Asia Kriventsov

Asia Kriventsov Macierzyństwo, stwardnienie rozsiane i ADHD i wiele innych 🥰 Aktualnie na tapecie: karta DILO. www.buycoffee.to/asia.kriventsov

Joanna Irena Kriventsov - Psycholog, Psychodietetyk, Trener zdrowego podejścia do życia.

02/03/2026

Hej! Tutaj na Facebooku przybywa Was bardzo dużo! Chciałam Wam napisać, że mam bliźniacze konto na Instagramie. Tam jest też mnóstwo starszych treści oraz możliwość zapisywania relacji w folderach. Jeżeli tego nie wiedzieliście, a korzystacie z Instagrama to bardzo zachęcam do zaobserwowania mojego konta i pozostawienia serduszka pod dowolną rolką 🥰😍
A jak tam już jesteście to koniecznie dajcie znać tutaj w komentarzu 🥰
Tu macie link 🫶🏼
https://www.instagram.com/asia.kriventsov

27/02/2026

Dla tych, którzy w sumie nie wiedzą o jakich powrotach ja mówię, podrzucam mały skrót.

- Wychowałam się i całe dzieciństwo spędziłam w Bydgoszczy,
- Wyjechałam w 2010 roku na studia na Uniwersytecie Gdańskim. Mieszkałam w 6 różnych mieszkaniach zarówno w Gdańsku jak i w Sopocie.
- Kiedy skończyłam studia w 2015 wyjechałam na kilka miesięcy za granicę, by dać sobie czas na zrozumienie co chcę robić jak “dorosnę” 🤭
- Wróciłam i krążyłam jeszcze 2 lata między Bydgoszczą a Trójmiastem. Robiłam studia podyplomowe w Sopocie i Gdańsku, pomieszkiwałam u znajomych. I mimo, że moje życie kręciło się bardziej wokół Trójmiasta, to jednak gabinet otworzyłam w Bydgoszczy.
- Był to rok 2018 i zbiegło się to z ostateczną diagnozą stwardnienia rozsianego
i rozpoczęciem leczenia w bydgoskim szpitalu.
- W tym samym czasie poznałam też Nikolaya, który był w Polsce od 2016 roku i mieszkał w Bydgoszczy.

I tak nasze życie miało być związane właśnie z tym miastem. Oboje pracowaliśmy w Bydgoszczy, przed ślubem kupiliśmy tu mieszkanie, później urodził się nasz syn, spędziliśmy dużo czasu w bydgoskim szpitalu. Ostatecznie kiedy Fiodorek był już zdrowszy kupiliśmy dom. I tam mieliśmy się zestarzeć.

Oczywiście te osoby, które są tutaj dłużej znają ciąg dalszy, w tamtym domu pomieszkaliśmy miesiąc, po czym uciekliśmy z niego po serii ataków na tle narodowościowym. Później były różne pomysły. Wszystkie podyktowane lękiem, silnymi emocjami wynikającymi z przeżytych traum. Wiedzieliśmy, że Bydgoszcz nie jest już naszym miejscem na ziemi i musimy znaleźć inne.

I tak zaczęliśmy myśleć o Trójmieście i Kaszubach. Przede wszystkim bylibyśmy daleko od tamtych złych doświadczeń i ludzi. Po drugie są tu lepsze szkoły, a po tym co nas spotkało podjęliśmy decyzję, że nie puścimy Fiodora do placówki publicznej.

Szukaliśmy mniej więcej pół roku, po drodze okazało się, że Nikolay przed uzyskaniem obywatelstwa nie może kupić nieruchomości w Trojmiescie. Oddaliliśmy się więc nieco i znaleźliśmy nasze kaszubskie gniazdko. 🥰

A Ty masz historię związaną z powrotami?

Zima 2026 chyba oficjalnie się kończy. Z dachu spada ostatni śnieg, na ogrodzie wszystko topnieje. Żeby nie było - nadal...
24/02/2026

Zima 2026 chyba oficjalnie się kończy. Z dachu spada ostatni śnieg, na ogrodzie wszystko topnieje. Żeby nie było - nadal gdzieniegdzie jest po kolana 🤭

Trzeba przyznać, że ta pierwsza zima na wsi dała nam mocno w kość. Nikolay uszkodził sobie biodro odśnieżając podjazd, drogę i wyciągając sąsiadów z pola. Nie chcę myśleć ile wydaliśmy na drewno. Dość mocno wymarzliśmy i tak.

Było jednak pięknie. Ja takiej zimy nie pamiętam - podobno tutaj na Kaszubach była taka ostatni raz 12 lat temu. Nie da się tego porównać z tym, co było w ostatnich sezonach, szczególnie mieszkając w bloku w centrum Bydgoszczy.

Teraz już szykujemy się na wiosnę, ptaszki śpiewają, dzień coraz dłuższy i pachnie jakoś inaczej.

Dajcie koniecznie znać jak Wy przeżyliście/przetrwaliście tą zimę i czy już widzicie pierwsze oznaki wiosny 🫶🏼🥰

15/02/2026

Mamy to!
Wiem, że czekaliście, ale potrzebowałam tych kilku dni, żeby sobie wszystko poukładać i odetchnąć. Ale podsyłam filmiki, które nagrałam dla Was zaraz po wyjściu od lekarza.

Podsumowując całość dotychczasowych procedur:

- 12.01 kontrolne USG jamy brzusznej, na którym wyszło powiększenie wątroby oraz powiększenie i zmiany w śledzionie.
Tego dnia byłam od razu u internisty z Luxmedu i ona zleciła mi mnóstwo badań krwi i poleciła mi, by umówić się do lekarza rodzinnego na NFZ i poprosić o kartę DILO.

- 13.01 wizyta u lekarza i założenie karty

- 14.01 zarejestrowanie karty w Szpitalu Uniwersyteckim w Gdańsku

- 15.01 wizyta u hematologa i zaplanowanie potrzebnych badań. Byłam na czczo i od razu oddałam krew oraz miałam pobraną krew z palca w celu wysłania jej do Szwajcarii

- 03.02 tomografia komputerowa głowy, szyi, krtani, klatki piersiowej, jamy brzusznej i miednicy.

I 12.02 wizyta u hematologa. Ta, po której właśnie nagrywałam te słowa.

Wszystko poszło więc naprawdę bardzo sprawnie, najdłuższy (subiektywnie) był ten czas między tomografią a wizytą. Miałam tylko płytkę z badania, z której oczywiście nie jestem w stanie nic rozczytać. I już bardzo się niecierpliwiłam. Bałam się w sumie, że wyjdzie coś jeszcze. 😰

Ostatecznie okazało się, że najprawdopodobniej był to fałszywy alarm. Przede mną jeszcze ta kontrola zmiany w piersi oraz jajnika no i badanie szpiku. To teoretycznie tylko formalność, ale cieszę się, że będzie to jeszcze zbadane, bo będę pewna, że jest ok. Samym badaniem trochę się stresuję, ale czego ja bym nie przeżyła 🤭

Bardzo dziękuję Wam za mnóstwo wiadomości, komentarzy. Jednocześnie przepraszam za obsuwy z informacjami oraz brak odpisywania, ale trochę nie nadążałam. Było to jednak niezmiernie wspierające dla mnie 🫶🏼

To co już wiem dzisiaj, czego nie wiedziałam w dniu nagrywania - szpik oraz usg piersi będzie już 18.02 w środę! Będę zdawała relację, bo może akurat ktoś będzie też na takie badanie się szykował i informacje będą pomocne 😘

07/02/2026

Kolejny rozdział z kartą DILO, czyli jak narazie pierwsze planowane badanie obrazowe od rozpoczęcia procedury. Jak wiecie do tej pory były same badania krwi. I to dużo badań krwi. Ale poza tym zaplanowano także tomograf całej górnej połowy ciała.

Po wizycie u hematologa nie dostałam odrazu terminu badania, musiałam poczekać kilka dni na telefon z rejestracji. I faktycznie po trzech dniach zadzwoniła do mnie przemiła pani opisując całą procedurę oraz uprzedzając, że w zaleceniach jest informacja o tym, by przybyć 2 godziny szybciej. Nie mam jednak aż tak się tego czasu trzymać, wystarczy godzinka, tylko bym pamiętała, że mam pić dużo wody!

Po przyjeździe do szpitala okazało się, że najpierw poszłam pod gabinety USG, następnie kręciłam się wokół głównej rejestracji, gdzie dowiedziałam się, że jak badanie jest już umówione to muszę zejść pod schody. Numerek, rejestracja, pielęgniarka i.. tradycyjne cyrki z szukaniem żył. Udało się za drugim razem, niestety oba kłucia były w wierzch dłoni 😖. Po tym dostałam pikacza niczym ze smażalni ryb i miałam się udać do poczekalni. Tej poczekalni, w której trzech uroczych panów wiertłem większym niż moje dziecko próbowali przebić się do piwnicy.

Czekałam więc na korytarzu gdzie hulał lodowaty wiatr, aż w końcu zamiast pikania usłyszałam “paaaani Joanaaaa”. Przebieralnia, ściągnąć rzeczy z metalowymi elementami i dawaj do rury. Pani, która podpinała mi kontrast, potem poprawiała wenflon, a potem przerzucała mi ręce (“bo jeszcze szyję robimy”) była przekochana i mówiła do mnie słoneczko 🥰

Wszystko trwało może 10/12 minut, następnie 30 minut czekania i tyle. Siedziałam już wtedy pod gabinetem, gdzie było cicho i ciepło, ale tylko dla trójki wybrańców. Obserwowałam w tym czasie przychodzących co chwilę kolejnych biednych pacjentów oczekujących na rezonans, którzy mieli minimum dwugodzinne opóźnienie. W tym pani z klaustrofobią i napadami paniki. Bardzo się cieszyłam, że ja zaraz odmrożę sobie cztery litery idąc do auta i popędzę na ukochanego wegetariańskiego kebaba 🤭

W moim przypadku wizyta u hematologa odbyła się następnego dnia po rejestracji karty DILO. Warto podkreślić, że nie jest...
23/01/2026

W moim przypadku wizyta u hematologa odbyła się następnego dnia po rejestracji karty DILO. Warto podkreślić, że nie jest to norma. Podobno zazwyczaj czeka się około dwóch tygodni, ale mój termin zwolnił się dosłownie chwilę przed tym jak pojawiłam się w rejestracji. Ot takie szczęście.

Zjawiłam się więc w Centrum z samego rana, obładowała mnóstwem dokumentów - zarówno tymi jakie wykonałam w tamtym tygodniu jak i każdym wypisem ze szpitala, starymi badaniami itd (Pani w rejestracji powiedziała „jak jakiś dokument medyczny wydaje się pani bez znaczenia… to proszę go zabrać).

Tym razem przywiózł mnie Nikolay, więc przynajmniej uniknęłam szukania miejsca parkingowego i wysiadłszy pod samym wejściem głównym udałam się prosto na 3 piętro szukać gabinetu hematologa. Tam było dość duże zamieszanie, moja lekarka była w innym gabinecie niż mi podano, do innych lekarzy były zaś ogromne kolejki i robiło się coraz bardziej nerwowo. Ja jednak nauczona całkiem sporym doświadczeniem „szpitalnym” czekałam sobie grzecznie na wywołanie Joanny K.

W gabinecie było spokojnie, rzeczowo i „informacyjnie satysfakcjonująco”. Ostatecznie dowiedziałam się, że na ten moment w sumie nie ma nic pewnego i w pierwszej kolejności musimy wykonać bardzo szerokie badania krwi oraz tomografię komputerową. W celu jej umówienia musiałam zejść znów do rejestracji. Okazało się, że z terminem będą dzwonić, a krew mogę oddać nawet tego samego dnia, jeżeli tylko jestem na czczo. Byłam, więc zaczęło się podróżowanie po szpitalu.

Sala rejestracji do pobrania krwi wyglądała bardziej jak urząd skarbowy, z automatami, numerkami i wielkimi telewizorami. Co chwilę coś dzwoniło i kolejny pacjent podchodził do stanowiska, od którego odchodził z workiem fiolek. Wtedy znów czekał na swój numerek i szedł do pielęgniarki w jednym z chyba 10 boksów.

Tego dnia musiałam zajść jeszcze do Oddziału Dziennego Hematologii i Chemioterapii. Tam Pani oddziałowa miała jeszcze pobrać krew z palca, by wysłać ją do… Szwajcarii. Ten oddział trochę mnie przebodźcował, ale na ten dzień było to już wszystko.

22/01/2026

Największym wyzwaniem podczas rejestracji karty DILO było… znalezienie miejsca parkingowego w okolicach Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego. Potem poszło już jak z płatka!

No dobra, jeszcze od miejsca parkingowego, (które szukałam 45 minut) musiałam dojść do wejścia starając się nie urządzić rewii na lodzie. Ale to kwestia akurat takiego dnia i pogody.

Żeby trafić do rejestracji należy najpierw z dzieciątkami ludzi wejść głównymi drzwiami do Centrum Medycyny Nieinwazyjnej a następnie od razu skręcić w prawo. Tam zobaczymy szklane drzwi z napisem “Rejestracja Kart DILO”, a tuż przed nimi automat z bilecikami. Tam jeden trzeba pobrać i można wejść do środka.

Po wejściu czekamy na swoją kolej - za pierwszym razem byłam trzecia, za drugim nie było nikogo. Panie są przekochane, uśmiechnięte i bardzo wspierające. Można się o wszystko wypytać i od razu dostaje się termin wizyty u docelowego lekarza. U mnie na karcie była informacja, że mam być skierowana do poradni hematologicznej i szczęśliwie właśnie do hematologa dostałam termin na następny dzień. To akurat wyjątkową sytuacja, być może ktoś ten termin zwolnił, ponieważ normalnie czeka się podobno dwa tygodnie.

I tyle załatwiania. Dowiedziałam się, że jutro na wizycie podjęte zostaną decyzję co dalej i jakie badania będę miała wykonane jako pierwsze. I że najprawdopodobniej tuż po wizycie będę musiała zrobić do rejestracji w celu ustalenia terminów właśnie tych badań.

Potem czekała mnie tylko powrotna droga do auta i odmrażanie go, przy jednoczesnym tańczeniu na lodzie i modlitwach o życie 🤭

18/01/2026

W poniedziałek 12.01 miałam wykonywane USG jamy brzusznej. Jestem osobą w miarę regularnie badającą się na przeróżnych płaszczyznach, co więcej ze względu na stwardnienie rozsiane mam chociażby morfologię robioną minimum raz na trzy miesiące. To USG jakoś mi jednak umknęło i okazało się, że nie robiłam go ponad dwa lata. Coś mnie jednak kuło z tyłu pleców i z lekarka rodzinną uznałyśmy, że jamę brzuszna przy okazji obejrzymy.

Ten termin poniedziałkowy dorwałam w sumie tak w ostatnim momencie, wcześniej ciągle były pozajmowane, albo jakieś takie “niepasujące”. W niedzielę zerknęłam do aplikacji i pojawiła się piękna 10:50 w Gdyni.
Odstawiłam Fiodorka i pojechałam. Śnieg po kolana, miejsca parkingowe nie istnieją, ale na szczęście miałam taki zapas czasu, że po dotarciu do wizyty miałam nadal 30 minut. Lekarz mnie wezwał, system obrażony, cofnął mnie do rejestracji. Załatwiłam z myślą, żeby już w końcu się położyć, dać się obślizgać i “jak zwykle” iść do domu z informacją, że wszystko ok.

Już podczas badania lekarz robił miny pełne zaskoczenia, ale staram się na luzie traktować ludzką mimiką zwłaszcza kiedy oglądają moje bebechy. Po badaniu nastąpiło tradycyjne pukanie w klawiaturę. Myślę, że każdy kto miał robione USG zna ten moment - w zależności o tego jaka to część ciała trwa on dłużej lub krócej.

Stuku puku - “powiększona wątroba, powiększona śledziona i zmiany. Trzeba zrobić tomograf i konsultować z hematologiem”.

No dobra. To mnie zbiło z tropu. Jakie zmiany? Jaka śledziona? Co to hematolog? Jak jak się nazywam? Chwilowo cofnęłam się w ewolucji do jakiegoś jednokomórkowca. Niestety ten lekarz nie chciał powiedzieć mi nic więcej, mimo moich gorących prośb. Wzięłam więc wydruk i poczłapałam do rejestracji z pytaniem kto mi może wystawić skierowanie na TK. “Internistka”. I tak oto za kilka minut minęłam główną aorta Trójmiasta z Gdyni do Gdańska, do innej siedziby luxmedu.

Ciąg dalszy w komentarzu.

Adres

Bydgoszcz

Strona Internetowa

http://www.instagram.com/asia.kriventsov, https://www.vinted.pl/member/14790224

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Asia Kriventsov umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Asia Kriventsov:

Udostępnij

Kategoria