20/09/2026
KOLEJNE OBLICZA BLUESA' - DZIEŃ DRUGI ŚWIĘTA BLUESA NA OCHOCIE
Drugi dzień International Ochota Blues Festival ponownie pokazał, jak różne oblicza może przyjąć blues. Każdy z trzech koncertów miał własny charakter i każdy zostawił po sobie coś innego. Co istotne, żaden z wykonawców nie sprawiał wrażenia przypadkowego dodatku do programu - do każdego z tych występów można byłoby wrócić.
Dzień otworzył Marco Bartoccioni Band, włoskie trio poruszające się pomiędzy bluesem, southern rockiem i soulem. Najważniejszym elementem brzmienia była gitara lap steel Marco Bartoccioniego, która nadawała kompozycjom charakterystyczne, lekko południowe brzmienie. Towarzyszyły jej tradycyjne instrumenty oraz theremin. Partie wokalne Bartoccioniego wspierała bardzo sprawna technicznie perkusistka Aurora Di Rocco, natomiast Marco Fiormonti na basie odpowiadał za stabilne podstawy całego zespołu. Set był zdominowany przez dynamiczne utwory, choć znalazło się również miejsce na spokojniejszą balladę. Jeden z numerów został poświęcony Robertowi Johnsonowi, co dobrze wpisywało występ w szerszą tradycję bluesa. Zespół nie ograniczał się jednak do odtwarzania stylistycznych schematów - klasyczne elementy łączył z bardziej współczesnym podejściem do aranżacji. Ważną częścią koncertu była również bezpośrednia komunikacja z publicznością, która bardzo żywiołowo reagowała na występ. Włoskie trio okazało się mocnym otwarciem drugiego dnia festiwalu.
Następnie nastąpiła niemal całkowita zmiana nastroju. Chris Woyslaw zaproponował kameralny, jednoosobowy występ oparty na tradycji amerykańskich singer-songwriterów, folku i americany. Gitara, harmonijka ustna oraz perkusonalia tworzyły oszczędne tło dla ciepłego wokalu. W porównaniu z energetycznym występem Bartoccioni Band była to muzyka znacznie bardziej skupiona na atmosferze, melodii i opowiadaniu historii. Ta zmiana stylistyczna nie wszystkim słuchaczom przypadła do gustu, co dało się momentami zauważyć w reakcjach części publiczności i wypowiedziach po samym występie. W festiwalowym programie znalazło się jednak dzięki temu miejsce na formułę inną niż klasyczny bluesowy koncert, który pokazał, że ten zasłużony w historii gatunek muzyczny nie musi oznaczać wyłącznie głośnego zespołowego grania. Występ Woyslawa był przy tym na tyle charakterystyczny, że trudno było pomylić go z którymkolwiek z pozostałych punktów programu 💪
Trzecim występem był koncert Shaggy Dogs. Francuski sześcioosobowy skład połączył blues, rhythm’n’blues, soul, pub rock i rock’n’roll, wyraźnie odwołując się do stylistyki lat 50. i 60. Dużą rolę odgrywała harmonijka ustna wokalisty, której towarzyszyły gitara, elektryczne pianino, saksofon oraz bardzo sprawna sekcja rytmiczna. Tym razem bluesowa tradycja została podana zdecydowanie bardziej rock’n’rollowo i bezpośrednio. Shaggy Dogs od początku mocno angażowali publiczność. Wokalista schodził ze sceny, stawał na krzesłach, przybijał piątki widzom, śpiewał razem z nimi i przeplatał partie wokalne popisami na harmonijce. Kontakt z salą był więc integralną częścią koncertu, a nie tylko dodatkiem między utworami ♥️ W jednym z numerów do zespołu dołączył gościnnie Marco Bartoccioni, co było naturalnym zwieńczeniem muzycznej wymiany tego dnia. W przypadku Shaggy Dogs określenie "petarda" rzeczywiście nie wymaga dodatkowego komentarza 🔥
Po części oficjalnej festiwal przeniósł się do restauracji The Garrison, gdzie rozpoczęło się jam session. Początkowo muzycy grali w znacznie swobodniejszej formule, pozwalając sobie na spontaniczne zmiany i płynne przechodzenie między kolejnymi pomysłami. Sesja została jednak przerwana wcześniej po pojawieniu się policji. Jak się okazało, wydarzenie zostało wcześniej zgłoszone przez jedną z "życzliwych" osób z sąsiedztwa. Sam incydent nie zmienił jednak obrazu drugiego dnia festiwalu. Trzy koncerty różniły się od siebie niemal wszystkim poza punktem wyjścia, jakim była bluesowa tradycja. Bartoccioni postawił na rozbudowane brzmienie tria i lap steel, Woyslaw na kameralną formę i oszczędne instrumentarium, a Shaggy Dogs na rytm, energię i bezpośredni kontakt z publicznością. Ta różnorodność sprawiła, że każdy z występów miał własną tożsamość i każdy pozostawił po sobie materiał, do którego można byłoby wrócić przy kolejnej okazji.
Ps. Piękne zdjęcie pochodzi, które zamieszczamy z fotorelacji Ochota - dzielnica m.st. Warszawy.
(Szymon Chwalczuk - Ambasador Honorowy Podcastu Pick Please)
Fundacja 9 Muz Carletto Ciliegia Ośrodek Kultury Ochoty OKO Shaggy Dogs