15/03/2026
Tekst popełniony po pełnym goryczy pożegnaniu.
Dziczeję. Czuję, że kazda komórka mojego ciała dziczeje. Jakby zacierały się granice, jakby nie istniała konieczność. Jakby ciało przestawało istnieć tu i teraz a osiągało swoją równowagę unosząc się niezobowiązująco w przestrzeniach i czasie.
Równowaga podszyta otępieniem. Niechęcią odczuwania, bo uczuć było już za dużo. Głowa przestała przyjmować. Wystawiła wartowników, ustawiła blokady, zalała szpary klejem i pianką, żeby nic więcej się nie przedarło.
Teraz tylko unoszenie się. Cudza złość, nielojalność wobec, cudze sprawy, głośne potrzeby, waga cudzych przekonań, cudze zdanie, cudzy jad. Cudza obecność.
Teraz tylko cisza. Unoszenie się. Muzyka, która płynie ponad szczytami, ponad polami, ponad wodą. Zamieniam się w dźwięk. Teraz odpocznę, a Ty śpij. Śpij moja Kochana.
Będę patrzyła, jak opada ze mnie złość, żal, bezradność, poczucie, że mogłam zrobić więcej. Aż się doczekam, aż opadnie ze mnie ból. Jak cholernie ciężka kupa kamieni, która mnie przywaliła. Najpierw zaakceptuję ten ból a potem pozwolę mu odejść.
Nawet nie potrzebuję porządkować myśli. Pozwolę sobie po prostu czuć. Reszta jest nieważna.
Reszty nie ma. Reszta to tylko to, co jest. Jestes Ty. Ta, której nie ma. Są bliscy. Ci, którzy jeszcze są. To więcj niż wystarczająco. Jestem ja. Ta, która znika i pojawia się. Nie będę o tym więcej myśleć. Wezmę ten dzień tak, jak wyjdzie. I nie zamierzam tego roztrząsać. Po prostu będę.
A Ty śpij.