01/02/2026
Mam pewną słabość.
Słabość do pięknych zapachów.
Są takie kompozycje, które sprawiają, że przed oczami wyświetla mi się bardzo wyjątkowy film. Kadry z przeszłości, które powodują szybsze bicie serca, zastrzyk adrenaliny, albo... w grę wchodzi oksytocyna, dzięki której jestem w siódmym niebie.
No tak już mam, że otaczając się pięknymi zapachami potrafię uciekać myślami w przeszłość lub wyobrażać sobie idylliczną przyszłość – stąd moja miłość do świec (od wielu lat głównie sojowych).
Wariant 1994, ten od mam już na półce w zdublowane wersji. Jedną świecę kupiłam sama, drugą dostałam od przyjaciółki. Julka chwiała w ten sposób dać mi znać, że nie ma co oszczędzać tej piękności, tylko zacząć nałogowo palić.
Zresztą już o niej kiedyś pisałam (mam na myśli świecę, chociaż o Julce też na pewno wspominałam), bo 1994 to mój rok, początek mojej historii, a kompozycja tego zapachu idealnie opisuje piękne wspomnienia z dzieciństwa.
Ciepłe kakao, czytanie do późna przygód chłopców z blizną i podjadanie prostokątnych herbatników z czekoladą – jeeeeeny, jak ja je kochałam! Przynosiłam pani w sklepie dwa złote i prosiłam nasypać do woreczka tyle ciasteczek, ile mogę kupić za tę zawrotną sumę.
Tak więc tyle z dzisiejszych wspominek. A świeca 1994 poleca się dla fanów ciepłych, otulających zapachów.