Bocznym Nurtem

Bocznym Nurtem Bocznym Nurtem to kanał poświęcony filmoznawczej refleksji nad kinem artystycznym, autorskim i festiwalowym. Zapraszamy na wspólną podróż bocznym nurtem kina!

Traktujemy kino jako istotny tekst kultury oraz punkt wyjścia do refleksji antropologicznych czy medialnych. W formie wideoesejów, analiz czy recenzji przedstawimy m.in. najbardziej interesujące dzieła filmowe z całego świata, najistotniejsze zjawiska i nurty, sylwetki reżyserów powszechnie docenionych, jak i tych mniej znanych, a zasługujących na szerszą uwagę.

W tegorocznych nominacjach Oscarowych bardzo dużo jest Irlandii. Najbardziej nas cieszy nominacja dla An Cailín Ciúin / ...
27/01/2023

W tegorocznych nominacjach Oscarowych bardzo dużo jest Irlandii. Najbardziej nas cieszy nominacja dla An Cailín Ciúin / The Quiet Girl w kategorii filmu międzynarodowego, gdzie konkuruje z polskim "IO".

Chcieliśmy z tej okazji przypomnieć nasze przemyślenia, które spisaliśmy po seansie, kiedy jeszcze nawet do głowy by nam nie przyszło, że ten film zostanie zauważony przez Amerykańską Akademię.

Poza "An Cailín Ciúin", sporo nominacji dostały "Duchy Inisherin", o których również napisaliśmy kilka słów (poprzedni post). Dodatkowo, dwaj irlandzcy aktorzy zostali nominowani do nagrody za pierwszoplanową rolę męską: Colin Farell ("Duchy Inisherin") i Paul Mescal ("Aftersun"). A to tylko część irlandzkich nominacji.

"Aftersun" wciąż dostępny jest na MUBI, film znalazł się na naszej liście ulubionych filmów 2022, więc jeśli ktoś jeszcze nie widział, niezmiennie polecamy. A my tymczasem wyczekujemy irlandzkiej premiery "IO".

Najnowszy projekt Martina McDonagha – „Duchy Inisherin” – to film bardzo prosty, podszyty jednak intrygującym wątkiem eg...
18/01/2023

Najnowszy projekt Martina McDonagha – „Duchy Inisherin” – to film bardzo prosty, podszyty jednak intrygującym wątkiem egzystencjalnym. Tym razem akcja nie odbywa się w Brugii ani za trzema billboardami za Ebbing, Missouri, tylko na małej, malowniczej irlandzkiej wysepce, na której nie dzieje się zbyt wiele. Codzienność składa się tam z dbania o swoje gospodarstwo, chodzenia do jedynego na wyspie baru i okazjonalnego odwiedzania kościoła. Struktury społeczne są tam wyraźnie utarte i trudno o jakąkolwiek zmianę.

Pádraic i Colm (w tych rolach Colin Farrel i Brendan Gleeson) to dwaj starzy przyjaciele, którzy ostatnie kilkanaście czy nawet -dziesiąt lat swojego życia spędzili na czczych pogawędkach przy kuflu. Colm jednak bez uprzedzenia postanawia zerwać tę znajomość, czego Pádraic za nic nie potrafi zrozumieć – ten błahy konflikt staje się główną osią opowieści. Poprzez kolejne rozmowy i interakcje między mieszkańcami wyspy dowiadujemy się więcej o ich charakterach i podskórnych problemach.

Film rozgrywa się w duchu „comedy of exasperation”, co można przetłumaczyć jako komedię rozpaczy czy komedię irytacji, często określaną także jako „feel-bad comedy”. Przez gęsty irlandzki akcent i żarty sytuacyjne prześwituje więc głęboki tragizm całej sytuacji. Pádraic, do tej pory niezdolny do introspekcji, zmuszony jest do rewaluacji wszystkich swoich wartości życiowych, postawiony przed wizją samotności i utraty życiowej stabilności. Motywacje Colma okazują się podobne w duchu – przez bylejakość życia na wyspie uznał, że chciałby zostawić po sobie jakąś spuściznę, dlatego woli skupić się na grze na skrzypcach niż na jałowej znajomości. W kluczowej dla konfliktu rozmowie ta dwójka wchodzi w dyskusję na temat iście filozoficzny – co warto po sobie zostawić? Czy lepiej dbać o pozytywne relacje z bliskimi i cieszyć się codziennym życiem, ale niczego więcej nie osiągnąć, czy może lepiej skupić się na samorozwoju i, kosztem samotności, pozostawić po sobie coś namacalnego? Pod względem moralnym więc, czy lepiej jest postępować samolubnie?

Ostatecznie obydwaj bohaterowie pozostają bezradni i nieudolni w swoich wyborach, mimo próby sprzeciwu zmuszeni do zaakceptowania bylejakości swojego życia. „Duchy Inisherin” stają się opowieścią o alienacji i niezrozumieniu, kryzysie egzystencjalnym spowodowanym brakiem życiowego spełnienia, brakiem możliwości oraz bliskości. W filmie pojawia się także wątek depresji, toksycznego rodzicielstwa, społecznego ostracyzmu i nieszczęśliwej miłości, a główny konflikt eskaluje od trywialnej sprzeczki do przemocy i samookaleczania… Nie są to tematy śmieszne, ale przez nałożoną na nie warstwę komedii oraz ironii, przyjmujemy je lekko i neutralnie. To właśnie ten balans między prostą komediowością a przejmującym pesymizmem wydaje się najciekawszym aspektem filmu i kluczową cechą twórczości McDonagha.

W tle kilka razy pojawia się także wątek polityczny – irlandzka wojna domowa z 1923 roku, rozgrywająca się poza zasięgiem i zrozumieniem mieszkańców wyspy. Podpisanie traktatu angielsko-irlandzkiego nagle i na stałe poróżniło obywateli Irlandii, rozbijając terytorium ich kraju na dwie połowy. Ten wątek jest jedynie lekko zarysowany, w jakimś stopniu rezonuje z fabułą filmu czy z irlandzkimi widzami, ale „Duchy…” nie próbują być traktatem narodowym. To wciąż przede wszystkim lekkostrawna rozprawka moralna o prostej konstrukcji.

„Duchy Inisherin” zostały gorąco przyjęte na festiwalu w Wenecji, najdłuższą w historii festiwalu, 13-minutową owacją na stojąco. Premiera w Irlandii odbyła się pod koniec października, ale „Duchy…” wciąż nie znikają z ekranów i dalej są żywo dyskutowane. Ogólnoświatowa narracja wokół tego filmu jest bardzo pozytywna, jednak wydaje nam się to nie poparte niczym konstruktywnym i głęboko przesadzone. Jeśli ktoś jest fanem sardonicznego humoru i stylu McDonagha, zapewne polubi ich irlandzkie wcielenie, bo nie odstaje ono poziomem od reszty jego twórczości. W przeciwnym razie jednak można nie znaleźć w tym filmie nic dla siebie. Fabuła ostatecznie nie jest w żaden sposób zniuansowana ani nie zostaje rozwiązana, a wspomniane wcześniej konflikty wewnętrzne nie wybrzmiewają zbyt dobrze i stanowią małą część całego doświadczenia. Jeśli więc nie chwyci nas chemia między aktorami czy kilka sytuacyjnych żartów, poza pięknymi widokami zielonej wyspy „Duchy Inisherin” nie oferują sobą nic wyjątkowego.

Chcielibyśmy podzielić się z wami listą naszych ulubionych filmów z 2022 roku 🙂 Nie jest to żaden ranking, a raczej zbió...
07/01/2023

Chcielibyśmy podzielić się z wami listą naszych ulubionych filmów z 2022 roku 🙂

Nie jest to żaden ranking, a raczej zbiór filmów, do których najczęściej wracamy myślami, o których najczęściej rozmawiamy albo które wydają nam się najbardziej wyjątkowe ze wszystkich zeszłorocznych premier, jakie zdołaliśmy zobaczyć.

Lista w większości składa się z filmów, które widzieliśmy dzięki festiwalom Pięć Smaków, Nowe Horyzonty, czy Millennium Docs Against Gravity, ale pojawiło się też kilka tytułów, które udało nam się obejrzeć w irlandzkich kinach. W tym roku wróciliśmy do bardziej regularnego odwiedzania stacjonarnych kin, choć ostatnimi czasy chyba bardziej niż do oglądania premier ciągnie nas do nadrabiania starszych tytułów na wielkim ekranie. Tego typu pokazów w Irlandii jest znacznie więcej niż w Polsce, ale o tym innym razem.

Jako wyróżnienie, na liście umieszczamy także „One Second” Zhanga Yimou, który co prawda premiery w 2022 roku nie miał, ale pojawił się w serwisie MUBI i nadal jest tam dostępny! Pisaliśmy o tym filmie w jednym z poprzednich postów.

Oto lista:
„Posłaniec z chmur”, reż. Rahat Mahajan
„Pod ziemią”, reż. Michelangelo Frammartino
„Aftersun”, reż. Charlotte Wells
„Eami”, reż. Paz Encina
„Vortex”, reż. Gaspar Noé
„After Yang”, reż. Kogonada
„W trójkącie”, reż. Ruben Östlund
„Poznaliśmy się w wirtualnej rzeczywistości”, reż. Joe Hunting
„Niech żyje Leonora!”, reż. Martika Ramirez Escobar
„Duch śniegów”, reż. Vincent Munier, Marie Amiguet
„Tori i Lokita”, reż. Jean-Pierre i Luc Dardenne
„Rzeka”, reż. Jennifer Peedom, Joseph Nizeti
„Afterwater”, reż. Dane Komljen
„One Second”, reż. Zhang Yimou
„Za szybcy, za czuli”, reż. Nawapol Thamrongrattanarit

Życzymy wszystkim udanych seansów w 2023 roku!

Cześć wszystkim! Jeszcze przed końcem roku przychodzimy powspominać tegoroczną edycję Festiwalu Filmowego Pięć Smaków. B...
31/12/2022

Cześć wszystkim!

Jeszcze przed końcem roku przychodzimy powspominać tegoroczną edycję Festiwalu Filmowego Pięć Smaków. Braliśmy udział w festiwalu jedynie w wersji online i udało nam się obejrzeć aż 29 filmów. Ponownie więc zebraliśmy w formie wideo osiem naszym zdaniem najciekawszych tytułów.

W tym roku na festiwalu miała miejsce retrospektywa Edwarda Yanga, tajwańskiego mistrza filmowego modernizmu. Mieliśmy styczność z jego twórczością już wcześniej, to jednak reżyser, który zyskuje przy każdym kolejnym seansie. Dodatkowo, dzięki prelekcjom i artykułom wzbogacającym o konteksty udało nam się wyciągnąć z tych filmów znacznie więcej niż poprzednio.

O ile retrospektywa Yanga przybliżyła nam realia i mentalność Tajwanu, o tyle sekcja „Hongkong. Kino czasu przemian” przypomniała burzliwą historię Hongkongu, także naznaczonego trudnymi relacjami z rządem Chin kontynentalnych. Znalazły się tam filmy piękne, przykre albo pełne akcji. Sekcja „Japan Feel-Good” za to pozwoliła odejść od trudnych narracji polityczno-społecznych i cieszyć się lekkim, ale wciąż oryginalnym kinem.

Zapraszamy do oglądania! Chętnie usłyszymy jakie filmy na was zrobiły największe wrażenie. A może nie zgadzacie się z naszym wyborem?

https://youtu.be/Swi4hhFKkn0

Zapraszamy do obejrzenia naszej listy dziesięciu najciekawszych filmów z 16. Azjatyckiego Festiwalu Filmowego Pięć Smaków. Pięć Smaków w tym roku odbyło się ...

Zanim na dobre wsiąkniemy w azjatyckie wrażenia gwarantowane przez Pięć Smaków, chcemy polecić mało znane, średniometraż...
01/11/2022

Zanim na dobre wsiąkniemy w azjatyckie wrażenia gwarantowane przez Pięć Smaków, chcemy polecić mało znane, średniometrażowe "Taipei Su***de Story", w reżyserii tajwańsko-amerykańskiego artysty multidyscyplinarnego KEFFa. To niezwykle piękny, ale i przygnębiający film, poruszający kwestie samobójstwa i egzystencjalizmu.

Akcja dzieje się w miejscu fikcyjnym, lecz w dzisiejszych czasach coraz bardziej prawdopodobnym – w hotelu dla osób chcących popełnić samobójstwo. Zasadą tego biznesu jest wynajem na jedną noc, rano goście muszą opuścić pokój, albo rezygnując z pobytu, albo… z życia. Pewna kobieta ma jednak problem z podjęciem decyzji i po kryjomu zajmuje swój pokój już kilka dni. Kiedy obsługa zauważa, że regulamin hotelu zostaje łamany, muszą interweniować.

Bohaterka początkowo jest traktowana oschle, jednak ewentualnie udaje jej się zaintrygować jednego z pracowników i to właśnie ich relacja staje się osią filmu. KEFF w niebanalny, czuły sposób ukazuje nam zaledwie kilka ich rozmów oraz interakcji. Pozornie proste i zwyczajne, pozwalają nam poznać osobowości i problemy wewnętrzne bohaterów, które odkrywają powoli, z odczuwalną niepewnością. Recepcjonista wydaje się łagodnieć, być może obezwładniająca go samotność wreszcie ma szansę się skończyć? Dziewczyna za to wydaje się wahać – być może jednak warto, raz jeszcze, spróbować? Naznaczone czasowym limitem, kiełkujące między nimi uczucie może być jednak zbyt słabe, by warto było opuścić emocjonalną gardę i ryzykować kolejne cierpienia.

"Taipei Su***de Story" w dojrzały sposób podejmuje dość trudny temat przyzwolenia na samobójstwo, ale obraca się też wokół samotności i wpływu na drugiego człowieka. Subtelnie, za pomocą spojrzeń i zaskakująco dopracowanych ujęć, snuje swą powolną narrację, całą opowieść umieszczając w sferze domysłów i niedopowiedzeń.

KEFF ma na swoim koncie jak na razie tylko dwa krótkie metraże, ale już odnoszą one sukcesy na festiwalach filmowych. „Taipei Su***de Story” pojawiło się między innymi na festiwalu w Cannes oraz wygrało główną nagrodę na Slamdance Film Festival, poświęconemu początkującym reżyserom. Z niecierpliwością czekamy więc na kolejne projekty twórcy, zwłaszcza że na swojej stronie ogłosił niedawno produkcję pełnometrażowego debiutu, który będzie mieć premierę w przyszłym roku!

„One Second” Zhanga Yimou to dość kontrowersyjny tytuł, o którym zrobiło się głośno w 2019 roku, kiedy został wycofany z...
11/10/2022

„One Second” Zhanga Yimou to dość kontrowersyjny tytuł, o którym zrobiło się głośno w 2019 roku, kiedy został wycofany z konkursu głównego na festiwalu w Berlinie. Rok później, po dodaniu nowych, dokręconych scen, film miał otwierać Golden Rooster Awards w Chinach, jednak ponownie, na dzień przed galą, odwołano pokaz. Regularna dystrybucja była niestety dość ograniczona, film pojawiał się głównie na rozmaitych festiwalach filmowych.

Tym bardziej ucieszyła nas wiadomość o wykupieniu praw do filmu przez portal MUBI. Jeszcze przez co najmniej kilka dni można obejrzeć go w serwisie, niestety dostęp jest ograniczony do zaledwie kilku państw – Austrii, Niemiec, Turcji, Irlandii i Wielkiej Brytanii. Żeby go obejrzeć z innego kraju, trzeba więc korzystać z sieci VPN.

Po kilku ostatnich, spektakularnych filmach gatunkowych („Shadow”, „The Great Wall”, „The Flowers of War”), Zhang powraca do kameralnej historii osadzonej w czasach rewolucji kulturalnej. Można w niej wyczuć dwa tony – z pozoru jest to lekki, przepełniony perypetiami dramat i nostalgiczna laurka dla kina, jednak podszyty jest też subtelną krytyką ówczesnej sytuacji politycznej w Chinach.

W „One Second” wszystko skupia się wokół filmu i jego materialności – główny bohater z nieznanych powodów pożąda pewnego fragmentu kliszy, osierocona dziewczyna chce zdobyć taśmę, by pomóc swojemu bratu, a społeczność małego miasteczka z niecierpliwością wyczekuje kolejnego pokazu propagandowego tytułu „Heroic Sons and Daughters”. Ku nieszczęściu wszystkich bohaterów, taśma filmowa ulega uszkodzeniu w trakcie transportu, jednak szanowany operator filmowy – przykładowy obywatel – decyduje o tym, aby cała wioska, wspólnymi siłami doprowadziła film do pierwotnego stanu. Obserwujemy więc kolektywną pracę całej społeczności, przy okazji powoli poznając ukryte cele i problemy bohaterów.

Z pozoru jest to właśnie piękna i prosta opowieść, lecz ciężko nie wyczuć w tym wszystkim pewnej dozy sztuczności. Główni bohaterowie znajdują się na marginesie społecznym, a ich krzywdy wydają się jasno wynikać z niewydolności ustroju i dysfunkcjonalności społeczeństwa, co mocno kontrastuje z przykładną społecznością wioski. Mieszkańcy oglądają propagandowy film po kilkanaście razy, traktując go jako pokaz najwyższych cnót, śpiewając podczas pokazu patriotyczne pieśni. Za to operator filmowy wydaje się mieć wewnętrzny konflikt – z jednej strony skutecznie odgrywa swoją rolę zaangażowanego obywatela, z drugiej jednak potrafi również współczuć buntującym się jednostkom i okazać im solidarność.

Zakończenie filmu wydaje się nieco odstawać od reszty, a niektóre sceny sprawiają wrażenie uciętych i niedokończonych – to zapewne efekty zmagań z cenzurą. Te niedociągnięcia mimo wszystko nie zakłócają seansu, mogą jedynie pozostawić lekki niedosyt czy ciekawość dotyczącą wcześniejszych wersji filmu. Ostatecznie jednak „One Second” jest dość lekki w odbiorze i wywołuje nostalgię wobec magii kinowego doświadczenia. Jego dużą wartością jest również rejestracja procesu pracy z analogową taśmą filmową i przypomnienie, że kino kiedyś było bardziej kolektywnym doświadczeniem. Nieco przykro więc, że kinowe pokazy są mocno ograniczone, a jedyną opcją jest zobaczenie filmu online w domowym zaciszu, lecz wciąż jest to wyjątkowa okazja.

https://mubi.com/films/one-second

Przypominamy wszystkim zainteresowanym o dwóch ciekawych wydarzeniach związanych z projekcjami świetlnymi, które odbędą ...
18/09/2022

Przypominamy wszystkim zainteresowanym o dwóch ciekawych wydarzeniach związanych z projekcjami świetlnymi, które odbędą się w Polsce już za niecały tydzień:

• Kinomural 24 września rozświetli wrocławskie kamienice projekcjami rozmaitej maści. W tegorocznym programie m.in. animacje Petera Burra i audiowizualne interpretacje utworu Nicka Cave'a.

• Light Move Festival w Łodzi w dniach 23.09-25.09, gdzie architektura również zostaje potraktowana jako płótno dla sztuki świetlnej, lecz bardziej w postaci projection mappingu czy rozmaitych instalacji.

W tym roku niestety nie pojawimy się na żadnym z wydarzeń, ale zapraszamy serdecznie do obejrzenia relacji z zeszłorocznego Kinomuralu!

Wrażenia z trzeciej edycji Kinomuralu we Wrocławiu, czyli zbioru rozmaitych utworów audiowizualnych, wyświetlanych na ścianach wrocławskich kamienic.To cieka...

Tydzień temu zakończyły się Nowe Horyzonty, wypada więc nam napisać chociaż kilka słów. W tym roku mogliśmy uczestniczyć...
15/08/2022

Tydzień temu zakończyły się Nowe Horyzonty, wypada więc nam napisać chociaż kilka słów. W tym roku mogliśmy uczestniczyć w festiwalu wyłącznie w formie online, toteż, niestety, ominęła nas duża część premier czy seansów, na które najbardziej liczyliśmy. Finalnie udało nam się obejrzeć zaledwie 10 filmów, ale połowa z nich okazała się ciekawymi seansami, którym udało się albo zachwycić nas formą i poziomem realizacji, albo przynajmniej wywołać ciekawe przemyślenia czy dyskusje.

Oto więc filmy, które najbardziej przypadły nam do gustu z tej wąskiej selekcji, albo które poszerzyły nasze horyzonty filmowe (kolejność przypadkowa):

1. "Pod ziemią" – Nie będziemy ukrywać, że jesteśmy wielkimi fanami slow cinema, ale nawet w obrębie tej estetyki, “Pod ziemią” jest filmem absolutnie wyjątkowym. Fabularnie, film skupia się na wyprawie speleologicznej do najgłębszej jaskini w Europie, to jednak tylko jego powierzchowna warstwa – głównymi bohaterami są tutaj krajobrazy, atmosfera jaskini, wspólne doświadczenie jej eksplorowania, oraz subtelnie wyprowadzony wątek przeżyć wewnętrznych. Film nie stara się być reprezentacją historycznej wyprawy, opowiedziany bez muzyki i bez dialogów, staje się wspólną medytacją, z nienachalną paralelą pomiędzy eksploracją jaskini i żywotem anonimowego pasterza.

Trzeba także pamiętać jak dużym wyzwaniem była realizacja filmu w takich warunkach, ekipa filmowa musiała bowiem rzeczywiście zejść do jaskini i spora część scen rozgrywa się właśnie w jej odmętach. Frammartino, jako certyfikowany speleolog, musiał pracować w warunkach wysokiej wilgotności, za jedyne oświetlenie mając hełmy eksploratorów, wyłuskując godzinę kręcenia na kilkanaście godzin przygotowań, a wszystko to używając zaawansowanych kamer i systemu audio Dolby Atmos. Efektem jest niezwykle przejmujący i werystyczny portret mistycznej i pradawnej przestrzeni jaskini, w której człowiek jest jedynie pokornym, chwilowym intruzem. Zdecydowanie zazdrościmy możliwości przeżycia tego seansu w kinie.

Trailer filmu:
https://www.youtube.com/watch?v=tSESIvz2888

Rozmowa z reżyserem o warunkach kręcenia filmu:
https://filmmakermagazine.com/114490-interview-michelangelo-frammartino-il-buco-100-percent-humidity/ #.YvmTXxSZM2w

2. “Afterwater” – czyli najbardziej haptyczny film ostatnich czasów, zakrawający o eksperyment formalny. Film praktycznie pozbawiony jest fabuły, w kontemplacyjny sposób ukazuje powrót ludzi na łono natury – obserwujemy więc odpoczynek nad jeziorem w ciszy, chodzenie boso po trawie, wodę spływającą po nagich ciałach, dotyk drugiej osoby… Bohaterowie i miejsca zmieniają się, powoli wyzbywając się resztek śladów cywilizacji i przechodząc w zwierzęcość, a skąpa do tej pory narracja głosowa zmienia się już tylko w oddechy i mruki.

Można powiedzieć, że „Afterwater” ukazuje zezwierzęcenie ludzi, ale nie możemy się oprzeć wrażeniu, że natura jest tu raczej idealizowana, a intymna relacja z nią – romantyzowana czy wręcz erotyzowana. Ludzkie figury są tu niemal abstrakcyjne, trwając jedynie w nienaturalnym transie, spacerując czy ocierając się o siebie, nic ponad to. Trudno więc stwierdzić, co dokładnie film postuluje. Nie przypadł nam do gustu także zabieg degradacji formalnej, w trakcie seansu bowiem format zmienia się z cyfrowego na wideo oraz na taśmę filmową. Film ma jednak wyjątkowy klimat, a sam seans może stać się substytutem odpoczynku na łonie natury, bądź inspiracją do niego.

Trailer filmu:
https://www.youtube.com/watch?v=cC6ZO3OnXY0

3. ”O niedogodności narodzin” – Tematyka sztucznej inteligencji, robotów czy androidów była już wielokrotnie przerabiana przez popkulturę i filmy, lecz aż nazbyt często są to wizje fatalistyczne. Tymczasem “O niedogodności narodzin”, pożyczając swój tytuł od książki Emila Ciorana, przedstawia ten temat w formie kameralnego dramatu psychologicznego. Toteż zamiast buntu androidów i dominacji świata, w powolnym tempie obserwujemy relację Elli z jej właścicielem, o wiele od niej starszym. W dziewczynce nie czuć robotyczności, jej wizerunek i zachowanie znajdują się już daleko poza doliną niesamowitości, być może przez to wzbudza więc w swoich “właścicielach” bardzo konkretne emocje i zachowania, wydobywając na wierzch ukrywane przez nich traumy. Androidka staje się tutaj jednocześnie figurą outsidera, próbującego zrozumieć ludzkość, jak i terapeutycznym kompanem, nowym członkiem rodziny. Jej własna osobowość czy świadomość zapewne celowo jest w filmie praktycznie nieobecna, staje się więc głównie zwierciadłem, odbijającym ludzką naturę.

Wydaje nam się jednak, że ten film obroniłby się lepiej jako krótki metraż, momentami też niepotrzebnie sili się na budowanie napięcia, które nigdy nie znajduje uzasadnienia czy ujścia. Niedawno udało nam się obejrzeć bardzo podobny (choć prawdopodobnie lepszy) “After Yang” i warto zestawić ze sobą te dwa filmy, jako że w ciekawy sposób uzupełniają poruszane przez siebie wątki.

W “After Yang”, android może stać się członkiem rodziny, mieć własną tożsamość, wrażliwość czy nawet tajemnice. Jego życie wewnętrzne fascynuje ludzi, chcących dowiedzieć się, co android może myśleć i czuć. W “O niedogodności narodzin” natomiast android może stać się jedynie substytutem relacji z człowiekiem, wypełnić pewną lukę w życiu ludzi, lecz nigdy całkowicie. To, czego oczekują od Ellie jej właściciele, wydaje się niepokojące czy nawet krzywdzące, lecz na bohaterce nie robi to wrażenia. Jej emocje, myśli czy pragnienia nikogo nie interesują, a dla widza pozostają nieodgadnione.

Trailer filmu:
https://www.youtube.com/watch?v=ykWO1FhqTfo

Trailer “After Yang”:
https://www.youtube.com/watch?v=wShQIuCYboE

4. “Poświęcenie Hasana” – Hasan poświęcił swoje życie utrzymaniu sadu, który odziedziczył po swojej rodzinie. Z pozoru wydaje się być sprawiedliwym pracodawcą, dobrym mężem i religijnym człowiekiem, oddanym swojej wierze. W praktyce jednak tkwi w wieloletnim konflikcie ze swym bratem, nie potrafi szczerze rozmawiać z żoną, bo nie chce pokazywać swoich słabości, a jego decyzje i manipulacje często krzywdzą jego sąsiadów i oddanych pracowników. Gdy na terenach należących do Hasana inżynierzy zaczynają planować postawienie słupów elektrycznych, bohater boi się o klęskę swojego gospodarstwa. Niczym doświadczony polityk stara się osiągnąć kompromis, pociągnąć za właściwe sznurki, by uratować sytuację swojej rodziny. Jego działania pozostają jednak wątpliwe moralnie, a na jaw wychodzą długo skrywane traumy. Bohater musi zmierzyć się ze swoją przeszłością, jak i z postępującą urbanizacją, zachowując przy tym swoją pozycję społeczną.

Kaplanoğlu po raz kolejny przedstawia prostą, lecz wieloznaczną przypowieść o człowieku, rodzinie i społeczeństwie. Zabiera widza na obrzeża Turcji, gdzie relacja człowieka z naturą i ich wzajemne zależności mają zupełnie inne, metafizyczne oblicze.

Trailer filmu:
https://www.youtube.com/watch?v=2rP74biHfy4

5. “Eami” – ​​Dwudziesty pierwszy wiek to zapewne ostatni, w którym dane nam będzie jeszcze obserwować wiele z unikatowych rdzennych kultur, usłyszeć ich język i poznać ich wrażliwość. Jest to więc ostatni moment, by dać im szansę na opowiedzenie o sobie z ich własnej perspektywy. Taką właśnie próbą wydaje się być “Eami” Paz Enciny, swoisty strumień świadomości plemienia Ayoreo, zamieszkującego lasy Ameryki Południowej. Tytuł filmu oznacza, “las” oraz “świat” – to, co najważniejsze dla tej grupy etnicznej. Wyjątkowy język, będący przejawem zupełnie innej relacji z naturą, staje się kluczem do zrozumienia tożsamości i sposobu myślenia plemienia, ukazuje traumy i problemy, z jakimi współcześnie muszą się mierzyć. Czym jest dom dla plemienia, które traci zamieszkiwane od pokoleń tereny i musi odnaleźć się w skomplikowanej rzeczywistości stworzonej przez zachodniego człowieka?

Doceniamy ten film ze względu na unikatową, bezosobową narrację, przyjmującą perspektywę kolektywnej świadomości plemienia. Płynąc poprzez czas, wiatr i animalistyczne formy życia, przeżywamy jednocześnie mity założycielskie plemienia, jak i dezorientującą historię mordu oraz przymusowego wysiedlenia, która nagle przekreśla pradawny porządek rzeczy.

Trailer filmu:
https://www.youtube.com/watch?v=j_WZGMo9BXo

Odświeżamy post z okazji nominacji do Oscara! „An Cailín Ciúin”, znany także pod tytułem „The Quiet Girl”, to film wypro...
21/07/2022

Odświeżamy post z okazji nominacji do Oscara! „An Cailín Ciúin”, znany także pod tytułem „The Quiet Girl”, to film wyprodukowany lokalnie w Irlandii, zrealizowany w większości w języku irlandzkim – jednym z dwóch urzędowych języków tego kraju.

Język gaelicki, bo tak jest też nazywany, według skali UNESCO ma obecnie status języka „zdecydowanie zagrożonego” wymarciem, co zwykle oznacza, że przestaje być przekazywany i nauczany jako język ojczysty. Jednak w ciągu ostatnich dekad (a tak naprawdę od końca XIX wieku) Irlandia podejmuje wiele działań mających na celu kultywację języka irlandzkiego oraz uczynienie tego kraju użytkowo dwujęzycznym. Dzieci więc wciąż uczą się irlandzkiego w szkołach, ogromna część oficjalnych znaków czy komunikatów głosowych funkcjonuje w dwóch językach, istnieją także oficjalne testy językowe, które muszą zdać osoby zabiegające np. o pozycję w policji. Często jednak sprowadza się to wyłącznie do przykrego obowiązku, a język nie jest używany na co dzień i jest uznawany za niepotrzebny. Filmy produkowane po irlandzku (wyświetlane z angielskimi napisami) stają się więc obecnie doskonałym i nienachalnym narzędziem do podtrzymywania lokalnej, wielowiekowej spuścizny kulturowej.

An Cailín Ciúin to zaskakująco dojrzały film, zarówno w treści, jak i w formie. W niezwykle subtelny sposób przedstawia losy Cáit, wycofanej i cichej dziewczyny, żyjącej w wielodzietnej i ewidentnie dysfunkcyjnej rodzinie. Cáit odstaje od swojego środowiska, uważnym wzrokiem poszukując skrawków piękna w niezrozumiałym i brudnym świecie, mając ewidentne problemy z komunikacją z rodziną czy rówieśnikami. Aby odjąć sobie nieco zmartwień (bo kolejne dziecko jest już w drodze), rodzice decydują się wysłać 9-letnią dziewczynę na wakacje do wujostwa. Początkowo stresujący i opresyjny wyjazd okazuje się dla Cáit zbawienny, dając jej szanse na doświadczenie ciepła i uwagi nieobecnych w jej domostwie, a tak potrzebnych dla zdrowego funkcjonowania czy rozwoju osobowości.

Perspektywa Cáit jest bardzo skutecznie oddana w formie filmu. Często prezentowane są nam krótkie ujęcia otaczającego świata – słońce prześwitujące przez liście drzew, świat przemykający za oknem brudnej szyby samochodu, sposób, w jaki ojciec gasi papierosa – to obserwacje zwyczajnych czynności i prostego, codziennego świata, jednak ukazane w sposób czysty, z dziecięcą ciekawością. Dziewczyna obecna jest w każdej scenie, a widzowie razem z nią odkrywają dezorientujący świat dorosłych, pełny sprzeczności, dziwnych wydarzeń i charakternych postaci. Cichy i atmosferyczny dramat skąpany w ujęciach pięknej irlandzkiej przyrody to miła i kojąca odskocznia od popularnych obecnie, skomplikowanych narracji spod znaku „Wszystko wszędzie naraz” – w tym przypadku jest to raczej kilka prostych rzeczy, w jednym miejscu, stosunkowo powoli, w rytmie lata, natury i farmy.

Tym bardziej może dziwić fakt, że jest to fabularny debiut pełnometrażowy reżysera. Jednak Colm Bairéad to ważna postać dla irlandzkiego rynku filmowego, ma już za sobą kilkanaście lat doświadczenia w produkcjach filmowych i telewizyjnych, zwykle jednak w krótkich formach czy dokumentach. Sam został wychowany dwujęzycznie, już pierwszy jego krótki film – "Mac an Athar" ("His Father’s Son", dostępny online, link w komentarzu) ukazywał niechęć i presję społeczną, z którą mierzyć się muszą dzieci wychowywane w języku irlandzkim. Problem tożsamości Irlandczyków jest bowiem złożony i pełen sprzeczności. Z jednej strony kultura irlandzka jest mocno zakorzeniona i wciąż podejmowane są próby jej kultywowania, z drugiej kultura brytyjska stopniowo stawała się coraz to bardziej wygodna i atrakcyjna. Rodzima kultura bywa obiektem ostracyzmu, powoli, lecz skutecznie będąc zawłaszczana przez kulturę brytyjską. Dla współczesnego Irlandczyka nauka gaelickiego zwyczajnie nie ma zbyt wielu zastosowań.

Irlandzki wciąż ma jednak swoich kultywatorów – jednym z nich jest nadawca telewizyjny i radiowy TG4, emitujący swoje programy wyłącznie w tym języku. Reżyser filmu jest intensywnie związany z TG4, pracował tam wiele lat, pomogli oni też emitować czy produkować wiele z jego telewizyjnych albo dokumentalnych projektów. Dzięki tej synergii, praktycznie wszystkie jego prace zostały obsypane nagrodami IFTA (Irish Film & Television Awards) oraz odnosiły sukcesy w środowisku festiwalowym. Nie inaczej było z „An Cailín Ciúin”, film dostał bowiem nagrody IFTA w siedmiu kategoriach, oraz był pierwszym filmem w języku irlandzkim pokazywanym na festiwalu Berlinale, gdzie wygrał główną nagrodę międzynarodowego jury generacji Kplus, oceniającego filmy poświęcone dzieciom i nastolatkom.

Poprzednie projekty reżysera dostępne są na jego stronie (poprzez vimeo), a po sukcesie pełnometrażowego debiutu jego kariera brzmi naprawdę obiecująco, dając niezwykłą okazję na wgląd w folklor i kulturę od kilkuset lat już balansujące na granicy wyparcia i zapomnienia. Nieznane są nam plany dystrybucji „The Quiet Girl”, jeśli więc komuś uda się złapać film na jakimkolwiek festiwalu czy pokazie, polecamy serdecznie! W komentarzu umieszczamy za to kilka opcji do zobaczenia filmu online.

https://www.youtube.com/watch?v=uOLJqEJI_-o – trailer filmu.

Obiecane kilka słów o przeglądzie DIFF: Dokumenty zebrane w przeglądzie prezentują niezwykle negatywny obraz współczesny...
28/04/2022

Obiecane kilka słów o przeglądzie DIFF:

Dokumenty zebrane w przeglądzie prezentują niezwykle negatywny obraz współczesnych Chin, głównie poprzez ukazywanie problemów niższych warstw społecznych, często stojących w ostrym konflikcie z partią rządzącą, stając się ofiarami zaniedbań, nadużyć czy bezlitosnej biurokratyzacji.

„We are the … of Communism” reprezentuje problem prowizorycznych szkół, w których muszą żyć i uczyć się dzieci migrantów zarobkowych, mierzących się ze społecznym oraz administracyjnym wykluczeniem. Szkoła ukazana w filmie była jedną z dziesiątek, które zostały nagle i bez uzasadnienia zamknięte, zostawiając dzieci i nauczycieli bez miejsca do edukacji, bez dobrych alternatyw. Lekcje, zamiast w klasach, prowadzone są w starych fabrykach, w ciasnych, prywatnych mieszkaniach nauczycieli, w autobusach, albo na zewnątrz – w brudzie i piachu, wokół śmieci i zrujnowanych domów. Dzieci muszą przeciskać się przez bramy ogrodzeń, aby włamać się do miejsca, w którym jeszcze niedawno miały prawo się uczyć. Pomimo nieco niewdzięcznej, chaotycznej i nieuporządkowanej formy, z filmu wydziera przygnębiająca perspektywa życiorysów już na samym starcie tłamszonych przez bezwzględny system.

Duże wrażenie robi również „One Says No” – bodaj najlepszy film w przeglądzie – ukazujący bezlitosny proces gentryfikacji wioski Yangji, leżącej w samym centrum Guangzhou. Film skupia się na jednostkowej walce Li Qizhonga, który nie zgadza się na usilne wysiedlenie swojej rodziny, walcząc z budowlańcami i policją za pomocą własnoręcznie wykonywanych ładunków wybuchowych. Trudno uwierzyć w rzeczywistość rejestrowaną pojedynczą kamerą, często z rąk samego Li – obserwujemy jak „zbiry” o niejasnym statusie, przemocą wyrzucają mieszkańców z ich rodzinnych domów, które jeden za drugim są bezprawnie wyburzane. Lokatorzy zmuszani są do udzielenia pisemnej zgody na przesiedlenie, bez rekompensaty i na niejasnych warunkach porzucając domy należące do ich rodzin od pokoleń. Jedna z kobiet przez szok i traumę związane z wyburzeniem domu, popełnia samobójstwo.
Li zostaje na polu walki przez osiemnaście miesięcy, żyjąc z rodziną w domu bez prądu, bez wody, w barłogu, z rozłożonymi wszędzie ładunkami wybuchowymi i prowizorycznymi maczetami do walki z napastnikami. Z obu stron rzucane są groźby i wyzwiska, „zbiry” wybijają okna kamieniami i próbują włamać się do domów, a buldożery tylko czekają na rozkaz do rozpoczęcia destrukcji. W całym tym chaosie dzieci Li, szukając resztek piękna w smętnych ruinach, bawią się z małą kaczuszką, huśtają na szmacianym hamaku oraz wykonują zdjęcia aparatem analogowym.
(Trailer: https://www.youtube.com/watch?v=YpGr-Ij4HTA)

Reszta filmów w przeglądzie ukazuje: artystów-aktywistów popadających w konflikt z rządem; rejestrację roku z życia ubogiej wioski, w której rozwijają się religijne sekty, a organizacja administracyjna pozostawia wiele do życzenia; rejestrację wyznań prababki, wspominającej swoje krzywdy w czasach maoizmu czy wpływ katastroficznego trzęsienia ziemi na wiejską społeczność.

Zebrane filmy ukazują więc przeszywające obrazy zaniedbań administracyjnych, rządowej autorytarności i korupcji, cierpienia migrantów zarobkowych czy innych biedniejszych warstw społecznych, w kraju, który wydaje się porzucać wartości moralne i etyczne na rzecz industrializacji i reform ekonomicznych. Ukazują narastające pęknięcie pomiędzy mitycznym „kolektywnym dobrem” społeczeństwa a cierpieniem jednostek, które tak naprawdę tworzą dziesiątki milionów mieszkańców. To zaangażowane obrazy niewygodnej i niezależnej prawdy, ukazywane w filmach o surowej formie, których większość obywateli Chin zapewne nigdy nie zobaczy. Z nami jednak zostaną na długo.

Filmy można oglądać do 1 maja za darmo: https://online.diff.co.in/page/chinese-independent-documentaries/

As part of our ongoing year-round programme — DIFF Virtual Viewing Room — we are very excited to bring to you, in collaboration with independent filmmaker and curator Zhu Rikun, a collection of independent Chinese documentaries that are rarely seen by audiences around the world. Speaking about t...

Address

Dublin

Alerts

Be the first to know and let us send you an email when Bocznym Nurtem posts news and promotions. Your email address will not be used for any other purpose, and you can unsubscribe at any time.

Contact The Business

Send a message to Bocznym Nurtem:

Share

Category