19/10/2025
Dobrze jest mieć świadomość, że za każdym razem, gdy na lokalnym rynku horroru ekstremalnego jest posucha, można liczyć na ekstremalnych braci i ich bezkompromisowe nowelki dla koneserów smaku. Co prawda, Panowie nie są jedynymi nazwiskami i nie mógłbym odmówić talentu innym, jednak z pewnych względów zawsze się uśmiecham, gdy widzę wspólne projekty Marcina Piotrowskiego i Patryka Bogusza. Niczym ekstremalni bracia Bross, Mario i Luigi w drodze po flaki i wnętrzności.
W swoim dzisiejszym poście chciałbym wam opowiedzieć o ich najnowszym anglojęzycznym projekcie, mianowicie noweli “Shouting Does Not Befit a Man” (Co chyba znaczy “Krzyczenie nie przystoi mężczyźnie”) wydanej w ostatnim czasie na Amazonie. W Polsce, wiadomo jak to jest z odbiorem, wszystkich czytelników ekstremy zmieścilibyśmy w windzie towarowej, dlatego Panowie ponownie postanowili zaprezentować się zagranicznym czytelnikom, których mówiąc łagodnie jest o wiele więcej.
Na pierwszy rzut oka fabuła “Shouting Does Not Befit a Man” brzmi jak ekstremalna odpowiedz na “Misery” Kinga, jednak wierzcie mi, że takie generalizowanie, może być krzywdzące zarówno dla prezentowanej powieści jak potencjalnych czytelników Kinga, którzy przypadkiem usłyszą o książce od znajomych. Naturalnie to opowieáć eksploatująca sylwetkę psychofanki, która dla swojego ukochanego autora zrobi wszystko, jednak Amy, to nie Annie Wilkes… Oj nie. To zupełnie inny kaliber. Dosłownie i w przenośni. Ten kawał baby przygniecie was psychicznie (a narratora fizycznie).
Skoro jest fanką, to musi być i obiekt jej uwielbienia, wielki Bruce Boon, a jakże autor horrorów ekstremalnych. Cierpiący na zastój weny, szukający jej w najbardziej porypanych przyjemnościach tego świata, w końcu postanawia się na chwilę oderwać od rzeczywistości, jadąc na spotkanie ze swoim bratem. W jaki sposób ich losy się splotą? Tego wam nie powiem, ale gwarantuję, że będzie mięso.
“Shouting Does Not Befit a Man” to opowieść, w której Rubensowskie kształty wielkich dup, spotykają się z przemocą, horrorem i specyficznym czarnym humorem reprezentowanym zarówno przez Bogusza, jak i Piotrowskiego. Panowie od lat szlifują swoje style w literaturze a ich opowieści nie są wam obce, dlatego nie dostajemy czegoś z szuflady, tylko dopracowaną rozrywkę, która po prostu bawi, szokuje i wypełnia kilka godzin egzystencji, nurzając nas w koksie, torturach, morderstwach, gwałtach i całej palecie opisów gwarantowanych przez horror ekstremalny.
To powieść pod konkretnego czytelnika, więc nie ma co na siłę prostować komuś gustu i wmawiać, że horror ekstremalny jest dla wszystkich. To zabawa słowem dla grona czytelników rozsmakowanych w brutalności, więc akurat ci będą wniebowzięci.
Podobają mi się nawiązania do poprzednich powieści autorów i małe mrugnięcia okiem skierowane do starszych stażem czytelników. Fajnie, że Panowie nie mają kija w dupach i że często traktują literaturę jako źródło rozrywki, którym w gruncie rzeczy jest.
Polecam grozowym ultrasom. Przy okazji jako czytelnik obu Panów jestem dumny, że wyszli na większy rynek, gdzie ekstrema trafia do większego grona. Niech świat wie, że Polacy nie gęsi i swoją ekstremę mają.
okładka By Widomska ✨
Extreme Brothers
Patryk Bogusz
Marcin Piotrowski