Warto Warto! 🌟 Bądź po swojej stronie, jak Bóg. Jestem Przemysław Zamojski – kapłan, student psychologii, praktyk TSR. Oferuję wsparcie duchowe i konkretną pomoc.

Potrzebujesz rozmowy? Napisz! ➡️
Możesz postawić mi kawę☕️

https://buycoffee.to/warto

Wyobraź sobie, że nie możesz zasnąć. Jest druga w nocy. Od kilku godzin toczysz walkę z natrętną myślą, że chcesz się za...
10/09/2026

Wyobraź sobie, że nie możesz zasnąć. Jest druga w nocy. Od kilku godzin toczysz walkę z natrętną myślą, że chcesz się zabić. Pomysły jak i kiedy to zrobić świdrują twoją uwagę. Z jednej strony wydaje ci się to atrakcyjne, bo już nie możesz znieść cierpienia, które w sobie nosisz. Z drugiej strony to, że tak myślisz, cię przeraża…

Na dodatek jesteś księdzem. Boisz się skandalu, a z drugiej strony – prosić kogokolwiek o pomoc o drugiej w nocy? Kto odbierze? Co powiedzieć? Że źle się czuję?

Na 112 nie zadzwonisz, bo „po co robić zamieszanie”. Do szpitala nie pojedziesz z obawy przed reakcją biskupa i kolegów.
Chcesz się ratować, a jednocześnie wydaje się, że to, co natrętnie brzęczy w głowie, jest nieuniknione. I tak bujasz się na tej chorobliwej huśtawce do świtu. Boisz się kolejnej nocy. Sięgasz po formy „odcięcia zasilania”, (alkohol, pornografia, inne), które i tak tylko odraczają to, co wydaje się nieuniknione.

Piszę o tym, będąc kolejny raz w szpitalu psychiatrycznym. Ta destrukcyjna część mojego myślenia jeszcze czasami się odzywa: tyle razy byłeś w szpitalu, tyle lat leczenia i znowu?
Jednak czas, który po raz kolejny sobie dałem, sprawił, że wzmocniła się duchowa część myślenia – ta, która widzi głęboki sens w życiu. Ciało i mózg odpoczęły, wróciły na właściwe tory. Szpital jest bezpiecznym miejscem, chociaż nakłada wiele ograniczeń. Tyle lat leczenia to czas intensywnej pracy nad życiem, które jest tym bardziej cenne, bo okupione ogromnym wysiłkiem – moim i wielu osób, które mi pomogły.

Jeżeli jest ktoś w podobnej sytuacji… chcę ci powiedzieć: daj sobie czas. Po raz kolejny i kolejny.
Warto – bo Jesteś wartością! To, że dzisiaj czujesz się tragicznie, nie znaczy, że jesteś beznadziejny. Po prostu tak się w tej chwili czujesz… i masz do tego prawo.

Jeśli Ty lub ktoś z Twoich bliskich przeżywa kryzys, pamiętaj, że nie musisz być z tym sam. Pomoc jest dostępna:
116 123 – Kryzysowy Telefon Zaufania (codziennie w godz. 14:00–22:00, bezpłatny)
22 484 88 01 – Antydepresyjny Telefon Zaufania
112 – w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia

Z jednej strony: skrupulatne, niemal mistyczne uduchowienie. Kilkukrotne przesiewanie komunikantów w sitku, polerowanie ...
07/09/2026

Z jednej strony: skrupulatne, niemal mistyczne uduchowienie. Kilkukrotne przesiewanie komunikantów w sitku, polerowanie naczyń liturgicznych, głośne recytowanie cichych modlitw. Z boku wygląda to jak głęboka pobożność, ale pod spodem kryje się coś innego. Sztywne zasady, brak zgody na jakiekolwiek odstępstwa i przekonanie, że ludzkie emocje, łzy czy stawianie granic to tylko „manipulacja”. Narzędziem jest kontrola.

Z drugiej strony: brutalny pragmatyzm. Pokrzykiwanie, wulgaryzmy, twarda ręka. Uchodzą za świetnych organizatorów, ale sekret ich skuteczności tkwi w terrorze psychicznym. Każdy sprzeciw niszczą w zarodku. Narzędziem jest polaryzacja i kontrola.

Co łączy te dwa skrajne światy? Pozornie dzieli ich wszystko, w rzeczywistości łączy jedno: całkowite odcięcie od własnej wrażliwości.To nie bierze się znikąd. To efekt systemowych mechanizmów, które od lat niszczą ludzką stronę kapłaństwa:

Wadliwy model formacji:

Przez lata w seminariach promowano mit „silnego mężczyzny”. Lęk, wątpliwości czy smutek traktowano jako brak powołania lub niedojrzałość.

Zamrożony celibat: Zamiast integracji sfery emocjonalnej i seksualnej, wybrano drogę całkowitego wyparcia. Sublimacja stała się ucieczką w pracoholizm lub duszpasterski aktywizm, zostawiając w środku emocjonalną pustkę.

Presja pomnika: Społeczeństwo oczekuje nieomylności i stałej dyspozycyjności. Aby obronić tę sztuczną fasadę, księża odcinają to, co w nich kruche. Swoje kryzysy przeżywają w potwornej samotności – ukrywając je nawet przed współbraćmi.

Ksiądz, który odciął się od własnego cierpienia, nie potrafi współczuć innym. Staje się czasem cyniczny, bezlitosny w konfesjonale, głuchy na ludzkie dramaty. Kiedy brakuje argumentów i serca, pojawia się ucieczka za maskę instytucji i słowa: „Ja tu jestem proboszczem, ja tu decyduję”. To koniec dyskusji. To koniec relacji.

Stłumione emocje nie znikają. Wracają jako depresja, wypalenie, albo ucieczka w mechanizmy kompensacyjne: alkohol, hazard, pornografię, podwójne życie. Nawet najbardziej uduchowiona maska, jeśli jest pozbawiona ludzkiego, wcielonego wymiaru, staje się groźnym narzędziem manipulacji.

Sam przeżywam depresję. Wiem, jak bardzo to, co kruche i słabe we mnie, domaga się dzisiaj zauważenia, ważności i bliskości drugiego człowieka. Dlatego o tym piszę. Bo uduchowienie bez człowieczeństwa potrafi ranić najgłębiej.

Co myślicie o tej perspektywie? Czy w swoim doświadczeniu spotkaliście się z takimi fasadami w duszpasterstwie i jak Waszym zdaniem Kościół może zacząć uzdrawiać to podejście do ludzkiej wrażliwości?

Wyobraź sobie, że otwierasz gazetę w Madrycie i czytasz takie oto ogłoszenie: „Paco, spotkaj się ze mną w hotelu Montana...
05/09/2026

Wyobraź sobie, że otwierasz gazetę w Madrycie i czytasz takie oto ogłoszenie: „Paco, spotkaj się ze mną w hotelu Montana, wtorek południe, wszystko przebaczone. Papa”. Efekt? Ośmiuset młodych chłopaków o tym imieniu stawiło się na miejscu, bo każdy z nas nosi w sercu tęsknotę za bezwarunkowym przebaczeniem. Tak zaczyna się opowiadanie Ernesta Hemingwaya, ale podobny afisz – tyle że wystawiony przez samego Stwórcę – odnajdziemy w dzisiejszej liturgii XXIII Niedzieli Zwykłej.

Bóg wcale nie szuka haków ani nie czeka z gotowym wyrokiem. Zamiast tego upomina się o człowieka, który się zagubił – często o wiele głośniej o tych, którzy dawno pogubili drogi, niż o nas, uważających się za w pełni bezpiecznych i prawych.
Kiedy słyszymy trudne słowa o traktowaniu upartego brata „jak poganina i celnika”, łatwo usprawiedliwić własny chłód, dystans i ciche wykluczenie. Warto jednak przypomnieć sobie, jak do celników i grzeszników podchodził sam Jezus. Nie patrzył na nich z politowaniem z wysokości własnego piedestału. Greckie słowo nepioi – „małymi” – określa ludzi słabych, zależnych, skłonionych do zboczenia z trasy. Jezus pochyla się nad nimi z czułością, bo wie, że ludzka sztywność, osądzająca retoryka i brak miłosierdzia potrafią bardziej oddalić od Boga niż niejeden jawny błąd.

Bo czym właściwie jest biblijne upomnienie? Greckie hamartano oznacza dosłownie „chybić celu”. Upomnieć kogoś to nie znaczy przywalić mu paragrafem i zamknąć drzwi. To stworzyć bezpieczną przestrzeń, w której zagubiony człowiek może znów odnaleźć dom i wspólnotę – tę, w której „dwaj lub trzej zebrani w imię moje” tworzą dla niego ratunek. Intencje mogą być najszczersze na świecie, ale jeśli brakuje w nich miłości, która „nie wyrządza zła bliźniemu”, zostają tylko zgliszcza.

Zanim na weselu w Kanie wydarzył się cud, była tam Maryja, która po prostu przygotowała ludzkie serca na przyjęcie Słowa. Może my też potrzebujemy mniej ostrych osądów, a więcej tej matczynej troski?

Bóg do każdego z nas już dawno skierował swoje ogłoszenie: Spotkajmy się. Wszystko jest przebaczone. Papa.
A Ty? Odpisałeś już na tę wiadomość?

Ile to razy trzeba się Bogiem roz-czarować, by Go wreszcie poznać?Gdy czytamy słowa proroka Jeremiasza – „Uwiodłeś mnie,...
30/08/2026

Ile to razy trzeba się Bogiem roz-czarować, by Go wreszcie poznać?

Gdy czytamy słowa proroka Jeremiasza – „Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść”, a zaraz potem krzyk: „Biada mi, matko moja, żeś mnie porodziła” – ocieramy się o coś niezwykle surowego. Cierpienie proroka za wierność nie przyniosło mu podziwu, lecz ubiczowanie i dyby. Nie tak to sobie wyobrażał. Słyszymy w tym czysty bunt i pokusę rzucenia wszystkiego: „Nie będę Go już wspominał ani mówił w Jego imię!”.

Wylewa się z niego cały ból istnienia i gniew w kierunku Boga. I dobrze, że tak się dzieje. Bo gdyby zasypał ten gniew ugrzecznioną pobożnością, zasypałby też ten „ogień”, który pozwala w końcu wyznać: „Ale Pan jest przy mnie jako potężny mocarz”.

Znamy to przecież. Piotr roz-czarował się Jezusem do tego stopnia, że chciał Go… nawracać. Chciał, żeby to Mistrz szedł za jego wyobrażeniami o tym, jak ma wyglądać Mesjasz. Kiedy deklarował: „życie moje oddam za Ciebie”, próbował w zasadzie zbawić samego Jezusa.

Odpowiedź Chrystusa jest bezwzględnie jasna i ustawia nas we właściwym szeregu:

Jeśli ktoś chce pójść za Mną – czysta decyzja.

Niech się zaprze samego siebie – odwrócenie wzroku od własnych scenariuszy ku Bogu.

Niech weźmie swój krzyż – realna akceptacja tego, co przeżywam tu i teraz.

I niech Mnie naśladuje – kroczenie śladami, a nie wyznaczanie drogi za Niego.

Czasem tak łatwo wpaść w tę samą pułapkę. Wymachujemy szabelkami przeróżnych akcji, pomysłów, ewangelizacyjnych zacięć. Nasza gotowość do działania jest dobra… dopóki nie próbujemy zbawić Boga i „ocalić Go” na własnych warunkach. Wtedy człowiek szybko staje się strażnikiem moralności i obrońcą jedynie słusznej opcji, zapominając, że to On już dawno wszystko wykonał. Stąd już tylko krok do głębokiej frustracji i gniewu na cały świat.

Doświadczenie ciemności i kryzysu uczy nas najtrudniejszej prawdy: wyznacznikiem udanego życia wcale nie jest sukces. Prawdziwym sukcesem jest odkryć, że to życie jest po prostu dane – nawet wtedy, gdy na horyzoncie nie widać żadnych fajerwerków.

Jak pisał ks. Jan Twardowski:

Gdy umierał na krzyżu
cud się nie zdarzył
żaden anioł nie pomógł
deszcz nie obmył głowy
piorun się zagapił gdzie indziej uderzył
zaradna Matka Boska
z cudem nie zdążyła
wierzyć to znaczy ufać kiedy cudów nie ma
cud chce jak najlepiej
a utrudnia wiarę.

Jezus prowadzi do źródeł… 🌊Wyobraź sobie starożytne miejsce przy pękniętej skale, u wejścia do dawnej krainy śmierci, gd...
23/08/2026

Jezus prowadzi do źródeł… 🌊

Wyobraź sobie starożytne miejsce przy pękniętej skale, u wejścia do dawnej krainy śmierci, gdzie ludzkie lęki żądały krwawych ofiar. To symbol miejsc w naszym życiu, w których czujemy, że się wykrwawiamy, a relacje czy obowiązki ogałacają nas z życia. Czasami wydaje nam się wtedy, że Bóg jest bezwzględnym sędzią i żarłocznie domaga się od nas coraz większych poświęceń.

Ale Bóg Jezusa Chrystusa jest zupełnie inny! Prawdziwy Bóg nie jest kimś, komu musielibyśmy coś zapłacić lub zasłużyć na Jego miłość – bo „kto Go pierwszy obdarował, aby nawzajem otrzymać odpłatę?”.

W sam środek naszych czeluści i bezsilności przychodzi Ten, który pyta dziś każdego z nas: „Za kogo Mnie uważasz?”. Kiedy doświadczasz kryzysu i wydaje Ci się, że nie dajesz rady, nie musisz przynosić Mu kolejnych ofiar ze swojego spokoju. Możesz wejść i ukryć się w przebitym Sercu Jezusa – jak „gołąbka ukryta w zagłębieniach skały, w szczelinach przepaści”, do której On sam mówi: „Ukaż mi swą twarz, daj mi usłyszeć swój głos! Bo słodki jest głos twój i twarz pełna wdzięku”.

Wystarczy powędrować duchowo do źródła – do momentu, w którym zostałeś bezwarunkowo zanurzony w Bożą miłość w sakramencie chrztu. To źródło nigdy nie wysycha. 💧

👇 A Ty, w jakim miejscu swojego życia potrzebujesz dziś usłyszeć te słowa i schronić się w Skale? Podziel się w komentarzu lub po prostu zabierz to ze sobą na modlitwę.

Często słyszy się narzekania, że „ludzie się oddalają”, że nie ma komu sypać kwiatków na procesjach, że tradycja umiera....
15/08/2026

Często słyszy się narzekania, że „ludzie się oddalają”, że nie ma komu sypać kwiatków na procesjach, że tradycja umiera... Ale czy winny jest na pewno „zły świat”? 🌍

A może po prostu kończy się era fasadowości? Ludzie mają już dość religijności, która wzrusza się na liturgii, ale na co dzień traktuje drugiego człowieka z chłodem i dystansem. Kwiatki sypane na procesji mają być wyrazem miłości i wdzięczności. Żeby ktoś chciał je sypać, musi najpierw poczuć się we Wspólnocie nakarmiony – i na duszy, i na ciele. Musi poczuć się kochany.Św. Ireneusz pisał, że „chwałą Boga jest człowiek żyjący”. Bóg nie szuka idealnych robotów realizujących instrukcje.

On stał się człowiekiem, żeby nas odnaleźć w naszym realnym życiu.Uroczystość Wniebowzięcia Maryi przypomina nam o czymś niesamowitym: do nieba zostaje wzięte WSZYSTKO, co ludzkie. Nasza duchowość, ale też nasza fizyczność, psychika, emocje i ciało. Bóg nie każe nam odrzucać naszego człowieczeństwa. On chce je zintegrować.

Kiedy uciekamy w samą zmysłowość, ranimy innych. Kiedy uciekamy w samą „duchowość bez ciała”, stajemy się formalistami bez serca.

Spójrzmy na dzisiejszą Ewangelię i spotkanie Maryi z Elżbietą. Tam jest wszystko: kobieca bliskość, emocje, fizyczność oczekiwania na dziecko i... najpiękniejsze uwielbienie Boga. Bez sztuczności. Bez fasady.

Zamiast narzekać na brak kwiatków, zacznijmy karmić się nawzajem autentyczną troską. Wtedy wdzięczność w sercach zrodzi się sama. 🌸✨

Co myślicie o takim spojrzeniu na nasze tradycje?
Dajcie znać w komentarzach!👇

Jeden z profesorów w seminarium powtarzał nam kiedyś, że misję wielu współczesnych księży – i w ogóle ludzi wierzących –...
09/08/2026

Jeden z profesorów w seminarium powtarzał nam kiedyś, że misję wielu współczesnych księży – i w ogóle ludzi wierzących – idealnie oddają słowa znanej pieśni: „Ciągły niepokój na świecie, wojny i wojny bez końca...”.

Łatwo dziś wpaść w mentalność oblężonej twierdzy. Łatwo poczuć się jak prorok Eliasz, który po wielkich duchowych bojach nagle zostaje sam, ucieka na pustynię i zmagając się z głębokim kryzysem, mówi do Boga: „Odbierz mi życie, już nie daję rady...”.Znamy ten stan? To moment, w którym rozsypują się nasze wyobrażenia o własnej sile, o idealnym życiu, a nawet o naszej religijności.

Dokładnie to samo przeżywa dziś w Ewangelii św. Piotr. Szedł pewnie po wodzie, dopóki ufał Jezusowi. Kiedy jednak zaczął patrzeć na silny wiatr i spienione fale, ogarnął go paraliżujący strach i zaczął tonąć. Wtedy z jego piersi wydobył się desperacki krzyk: „Panie, ratuj mnie!”.I właśnie w ten moment strachu, emocjonalnego i psychicznego wyczerpania wkracza Bóg.

Kardynał Carlo Maria Martini napisał kiedyś genialne słowa: „Bóg nie boi się zła tego świata, nie boi się żadnego grzechu, nie boi się nawet naszych lęków. On zawsze wie, w jaki sposób sprowadzić nas do domu i odbudować nas z miłością”.Kiedy Eliasz chowa się w ciemnej grocie, Bóg nie przychodzi do niego w niszczącym wichrze, trzęsieniu ziemi czy ogniu. Przychodzi w qôl dümämâ daqqâ – co w hebrajskim oryginale oznacza dosłownie „głos czułego milczenia” albo „szmer delikatnej ciszy”. Jezus na jeziorze również nie ucisza burzy spektakularnym piorunem – podchodzi do tonącego Piotra, wyciąga rękę i z niesamowitą łagodnością pyta: „Czemu zwątpiłeś?”.

Tę uzdrawiającą moc ukrytej obecności Boga doskonale rozumiała św. Edyta Stein. Przechodząc drogę od ortodoksyjnego judaizmu, przez bolesny ateizm, aż do chrześcijaństwa, zapisała wspomnienie z Frankfurtu, które zmieniło jej życie. Weszła na chwilę do pustej katedry i zobaczyła kobietę z koszykiem na zakupy, która uklękła na krótką, poufną modlitwę. Edyta napisała: „Tu ktoś oderwał się od wiru codziennych zajęć, aby wstąpić do pustego kościoła, jakby na rozmowę przyjacielską. Nigdy tego nie zapomnę”. To właśnie w ciszy i delikatności Boga Edyta znalazła siłę, by przejść przez najciemniejszą noc swojego życia, aż po męczeństwo w Auschwitz.

Bóg nie potrzebuje naszego krzyku, naszych nerwowych wysiłków ani naszej udawanej wielkości. Joseph Ratzinger zauważył, że dopiero gdy człowiek porzuca złudzenie, że sam wszystko zbuduje i naprawi, jego ucieczka przeradza się w drogę prawdziwej wiary. Dopiero wtedy, w naszej bezsilności, Bóg może i musi zacząć działać sam.Może ten dzisiejszy niepokój, który nosisz w sobie, wzburzone fale problemów i lęk przed utonięciem to nie koniec drogi? Może to zaproszenie do wejścia głębiej i zaufania na nowo? Bóg czeka w ciszy. Nie po to, by Cię ocenić czy wypomnieć Ci słabość, ale by chwycić Cię za rękę tam, gdzie boli najbardziej, i odbudować z miłością.

Dobrej niedzieli!

Rozdawać to, czego nie posiadamy… Rozdawać nadzieję! ✨🕊️Często żyjemy w przekonaniu, że musimy mieć wszystko pod kontrol...
01/08/2026

Rozdawać to, czego nie posiadamy… Rozdawać nadzieję! ✨🕊️

Często żyjemy w przekonaniu, że musimy mieć wszystko pod kontrolą. Budujemy misternie plany, zabezpieczamy się na każdą ewentualność, a Boga w cichości serca traktujemy czasem jak najbezpieczniejszą polisę ubezpieczeniową – taką na czarną godzinę, po którą sięga się tylko wtedy, gdy zawiedzie cała ludzka technologia, medycyna i znajomości.

A co, jeśli pewnego dnia wszystko spektakularnie wymknie się spod kontroli?
Co, jeśli rozsypie się kariera, legną w gruzach relacje, a w dłoniach nie zostanie nic poza rozpaczą i poczuciem całkowitej bezradności?

W dzisiejszą XVIII Niedzielę Zwykłą – która w Kościele splata się z pięknym odpustem Matki Boskiej Anielskiej (Porcjunkuli) – Jezus stawia nas wobec sceny nad brzegiem jeziora. Tłumy szukają Go nie tylko z głodu chleba, ale z głodu sensu. Uczniowie, przerażeni brakiem zasobów, chcą zarządzać kryzysowo: „Odpraw ich, niech idą do wsi…”. Chcą pozbyć się problemu.

Ale Jezus odpowiada zdaniem, które burzy nasz ludzki spokój: „Wy dajcie im jeść”.

Nie pyta o Twoje CV, o grubość konta, o to, czy jesteś psychicznie i emocjonalnie samowystarczalny. On wie, że jesteś pusty. I właśnie wtedy – gdy dotykasz granicy własnej niewystarczalności – dzieje się cud. Ewangelia mówi, że gdy Jezus spojrzał na zagubiony tłum, ogarnęło Go głębokie, visceralne współczucie (esplagchnisthē). To nie jest litość z góry. To drżenie samego serca Boga wobec naszego ludzkiego lęku.

Spójrzmy na świadków, którzy przeszli przez piekło totalnej samotności. Wietnamski kardynał Nguyen Van Thuan spędził 13 lat w komunistycznym więzieniu, z czego 9 w ścisłej izolacji. Odprawiał Mszę świętą potajemnie, trzymając w dłoni zaledwie trzy krople wina i kroplę wody. A jednak zapisał słowa, które brzmią jak hymn wolności:

„Jeśli nikt mnie już więcej nie słucha, Bóg mnie jeszcze słucha. Gdy jestem skazany na całkowitą samotność – modlący się nigdy nie jest całkowicie samotny.”

Człowiek, któremu zabrano dosłownie wszystko, stał się gigantycznym światłem dla całego świata. Dlaczego? Bo czerpał nie z własnej inteligencji czy zapobiegliwości, ale z dobroci Tego, który zaprasza nas do swojego stołu „bez pieniędzy i bez płacenia”.

Dzisiejsza Porcjunkula – święto przebaczenia i małego kościółka odbudowanego przez św. Franciszka – przypomina nam o absolutnym darmowym darze Boga. Nie musisz udawać silnego. Nie musisz mieć wszystkiego poukładanego.

Zostaw dziś swoje kalkulacje. Przyjdź do Źródła z pustymi rękami. Pozwól Bogu nakarmić Twój głód, uleczyć lęk przed przyszłością i napełnić Cię tą wielką, niegasnącą nadzieją. A kiedy poczujesz, że Twoje serce przestaje drżeć ze strachu – idź w świat. I zacznij rozdawać to, co po ludzku wydaje się niemożliwe do posiadania: Bożą nadzieję. 🍞❤️

W dzisiejszej Ewangelii słyszymy o kupcu, który szukał drogocennych pereł. Przez lata myślałem i tak to słyszałem, że to...
26/07/2026

W dzisiejszej Ewangelii słyszymy o kupcu, który szukał drogocennych pereł.

Przez lata myślałem i tak to słyszałem, że to MY jesteśmy tym kupcem, który próbuje wysłużyć sobie Boga. Tymczasem prawda jest zupełnie inna... To BÓG jest tym Kupcem!

Jezus jest jak trzos wypełniony miłosierdziem – rozerwany na krzyżu, by oddać nam cenę naszego zbawienia. On nie szuka kalkulacji, On dał WSZYSTKO, żeby zdobyć CIEBIE. I mówi do każdego z nas z czułością: „Skarbie”. ❤️
Pięknie o tym mówił św. Bernard: „Bóg Ojciec zesłał swego Syna na ziemię; dał Go jak trzos wypełniony miłosierdziem, jak trzos, powtarzam, który rozerwany w męce, oddał ukrytą w nim cenę naszego zbawienia. […] Poznaj, człowieku, jak Bóg troszczy się o ciebie, jak o tobie myśli i co wobec ciebie czuje.” (św. Bernard z Clairvaux)

Dzisiaj, w Światowy Dzień Dziadków i Osób Starszych, papież przypomina nam, że nigdy nie jest za późno, by odkryć tę Bożą czułość – nawet w starości, w kruchości, w poczuciu osamotnienia.

„Odkrycie czułości Boga u wielu osób dokonuje się w ciągu życia, niekiedy właśnie na jego ostatnim etapie. […] Podeszły wiek, ze względu na pytania, które w tym okresie życia powracają z większą natarczywością, może stać się czasem stosownym, by rozpocząć albo podjąć na nowo życie duchowe. Na tej drodze można rozpoznać, że Bóg – jak mówi św. Augustyn – jest „matką, bo grzeje, karmi mlekiem, bo obejmuje”. Ta świadomość pomaga nie wstydzić się kruchości, która się ujawnia, a także zrozumieć, że wszyscy, zawsze, potrzebujemy siebie nawzajem oraz żebrzemy o uwagę i troskę.” Leon XIV

Zastanówmy się dzisiaj: w co inwestujemy nasze życie? Bóg jest skarbem ukrytym w głębi naszego serca i w naszej codziennej „roli”. Wybierajmy to, co ma prawdziwą, wartość! ✨

Co czujesz, kiedy słyszysz jak ktoś mówi do Ciebie „Skarbie?”

„Wyrwałem chwasta…” – czyli jak łatwo pomylić Bożą sprawiedliwość z ludzką żądzą odwetu. 🌾Czy zdarzyło Ci się kiedyś pat...
19/07/2026

„Wyrwałem chwasta…” – czyli jak łatwo pomylić Bożą sprawiedliwość z ludzką żądzą odwetu. 🌾

Czy zdarzyło Ci się kiedyś patrzeć na kogoś i ocenić go ostatecznie? „Ten człowiek to przegrana sprawa”, „z niego już nic nie będzie”, „to zło, które trzeba wyeliminować”.

Historia przytoczona w dzisiejszych rozważaniach – brutalne wyznanie o „wyrywaniu chwastów” – wstrząsa. Pokazuje jednak coś przerażającego: jak blisko nam do postawy sędziego, który w imię własnej moralności (często wypaczonej) czuje się uprawniony do niszczenia życia innych.

Dlaczego Jezus mówi: „Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa”?

1️⃣ Walka toczy się w sercu, nie z drugim człowiekiem.
Często mylimy walkę duchową z walką z grzesznikami. Ale prawdziwy poligon nie znajduje się w relacjach z bliźnimi – jest wewnątrz nas. To nasze serce jest miejscem, gdzie musimy nieustannie wybierać między dobrem a złem.

2️⃣ Pozory często kłamią.
To, co my widzimy jako „ostateczny upadek”, w oczach Boga może być początkiem drogi do nawrócenia. Nawet sytuacje trudne, nieuporządkowane, mogą rodzić w człowieku tęsknotę za Bogiem, której my nie widzimy, bo zatrzymujemy się na powierzchni.

3️⃣ Potencjał małości.
Ziarnko gorczycy jest mikroskopijne, a jednak staje się schronieniem. Tak samo jest z naszym życiem – drobne gesty, ukryta modlitwa, codzienna, cicha służba czy trwanie w tęsknocie za Bogiem mają w sobie potencjał „królestwa”, które rośnie po cichu, w sposób niewidoczny dla świata.

Czego uczy nas dzisiaj Bóg?
Cierpliwości. Bóg nie jest pośpiesznym sędzią. On widzi w człowieku to, co jeszcze nie rozkwitło. Zamiast bawić się w „wyrywanie chwastów” i ocenianie, kto zasługuje na życie, a kto na potępienie, spróbujmy dziś spojrzeć na drugiego człowieka (i na siebie!) przez pryzmat Bożego miłosierdzia.

Bóg podnosi. Bóg odbudowuje. A nas prosi, byśmy w Jego wielkim planie byli raczej zaczynem, który przemienia, niż sędzią, który przekreśla.

💬 A Ty? Czy masz w sobie cierpliwość wobec „chwastów”, które widzisz w swoim otoczeniu? Jak często w Twoim sercu toczy się prawdziwa walka o miłość, a jak często walka o rację? Podziel się w komentarzu.

Adres

Ulica Sejneńska 31
Wizajny
16-407

Telefon

+48515172003

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Warto umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Warto:

Skróty

Udostępnij

Kategoria