07/02/2026
Kolejny rozdział z kartą DILO, czyli jak narazie pierwsze planowane badanie obrazowe od rozpoczęcia procedury. Jak wiecie do tej pory były same badania krwi. I to dużo badań krwi. Ale poza tym zaplanowano także tomograf całej górnej połowy ciała.
Po wizycie u hematologa nie dostałam odrazu terminu badania, musiałam poczekać kilka dni na telefon z rejestracji. I faktycznie po trzech dniach zadzwoniła do mnie przemiła pani opisując całą procedurę oraz uprzedzając, że w zaleceniach jest informacja o tym, by przybyć 2 godziny szybciej. Nie mam jednak aż tak się tego czasu trzymać, wystarczy godzinka, tylko bym pamiętała, że mam pić dużo wody!
Po przyjeździe do szpitala okazało się, że najpierw poszłam pod gabinety USG, następnie kręciłam się wokół głównej rejestracji, gdzie dowiedziałam się, że jak badanie jest już umówione to muszę zejść pod schody. Numerek, rejestracja, pielęgniarka i.. tradycyjne cyrki z szukaniem żył. Udało się za drugim razem, niestety oba kłucia były w wierzch dłoni 😖. Po tym dostałam pikacza niczym ze smażalni ryb i miałam się udać do poczekalni. Tej poczekalni, w której trzech uroczych panów wiertłem większym niż moje dziecko próbowali przebić się do piwnicy.
Czekałam więc na korytarzu gdzie hulał lodowaty wiatr, aż w końcu zamiast pikania usłyszałam “paaaani Joanaaaa”. Przebieralnia, ściągnąć rzeczy z metalowymi elementami i dawaj do rury. Pani, która podpinała mi kontrast, potem poprawiała wenflon, a potem przerzucała mi ręce (“bo jeszcze szyję robimy”) była przekochana i mówiła do mnie słoneczko 🥰
Wszystko trwało może 10/12 minut, następnie 30 minut czekania i tyle. Siedziałam już wtedy pod gabinetem, gdzie było cicho i ciepło, ale tylko dla trójki wybrańców. Obserwowałam w tym czasie przychodzących co chwilę kolejnych biednych pacjentów oczekujących na rezonans, którzy mieli minimum dwugodzinne opóźnienie. W tym pani z klaustrofobią i napadami paniki. Bardzo się cieszyłam, że ja zaraz odmrożę sobie cztery litery idąc do auta i popędzę na ukochanego wegetariańskiego kebaba 🤭