27/03/2026
Kolejne wyróżnienie i kolejne z Warszawy: Magdalena Grenda-Kurmanow (godło „słowo na d”), jej trzy wiersze i portret (foto: Natalia Jóźwiak).
JA
otworzyłam drzwi
siedziałaś tam
taka biała ciepła i otwarta
nie chciałam cię opuścić
co było naczyniem okazało się zawartością
co było zawartością
naczyniem
bez ścian
ON
a powiedz mi gdzie znajdę ten moment
gdy dorastam do
nieukończonej formy
choćbym nadal w to wierzyła
nie wyryję się w kamieniu
będę już gdzie indziej
MY
Zadrażnić do punktu wrzenia. Wbić kolec w powiekę tak, by ślepa plamka przyjęła twoją/moją postać i stała się jedynym, co widzę/widzisz. Zapaprać cały jej obraz, całe tej rzeczywistości przedstawienie. Czaić się w każdym kącie oka, we wszystkich chwilach nieuwagi, być trupem w twojej/mojej szafie, wężem w twojej/mojej kieszeni.
Przeżyć lat dwadzieścia w ciągu dwóch ziemskich minut śnienia, wyjechać, uciec za dwanaście miesięcy i wrócić po kolejnych dwunastu, umrzeć i zmartwychwstać, a wszystko w pakiecie wieczornego trawienia, wczoraj lub jutro.
Dać się za ciebie/za mnie pokroić, wolno, po kawałku, oby tylko tępym narzędziem, oby nie za szybko i nie zbyt oczywiście. Zafundować ci/mi parę na wpół czytelnych aluzji, żebyś wiedział/żebym wiedziała, ale byś/bym nie stwierdził/nie stwierdziła, że nie mam/nie masz do ciebie/do mnie …ści, uważając cię/mnie za imbecyla, który nie czuje słów i przerw między nimi/nami.
Między nami kilka przerw, co czujesz/czuję, oby tylko dać się pokroić w tym samym momencie, oby tylko tępym narzędziem, tylko ty/ja i ja/ty, ja twój/ty mój trup z szafy, gotowy w każdej chwili nieuwagi, w imię słów i przerw między nimi/nami.
Dotykamy się szczelinami.