06/05/2026
Dzisiaj mijają dwa lata od objęcia urzędu przez Rafała Zwolaka. Jeden z ostatnich wpisów prezydenta to próba zbudowania spójnej opowieści o odpowiedzialnym gospodarzu: oszczędnym, uczciwym, konsekwentnym. Tyle że kiedy zestawić tę narrację z tym, co faktycznie działo się w Zamościu przez ostatnie dwa lata, obraz zaczyna się rozjeżdżać.
Centralnym punktem tej opowieści jest „zaciskanie pasa”. Prezydent przekonuje, że ograniczał wydatki, żeby przygotować miasto na środki unijne i nie zwiększać zadłużenia. To brzmi racjonalnie, ale w praktyce nie widać, żeby ta polityka przełożyła się na wyraźny impuls rozwojowy. Oszczędzanie nie jest celem samym w sobie. Jeśli po dwóch latach głównym efektem ma być to, że „wydawaliśmy mniej”, a nie to, że „zrobiliśmy więcej i lepiej”, to trudno mówić o sukcesie.
W dodatku równolegle pojawiają się decyzje i działania, które każą zadać pytanie o konsekwencję tej polityki. W naszych wcześniejszych analizach pojawiały się wątki dotyczące wydatków na wydarzenia miejskie i ich organizację. Tam nie zawsze widać było maksymalizację efektu finansowego ani próbę wykorzystania potencjału, który takie wydarzenia mogą generować. To jest konkretny obszar, gdzie „oglądanie każdej złotówki” nie zawsze idzie w parze z praktyką.
Podawane 256 mln zł zadłużenia również wymaga uczciwego kontekstu. To nie jest dług powstały w wyniku niekontrolowanych wydatków, tylko efekt wcześniejszych inwestycji, z których miasto dziś korzysta. Spłata zobowiązań to obowiązek, nie osiągnięcie. Wpis sugeruje, że obecna sytuacja finansowa to głównie ciężar odziedziczony, a to uproszczenie, które pomija drugą stronę bilansu.
Warto też zatrzymać się przy fragmencie o osobistej postawie prezydenta. Karta służbowa, prywatne wydatki, podkreślanie, że „miasto traktuję jak swój dom”. To jest czysty przekaz wizerunkowy. Nie przekłada się on na odpowiedzi na kluczowe pytania mieszkańców: gdzie są nowe miejsca pracy, gdzie są inwestorzy, gdzie są projekty, które zmieniają miasto.
Prezydent przekonuje, że „w mieście robi się sporo”, a krytyka była przesadzona. Tyle że sama lista inwestycji nie wystarcza. W naszych wcześniejszych materiałach zwracaliśmy uwagę, że wiele z tych działań to kontynuacje lub projekty przygotowane wcześniej. Remonty ulic, modernizacje, zadania wynikające z dostępnych programów. To potrzebne działania, ale nie są dowodem na nową jakość zarządzania. Brakuje przedsięwzięć, które byłyby jednoznacznie autorskim wkładem tej prezydentury.
To prowadzi do szerszego problemu, czyli sposobu komunikacji. W przekazie ratusza regularnie pojawia się próba przypisywania sobie szerokiego katalogu działań, bez wyraźnego rozróżnienia między kontynuacją a nową inicjatywą. Mieszkańcy dostają gotowy komunikat, często bez szerszego kontekstu. To utrudnia realną ocenę sytuacji i skuteczności działań.
Brak konkretów szczególnie widać w obszarze gospodarki. Prezydent pisze, że miasto nie jest od tworzenia miejsc pracy, a jednocześnie podkreśla, że robi wszystko, by je tworzyć (przypomnijmy, że utworzenie 1000 miejsc pracy to jeden z punktów jego programu wyborczego). W praktyce sprowadza się to do standardowych narzędzi: uzbrojonej strefy i ulg podatkowych. To nie jest przewaga konkurencyjna. Tak działa większość miast. Po dwóch latach trudno wskazać konkretnego inwestora, który pojawił się w Zamościu jako efekt tych działań.
Pojawia się też znany schemat przerzucania odpowiedzialności na czynniki zewnętrzne. Wojna, brak drogi ekspresowej, decyzje firm. To są realne bariery, ale one nie dotyczą tylko Zamościa. W takich warunkach liczy się aktywność i skuteczność władz lokalnych. Same deklaracje o rozmowach i zachętach to za mało, żeby mówić o realnej polityce gospodarczej.
Wątek depopulacji został nazwany trafnie, ale sposób jego przedstawienia budzi zastrzeżenia. Sugestia, że problem pogłębiają negatywne komentarze mieszkańców, to uproszczenie. Ludzie nie wyjeżdżają z powodu opinii w internecie, tylko z powodu braku perspektyw. Brak stabilnych miejsc pracy, ograniczona oferta edukacyjna, niewielkie możliwości rozwoju. Pomysł filii Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie to na razie zapowiedź, bez konkretów i terminu realizacji.
Równolegle pojawia się narracja o powrotach osób pracujących zdalnie. To zjawisko istnieje, ale ma ograniczoną (żeby nie powiedzieć: marginalną) skalę i nie rozwiąże problemów strukturalnych miasta. Nie zastąpi inwestorów ani stabilnego rynku pracy.
Jeśli spojrzeć na te dwa lata całościowo, wyłania się spójny obraz. Dużo komunikacji, dużo podsumowań, dużo akcentów wizerunkowych. Znacznie mniej decyzji, które niosą realną zmianę. Brakuje wyraźnej strategii rozwoju, jasno określonych priorytetów i konsekwencji w ich realizacji.
Po dwóch latach trudno wskazać jeden obszar, w którym Zamość wykonał wyraźny krok do przodu dzięki nowemu zarządzaniu. Miasto nie wykorzystało w pełni swojego potencjału, a kluczowe problemy pozostały bez realnej odpowiedzi. To nie jest kwestia opinii czy emocji, tylko obserwacji efektów. Na dziś te efekty są po prostu niewystarczające.