają, że możemy nasze miejsce ocalić od zapomnienia.

Owczary, dawne Alte Schäferei, istnieją dziś przede wszystkim w pamięci mieszkańców Machowinka i w starych zapisach, które potwierdzają ich rolę jako folwarku majątku Klein Machmin. Pozostała po nich historia spleciona z ludzkimi losami i wspomnieniami oraz z naturą, która przejęła to miejsce na własność.

Z Owczarami kojarzy mi się jeszcze jedno miejsce… “Koło Daniela” - miejsce spotkań leśników, ale o tym, być może osobna historia…

ŹRÓDŁA:
Meyers Orts- und Verkehrslexikon des Deutschen Reichs, Lipsk 1912, hasło: Alte Schäferei, s. 37: „Alte Schäferei – Gut, Kr. Stolp, siehe Klein Machmin.”

Pommersches Güter-Adressbuch, Danzig 1892, dział: Klein Machmin, wykaz inwentarza folwarcznego (owce, bydło, konie, trzoda).

Zapis w dawnych adresbuchach o mieszkańcu Hermanie Strelow oraz informacja o jego małżeństwie z Joanną Ernestiną Puttkamer (odczyt z genealogicznych rejestrów pomorskich).

Wzmianka o Gertrud Bublitz, nauczycielce zamieszkałej w Owczarach, odnotowanej w źródłach dotyczących szkolnictwa Machowinka.

Wspomnienia Pani Bąciaszek, wujka Wacka Kosuta, Rafała Białka, wujka Zenka Osiala, siostry pani Gieni Pizińskiej

20/12/2025

Słupski Jarmark Bożonarodzeniowy 2025
Brakowało tylko śniegu 💙

Kilka kadrów z posezonowej Ustki 💙💙💙
17/12/2025

Kilka kadrów z posezonowej Ustki 💙💙💙

Historia pewnej walizki…🧳🧳🧳Czy stara walizka może kojarzyć się ze świętami? Absolutnie! Przynajmniej moja się tak kojarz...
13/12/2025

Historia pewnej walizki…🧳🧳🧳

Czy stara walizka może kojarzyć się ze świętami? Absolutnie! Przynajmniej moja się tak kojarzy, bo odkąd pamiętam są w niej bombki i inne ozdoby choinkowe, co rok mama znosiła ją ze strychu i wyjmowała grzybki, motyle, ważki i inne szklane (nie dotykaj, bo potłuczesz!) ozdoby, pamiętam też cukierki, które przetrwały z poprzednich lat (zostaw to na choinkę!), albo takie papierki, w które dziadek zawsze wpychał watę po zjedzeniu zawartości (nie mów babci!). Ta walizka pamięta półkolonie wujka (pewnie z lat 60-tych), ale dalej trwa.

Dalej, choć już nie jeździ w podróże. Zestarzała się razem z domem, z nami. Trochę skrzypi, trochę pachnie strychem, ale gdy się ją otwiera(nie domyka!), wraca wszystko: głosy, zakazy, śmiech i ta ostrożność, żeby niczego nie stłuc. To nie jest zwykła walizka. To schowek na święta sprzed lat, na ludzi, których już nie ma przy stole, i na chwile, które wciąż potrafią nagle zapukać do pamięci.

A teraz zapytam Was…
Z czym kojarzy się Wasza przysłowiowa „walizka”?
Co w niej trzymacie: święta, zapach domu, głosy bliskich, a może zupełnie inną historię? 🧳🧳🧳

Xoxo, Aleksandra 🩷🩷🩷

AGATHONSHOF (AGATA)Agathonshof było niewielką przedwojenną osadą położoną na obrzeżu dzisiejszego Machowinka (niem. Klei...
11/12/2025

AGATHONSHOF (AGATA)
Agathonshof było niewielką przedwojenną osadą położoną na obrzeżu dzisiejszego Machowinka (niem. Klein Machmin). W niemieckich źródłach, w tym w Meyers Orts- und Verkehrslexikon des Deutschen Reichs, występuje jako Abbau – określenie stosowane dla najmniejszych jednostek osadniczych, zwykle pojedynczych zagród zależnych od większego majątku ziemskiego.

Na mapie topograficznej odnalezionej w serwisie meyers.ort Agathonshof oznaczone jest jako jedno gospodarstwo, położone w terenie leśnym, przy bocznej, piaszczystej drodze, na linii łączącej dawne Klein Machmin z obszarem obecnego Poddąbia. W bezpośrednim sąsiedztwie widoczny jest układ drzewostanu oraz niewielkie oczko wodne, co sugeruje typową dla takich osad strukturę: zabudowę mieszkalną, małe zaplecze gospodarcze, ogród lub sad oraz teren użytkowany rolniczo lub łąkowo. Jako Abbau, Agathonshof nie stanowiło samodzielnej wsi. Był to przysiółek funkcjonalnie i gospodarczo zależny od majątku Machmin/Machowinko. Potwierdzają to relacje mieszkańców, którzy pamiętają, że był to majątek należący do "dziedzica" zamieskzującego pałac w Machowinku.

Po 1945 roku teren dawnej osady został ponownie zasiedlony przez rodziny polskie, w tym rodzinę Borek oraz rodzinę Bąciaszek.
Rodzina Borek wspominana jest jako pracująca przy cielętach należących do PGR-u Machowinko. W szczególności zapisały się wspomnienia pani Zofii Bąciaszek, która mieszkała w Agacie z mężem Czesławem Bąciaszkiem, oddelegowanym do pracy przy krowach. W relacjach podkreślała trudne warunki życia: odosobnienie, ciężką fizyczną pracę, a także konieczność chodzenia po wodę do strumienia, mimo że w gospodarstwie istniał dostęp do ujęcia wodnego. Przyznawała, że życie w tak oddalonym miejscu było męczące, a przenosiny do Machowinka wiązały się dla nich z dużą ulgą i nadzieją na lepsze warunki.

W miejscu pierwotnego gospodarstwa istniał dom oraz duża obora wykorzystywana przez PGR. Używano jej do karmienia i doraźnej obsługi zwierząt, zwłaszcza krów doprowadzanych tutaj z pobliskich pastwisk.

Droga prowadząca do osady służyła nie tylko mieszkańcom Agaty. Była również popularnym skrótem w kierunku Poddąbia. Wzdłuż niej rosły dzikie czereśnie, dobrze pamiętane przez mieszkańców Machowinka. Okoliczne lasy pełne były jagód i grzybów, a pobliskie łąki wykorzystywano jako teren wypasu.
Za gospodarstwem znajdował się staw, znany ze wspomnień powojennych jako miejsce łowienia karasi. Z czasem miejsce to upodobały sobie żurawie, które po latach nieobecności znów zaczęły pojawiać się na podmokłych terenach.

Pisząc ten rozdział, odwiedziłam teren dawnej osady wspólnie z moją córeczką. Chciałyśmy odnaleźć jakiekolwiek ślady dawnych zabudowań – fundamenty, cegły, resztki obory. Mimo dokładnych poszukiwań natrafiłyśmy jedynie na niewielką kupę kamieni, być może pozostałość po jednym z budynków. Poza tym teren całkowicie zarósł i nie zachował czytelnego układu dawnego gospodarstwa. Pamiętam jak zabierał mnie tu dziadek i mówił, że też opiekował się tu krowami, pamiętam wnętrze zarówno obory jak i domu dawnych mieszkańców. Dla małej dziewczynki wielką atrakcją było zobaczyć opuszczone gospodarstwo, nadal pełne rzeczy i osobistych pamiątek. Co ciekawe, mój dziadek po przyjeździe na zachód pracował w bliźniaczej oborze w miejscowości Przymiarki k. Świdwina. Zdążyłam zrobić jej zdjęcie. Tak zapamiętałam mniej więcej wnętrze tej na Agacie chociaż to nie ta sama.

Choć Agata/Agathonshof nie była samodzielną jednostką produkcyjną w strukturze PGR, znajdowała się w zasięgu gospodarstwa rolnego funkcjonującego w Machowinku i terenów należących do Kombinatu Rolnego.
Określenie „pięćsetka” stosowane na tamtejszą oborę stosowano w Państwowych Gospodarstwach Rolnych wobec dużych obór, projektowanych na utrzymanie ok. 200–500 sztuk bydła i funkcjonujących jako wydział produkcji zwierzęcej. Były to typowe murowane budynki o dużej kubaturze, powstające w latach 60.–80. XX w.

W drugiej połowie XX wieku ostatni mieszkańcy opuścili gospodarstwo. Zabudowania stopniowo niszczały, a pozostawione przedmioty długo były widoczne na łąkach. Z czasem dom uległ rozpadowi, a teren zarósł roślinnością. Dziś lokalizacja Agaty nie jest rozpoznawalna w terenie bez pomocy przedwojennych map i relacji mieszkańców.

Co znamienne – podczas gdy ślady dawnych osad znikają, okolica rozwija się w nowym kierunku. W pobliżu Machowinka powstają nowe domy oraz osiedle Ustoria Machowinko, którego nazwy ulic nawiązują do morskiego charakteru regionu.
Na dawnych terenach gospodarczych aktywny jest również Słowiński Klub Paralotniowy, prowadzący startowisko motoparalotniowe SKP Machowinko, z trawiastą nawierzchnią, która jest wykorzystywane przez pilotów .

To symbol zmiany – tam, gdzie dawniej funkcjonowała osada ciężkiej pracy, dziś rozwija się nowoczesna infrastruktura sportowa i mieszkalna.

Źródła:
- Meyers Orts- und Verkehrslexikon des Deutschen Reichs. Leipzig: Bibliographisches Institut, 1912. Hasło „Agathonshof”, klasyfikacja jako Abbau, przynależność do rejencji Köslin, Pommern.
- Niemiecka mapa topograficzna, skala ok. 1:25 000–1:100 000, koniec XIX – pocz. XX w. Oznaczenie osady „Agathonshof” na południe od Klein Machmin (Machowinko). (dostęp 3.12.2025)
- Informacje o oborze PGR typu „pięćsetka” oraz jej funkcjach produkcyjnych w strukturach Państwowych Gospodarstw Rolnych.
- https://ustka.ug.gov.pl/paralotniarstwo.html

Ślady po niemieckich mieszkańcach Klein Machmin.Dzięki Paniom Weronice i Małgosi, udało mi się dotrzeć do materiałów, kt...
07/12/2025

Ślady po niemieckich mieszkańcach Klein Machmin.
Dzięki Paniom Weronice i Małgosi, udało mi się dotrzeć do materiałów, które od czasów wojny spoczywały w ich starym domu. Drogie Panie, jestem Wam ogromnie wdzięczna za to, że dzięki osobom takim jak Wy, mogę powoli scalać tę naszą historię...♥️♥️♥️ Ale do rzeczy.

Wśród odnalezionych w Machowinku przedmiotów znajdują się dokumenty pozostawione przez dawnych mieszkańców Klein Machmin – kilka pożółkłych kartek , rachunek hotelowy, znaczki pocztowe, tekturowa zawieszką oraz krótka nota wojskowa. Choć to drobiazgi, stanowią one ostatni materialny zapis codziennego życia prowadzonego tu jeszcze pod koniec II wojny światowej.

Najstarszym dokumentem jest urzędowe zezwolenie na korzystanie z kolei:
„Bescheinigung zur Benutzung der Eisenbahn” Schwerin, den 14.12.1943

Uprawniało ono do odbycia podróży ze Schwerina do Magdeburga w dniach 15–18 grudnia 1943 r., „na polecenie … i w celach istotnych dla działań wojennych”. Dokument wskazuje, że mieszkaniec Klein Machmin odbywał w tym czasie oficjalny wyjazd służbowy, wymagający zgody magistratu.

Z końca tego samego miesiąca pochodzi rachunek z Hotelu Hamburger Hof w Schwerinie, datowany na 29.12.1943 r.. Widnieje na nim m.in.: „Zimmer Nr. 8 + 3”,
koszt pobytu i śniadań, łączna kwota: 43,65 RM, pieczęć: „Betrag dankend erhalten”.
Potwierdza to kolejny pobyt tej samej osoby w Schwerinie pod koniec 1943 r.

Wśród pamiątek znalazła się także mała tekturowa zawieszka z numerem 3x3, najpewniej numerek bagażowy lub depozytowy, oraz paski znaczków pocztowych Deutsche Reichspost o nominałach 6 i 12 Pfennig z wizerunkiem Adolfa Hitlera. Wszystko to wskazuje na prowadzenie korespondencji i częste przemieszczanie się.

Ostatni dokument to krótka informacja wystawiona w Schwerinie 17 listopada 1944 r. Zawiera stwierdzenie, że osoba wskazana w piśmie jest członkiem wymienionej jednostki i nie ma przeszkód do jej odwiedzenia. Nota została podpisana przez dowódcę batalionu i opatrzona wojskową pieczęcią.

To jedyny dokument sugerujący, że ktoś z rodziny związanej z Klein Machmin służył wówczas w wojsku. Niestety nazwisko wpisane odręcznie jest nieczytelne, ale gdyby udało się je odtworzyć, mogłoby to pozwolić na identyfikację dawnej rodziny zamieszkującej Klein Machmin i odnalezienie jej dalszych śladów w archiwach.

Są to może pojedyncze i skromne ślady, ale stanowią rzadkie świadectwo życia ludzi, którzy opuścili wieś na początku 1945 roku, nie zabierając ze sobą wszystkich osobistych rzeczy.

Gdyby udało się odczytać nazwisko z zachowanej notatki wojskowej, możliwe byłoby podjęcie dalszych poszukiwań i powiązanie tych dokumentów z konkretną rodziną, która niegdyś mieszkała w Klein Machmin.

W czasach wojennego rygoru podróże pociągiem w Niemczech wymagały oficjalnej zgody — bez zaświadczenia podróżnego nie było prawa się przemieścić. Zaświadczenie kolejowe odnalezione w Machowinku to zatem nie tylko dokument, ale ślad koniecznej decyzji, by wyruszyć w drogę — do pracy, obowiązków.

Niemieckie księgi adresowe z okresu międzywojennego dają dziś możliwość powiązania nazwisk, zawodów i miejsc — tak odnalazłam rodzinę Schmidtke, którzy prowadzili karczmę, czy nauczycielkę Gertrud Bubliz mieszkającą w Owczarach a uczącą w szkole w Machowinku. To dowód, że archiwalne notatki, choć pisane z czysto administracyjnej potrzeby, stają się dziś cennym źródłem pamięci o mieszkańcach dawnego Klein Machmin.

Źródła:
- o "zasadach" funkcjonowania kolei podczas wojny przeczytacie tu: https://wielkahistoria.pl/kolej-w-polsce-podczas-ii-wojny-swiatowej-znaczenie-ceny-polaczenia-predkosc-i-restrykcje/?utm_source=chatgpt.com

- archiwum domowe mieszkańców

Rodzina Łagowskich – „tych od sołtysa” - wspomnienia Anny Czernic (Łagowskiej).Rodzina Łagowskich należy do tych gałęzi ...
05/12/2025

Rodzina Łagowskich – „tych od sołtysa” - wspomnienia Anny Czernic (Łagowskiej).

Rodzina Łagowskich należy do tych gałęzi powojennych mieszkańców Machowinka, których losy są jednocześnie historią całego Pomorza po 1945 roku – historią przesiedleń, robot przymusowych, trudnych wyborów i budowania od nowa domu na obcej ziemi, która z czasem stawała się własną.

Dziadkowie ze strony ojca pani Anny pochodzili z Radoszewic koło Osjakowa. To stamtąd, jako czternastoletni chłopiec, jej ojciec Józef Łagowski został wywieziony przez Niemców na roboty przymusowe. Po pewnym czasie, za odmowę podpisania volkslisty, również jego rodziców deportowano do Niemiec. Była to historia, jakich wiele w tamtym czasie – długa, bolesna, pełna niepewności, ale wspólna dla wielu polskich rodzin, które po wojnie trafiły na Pomorze.

Po zakończeniu wojny rodzice pana Józefa trafili z robot przymusowych na Pomorze. Otrzymali możliwość objęcia gospodarstwa pozostawionego przez wysiedlonych Niemców. Józef Łagowski szybko staje się osobą zaangażowaną w sprawy lokalne. Przez wiele lat pełni funkcję sołtysa Machowinka, zapamiętanego jako tego, który z oddaniem organizował życie małej powojennej wsi.
Rodzina mamy pani Anny mieszkała w Objeździe, również przybywając na Pomorze w tamtym trudnym, powojennym czasie. Leokadia Grałek po ślubie z Józefem Łagowskim przeprowadziła się do Machowinka, gdzie wspólnie tworzyli gospodarstwo.
Pani Anna wspomina swoje dzieciństwo w Machowinku jako czas pełen radości, przyjaźni i prostych, ale szczerych zabaw.
„Nie było telefonów, ale nie narzekaliśmy na nudę” – pisze.
Z kuzynami Moraczyńskimi, koleżanką Krysią Kosut i wieloma dziećmi z wioski tworzyli paczkę, która biegała po łąkach, wymyślała zabawy, kryła się w tajemnych miejscach i żyła pełnią dziecięcych przygód.
Na zdjęciach, które pani Anna udostępniła, widać fragment tamtego świata: dawne zabudowania w charaktrerystyczną dla Pomorza „kratę”, panią Kucharską, Stefana Łagowskiego, Franka Moraczyńskiego oraz panią Tarnowską – wszystkie te osoby, dziś często wymieniane z pamięci mieszkańców, wtedy tworzyły codzienny krajobraz powojennej wsi.

Osobne miejsce zajmuje fotografia z koleżanką z dzieciństwa – Krysią Kosut, która, jak to na małych wsiach bywa jest moją ciotką, a dokładnie córką siostry mojej babci – Michaliny Kosut. Takie powroty pamięci splatają dawne losy Machowinka z teraźniejszością.

Jak podkreśla pani Anna, każdy z powojennych osadników przyniósł tu swoją własną historię: dramatyczną, trudną, często ukrytą w milczeniu starszych pokoleń. A jednak – wszyscy razem stworzyli wspólnotę, w której mimo ciężkiej pracy „świetnie się razem żyło”.

Dziś z kart   kolejny bonus dla Państwa.Zdjęcia z lat sześćdziesiątych, przekazane przez Tadeusza Łagowskiego, pokazują ...
03/12/2025

Dziś z kart kolejny bonus dla Państwa.

Zdjęcia z lat sześćdziesiątych, przekazane przez Tadeusza Łagowskiego, pokazują pracę przy żniwach w Machowinku. Na pierwszym ujęciu członkowie jego rodziny pracują przy ciągniku Ursusie, na drugim – przy snopowiązałce, wśród wysokiego zboża. To proste, codzienne sceny, ale dobrze oddają atmosferę tamtych lat, kiedy do pracy w polu stawała cała wieś, a żniwa prowadziły prosto do dożynek – ważnego święta kończącego cały trud pracy w polu.

Takie zdjęcia stanowią dziś ważną część pamięci o Machowinku. Pokazują ludzi, którzy tworzyli wieś, ich pracę w polu i codzienne obowiązki, które przez dziecięciolecia łączyły lokalną społeczność.

Kochani, dziś historia Rodziny Pani Eugenii, która tuż po zakończeniu wojny przybywa do Machowinka. Poniżej historia opa...
01/12/2025

Kochani, dziś historia Rodziny Pani Eugenii, która tuż po zakończeniu wojny przybywa do Machowinka. Poniżej historia oparta na zdjęciach, które nadesłała mi autorka.

Rodzina Łagowskich.

Losy rodziców Pani Eugenii:
Matka Pani Eugenii pochodziła ze Lwowa – przed II wojną światową była tam młodą mieszkanką. W czasie wojny została wywieziona na przymusowe roboty do Niemiec. Ojciec Pani Eugenii także przeżył dramat wojny – trafił do niemieckiego obozu koncentracyjnego Buchenwald, a po dwóch latach pobytu przewieziono go do Francji, gdzie razem z innymi więźniami wykopywał bomby. Po zakończeniu działań wojennych wrócił z wojskiem amerykańskim do Polski. Na początku trafił do rodziny „w tzw. centrali” koło Wielunia, jednak wkrótce przeniósł się na Pomorze – do Machowinka, gdzie mieszkał jego kuzyn, ówczesny sołtys Józef Łagowski.

Matka Pani Eugenii po wojnie nie mogła wrócić do Lwowa (był już poza granicami Polski). Najpierw trafiła do Kalisza, potem do Słupska – aż wreszcie przydzielono jej małe mieszkanie w Machowinku. Zamieszkała tam razem z niemiecką rodziną, która ciągle pytała, czy jest panna, czy mężatką. Kobieta odpowiedziała, że jest zamężna – był luty 1946 roku. Wkrótce potem do Machowinka przyjechał też ojciec Eugenii, sprowadzony przez kuzyna Józefa Łagowskiego. Najpierw planowano mu dać tam narzeczoną, ale on sam miał inne plany – po zaledwie dwóch tygodniach ożenił się z matką Eugenii. Zawarli ślub jeszcze w lutym 1946 roku.

Po roku od ślubu, już w 1947 roku, urodziła się pierwsza córka – siostra Pani Eugenii. Wkrótce przyszła na świat Eugenia. Rodzina mieszkała w Machowinku i uprawiała własną ziemię. Jednak z powodu choroby mamy musieli zrezygnować z gospodarstwa. Ojciec podjął pracę jako drwal – wycinał drewno w lesie, a matka zajmowała się domem i wychowywaniem córek. W latach 60. ojciec Pani Eugenii zmieniał zajęcia: pracował jako konserwator, robotnik i palacz w okolicznym prewentorium dziś Domu Pomocy Społecznej w Machowinku. Niestety oboje rodzice umarli bardzo młodo. Ojciec zmarł nagle w 1972 roku, mając zaledwie 50 lat. Matka całe życie zmagała się z problemami zdrowotnymi i zmarła w 1979 roku. Tak zakończyła się historia pokolenia jej rodziców.

Wspomnienia z Machowinka:

Z lat spędzonych w Machowinku Pani Eugenia ma wiele cennych wspomnień, które utrwaliły się także na rodzinnych fotografiach. Z radością wspomina swoje dzieciństwo: była wtedy małą dziewczynką, która uczęszczała do miejscowej szkoły. Na jednej z fotografii widać ją podczas Pierwszej Komunii Świętej – stoi w białej sukience w gronie koleżanek. Dzisiaj trudno rozpoznać wszystkie dziewczęta na tym zdjęciu; część z nich pochodziła nie tylko z Machowinka, ale także z sąsiedniego Wytowna.
Innym obrazem z tamtych lat jest wspólna fotografia rodzeństwa.
Pani Eugenia wspomina również pamiętną zimę stulecia – zima 1978/79. Na jednej z fotografii z tego czasu widać całą rodzinę na sankach .Ten rodzinny portret pokazuje, jak wspólnie spędzano czas nawet podczas mroźnej zimy.
Pani Eugenia wymienia też imiona osób obecnych na ślubach, które pamięta. Na jej własnym ślubie w 1968 roku świadkową była Maria Tarasek(Złomańczuk), a świadkiem – kuzyn Tadeusz Łagowski.
Oprócz oficjalnych uroczystości uwagę przykuwa codzienność Machowinka. Pani Eugenia wspomina, że miejscowi chłopcy sami zorganizowali sobie boisko do gry w siatkówkę. Na dawnym placu, gdzie kiedyś stały drewniane budynki starej stacji kolejowej, wysypali piach i zagrali setki meczów. To tam biegały dzieci i dorastali młodzi mężczyźni – boisko było centrum zabaw i spotkań towarzyskich całej wsi. Dziś tam jest las, ale dla niej to właśnie boisko i zabawy na stacji są ważnym wspomnieniem beztroskich lat.

Przeglądając stare fotografie, Pani Eugenia często wymienia obok siebie nazwiska zaprzyjaźnionych rodzin. W Machowinku żyli m.in. sąsiedzi Jadzia i Edek Misztalowie. Również wspomina siostry Kazimierę i Bożenkę Bąciaszek, młode dziewczynki mieszkające w pobliżu; oraz rodzinę Kazimiery Bomby, która wychodziła za mąż tego samego dnia, co siostra Eugenii. Nazwiska te – Łagowscy, Bombowie, Misztalowie, Krauze, Skuza, Tarasek, Bąciaszek – pojawiały się często w jej opowieściach. Są to rodziny, które w tamtych latach tworzyły lokalną społeczność Machowinka i z którymi Pani Eugenia dzieliła codzienne życie.

Takie wspomnienia – utrwalone na zdjęciach i w opowieściach – to najcenniejsze co mogłam otrzymać tworząc to miejsce...

Pani Eugenia przekazała swoją historię z szacunkiem i nostalgią, pozwalając dzisiejszym pokoleniom poznać atmosferę tamtych czasów l. Każdy kadr z jej albumu to fragment historii jej rodziny i całej miejscowości – od zabaw dzieci na podwórku, przez świąteczne uroczystości, aż po codzienną pracę i spotkania z sąsiadami.

Jestem ogromnie wdzięczna za tę historię i wszystkie inne, które mi wysyłacie.
❤️❤️❤️

Seria Machowinko to było (jest i będzie) dla mnie temat bardzo ważny. Jako mieszkanka, a także kultywatorka rodzinnych (...
29/11/2025

Seria Machowinko to było (jest i będzie) dla mnie temat bardzo ważny. Jako mieszkanka, a także kultywatorka rodzinnych (i nie tylko) wspomnień, chciałabym naszą miejscowość ocalić od zapomnienia. Zrodził się zatem w mojej głowie pomysł kroniki wspomnień z Machowinka.
Stąd moja prośba:

Drodzy Państwo,

Jak niektórzy z Was wiedzą, prowadzę stronę pomorskie.love, gdzie dzielę się historiami i wspomnieniami z naszego regionu – w tym także z Machowinka.

Pragnę stworzyć kronikę wspomnień, żeby ślad po dawnych mieszkańcach, wydarzeniach i miejscach nie zaginął. Być może w Waszych domach są stare fotografie, listy, pocztówki czy rodzinne wspomnienia związane z Machowinkiem. Każda taka pamiątka jest bezcenna. Żeby miało to jakaś wartość historyczną, należy opisać miejsce i nazwiska osób znajdujących się na fotografiach. (W miarę możliwości).

Jeśli chcielibyście się nimi podzielić – napiszcie do mnie. Wspólnie możemy ocalić naszą historię i sprawić, że Machowinko będzie żyło także w pamięci przyszłych pokoleń.

Z serdecznymi pozdrowieniami ❤️
Aleksandra Plewka

Zdjęcia z rodzinnego archiwum, seniorki na balu w Objeździe. Już tylko 2 z nich żyją. Na fotografiach Pani Cholewa, Babcia Osial, Pani Krauze, Pani Poniewozik, Pani Białowąs, Pani Jędryszczak, Pani Pejas, Pani Tarnowska

Address


76-270

Website

Alerts

Be the first to know and let us send you an email when pomorskie.love posts news and promotions. Your email address will not be used for any other purpose, and you can unsubscribe at any time.

  • Want your business to be the top-listed Media Company?

Share