Gazeta Osiedle

  • Home
  • Gazeta Osiedle

Gazeta Osiedle Gazeta Osiedle - czasopismo lokalne we Wrocławiu i powiecie wrocławskim

20/02/2026

Funkcjonariusze Komisariatu Policji Wrocław–Grabiszynek zatrzymali obywatela Ukrainy podejrzanego o prowadzenie pojazdu mechanicznego w stanie nietrzeźwości. Badanie wykazało ponad 2,5 promila alkoholu w organizmie kierującego. Mężczyzna usłyszał zarzuty w ramach trybu przyspieszonego, a z uwagi na rażące naruszenie porządku prawnego i zagrożenie dla bezpieczeństwa w ruchu drogowym na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, mężczyzna został przekazany funkcjonariuszom Straży Granicznej w celu wszczęcia procedury wydalenia z kraju.

O sposobie jazdy, który wskazywał na stan nietrzeźwości kierującego, powiadomili policjantów świadkowie. Dziękujemy za taką reakcję, dzięki niej policjanci mogą reagować zdecydowanie skuteczniej. Mimo, że 42-latek nie był wcześniej karany, skala zagrożenia, jakie stworzył na drodze, miała kluczowe znaczenie dla dalszych decyzji. Z uwagi na rażące naruszenie porządku i bezpieczeństwa publicznego na terenie RP, zastosowany został tryb postępowania przyspieszonego.

W związku z tym mężczyzna został przekazany funkcjonariuszom Straży Granicznej w celu wszczęcia procedury wydalenia z kraju.

Prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości stanowi poważne zagrożenie dla życia i zdrowia wszystkich uczestników ruchu drogowego i spotyka się ze stanowczą reakcją organów ścigania, a także społeczeństwa, czego dowodem była postawa osób będących świadkami w tej sprawie.

podkomisarz Aleksandra Freus
Komenda Miejska Policji we Wrocławiu

https://wroclaw.policja.gov.pl/dwr/aktualnosci/bieza/165595,Narkotyki-o-czarnorynkowej-wartosci-100-tys-zl-znalezli-wroc...
18/02/2026

https://wroclaw.policja.gov.pl/dwr/aktualnosci/bieza/165595,Narkotyki-o-czarnorynkowej-wartosci-100-tys-zl-znalezli-wroclawscy-policjanci-w-.html

Narkotyki o czarnorynkowej wartości 100 tys. zł znaleźli wrocławscy policjanci w mieszkaniu oraz specjalnym magazynie czynnym przez całą dobę – kobieta i mężczyzna tymczasowo aresztowani
Policjanci z komendy miejskiej, którzy na co dzień zajmują się walką z przestępczością narkotykową zatrzymali kobietę i mężczyznę podejrzanych o posiadanie znacznych ilości środków odurzających. Funkcjonariusze zabezpieczyli nielegalne substancje o czarnorynkowej wartości 100 tys. zł. Decyzją sądu zatrzymani trafili do tymczasowego aresztu na 3 miesiące, ale ostatecznie może im grozić kara nawet do 10 lat pozbawienia wolności. Sprawa jest rozwojowa.

Funkcjonariusze Wydziału dw. z Przestępczością Narkotykową Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu zatrzymali dwie osoby w wieku 20 i 25 lat, które są podejrzane o posiadanie znacznych ilości środków odurzających.

Na podstawie uzyskanych informacji funkcjonariusze Wydziału dw. z Przestępczością Narkotykową Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu ustalili miejsce, gdzie mogą znajdować się znaczne ilości narkotyków. W związku z tym policjanci weszli do jednego z mieszkań na terenie stolicy Dolnego Śląska, gdzie znaleźli kokainę, haszysz oraz inne środki odurzające. Kolejne substancje zabronione były przechowywane w specjalnie wynajętym do tego celu magazynie czynnym przez całą dobę.

Funkcjonariusze zabezpieczyli przedmioty służące do ważenia, pakowania i dystrybucji narkotyków oraz pieniądze w kwocie ponad 5 tys. zł. Szacunkowa wartość czarnorynkowa zabezpieczonych narkotyków to około 100 tys. zł, co stanowi około 5 tys. porcji użytkowych.

W tej sprawie policjanci zatrzymali dwie osoby, mężczyznę i kobietę w wieku 20 i 25 lat. Oboje są obywatelami Ukrainy. Sąd na podstawie dotychczas zebranych dowodów i materiałów zastosował wobec podejrzanych tymczasowy areszt na 3 miesiące.

Przypomnijmy, że za posiadanie znacznych ilości środków odurzających grozi kara pozbawienia wolności do 10 lat.

kom. Wojciech Jabłoński
Oficer Prasowy

Policjanci z komendy miejskiej, którzy na co dzień zajmują się walką z przestępczością narkotykową zatrzymali kobietę i mężczyznę podejrzanych o posiadanie znacznych ilości środków odurzających. Funkcjonariusze zabezpieczyli nielegalne substancje o czarnorynkowej wartości 100 tys. ...

Niniejszym składam stanowczy sprzeciw wobec planowanej inwestycji polegającej na budowie zespołu budynków mieszkalnych w...
18/02/2026

Niniejszym składam stanowczy sprzeciw wobec planowanej inwestycji polegającej na budowie zespołu budynków mieszkalnych wielorodzinnych z dopuszczeniem usług na parterze oraz garażu podziemnego, wraz z zagospodarowaniem terenu i niezbędną infrastrukturą techniczną, przewidzianej do realizacji we Wrocławiu przy ul. Leonarda da Vinci, na działce o oznaczeniu geodezyjnym: obręb Brochów, AR_6, dz. nr 13/4.

Zgodnie z informacjami zawartymi w procedowanym Planie Ogólnym Gminy Wrocław oraz w dokumentach dotyczących miejskiego zagospodarowania przestrzennego, które obecnie znajdują się w toku uchwalania, wskazana działka została przeznaczona pod zieleń urządzoną, w szczególności pod realizację parku kieszonkowego.

Kierunek ten jest spójny z długofalową polityką miasta w zakresie ochrony terenów zielonych, poprawy jakości życia mieszkańców oraz adaptacji miasta do zmian klimatycznych

Dodatkowo liczne petycje mieszkańców, publikacje prasowe oraz oficjalne stanowiska Zarządu Zieleni Miejskiej we Wrocławiu, jak również wypowiedzi i materiały Urzędu Miejskiego Wrocławia, jednoznacznie wskazują, że działka nr 13/4 powinna zostać przeznaczona pod park kieszonkowy w rejonie ulicy Pionierów, a nie pod zabudowę mieszkaniową.

Przeznaczenie tego terenu pod funkcję rekreacyjną było wielokrotnie komunikowane jako element realizacji interesu publicznego oraz odpowiedź na deficyt zieleni w tej części miasta.

Realizacja planowanej zabudowy stałaby w sprzeczności z deklarowanymi przez Miasto Wrocław kierunkami rozwoju przestrzennego, podważałaby zaufanie mieszkańców do prowadzonych procesów planistycznych oraz prowadziłaby do nieodwracalnej utraty terenu, który ma istotne znaczenie społeczne, środowiskowe i urbanistyczne.W związku z powyższym wnoszę o:– odstąpienie od realizacji planowanej inwestycji mieszkaniowej na działce nr 13/4,– zachowanie przedmiotowego terenu jako zieleni urządzonej zgodnie z założeniami planu ogólnego i zapowiedziami władz miasta,– uwzględnienie głosu mieszkańców oraz dotychczasowych stanowisk jednostek miejskich w dalszych decyzjach dotyczących tej nieruchomości.

Proszę o pisemne potwierdzenie przyjęcia niniejszego sprzeciwu oraz informację o dalszym toku postępowania w tej sprawie.

PETYCJA:https://www.petycjeonline.com/petycja_w_sprawie_utworzenia_parku_kieszonkowego_przy_ul_pionierow_na_wrocawskim_brochowie

PROJEKT PLANU OGÓLNEGO:https://geoportal.wroclaw.pl/www/pog_op_app/?page=Strona-główna =id%3AdataSource_37-POG_PROJEKT_OP_strefy_planistyczne_369-7%3A284

MIEJSCOWY PLAN ZAGOSPODAROWANIA (PROJEKT) https://geoportal.wroclaw.pl/mpzp/840?_gl=1*6omeyk*_gcl_au*MjAzNjIyNjIzMy4xNzYyOTc2ODc4*_ga*NzM3NjMyNzI4LjE3NTIxNTA0NTM.*_ga_WG9FCLZLRJ*czE3Njk0MjE5OTYkbzUkZzEkdDE3Njk0MjI4NTkkajYwJGwwJGgw

ARTYKUŁ WROCŁAW.PL https://www.wroclaw.pl/dla-mieszkanca/bedzie-plan-dla-brochowa-a-w-nim-nowy-park-czas-na-glos-mieszkancow

ARTYKUŁ GAZETY WROCŁAWSKIEJ https://gazetawroclawska.pl/petycje-do-urzedu-miasta-maja-sens-mieszkancy-wywalczyli-nowy-park-na-brochowie/ar/c1p2-27473335
W załącznikach dodatkowe materiały sprawy

--
Z poważaniem
Piotr Kosicki

Odpowiedzią na petycję mieszkańców jest decyzja Rady Miejskiej Wrocławia o przystąpieniu do uchwalenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego.

18/02/2026

Rodzice dzieci z niepełnosprawnościami z woj. dolnośląskiego mówią: dość, chcemy swojego rzecznika, bo dla systemu jesteśmy niewidzialni
Brak informacji do kogo zgłosić się o pomoc, na temat dostępnych metod leczenia i przysługujących świadczeniach, to największy problem dnia codziennego dla 75% rodziców dzieci przewlekle chorych i z niepełnosprawnościami – pokazują wyniki ankiety Fundacji Espero – Nadzieja Dla Dzieci, w której wzięli również udział opiekunowie z woj. dolnośląskiego1. Dużym zmartwieniem są również długie kolejki do specjalistów lub brak lekarzy w miejscu zamieszkania. Jakby było mało, te wyzwania generują kolejne problemy. Z powodu „chorób” systemu opiekunowie dzieci cierpią na bezsenność, depresję, odczuwają lęk i wypalenie. Blisko 9 na 10 pytanych rodziców przyznaje, że w ciągu ostatniego roku przeżyło kryzys psychiczny2. Powołanie rzecznika, który zadbałby o ich prawa i potrzeby wraz z nowym, kompletnym systemem wsparcia, jest szansą na zmianę złej sytuacji.
Średni czas oczekiwania na pierwszą wizytę w poradni dla dzieci z autyzmem we Wrocławiu, w ramach NFZ wynosi nawet 300 dni. Czas kwalifikacji na terapię zajęciową może trwać nawet 4 miesiące3.
Aby ominąć kolejkę, można wybrać placówkę prywatną. Godzina terapii indywidualnej to koszt nawet 240 zł. Dla porównania, wysokość zasiłku pielęgnacyjnego to niecałe 216 zł.
W stolicy woj. dolnośląskiego w placówkach publicznych pracuje mniej niż 10 kardiologów dziecięcych specjalizujących się we wrodzonych wadach serca4. Za mało w stosunku do potrzeb. Problem jest także z innymi specjalizacjami.
70% rodziców pytanych przez fundację czeka co najmniej 3 miesiące na wizytę u specjalisty. 2/3 przyznaje, że brak terminu wizyty lub brak koordynacji pogorszył sytuację zdrowotną dziecka5.

Opieka nad dzieckiem z niepełnosprawnościami? Multitasking to niedopowiedzenie

Opieka nad dzieckiem z niepełnosprawnościami to praca na cały etat, przez całą dobę. Z zerowym wynagrodzeniem, za to wymagająca stuprocentowego poświęcenia. Dzień wyznaczają godziny podawania leków, rehabilitacji, wizyt u specjalistów i reagowania na nagłe pogorszenia stanu zdrowia. Nie dziwi więc, że bardzo często oznacza konieczność rezygnacji z pracy zawodowej lub jej znaczącego ograniczenia, przynajmniej jednego z rodziców. Z danych Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej oraz Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynika, że zdecydowana większość osób pobierających świadczenie pielęgnacyjne to rodzice, którzy wycofali się z rynku pracy, by sprawować stałą opiekę nad dzieckiem6. – Od ponad roku jestem samotną mamą trzech chłopców, z czego dwójka to dzieci z niepełnosprawnościami. Opieka nad nimi to ogromne wyzwanie. Jednak nasze życie jest podporządkowane głównie najmłodszemu, Tomkowi. Wizyty lekarskie to praktycznie codzienność. Co kilka miesięcy jesteśmy w szpitalu na badaniach kontrolnych, żeby sprawdzić, czy wszystko jest okej. Syn przeszedł dwie operacje kardiologiczne, a kolejne dwie są jeszcze planowane w niedalekiej przyszłości. Codziennie również rehabilitujemy Tomka, bo ma problem z napięciem mięśniowym przez operacje. To wszystko wymaga ode mnie logistyki na najwyższym poziomie. Na każdą wizytę czy turnus zabieram całą trójkę, bo nie zawsze ma kto zostać z chłopcami. Staram się godzić opiekę nad dziećmi z pracą. Obecnie pracuję, ale z tym nie zawsze jest łatwo, bo nie każdy pracodawca jest wyrozumiały. Czasem jest tak, że w ciągu dnia trzeba wyjść z pracy, bo dziecko mnie potrzebuje – zwierza się Kornelia Wilk, mama sześcioletniego Tomka, podopiecznego Fundacji Espero – Nadzieja dla Dzieci, który urodził się z poważną wadą serca pod postacią wrodzonego zwężenia lewego ujścia tętniczego.
A tak o swojej codzienności opowiada Galyna Koval, mama dziewięcioletniego Dimy w spektrum autyzmu, również podopiecznego Fundacji Espero – Nadzieja dla Dzieci: – Reakcje i zachowania Dimy bardzo ciężko przewidzieć. Są całkiem spokojne dni, ale są również chwile, że syna wszystko denerwuje. Złości się np., że tramwaj nie przyjeżdża na czas, na jakiś niespodziewany hałas. Potrafi być wybuchowy i przez to często jest źle odbierany przez otoczenie. Nie wszyscy rozumieją, że to spektrum autyzmu. Łatwiej stwierdzić innym, że syn po prostu jest niewychowany lub jestem złą matką. Było chyba najgorzej wtedy, gdy uciekliśmy do Polski przed wojną w Ukrainie. To był duży, dodatkowy stres dla Dimy, wiele nowych bodźców. Rzucał zabawkami i krzyczał, że chce wrócić do przedszkola w Kijowie. Dużo pracy włożyłam w to, żeby syn czuł się dobrze w Polsce. Moi rodzice są ze mną tutaj, na miejscu i to dziadkowe odprowadzają go na terapie, do lekarzy. Ja mam pracę zmianową, na magazynie i cieszę się, że mogę łączyć pracę z opieką nad synem, bo inaczej byłoby ciężko. Wydatków jest wiele – tak swoją codzienność komentuje
Nie chodzi po prostu o stałą obecność przy chorym dziecku, ale o zapewnienie specjalistycznej opieki. Rodzice dzieci przewlekle chorych i z niepełnosprawnościami muszą w przyspieszonym tempie zdobyć umiejętności posiadane przez ratowników medycznych czy pielęgniarki, nauczyć się podstaw farmakologii, rehabilitacji oraz procedur postępowania w sytuacjach kryzysowych. Równolegle śledzą zmiany w prawie, pilnują terminów kolejnych wizyt i każdego dnia szukają środków finansowych na leczenie. Świadczenia, na które mogą liczyć od państwa, są kroplą w morzu potrzeb.

Walka z systemem jak z wiatrakami

Zasiłek pielęgnacyjny, świadczenie mające pokryć część wydatków związanych z zapewnieniem opieki dziecku z niepełnosprawnościami lub przewlekle choremu, wynosi obecnie 215,84 zł miesięcznie. Świadczenie opiekuńcze to 3287 zł miesięcznie. Mimo podwyższenia tej kwoty w ostatnim czasie, w praktyce rzadko rekompensuje utratę dochodu i nie pokrywa kosztów intensywnej rehabilitacji, prywatnych wizyt lekarskich czy dojazdów do ośrodków specjalistycznych. Świadczenie otrzymują rodzice, którzy rezygnują z pracy lub jej nie podejmują, aby opiekować się dzieckiem. Doskonale tę rzeczywistość zna Galyna Koval: – Nie mogę liczyć na żadne świadczenia. Pobieram w Ukrainie zasiłek, który wynosi około 400 zł, więc już w Polsce nie mogę liczyć na zasiłek pielęgnacyjny. Zresztą, ludzie źle reagują na to, że Ukraińcy cokolwiek w Polsce dostają. Dima ma orzeczenie o niepełnosprawności, ale nie ma punktu siódmego, więc nie ma mowy o świadczeniu opiekuńczym – zaznacza mama. Wspomniany siódmy punkt, dotyczy potrzeby opieki lub pomocy ze strony innej osoby, określa czy dziecko: wymaga stałej lub długotrwałej opieki, potrzebuje pomocy w codziennym funkcjonowaniu w stopniu większym niż zdrowe dziecko w tym samym wieku. Dlaczego jest tak ważny dla rodziców wychowujących dzieci z niepełnosprawnościami? Uprawnia opiekuna do pobierania świadczenia pielęgnacyjnego i jest podstawą do wypłacenia zasiłku pielęgnacyjnego.
– Dima jest w klasie integracyjnej, więc w szkole ma pomoc logopedy, psychologa, nauczyciela wspomagającego. Jednak, aby syn miał szansę „dogonić” rówieśników, codziennie musi pracować ze specjalistami. Rezygnacja oznaczałaby zatrzymanie całego jego postępu. Na co dzień borykamy się jednak z poszukiwaniem ciągle nowych miejsc, bo nie każdy chce podjąć się wyzwania pracy z Dimą. Nie ukrywam, że dla niektórych problemem jest również to, że jesteśmy z Ukrainy. Taka prawda. Słyszę, że syn zabiera komuś miejsce i powinniśmy wracać do siebie. Ludzi denerwuje to, że syn nie chce mówić po polsku, ale to nie jest kwestia jego niechęci, ale tego, że ma swój własny świat. Jak ktoś mnie pyta, co tak naprawdę jest największym wzywaniem w codziennej opiece nad Dimą, to szczerze mówię, że nie jego przypadłość, tylko inni ludzie – dodaje Galyna Koval.
Kornelia Wilk przyznaje, że gdyby nie pomoc Fundacji Espero, nie byłaby w stanie zapewnić odpowiedniej opieki synowi: – Bez zbiórek oraz wpłat z 1,5% podatku, naprawdę ciężko byłoby spiąć domowy budżet. Szczególnie, że jednak większość badań i lekarzy trzeba załatwiać prywatnie, bo po prostu są szybsze terminy, a nie możemy sobie pozwolić, by na wizyty, np. u kardiologa czekać tygodniami.
Diagnoza to początek
Bezsilność to uczucie doskonale znane rodzicom chorych dzieci, którzy latami czekają na właściwą diagnozę, a każdego dnia walczą o wizyty u specjalistów. – Najgorzej było na samym początku, po diagnozie. Nie miałam żadnej wiedzy na temat wad serca, a musiałam podejmować szybkie decyzję dotyczące leczenia. Doczytywałam w Internecie, lekarze na oddziale sporo mi mówili, ale wiedziałam, że jak tylko wyjdziemy z synem ze szpitala, zostanę ze wszystkim sama. Oprócz tego, że miałam umówioną kontrolę na kolejną wizytę, to tak naprawdę nie wiedziałam, co dalej – przyznaje Kornelia Wilk.
Zdani na siebie

Przez wady systemu limity na świadczenia, długie kolejki do lekarzy, brak specjalistów, rodzice dzieci przewlekle chorych i z niepełnosprawnościami są zmuszeni do szukania pomocy na własną rękę. Poświęcają mnóstwo czasu, by się dokształcać w tematach medycznych. Spędzają długie godziny w sieci, wynajdują kolejne terapie – łapią się wszystkiego, co może pomóc ich dzieciom. Ci z miast wojewódzkich czy większych ośrodków miejskich i tak są w lepszej sytuacji – chociaż zderzają z długimi terminami wizyt u lekarzy specjalistów, mają do nich ułatwiony dostęp. W wielu regionach Polski brakuje kardiologów dziecięcych, neurologów czy rehabilitantów. Rodzice zmuszeni są do częstych podróży po całym kraju, co generuje dodatkowe koszty i zabiera czas, który mogliby poświęcić dziecku.

Z czasem pojawia się zmęczenie, izolacja społeczna i wypalenie. Badania organizacji pacjenckich wskazują, że rodzice dzieci z niepełnosprawnościami znacznie częściej doświadczają objawów depresji i chronicznego stresu, a jednocześnie mają ograniczony dostęp do systemowej pomocy psychologicznej⁴. – Obciążająca psychicznie jest nie tylko ta codzienna logistyka i ogromny stres związany z chorobą dziecka, ale również wyrzuty sumienia. Kiedy skupiam się na Tomku, myślę o tym, że nie poświęcam wystarczającej ilości czasu pozostałym synom. Kiedy jestem z nimi, myślę, czy Tomek mnie nie potrzebuje. Rodzice zdrowych dzieci tego nie zrozumieją. Dlatego cieszę, się, że dzięki Fundacji Espero mam możliwość wyjazdów na turnusy rehabilitacyjne i wytchnieniowe. Rozmowa z innymi rodzicami, którzy są w podobnej sytuacji, bardzo dużo mi daje. Czuje się wtedy zrozumiana – przyznaje Kornelia Wilk.
Rzecznik potrzebny od zaraz

W Polsce mamy Rzecznika Praw Dziecka, swojego rzecznika mają również pacjenci. A kto dba o prawa rodziców i opiekunów dzieci z niepełnosprawnościami? – Nikt. Rodzice mogą liczyć na wsparcie takich organizacji jak nasza. Brakuje podmiotu, który reprezentowałby rodziców kluczowych uczestników systemu opieki. Postulujemy powołanie Rzecznika Rodziców i Opiekunów Dzieci z Niepełnosprawnościami, ponieważ rodzice nie potrzebują zastępstwa w opiece i dbaniu o swoje dzieci, lecz partnera – instytucji, która pomoże im poruszać się po systemie, reagować na bariery – komentuje Patrycja Rudnicka, Prezes Fundacji Espero – Nadzieja dla Dzieci i dodaje: – Rodziny dzieci z niepełnosprawnościami są dziś przeciążone i pozostawione same sobie. System wsparcia jest rozproszony, a przez co rodzice stają się jedynymi koordynatorami całego procesu leczenia. Chcemy, żeby przestali dźwigać wszystko sami: leczenie, szkołę, rehabilitację, świadczenia, odwołania i walkę z instytucjami.

Na czym miałaby polegać rola rzecznika? Chodzi o powołanie rzecznika, czyli organu, który interweniuje, wymaga odpowiedzi od szpitali, urzędów, monitoruje przestrzeganie i chroni praw rodziców, inicjuje zmiany legislacyjne oraz dba o to, by pomoc była spójna, przewidywalna i dostępna w praktyce. Rzecznik miałby nadzór nad Centralnym Punktem Koordynacji Wsparcia (CPKW) – jedno miejsce kontaktu, które kieruje sprawę dalej, oraz Wojewódzkimi Punktami Koordynacji Wsparcia (WPKW) – punkty, w których rodzina otrzymuje realne wsparcie zespołu, a nie tylko informację. Patrycja Rudnicka zaznacza, że pomysł jest przemyślany i czytelny dla rodziców, został opracowany również o oparciu o konsultacje z rodzicami:
– Nasz plan przewiduje sześć kroków. Najpierw rodzic zgłasza się do CPKW, online lub poprzez infolinię. Następnie sprawa trafia do punktu koordynacji wsparcia w danych województwie. Rodzina otrzymuje koordynatora, czyli osobę, która pomaga „przejść przez system”: planuje kroki, pilnuje terminów i wspiera w kontaktach ze szpitalami, klinikami, oraz Indywidualny Plan Wsparcia – IPW. W kolejnym kroku koordynator uruchamia wsparcie prawne i/lub psychologiczne. Z naszych doświadczeń wynika, że wsparcie w pisaniu odwołań, pism w obronie praw rodziców i dziecka oraz w sporach ze szkołą czy instytucjami jest często potrzebne. Nieco mniej niż połowa naszych ankietowanych w ciągu ostatnich dwóch lat przynajmniej raz składała odwołanie od wydanej decyzji7. Wsparcie psychologiczne również jest niezbędne, bo gdy choruje dziecko, choruje cała rodzina. W sprawach pilnych uruchamiana jest interwencja. Jeżeli dana instytucja, która ma zająć się leczeniem dziecka, nie współpracuje – sprawa trafia do Rzecznika – wyjaśnia Patrycja Rudnicka.
Co o pomyśle myślą rodzice i opiekunowie? Przeszło 90% osób biorących udział w ankiecie Fundacji Espero, w tym rodzice z woj. dolnośląskiego, popiera utworzenie takiej inicjatywy i zaproponowanego przez organizację systemu wsparcia. – Uważam, że to jest bardzo dobry pomysł. Gdy urodził się Tomek, szukałam na różnych forach, różnych grupach – są na Facebooku takie grupy, gdzie są rodzice dzieci kardiologicznych – jakichkolwiek wskazówek. Mamy, które spotkałam na oddziale, też mi pomagały. Podpowiadały, o jakie świadczenia mogę się starać, jak załatwić orzeczenie o niepełnosprawności, gdzie szukać wsparcia finansowego i specjalistów. Takie informacje nie były łatwo dostępne i w sumie nadal tak jest. Dopiero od fundacji dowiedziałam się, że jest możliwość leczenia za granicą, co w tamtym momencie to było najlepszą opcją dla mojego dziecka, bo tu, w Polsce jeszcze podobnych operacji wykonywało się bardzo mało. Powinna być taka „instrukcja” dla rodzica chorego dziecka – jakie kroki wykonać po diagnozie, jak się opiekować dzieckiem ze specjalnymi potrzebami. Rzecznik mógłby być źródłem takich informacji i wsparciem dla rodziców dzieci przewlekle chorych i z niepełnosprawnościami – podpowiada Kornelia Wilk.

Nie zawsze trzeba usuwać tarczycę. Jak ablacja echolaserem daje kobietom drugą szansę - bez blizn, leków i lękuWywiad z ...
18/02/2026

Nie zawsze trzeba usuwać tarczycę. Jak ablacja echolaserem daje kobietom drugą szansę - bez blizn, leków i lęku

Wywiad z dr n. med. Tomaszem Sędziakiem z Centrum Chirurgii Małoinwazyjnej szpitala EuroMediCare we Wrocławiu.

Pytanie:
Panie Doktorze, w gabinetach endokrynologicznych to zdanie pada codziennie: „Ma pani guzek tarczycy”. I bardzo często uruchamia się lawina skojarzeń: operacja, blizna, leki do końca życia. Dlaczego ten lęk jest tak powszechny?

dr Tomasz Sędziak:
Bo tarczyca jest narządem, który pacjentki „czują” nie tylko w sensie fizycznym, ale też symbolicznym. To miejsce na szyi — widoczne, wrażliwe, blisko strun głosowych, oddychania, przełykania. Do tego tarczyca kojarzy się z hormonami, czyli z energią, nastrojem, wagą, płodnością, skórą, włosami. Kobieta słyszy „guzek” i myśli: „czy ja teraz będę chora?”, „czy to rak?”, „czy stracę tarczycę?”, „czy będę żyć na hormonach?”. Ten lęk jest zrozumiały.

Drugi powód jest bardziej systemowy: przez dekady głównym rozwiązaniem, gdy guz rósł albo dawał objawy, była chirurgia. A chirurgia tarczycy — choć często konieczna i skuteczna — niesie konsekwencje. Usunięcie płata lub całego gruczołu może oznaczać trwałą konieczność suplementacji hormonów, długoterminowe kontrole i dla wielu pacjentek ważne, widoczną bliznę na szyi. To sprawia, że w świadomości społecznej „guz tarczycy” automatycznie łączy się z „utraconą tarczycą”. Tymczasem medycyna poszła do przodu i dziś mamy metody, które pozwalają leczyć, oszczędzając narząd.

Pytanie:
Zatrzymajmy się na chwilę przy samych guzkach. Jak Pan tłumaczy pacjentkom podstawową rzecz: czym jest guzek tarczycy i dlaczego to takie częste?

dr Tomasz Sędziak:
Guzek tarczycy to po prostu ogniskowa zmiana w obrębie gruczołu — fragment tkanki, który różni się strukturą od reszty. Może to być zmiana lita, torbielowata lub mieszana. Często jest „niemym” znaleziskiem w USG, bez objawów. U kobiet guzy występują częściej, co ma związek m.in.
z gospodarką hormonalną, wiekiem, predyspozycjami i ogólną częstością schorzeń tarczycy.

Kluczowe jest to, że większość zmian guzkowych jest łagodna. Ale „łagodna” nie znaczy „bez znaczenia”. Guzek może rosnąć, deformować szyję, powodować uczucie ucisku, dyskomfort przy przełykaniu, czasem chrypkę (choć tu zawsze trzeba bardzo ostrożnie diagnozować), a także wywoływać napięcie psychiczne. Dla pacjentki 2-centymetrowa zmiana na szyi może być realnym problemem, nawet jeśli w biopsji wychodzi łagodność.

Pytanie:
Wspomniał Pan o USG i biopsji. Jak wygląda dziś rozsądny, „nowoczesny” algorytm diagnostyki guzów tarczycy? Co jest absolutnym minimum, zanim pacjentka usłyszy: „operacja”?

dr Tomasz Sędziak:
Minimum to dobra diagnostyka, a dobra diagnostyka zaczyna się od jakości USG i interpretacji obrazu. USG tarczycy to nie jest „tylko badanie obrazowe” — to narzędzie, które w doświadczonych rękach ocenia ryzyko onkologiczne zmiany, jej unaczynienie, granice, relacje do struktur sąsiadujących, a także to, czy guz jest lity, torbielowaty, mieszany, czy ma cechy podejrzane.

Następnie dochodzi decyzja o biopsji cienkoigłowej. W praktyce to biopsja rozstrzyga, czy mówimy o zmianie łagodnej, podejrzanej, czy o raku. Do tego zawsze dokładamy ocenę funkcji tarczycy w badaniach laboratoryjnych — przynajmniej TSH, często FT4/FT3, czasem przeciwciała, zależnie od historii pacjentki. Celem jest odpowiedzieć na trzy pytania:
Po pierwsze: czy guzek jest łagodny czy wymaga postępowania onkologicznego?
Po drugie: czy guzek daje objawy mechaniczne lub estetyczne?
Po trzecie: czy guzek wpływa na czynność hormonalną tarczycy lub jest z nią powiązany?

Dopiero po takim uporządkowaniu można sensownie rozmawiać o opcjach: obserwacja, leczenie farmakologiczne (jeśli dotyczy), zabieg małoinwazyjny albo chirurgia.

Pytanie:
Czyli to nie jest tak, że każdy guzek „się wycina”.

dr Tomasz Sędziak:
Zdecydowanie nie. Wiele guzków obserwujemy, jeśli nie rosną i nie dają objawów, a biopsja potwierdza łagodność. Natomiast, jeśli zmiana rośnie, powoduje dolegliwości, jest kosmetycznie uciążliwa albo pacjentka ma silny dyskomfort psychiczny, wówczas wchodzimy w leczenie. I tu przez lata „leczenie” oznaczało najczęściej operację. Dziś coraz częściej oznacza leczenie małoinwazyjne, o ile pacjentka jest dobrze zakwalifikowana.

Pytanie:
No właśnie: kwalifikacja. Co to znaczy „dobrze zakwalifikowana pacjentka” do ablacji echolaserem?

dr Tomasz Sędziak:
To znaczy pacjentka, u której wiemy, co leczymy i po co to leczymy. Najczęściej są to zmiany łagodne potwierdzone w biopsji, które rosną, powodują objawy lub są problemem estetycznym. Ważne jest też położenie zmiany — jej relacja do tchawicy, przełyku, nerwu krtaniowego wstecznego, naczyń. Oceniamy unaczynienie, konsystencję czy guz jest bardziej lity czy torbielowaty, jak reaguje na ucisk, czy ma cechy, które zwiększają ryzyko powikłań.

Kwalifikacja to również uczciwa rozmowa o oczekiwaniach. Echolaser nie jest „magiczną gumką”, która usuwa guzek w sekundę. To procedura, po której guz ulega stopniowej redukcji w czasie. Pacjentka musi rozumieć, jak wygląda proces gojenia, kontroli i efektów.

Pytanie:
Kiedy echolaser nie jest dobrym wyborem?

dr Tomasz Sędziak:
Są sytuacje, w których chirurgia jest najlepszą i najbezpieczniejszą opcją. Dotyczy to m.in. zmian z wysokim podejrzeniem złośliwości, niejednoznacznych wyników biopsji wymagających postępowania według standardów onkologicznych, a także części przypadków wieloguzkowości z rozległymi zmianami w całym gruczole, gdy celem jest całościowe leczenie.

Ważne jest też to, że małoinwazyjne metody wymagają doświadczenia operatora. To nie jest procedura „taśmowa”. To precyzyjna praca pod kontrolą USG, w której każdy milimetr ma znaczenie.

Pytanie:
Przejdźmy do samego zabiegu. Jak tłumaczy Pan pacjentce, czym jest echolaser i co dokładnie dzieje się z guzem?

dr Tomasz Sędziak:
Mówię: „Nie wycinamy tarczycy, tylko niszczymy samą zmianę od środka”. Echolaser to przezskórna ablacja laserowa pod kontrolą USG. W praktyce wprowadzamy do zmiany cienkie światłowody, przez które dostarczamy energię lasera. Ta energia powoduje kontrolowany efekt termiczny w obrębie guza: tkanka guza ulega zniszczeniu, a organizm stopniowo ją „sprząta” i zastępuje blizną wewnętrzną. W efekcie guz się zmniejsza.

Kluczowe są dwie rzeczy. Po pierwsze — kontrola: przez cały czas widzimy w USG, gdzie jesteśmy i jak rozkłada się energia. Po drugie — selektywność: działamy na zmianę, a nie na cały narząd. Dla pacjentki oznacza to zwykle znieczulenie miejscowe, brak nacięcia chirurgicznego, brak blizny i szybki powrót do codzienności.

Pytanie:
Jak pacjentka czuje się w trakcie? Czy to boli? Czy to jest stresujące?

dr Tomasz Sędziak:
Zabieg odbywa się w znieczuleniu miejscowym. Oczywiście to nie jest całkowicie „bezdotykowe” doświadczenie — jest ukłucie, czasem uczucie rozpierania czy dyskomfort, ale to jest z reguły dobrze kontrolowane. Stres? Tak, bo to tarczyca, szyja, głos. Dlatego bardzo ważne jest prowadzenie pacjentki: wyjaśnienie etapów, spokój, komunikacja w trakcie. To nie jest tylko procedura techniczna — to jest procedura, w której pacjentka musi czuć się bezpiecznie.

Pytanie:
Jakie są realne korzyści w porównaniu z klasyczną operacją? Nie tylko „brak blizny”, ale medycznie.

dr Tomasz Sędziak:
Brak blizny jest ważny, bo szyja jest miejscem widocznym, a dla wielu kobiet to element tożsamości i poczucia atrakcyjności. Ale medycznie najważniejsze jest oszczędzenie tarczycy. Jeśli nie usuwamy gruczołu, w wielu przypadkach nie doprowadzamy do niedoczynności wymagającej stałej substytucji hormonów. Oczywiście nie mogę obiecać, że absolutnie każda pacjentka nigdy nie będzie potrzebować leków — bo gospodarka hormonalna bywa złożona — ale zasadniczo ryzyko trwałej zależności od hormonów jest mniejsze niż po resekcji.

Dodatkowo jest aspekt rekonwalescencji. Zabieg małoinwazyjny to zwykle szybszy powrót do funkcjonowania, mniej obciążeń okołooperacyjnych i brak typowych elementów chirurgii, takich jak narkoza ogólna czy hospitalizacja w klasycznym trybie.

Pytanie:
A ryzyka? Każda procedura je ma. Jak o nich mówi Pan pacjentkom, żeby nie straszyć, ale też nie bagatelizować?

dr Tomasz Sędziak:
Mówię uczciwie: „To jest procedura bezpieczna, ale nie jest pozbawiona ryzyka”. Najważniejsze ryzyka w okolicy tarczycy dotyczą struktur sąsiadujących — przede wszystkim nerwu krtaniowego wstecznego, który odpowiada za ruch strun głosowych, oraz okolicznych tkanek. Dlatego tak istotna jest kontrola USG, technika i doświadczenie. Mogą wystąpić przejściowe dolegliwości: ból, obrzęk, dyskomfort w szyi, rzadziej przejściowe zmiany głosu. W praktyce ryzyko poważnych powikłań jest niskie, ale rozmowa o nim jest obowiązkowa, bo pacjentka musi rozumieć, na co się decyduje i dlaczego u niej ta metoda ma sens.

Pytanie:
Co z efektem? Pacjentka pyta: „Czy guzek zniknie?”

dr Tomasz Sędziak:
To zależy od typu zmiany i jej charakterystyki, ale generalnie celem jest istotna redukcja objętości guza i ustąpienie dolegliwości. Zmiana po ablacji nie znika jak „usunięta” chirurgicznie — ona się przebudowuje i zmniejsza w czasie. Najczęściej efekt oceniamy kontrolnie w USG w kolejnych miesiącach. Pacjentka powinna wiedzieć, że to proces: guz stopniowo maleje, a organizm „porządkuje” obszar po ablacji. Bardzo ważne jest realistyczne ustawienie oczekiwań i dobra kontrola po zabiegu.

Pytanie:
Wspomniał Pan o kontroli. Jak wygląda follow-up po echolaserze — i dlaczego to element leczenia, a nie formalność?

dr Tomasz Sędziak:
Kontrola to część terapii. Zwykle umawiamy badania USG w określonych odstępach czasu, czasem także kontrolujemy parametry tarczycowe w zależności od wyjściowej sytuacji endokrynologicznej. Na kontrolach oceniamy redukcję guza, ewentualne elementy wymagające obserwacji i to, czy objawy kliniczne ustąpiły. To ważne także psychologicznie: pacjentka widzi, że proces jest monitorowany i że decyzja była przemyślana.

Pytanie:
W tej historii jest jeszcze jeden wątek: kobiety, ciało i estetyka. W wielu obszarach medycyny wciąż traktuje się ten aspekt jako „fanaberię”. Jak Pan na to patrzy?

dr Tomasz Sędziak:
Estetyka to nie fanaberia, tylko element jakości życia. Blizna na szyi może być dla jednej pacjentki obojętna, a dla innej bardzo obciążająca. My, lekarze, nie powinniśmy oceniać, co jest „ważne”, tylko rozumieć, że pacjentka przychodzi z całością swojego życia. Jeżeli mamy metodę, która jest skuteczna i bezpieczna, a przy tym oszczędza narząd i nie zostawia blizny — to jest to realna wartość terapeutyczna, a nie „kosmetyka”.

Pytanie:
Chciałbym poruszyć temat, który często wraca: „A co, jeśli łagodny guzek stanie się kiedyś złośliwy?”. Czy to realne ryzyko i jak się z nim pracuje?

dr Tomasz Sędziak:
Tu trzeba mówić precyzyjnie. Większość łagodnych guzków nie jest złośliwa. Natomiast pacjentka słusznie myśli o przyszłości: medycyna opiera się na prawdopodobieństwie i nadzorze. Dlatego tak ważna jest diagnostyka i kontrola. Jeśli zmiana jest łagodna w biopsji i ma obraz USG typowy dla łagodności, postępowaniem może być obserwacja lub leczenie małoinwazyjne, jeżeli są wskazania. Jeżeli cokolwiek budzi wątpliwości, ścieżka jest inna i często prowadzi do chirurgii lub dalszej diagnostyki. Kluczowe jest to, że decyzja nie może być oparta na strachu, tylko na danych klinicznych.

Pytanie:
Jak w praktyce współpracuje Pan z endokrynologami? To ważne, bo pacjentki często są „między specjalistami”.

dr Tomasz Sędziak:
To jest leczenie zespołowe. Endokrynolog często jest pierwszym lekarzem prowadzącym — diagnozuje, ocenia hormonalnie, kieruje na biopsję, prowadzi obserwację. Ablacja metodą echolasera pod kontrolą USG wchodzi wtedy, gdy rozważamy terapię małoinwazyjną. Ważne, żeby pacjentka nie musiała „sama układać” planu leczenia. Dobry ośrodek to taki, gdzie istnieje wspólny język diagnostyki, wskazań i kontroli.

Pytanie:
W Pana pracy widać też pionierski wątek: szpital EuroMediCare jako pierwszy w Polsce wdrażał echolaser również w leczeniu nowotworów z Pana udziałem. Co daje lekarzowi takie doświadczenie w kontekście tarczycy?

dr Tomasz Sędziak:
Praca z leczeniem małoinwazyjnym w onkologii uczy pokory wobec kwalifikacji i bezpieczeństwa. Uczy też, że „mniej inwazyjne” nie znaczy „mniej poważne”. To procedury, które wymagają bardzo dobrej znajomości anatomii, obrazu USG, świadomości ryzyk i planowania. W leczeniu tarczycy przekłada się to na precyzję, ostrożność i bardzo klarowną rozmowę z pacjentką: co możemy osiągnąć, jak, jakim kosztem i jakie są alternatywy.

Pytanie:
Jakie pytania pacjentki zadają najczęściej — i które z nich uważa Pan za szczególnie „mądre”?

dr Tomasz Sędziak:
Bardzo cenię pytania o kwalifikację i alternatywy. Na przykład: „Co konkretnie w moim USG przemawia za tym, że to jest łagodne?”, „Czy biopsja jest wystarczająca, czy trzeba ją powtórzyć?”, „Jakie mam opcje poza operacją i obserwacją?”, „Jak wygląda kontrola po zabiegu?”, „Co z hormonami i płodnością?”. To są pytania, które pokazują, że pacjentka chce rozumieć proces. I to jest fundament dobrej medycyny: pacjentka jako partner w decyzji.

Pytanie:
Z drugiej strony, są też mity. Jakie są trzy najczęstsze mity o echolaserze i o guzkach tarczycy?

dr Tomasz Sędziak:
Pierwszy mit: „Guzek = rak”. Nie, większość guzków jest łagodna. Drugi mit: „Jak jest guzek, trzeba wyciąć tarczycę”. Też nie — często wystarczy obserwacja lub leczenie oszczędzające. Trzeci mit: „Echolaser to kosmetyczna fanaberia”. To nie jest kosmetyka, tylko metoda terapeutyczna, która w odpowiednich wskazaniach pozwala leczyć skutecznie, bez usuwania narządu.

Pytanie:
Powiedział Pan: „w odpowiednich wskazaniach”. Czyli echolaser to nie „religia”, tylko narzędzie.

dr Tomasz Sędziak:
Dokładnie. Najgorsze, co można zrobić, to zamienić jedną rutynę w drugą. Kiedyś rutyną była chirurgia. Nie chcemy, żeby rutyną stała się ablacja „na wszystko”. Dobra medycyna polega na dopasowaniu metody do problemu pacjentki, jej anatomii, wyników badań, potrzeb i ryzyk.

Pytanie:
Na koniec chciałbym Pana poprosić o krótką „mapę decyzji” dla kobiety, która właśnie dowiedziała się o guzku. Jakie trzy kroki powinny dać jej poczucie bezpieczeństwa?

dr Tomasz Sędziak:
Po pierwsze: dobre USG u doświadczonej osoby i zrozumienie opisu — nie tylko „jest guzek”, ale jaki jest. Po drugie: biopsja tam, gdzie jest wskazana i spokojna interpretacja wyniku w kontekście obrazu USG i objawów. Po trzecie: rozmowa o wszystkich opcjach, w tym o metodach małoinwazyjnych, jeśli są wskazania. I najważniejsze: nie podejmować decyzji w lęku. Guz tarczycy to diagnoza, która bardzo często pozwala działać spokojnie, rozsądnie i nowocześnie — bez pochopnego „wycinania narządu”.

Pytanie:
Gdyby miał Pan zostawić pacjentkom jedno zdanie, które redukuje lęk, to co by to było?

dr Tomasz Sędziak:
Diagnoza guza tarczycy nie oznacza automatycznie operacji — dziś w wielu przypadkach możemy leczyć skutecznie, chroniąc tarczycę i jakość życia.

Address


53-026

Alerts

Be the first to know and let us send you an email when Gazeta Osiedle posts news and promotions. Your email address will not be used for any other purpose, and you can unsubscribe at any time.

Contact The Business

Send a message to Gazeta Osiedle:

  • Want your business to be the top-listed Media Company?

Share