24/05/2026
ALLEN WOODY — serce i groove oryginalnego Gov't Mule
W ostatnim odcinku podcastu Pick Please — „Gov't Mule: rock-bluesowy debiut absolutny” (link do odcinka w komentarzu 👇) — dużo mówiliśmy o roli, jaką Allen Woody odegrał w brzmieniu i kreowaniu utworów Gov't Mule. Jeszcze raz dziękujemy Pawłowi (Paweł Muzzy Mikosz z The Bad Tales), który jako jeden z najbardziej cenionych przez nas basistów na polskiej scenie muzycznej opowiedział, na czym polegała wyjątkowość tego legendarnego muzyka.
Mimo że sam jestem bardziej gitarzystą niż basistą (Łukasz Wojciechowski), przyznam, że riff Woody’ego w „Thorazine Shuffle”, solo w „Mr. Big” czy sam groove w „Mule” stanowią dla mnie absolutną wykładnię tego, jak powinien brzmieć (i co mógłby grać) bas w zespole rock-bluesowym 🔥
Korzystając z okazji, chciałbym jednocześnie przytoczyć fragment wpisu Warrena Haynesa o zmarłym w 2000 r. basiście. Z jednej strony jest to piękna wypowiedź o tym, co wnosił do Gov't Mule jako muzyk, ale również o tym, jak wyglądała ich relacja i jak to się stało, że pomimo takiej straty zespół gra do dziś.
Kilka terminów z języka angielskiego pozostawiłem bez tłumaczenia, bo zdecydowanie lepiej się to czyta 😀
Warren Haynes (na zdjęciu z prawej) tak wspomina swojego przyjaciela:
„Tak wiele z tego, co działo się między nami na scenie, było połączeniem instynktu i telepatii, połączonych z dewizą, według której żył. A jaka to idea? Po prostu: “not giving a f**k.” 😎
Jego bezkompromisowość jako basisty nie miała sobie równych. Granie zachowawczo nie wchodziło w grę, a przynajmniej nie było czymś, co kiedykolwiek by wybrał. Bassował tak, jak grali jego bohaterowie — z lekkomyślną swobodą, która czyniła muzykę niebezpieczną, dokładnie tak, jak bogowie rock and rolla chcieli, żeby brzmiała.
Jego absolutnie ulubioną rzeczą w graniu było zatracenie się w “danger zone” — płynięcie na fali, bez wiedzy, dokąd muzyka zmierza z chwili na chwilę. Popychał mnie i rzucał mi muzyczne wyzwania w sposób, który w każdej chwili mógł zmusić mnie do wyjścia poza własną strefę komfortu i wrzucenia jeszcze wyższego biegu — takiego, który nie istniał przed momentem, w którym właśnie się znajdowaliśmy.
Nieważne było to, co zostało przećwiczone albo wcześniej rozpisane. „Let’s go here!” I w jednej chwili potrafiliśmy całkowicie zmienić kierunek i właśnie tam pójść.
Dla Woody'ego muzyka, która nie dawała przestrzeni na takie podejście, nie była warta grania. W jego przekonaniu każda muzyka powinna odzwierciedlać osobowości ludzi, którzy ją tworzą.
W dniu śmierci Woody'ego pierwsze dwa telefony, które otrzymałem, były od przyjaciół, którzy najwyraźniej sami przechodzili przez to, co — jak wiedzieli — właśnie czułem.
Pierwszy był od Phil Lesh, który powiedział: „Wiem, jak to jest stracić kogoś, z kim dzieliło się głęboką muzyczną więź”. Te słowa długo we mnie rezonowały.
Następny telefon był od Gregga Allmana, z którym razem z Woodym przemierzyliśmy świat. Gregg mówił głównie o tym, jak bardzo kochał Allena i jak bardzo będzie za nim tęsknił. Powiedział też rzecz oczywistą — że Woody i ja byliśmy jak bracia.
W jednej z późniejszych rozmów wspomniałem Greggowi, że często mam sny, w których Woody nadal żyje, na co odpowiedział niemal mimochodem: „Zawsze będziesz je mieć”.
Tamten dzień (26.08.2000 r.) rozpoczął mroczny okres w naszym życiu. To, że udało mi się przez niego przejść, zawdzięczam w dużej mierze wsparciu i słowom otuchy, jakie otrzymałem od tak wielu przyjaciół i muzyków — zdecydowanie zbyt wielu, by wszystkich tutaj wymienić.
Przyszłość Gov't Mule stała pod wielkim znakiem zapytania, delikatnie mówiąc. Każdy, kto był w podobnej sytuacji, wie, że kontynuowanie działalności jakiegokolwiek zespołu po stracie jednego z jego założycieli jest wystarczająco trudne. Powiedziałbym jednak, że w trio jest to jeszcze trudniejsze. Każdy muzyk takiego „power trio” jest właściwie nie do zastąpienia.
Moją pierwszą reakcją (tak samo jak Matta Abtsa) było zakończenie działalności i minęło kilka miesięcy, zanim w ogóle byłem w stanie rozważyć pójście dalej.
Na szczęście wśród licznych głosów wsparcia, które otrzymałem, wiele pochodziło od ludzi, którzy sami przeżyli podobne straty — takich jak Dave Grohl, James Hetfield, Dave Schools i John Popper — którzy mówili mi, że choć teraz wydaje się to niemożliwe, trzeba podtrzymać muzykę przy życiu.
Na zawsze pozostanę wdzięczny wszystkim, którzy pomogli nam odnaleźć siłę, pragnienie i odwagę, by iść dalej — szczególnie wszystkim muzykom, którzy ruszyli z nami w trasę, kiedy sami nie wiedzieliśmy jeszcze, dokąd zmierzamy, oraz tym, którzy dołączyli do nas podczas Deep End Sessions, dzięki którym mogliśmy odnaleźć drogę do ponownego stania się zespołem.
To oryginalne “power trio” Gov't Mule umarło wraz z Allenem Woodym, ale jego stale obecny duch towarzyszył nam przez całą tę podróż.
Ci z was, którzy naprawdę znali tego Wielkoluda, wiedzą, że nigdy nie byłby szczęśliwy, gdyby zespół spoczywał na laurach. Trzy studyjne albumy, które nagraliśmy z Woodym jako oryginalne trio, każdy różnił się od poprzedniego. Tylko tak nasz zmarły przyjaciel do tego podchodził — ciągła zmiana!
Często zastanawiam się, w jakich muzycznych kierunkach podążylibyśmy razem, gdyby dożył nagrania naszego czwartego, piątego i szóstego albumu oraz kolejnych — w oryginalnym składzie.
Tego nigdy się nie dowiemy, ale wiem jedno — jego obecność była częścią każdej decyzji, jak kiedykolwiek podjęliśmy, i każdej muzycznej ścieżki, którą zdecydowaliśmy się podążyć.”
Dzięki, jeśli dotrwałeś do końca 🤝
DAJ ZNAĆ, JAKI GROOVE / UTWÓR Z ALLENEM WOODY'M JEST TWOIM ULUBIONYM 👇👇