21/08/2026
dawno, dawno temu obiecałam sobie, że nie będę tu nigdy narzekać.
tylko bez mówienia o tym, co głęboko mnie dotyka, a ostatnio wręcz dosłownie spędza sen z powiek, nie ma tu mnie.
skończyłam ostatnio dłuższy maraton podróżniczy – od maja byłam z krótkimi przerwami niemal cały czas w drodze. przejechałam przez czternaście krajów. I najwyraźniej noce pod namiotem, wiatr na policzkach przez cały dzień i spokój wynikający z wysiłku trochę mnie rozpieściły. do tego stopnia, że po powrocie nie umiałam się tu odnaleźć.
jestem przytłoczona tym, jak aktualnie wyglądają treści w internecie i w życiu. wszystko zdaje się być nastawione na wynik, a o autentyczności powstają eseje. powielane są te same formaty, te same treści, a instagram to premiuje. żeby istnieć trzeba się dostosować. do tego wszechobecne już AI, które pozornie „ulepsza” zdjęcia, przez co wszystko robi się gładkie i nieciekawe. przeraża mnie to, że z grafik patrzą na mnie sztuczne, puste oczy. i po wejściu tutaj ostatnio za każdym razem wychodziłam z chorą głową.
wygląda, jakby życie stało się optymalizacją istnienia – zewsząd płyną komunikaty jak efektywnie ćwiczyć, co i kiedy jeść, jak monetyzować wolny czas i pasje. jakby nie można było już po prostu wyjść na spacer – trzeba to zrobić dla zdrowia psychicznego. nie można „marnować” wolnego czasu (sic!!!) – trzeba go „wykorzystywać”. najlepiej z zyskiem. nie wystarczy mieć marzenia – trzeba ubierać je w listy, odhaczać.
a ja odmawiam spisywania smutków i radości, bo chcę je przeżywać. nie chcę liczyć lajków i pilnować statystyk – chcę rozmawiać, wymieniać myśli, inspirować się, zadawać pytania i wspólnie nie znajdować odpowiedzi.
czy tylko ja tak ostatnio czuję? czy to tylko moja bańka?