03/08/2026
[„WSZYSTKIE KSIĄŻKI ŚWIATA”. ODCINEK STO DWUDZIESTY PIERWSZY]
Piękna, niewielka, oniryczna opowieść o miłości, nierównościach społecznych i klasowych w Korei Południowej i o cieniach, które symbolizują znacznie więcej, niż może się zdawać...
" — Nie podążaj za żadnymi cieniami.
Sylwetka wypowiadającego te słowa Mu-jae wydała mi się dziwnie przymglona, zmrużyłam więc oczy i dostrzegłam strużki
deszczu lejącego się ze słonecznego nieba, cienkie niczym pajęcze nici. Stałam w bezruchu, a moje moknące powieki zrobiły się ciężkie. Na opuszkach skierowanych ku ziemi palców zebrały się krople. Woda wdzierająca się do ust była słona. Trwałam tak przez pewien czas, pozbawiona sił.
— Wracamy? — spytał Mu-jae, obracając się na pięcie.
Ruszyłam za nim, przedzierając się przez szeleszczące przy każdym ruchu trawy. Krzaki były tak gęste, że zastanawiałam się, jakim cudem zdołaliśmy dojść tak daleko. Parłam przed siebie, odgarniając z drogi mokre od deszczu łodygi i gałęzie, które teraz zdawały się stawiać jeszcze większy opór. Moje spodnie i koszulka były wilgotne. Przetarłam oczy, by pozbyć się kropli spływających z brwi.
— Płaczesz?
— Wcale nie.
Szliśmy przez dłuższy czas, lecz nie mieliśmy pojęcia, z której strony znajduje się wyjście z głębokiego lasu.
— I co teraz?
Mu-jae przystanął i przyznał, że najwyraźniej się zgubiliśmy.
— Może powinniśmy iść dalej?
— Chyba nie mamy innego wyjścia.
— No nic, chodźmy.
Nasiąknięta deszczem wierzchnia warstwa ziemi stała się niezwykle śliska. Skóra na nogach zaszczypała mnie, więc spojrzałam w dół i odkryłam, że roi się na niej od nacięć spowodowanych przez trawy. Najdłuższe z nich splamione było intensywnie zielonym sokiem roślinnym. Gdy tylko zdałam sobie sprawę z zadrapań, zaczęłam odczuwać pieczenie przy każdym ruchu. Parłam przed siebie, uwiązana do nieskończenie długiego cienia. Z trudem podnosiłam stopy — raz lewą, a potem prawą. Zobaczywszy, że ledwie stawiam kroki i co chwila się zatrzymuję, Mu-jae zbliżył się, by przyjrzeć się moim ranom.
— Mu-jae, zimno mi.
— Nic dziwnego, skoro stoisz w miejscu.
— Zaraz zejdę.
— Co masz przez to na myśli?
— To, co słyszysz. Zaraz umrę.
— Nie powtarzasz tego przypadkiem zbyt często?
— Bo mam wrażenie, że naprawdę tak jest.
Mu-jae wytarł rękawem sok, po czym stanął prosto i spojrzał
mi w oczy.
— Więc może umrzemy? — rzucił, dodając niemal bezgłośnie: >>Tutaj