10/05/2026
Pierwszy dzień po Majorce — Kraków wita nas chłodem i chaosem codzienności!
Wracanie z Majorki do Polski w maju to trochę jak przeskok między dwoma światami. Jeszcze wczoraj sandały, słone powietrze i wieczorne spacery wśród palm, a dziś… Kraków przywitał nas szarym niebem, chłodem i tym charakterystycznym zapachem mokrego miasta po deszczu. I wiecie co? To też ma swój klimat.
Pierwszy dzień po powrocie zawsze jest dziwny. Człowiek niby już w domu, ale głowa jeszcze siedzi gdzieś między zatoką w Alcúdii a widokiem na góry Serra de Tramuntana. Budzik zadzwonił zdecydowanie za wcześnie. Walizki nadal stały nierozpakowane, a w kuchni zamiast świeżych owoców z lokalnego marketu czekała kawa i szybkie śniadanie robione bardziej z obowiązku niż z potrzeby.
Kraków po Majorce wydaje się głośniejszy. Bardziej zabiegany. Tramwaje, korki, ludzie biegnący do pracy — wszystko wraca natychmiast, jakby wyjazdu wcale nie było. A jednak coś zostaje. Ten lekki spokój po kilku dniach życia wolniej. To, że już nie wszystko trzeba robić natychmiast. Że można usiąść na chwilę i po prostu powspominać.
Najbardziej zaskoczyła nas pogoda. Na Majorce 25 stopni i słońce, tutaj ledwie kilkanaście i wiatr, który momentalnie przypomniał, że jednak jesteśmy z powrotem w Polsce. Wyciąganie bluz i kurtek po tygodniu chodzenia w krótkich spodenkach było małym szokiem dla organizmu.
Ale był też ten moment, kiedy po całym dniu usiedliśmy wieczorem w domu, z herbatą, już trochę ogarniając rzeczywistość. I przyszła taka myśl, że podróże są piękne właśnie dlatego, że się kończą. Dzięki temu bardziej doceniamy i wyjazdy, i powroty. Majorka była cudowna, ale dobrze było też wrócić „na nasz sposób” — do własnego rytmu, swoich miejsc i codzienności, która po odpoczynku wydaje się odrobinę lżejsza.
Choć nie ukrywamy — już tęsknimy za tym morzem.