20/08/2026
Słuchając tej melodii od czasu, gdy w 2014 roku wyszedł film „Bogowie”, zawsze wracałam myślami do czasu i godzin mojego przeszczepu. Wspominałam je z uśmiechem, sentymentem i wdzięcznością.
Dzisiaj, jako dorosła osoba ze schyłkową niewydolnością nerek, patrzę na tę melodię zupełnie inaczej. Boję się. Wiem, że ponownie czeka mnie przeszczep. Tym razem nerki.
Czekanie na zakończenie kwalifikacji i decyzję, która pozwoli mi znaleźć się na pilnej liście transplantacyjnej. Czekanie też na ten jeden, najważniejszy telefon.
Telefon, który może nadejść zupełnie niespodziewanie.
Telefon, który będzie oznaczał, że gdzieś wydarzyła się tragedia, a czyjaś rodzina będzie musiała podjąć niewyobrażalnie trudną decyzję — decyzję, od której może zależeć moje życie.
Potem wszystko może wydarzyć się bardzo szybko.
Transport do szpitala. Przygotowania. Sala operacyjna.
Usypianie.
A za drzwiami — moja rodzina i moi bliscy, którzy będą czekać. Godziny oczekiwania. Każde wyjście lekarza z sali operacyjnej będzie budziło nadzieję, ale też ogromny lęk. Potem oczekiwanie na koniec operacji.
Na wyjazd mojego łóżka z sali operacyjnej.
Na moje wybudzenie.
Na pierwsze informacje, czy nowy narząd podjął pracę.
A później kolejne dni, tygodnie i miesiące — pilnowanie siebie, swojego zdrowia, leków, badań i tego, by zrobić wszystko, co będzie w mojej mocy, żeby ten nowy narząd służył mi jak najdłużej.
Boję się. Naprawdę bardzo. A jednocześnie jest we mnie coś jeszcze.
Pragnienie, żeby już być po drugiej stronie tego
oczekiwania. Obudzić się po operacji i usłyszeć, że nerka działa.
Boję się a zarazem chciałabym już być po....