18/09/2025
Zupełnie nieoczekiwanie sięgnąłem po „Szafarza” by Grzegorz Brudnik
Mój pierwszy kontakt z autorem – i powiem szczerze - jestem zadowolony.
Jak bardzo zadowolony? Zacząłem czytać w piątek wieczorem i skończyłem, z przerwą na niezbędne życiowe i rodzinne czynności, w sobotę późnym wieczorem. Uczciwie powiem, że odbębniłem domowe i rodzicielskie obowiązki jak najszybciej, aby tylko wrócić do lektury. Nieczęsto mi się to zdarza, bo po prostu uwielbiam domowe obowiązki 😊
Fabuły nie będę streszczał, bo i po co, gdzie indziej sobie możecie przeczytać. W wielkim skrócie: policjant po przejściach (no ale naprawdę solidnie go życie przetrzepało) – zbrodnia – złol z rodzaju tych naprawdę złoli – policjant pracuje nad sprawą – policjant sprawę rozwiązuje.
Na początek – bardzo dobry początek. Jestem z tych, co bardzo szybko odpuszczają książkę czy film/serial, więc kilka pierwszych stron ma dla mnie kapitalne znaczenie. [important note: sam nie bardzo jestem zadowolony z tego, jak napisałem drugi rozdział mojego debiutu, czyli „Krwi pod kamieniem”. Uważam, że mogło być znacznie lepiej].
A w „Szafarzu”? Nietypowo, bo zamiast opisu zbrodni mamy opis najeb… głównego bohatera, którego zgarniają z ulicy. Dość szybko dochodzi do siebie (szybciej niż jak po informacjach uzyskanych na wywiadówce u mojej córki) i dopiero wtedy dowiadujemy się, co i jak. Już po tych pierwszych kilku stronach byłem kupiony i tej transakcji się trzymałem jak pijany Lichy płotu.
Do samej zbrodni w kryminałach podchodzę z dużym dystansem. Może to bez sensu, ale zakładam, że trzeba trochę przymknąć oko na przebieg i motyw. Nie inaczej traktowałem to, kto i dlaczego mordował w „Szafarzu”. Na co zwracam uwagę? Na umiejętność opowiedzenia historii, z prawdziwymi ludźmi, z autentycznymi dialogami, z sensownym pokazaniem świata (czyli np. bez zbędnych opisów i informacji, ja naprawdę nie muszę wiedzieć, że bohater po zaparzeniu herbaty odłożył torebkę/szczura obok filiżanki). A z tego zadania autor wywiązał się doskonale. Owszem, wkurzały mnie zachowania, dziwiły przyjęte rozwiązania – ale czyta się to świetnie.
Reasumując: nie wiem, jak to się stało, ale spodobało mi się połączenie zasyfionego, śmierdzącego Śląska, upadłych gliniarzy, maniakalnych złoli, traum i intryg. To trzeba umieć złożyć! Licznik ustawiłbym gdzieś tak na 8,5/10 (gdzie 10 to tylko i wyłącznie moje książki, więc powiedzmy sobie szczerze, nie jest to rzetelna ocena).
W wielu recenzjach i opiniach poruszono kwestię gadającego psa. Mi to jakoś nie przeszkadzało 😊
A co mi przeszkadzało? Kilka rzeczy nie dawało mi spokoju.
1. Rozumiem, że Lichy jest wysoki i z grubsza przystojny, ale no kurde… może ja się w złych kręgach obracam, może na niewłaściwe kobiety trafiam, ale obłęd tych kilku babek na widok Lichego przebija sufit. No i weźmy pod uwagę fakt, że po kilku latach chlania (nie picia, tylko chlania na umór) Lichy by naprawdę licho wyglądał.
2. Sprawa fotografa policyjnego. Dość wcześnie Lichy wpada na interesujący trop, konfrontuje się z fotografem, uzyskuje od niego potencjalnie przełomowe, szokujące informacje, po czym… nic z tym nie robi. Ani sam nie szuka niczego w tym kierunku, ani nikogo nie informuje.
3. Pobicie Lichego. Najpierw trzech facetów bije go pod blokiem. Potem bije go przesłuchujący Cyra. A na końcu wywożą go za miasto i wpuszczają totalny wpier… I co? I nic. Podnosi się, otrzepuje, nic specjalnego się nie stało. Rozbity nos? Wybite zęby? Połamane żebra? Nic?
4. Lichy wpada na trop. Odnajduje (zaskakująco łatwo) „siedzibę” złola. Wszystko zamknięte, nie ma się jak dostać. Na pewno? A nie, okazuje się, że jedno wejście najzwyczajniej w świecie jakiś gapa zostawił otwarte. Gapa, który od iluś tam lat wodzi za nos policję.
5. Scena oglądania nagrań przez dwójkę policjantów. Kto czytał, ten wie 😊
6. Dziewczyna gangstera, z którą Lichy odbywa „ciekawą” przejażdżkę. Ja wszystko rozumiem, ale wydaje mi się, że kobita groźnego gangusa siedzącego w więzieniu nie może się pier…. na oczach jego kumpli z gangu. „On mnie tak kocha, że mi to wybaczy”. No kurna, chyba nie… A mogli to jakoś dyskretnie zrobić i byłoby OK.
7. Lokalni dziennikarze… Nie wydaje mi się, aby lokalnej gwieździe dziennikarstwa śledczego z wieloletnim doświadczeniem i imponującym dorobkiem szef groził zwolnieniem po tym, jak jedna sprawa przeszła jej koło nosa. Rozumiem, że ta sprawa była wielkiego kalibru, ale chyba dziennikarzom ciągle jakieś sprawy przechodzą koło nosa i trafiają do innej redakcji?
8. Sprawa Szewca z Chocieżbuża. To chyba nie na poważnie, tylko takie mrugnięcie okiem?
9. Niektórzy wskazują na to, że po latach chlania Lichemu by tak łatwo nie przyszło zerwanie z nałogiem. Sam tego nigdy nie przeżywałem, więc ekspertem nie jestem, ale faktycznie wydaje się, że poszło to zaskakująco łatwo. Niby są opisy jakiejś wewnętrznej walki
10. A na koniec – powiem szczerze, pogubiłem się, kto mordował, kto jest złolem, dlaczego mordował. Może to głupie, ale nie ma to dla mnie większego znaczenia, ale może dla kogoś ma, więc o tym piszę 😊
Reasumując nr 2: 10 powyższych punktów, aczkolwiek je wychwyciłem, to w niczym nie zepsuły mi lektury. Chętnie sięgnę po kolejne książki szanownego pana Brudnika.
PS. Mój wewnętrzny chochlik podpowiada mi, że aż się prosi o horror „Szafarz” o potworze wychodzącym z szafy. Pisać horrorów nie zamierzam, ale jak ktoś ma ochotę – proszę bardzo, oddaję pomysł za darmo.
PS 2. Niech mi ktoś wytłumaczy, czemu Piotrowski stworzył Brudnego, a Brudnik – Lichego. To jakiś kod?