12/05/2024
UZDRAWIANIE SIEBIE W NIESKOŃCZONOŚĆ
Ostatnie 20 lat spędziłam na uzdrawianiu siebie.
Uzdrawiałam biegając od ustawień systemowych, przez psychoterapie aż po wróżki. Wydałam fortunę na magików. Mogłabym dziś za nią w gotówce kupić chałupę w 3city, a tu tanio nie jest. Zamiast tego mam poczucie, że nic to nie dało. Może dało tyle, że dziś stoję stabilnie na własnych nogach i nie daję już sobie wmówić, że bez Totalnej Biologii i bez świadomości po której prababce od strony ojca niosę to i sro. I dopóki nie opukam, nie uwolnię, nie wytrzęsę, nie wywrzeszczę, nie przeoddycham, nie okadzę palo santo albo nie wytańczę, nie wyjoguję, nie oczyszczę dietą sokową lub głodówką, to przegrałam życie i zostanę nieświadomkiem.
Dziś sama wiem co znaczę i ile jestem warta. Nie potrzebuję uzdrawiaczy, żeby mi powiedzieli jak żyć. Sama też nie zamierzam nikomu na siłę do gardła pchać moich filozofii. Mogę natchnąć, trochę naprowadzić, pokazać swój świat i przepis na niego, ale nie mam apetytu, żeby wchodzić w czyjeś życie z pozycji lepiej wiedzącej, tej która się uzdrowiła i będzie namaszczać swoją wiedzą innych.
Poprosiłam, żeby mi to zabrali, całe to jasnowidzenie i jasnosłyszenie. Ciągłe wizje, natchnienia, jasnoczucie. Mnie to męczyło i przeszkadzało żyć. A wokół sami nawiedzeni, równie pogubieni, szukający łat na swoje dziury emocjonalne i duchowe, szybkich recept na wyleczenie swojego złego postępowania latami.
Duchowość to nie jest latanie na dywanie w chmurze i okadzanie się z negatywnych energii szałwią. Duchowość to jest codzienność. Jak żyjesz na co dzień? Jakie masz relacje z sobą, ze światem, z materią, z pieniądzem, z sukcesem, ze zwierzętami? Jaki masz se*s? Co Ty w ogóle wiesz o życiu i jego sensie oprócz wzniosłych idei i mądrych ksiąg? Co wiesz z doświadczenia życia?
Wciąż jestem obrażona na ezoterykę i dlatego robię teraz swoje przyziemne ćwiczonka w normalnych miejscach dla normalnych ludzi. Nie gadam o duchowości. Nie mam żadnych wizji. Nie robię czary - mary. I uczę się dzięki temu dużo o biznesie, o odpowiedzialności i ogarnianiu życia przyziemnego. Uczę się konkretu i chleba powszedniego.
Gdzieś czuję i wiem, że nadejdzie dzień, kiedy wrócę i będę robić czary, ale jeszcze nie wiem jak i kiedy. Siadam coraz częściej w ciszy słucham rad swojego prowadzenia. Słucham co jest mi pisane i jakie przede mną wyzwania. I co "usłyszę", to robię. Step by step. "Każą" mi gdzieś iść, z kimś pogadać, coś zrobić w określonej kolejności - robię. Daję się prowadzić z dnia na dzień w pierdołach i nie szukam opowieści "co będzie za 10 lat". Ważne, co jest TU I TERAZ. Wiem, że pewnego dnia moje puzzle zaczną się układać w całość, a może już jest ten czas, kiedy to się dzieje ;)
Wiem też, że to nie koniec z duchowością. Ale jak wrócę to na pewno koniec z odklejką. Koniec ze wcinaniem się w życie innych. Z poradnictwem. Z uzdrawianiem czarami. Tylko jak zakaszesz rękawy i zaczniesz działać, to da się coś zmienić. Inaczej to jest ucieczka w wysokie wibracje i przykrywanie kupy różowym papierkiem.
Obecnie szukam jak połączyć konkret i duchowość. Zadaję sobie pytania jak mogę pomóc innym podając swoje duchowe moce, ale bez zbędnej magii i z solidnym uziemnieniem. Zobaczymy. Sama jestem ciekawa.