28/06/2026
Parę zimowych słów na ochłodę:)
Z dziennika: Jeziorne rozkminy.
Myślę o tym, co mnie tak ciągnie ku tej bezwzględnej przestrzeni. Po co kuję nożem lód na herbatę, po co rozmrażam kawałki chleba na ogniu, po co rano strząsam upierdliwą kondensację z namiotu. Dlaczego mnie to raduje choć na logikę mogłoby odrzucać? Przypadłość czy rdzenny atawizm? Zew nostalgii za polarnym światem? Czy przed czymś uciekam, czy może coś gonię?
Ot, po prostu miłuję ten biały, mroźny świat. Podążam wytrwale, jakby od mojego marszu zależało istnienie wszystkiego, co spotykam na drodze. Idę i kminię.
Jak często cieszysz się z faktu swego istnienia, doceniasz moc swego ducha, jak często pogłębiasz lub wstrzymujesz oddech, widząc piękno detalu świata, odkrywasz historię w grudce lodu? Zimno chyba ułatwia doświadczanie sedna, ogranicza ruchy do tego, co niezbędne i proste. Działa się odruchowo, bez rozwlekłej rachuby. Widzę kruka, owcę i jaka, widzę siebie. Doceniam ciepło i znajdowanie go w sobie. A także w językach ognisk, które rozpalam codziennie rano i wieczorem. Podróż pośród zimna to paradoksalnie pean na cześć ciepła. Ogrzewanie siebie, wody, jedzenia, baterii to permanentna obsesja zimowego włóczęgi. Najbardziej jednak rozgrzewają zachwyty.