27/08/2026
Kawał historii tej dawnej i mniej dawnej. Dzięki za wspominki i archiwizowanie danych Sanctus Propaganda.
Dobra 12 to był, a w zasadzie nadal jest, adres w Białymstoku. Piwnico-garaż pod piekarnią i osiedlowym centrum kultury. Sklep spożywczy, wieczorki seniora, kursy tańca, a w nocy gorące bułeczki za kilka groszy.
I tam, pod spodem tego całkiem normalnego życia, w wąskich korytarzach i całkiem przestronnych pomieszczeniach ze słabą wentylacją, działy się rzeczy.
Nikt wtedy nie siedział przy stole i nie mówił: „tworzymy właśnie ważny ośrodek kontrkultury”. Robiliśmy próby, nagrywaliśmy, piliśmy, spotykaliśmy się. Ktoś przyjechał z drugiego końca Polski, ktoś ze Szkocji, ktoś zakładał zespół na lata, ktoś inny na pięć minut. Ktoś nagrywał płytę, ktoś swoje pierwsze i jedyne demo. Setki godzin pracy, melanży i zwyczajnego siedzenia ze sobą.
Dopiero z perspektywy czasu widać, że coś z tej piwnicy zaczęło wychodzić na powierzchnię.
Salman Studio, wokół którego to wszystko się kręciło z Małym za konsoletą, dało miejsce do działania wielu punkowym/noise’owym/grindowym/ zespołom. Swoje pierwsze — a czasem jedyne — nagrania realizowały tu min. Złodzieje Rowerów, Anti Hostility, Piekło Kobiet, Disgusting Lies, Earth Movement, Monoteizm-Co-Existence, Dead Infection czy Sanctus Iuda. Przyjeżdżali goście na spontaniczne sesje, jak Glue ze Szkocji czy La Aferra (taśmy z tej sesji do dzisiaj pozostają upragnioną zdobyczą autora tego tekstu). Grali gospodarze No Hope czy Springwater, ale powstawały też tymczasowe zespoły, które stałym bywalcom skutecznie demolowały łby — Kill The Body and The Head Will Die czy St***zo. Regularne próby odbywało tam Sanctus Iuda i nasza miłość po grób — Kotilof. Punk mieszał się z industrialem, a Squash Bowels pokazywał, że poprzeczkę szybkiego grania można zawiesić jeszcze wyżej.
Pałeczkę po jeszcze niesiwowłosym, choć już zmierzającym w tym kierunku Salman Studio przejmował Piotrek P***k — młody, dynamiczny, przystojny i dobrze zapowiadający się wirtuoz gitary, którego horyzonty muzyczne były szerokie jak rozpiętość między Neuropathią a Pokrakami. A jeśli dorzucicie do tego Monroe's Mysterious Death, wychodzi człowiek, który spokojnie mógłby prowadzić warsztaty z muzyki szybko-ciężkiej gdzieś w Bieszczadach.
Za ścianą coraz prężniej rozwijało się jego studio nagrań — Dobra 12 Studio. Na swoje demo załapało się tam Orphanage Named Earth w 2015 roku, a dwa lata później nagrało debiutancki album „Re-evolve”. Chwilę wcześniej Monroe’s Mysterious Death nagrało tam do dziś genialny i broniący się „Out Of Power”.
Niedługo potem Dobra 12 Studio zmieniło adres.
Piwnica przestała istnieć w tej historii, ale jej wpływ nie.
Nowy adres, stara nazwa. I z czasem Dobra 12 zaczęło znaczyć coś więcej niż miejsce przy konkretnej ulicy. Nazwa oderwała się od adresu i zaczęła oznaczać pewne podejście do muzyki, sposób pracy i — przede wszystkim — brzmienie.
Do Dobra 12 Studio zaczęły przyjeżdżać kolejne zespoły. Zapewne pominę wiele, ale warto spróbować: Infekcja, KMKZ, Wirus, The Throne, Bezdech, Moira, Skorupa, Dopelord, Death Crusade, Neuropathia, Disaffect, Antisystem, Ye.stem, Flower, State Manufactured Terror, Instigators, Hiatus, Surowica, Depit, Spalone Mosty, Baraka Face Junta, Orphanage Named Earth, Sanctus Militia, Sanctus Iuda…
Niedawno, zbierając archiwalia Sanctus Propaganda do większego materiału o labelu i studiu, powstała szczegółowa lista dokonań studia. Coraz więcej zespołów nagrywa swoje płyty „u siebie”, a do Dobra 12 wysyła je na mix i mastering: Zero Again, Haavat, Disaffect, Chujoza, Homomilitia, Hellkrusher, Dark Harvest Commandos...
I chyba właśnie w ten sposób najlepiej opowiedzieć historię Dobrej 12. Nie jako historię „legendarnego miejsca”, które ktoś kiedyś postanowił stworzyć. Nikt niczego takiego nie planował. Ludzie po prostu przez lata spotykali się, grali, nagrywali i robili rzeczy razem.
Adres się zmienił. Ludzie się zmieniali. Zespoły powstawały i znikały.
A coś zostało.
Może właśnie to jest nasz lokalny “sound”, jeśli wiesz co mam na myśli. Nie jakiś konkretny patent na gitarę, werbel (tu jednak uważam, że jest nad czym pracować 🙃), czy brzmienie wzmacniacza. Raczej dźwięk miejsca i ludzi, którzy przez lata coś robili razem.
Ale po co ja właściwie Wam o tym wszystkim piszę?
Aha.
Bo Borderline Fest Vol. 5 w Zmiana Klimatu otwiera Monroe's Mysterious Death. Więc macie bardzo prostą okazję, żeby posłuchać kawałka tej historii na żywo.
I jako kapituła festiwalu wspaniałomyślnie podjęliśmy decyzję, że każdy, kto spóźni się na koncert MMD, płaci za bilet podwójnie. Doceńcie nasz gest.
28 sierpnia. 20:00. Nie spóźnijcie się.
BIAŁYSTOK PUNX CREW | DECENTRUM | Zmiana Klimatu