Hollistic - Katarzyna Dembowska

Hollistic - Katarzyna Dembowska Holistyczna praca indywidualna, coaching systemowy Kocham muzykę, taniec i długie spacery. Piszę teksty inspirujące, wiersze, teksty piosenek, tworzę muzykę.

Katarzyna Dembowska: jestem terapeutką holistyczną, co oznacza, że moja uwaga obejmuje całą Istotę Ludzką, w jej trzech wymiarach: duchowym, fizycznym i mentalnym.

- Ukończyłam prawo i psychologię na Uniwersytecie Gdańskim
- 2-letnią Szkołę Nowych Cichych Ustawień Rodzin w ramach Taunus-Institut für Stilles Familienstellen (Gerhard Walper i Wolfgang Deusser)
- Studium Coacha Life Advanced (Gdańs

kie Wydawnictwo Psychologiczne Szkolenia, Monika Zubrzycka-Nowak, Warszawa). Pasjonuje mnie rozwój człowieka, towarzyszenie ludziom w ich wielowymiarowych wewnętrznych podróżach, których głównym celem jest uwolnienie od doświadczania życia, jako ciężaru, bólu, w lęku, chorobach, odrętwieniu, blokadach, aby żyć coraz lżej, pełniej, jaśniej, szczęśliwiej. Jestem mamą 15-letniej Laili. Nieustannie się rozwijam i zgłębiam nowe metody pracy i poszerzania świadomości. Bardzo bliska jest mi praca z oddechem, często posługuję się wizualizacją, rysunkiem, metaforą. Kiedy do mnie przychodzisz, jesteś dla mnie wyjątkowym, jednostkowym istnieniem i szanuję w Tobie absolutnie wszystko - także to, z czym się zmagasz. To Ty i Twoje zmaganie jesteście dla mnie inspiracją do wyboru ścieżki postępowania. Ona jest częścią procesu, który wspólnie tworzymy podczas naszego spotkania, tak, aby jak najlepiej Ci służył. Pracujemy tak intensywnie i tak głęboko, jak jesteś na to gotowy/gotowa, i to od Ciebie zależy co zrobisz z uzyskanymi wglądami. Zapraszam na sesje indywidualne, a także - w przypadkach głębokich zaburzeń (np. lękowych, czy depresyjnych) lub ciężkich chorób - do skorzystania z sesji z uzdrowicielem duchowym Tadeuszem Pawłowskim z Siedlec, którego goszczę raz w miesiącu w Gdańsku. Jeżeli gorąco pragniesz zmiany - zadzwoń do mnie lub napisz: zobaczymy, jaki kolejny krok jest dla Ciebie najwłaściwszy.

18/11/2025

MIĘŚNIAKI MACICY
Jeśli usłyszałaś diagnozę „mięśniaki macicy”- nie jesteś sama. Dotykają nawet 70% kobiet przed menopauzą.

🩸 Z MEDYCZNEGO PUNKTU WIDZENIA:
Mięśniaki (fibroidy) to guzy łagodne tkanki mięśniowej macicy. Związane z nadmiarem estrogenów i niedoborem progesteronu → ale skąd się biorą te zaburzenia?
1. Zaburzenia owulacji / cykle bezowulacyjne (PCOS): Brak owulacji oznacza brak progesteronu – naturalnego „hamulca” dla wzrostu stymulowanego przez estrogen.
2. Insulinooporność i otyłość: Tkanka tłuszczowa produkuje dodatkowe estrogeny, a wysoki poziom insuliny stymuluje wzrost komórek.
3. Przewlekły stan zapalny: np. z powodu złej diety, infekcji tworzy idealne warunki do rozrostu tkanek.
4. Ksenoestrogeny: Toksyny ze środowiska (BPA w plastiku, ftalany w kosmetykach, pestycydy) naśladują działanie estrogenu, potęgując chaos.

➡️ PRZECIĄŻONA WĄTROBA: Twoja wątroba to główny zakład utylizacji hormonów. Jeśli jest obciążona toksynami, złą dietą czy stresem, nie radzi sobie z II fazą detoksu. Estrogeny, zamiast zostać usunięte, wracają do krwiobiegu i „karmią” mięśniaki.
➡️ DYSBIOZA I „ZŁY” ESTROBOLOM JELITOWY: Specyficzne bakterie jelitowe produkują enzym (β-glukuronidazę), który „uwalnia” estrogeny z powrotem do krwi. Zaparcia i dysbioza potęgują ten problem.
➡️ PRZEWLEKŁY STRES I OŚ HPA: Stres to kortyzol. Kortyzol blokuje owulację, obniża progesteron i „kradnie” zasoby do jego produkcji. Efekt? Dominacja estrogenowa, nawet przy jego normalnym poziomie.
➡️ ZASTÓJ KRĄŻENIA W MIEDNICY: Siedzący tryb życia, chroniczne napięcie mięśni dna miednicy i bloki emocjonalne prowadzą do niedotlenienia tkanek, stresu oksydacyjnego i gorszego odpływu toksyn z macicy.

☯️ W TCM mięśniak to fizyczny objaw Zastoju Qi (energii) i Krwi (Xue Yu) w obszarze macicy, często na tle nierównowagi Wątroby i Śledziony.

Zastój Qi Wątroby: Wynik tłumionego gniewu, frustracji, stresu. Energia nie płynie swobodnie, tworząc „korki” i zastoje, które z czasem materializują się jako guzy.
Zastój Krwi: Długotrwały zastój energii prowadzi do zastoju krwi. Objawy to bolesne miesiączki, ciemna krew ze skrzepami i wyczuwalne palpacyjnie guzy.
Wilgoć i Śluz (Tan Shi): Efekt słabego trawienia (słaba Śledziona) i diety bogatej w nabiał, cukier, przetworzoną żywność. Wilgoć „zagęszcza się”, tworząc masę.

🧠 Co ciało próbuje wyrazić?
Macica to Twoje centrum twórczości, kobiecości, seksualności i mocy. Mięśniaki często symbolizują stłumioną, niewyrażoną energię.
Niewyrażona kreatywność: Energia, która powinna iść w tworzenie (projektów, sztuki, relacji), kumuluje się i „tworzy do wewnątrz” – budując guz.
Stłumione emocje: Niewyrażony gniew, żal, frustracja tworzą chroniczne napięcie w mięśniach miednicy, prowadząc do zastoju.
Nadodpowiedzialność i potrzeba kontroli: Wzorzec kobiety, która „musi wszystko udźwignąć sama”, „nie może odpuścić”. Ciało fizycznie manifestuje ten ciężar. Mięśniak to często „pancerz” ochronny lub krzyk o pomoc: „Zatrzymaj się!”.
Psychologiczne wzorce:
✔️ „Muszę kontrolować wszystko, bo inaczej świat się zawali.”
✔️ „Gniew? Ja się nie złoszczę.”
✔️ „Moja wartość zależy od tego, ile zrobię, wytrzymam i poświęcę.”

💡 CO MOŻESZ ZROBIĆ?
✅ WSPIERAJ METABOLIZM ESTROGENÓW:
Dieta: Jedz warzywa kapustne (brokuły, kalafior – źródło DIM/I3C), siemię lniane. Ogranicz do zera cukier, nabiał, gluten i alkohol.
Wątroba: Wspieraj ją ziołami (mniszek, ostropest) i składnikami odżywczymi (cholina, witaminy z grupy B).
✅ REGULUJ HORMONY I INSULINĘ:
Suplementy: Magnez, cynk, ADEK, witamina c, inozytol, selen, jod, maca, morwa biała, berberyna– kluczowe dla równowagi.
Ruch: Regularna aktywność fizyczna (nawet spacer) uwrażliwia komórki na insulinę.
✅ UWOLNIJ ZASTOJE I EMOCJE:
Ruch dla miednicy: Joga, taniec intuicyjny, potrząsanie biodrami – poruszają energię i poprawiają krążenie.
Praca z ciałem i wyrażanie emocji.
✅ ZADBAJ O DETOKS I UKŁAD NERWOWY:
Unikaj toksyn: Wybieraj naturalne kosmetyki, filtruj wodę, jedz ekologicznie.
Zarządzaj stresem: Medytacja, głęboki oddech, kontakt z naturą – obniżają kortyzol i wyciszają układ nerwowy.

Twoje ciało ma potężną zdolność do samoregulacji. Chce mówić. Chce, byś je wysłuchała.

Suplementy polecane przeze mnie: karolinakott.pl/sklep

Pamiętajcie o pozostawieniu komentarza, polubieniu i podaniu dalej ;)

16/11/2025

🌿 Układ limfatyczny – cicha rzeka emocji 🌿

Układ limfatyczny to nasza wewnętrzna rzeka życia.
Nie bije jak serce, ale porusza się, gdy my się poruszamy.
Nie krzyczy jak ból, ale woła szeptem,
gdy zbyt długo zatrzymujemy w sobie łzy, gniew, rozczarowanie.

Kiedy limfa staje — to jakby stanęła radość.
To, co miało swobodnie płynąć, zaczyna się kumulować.
Nadmiar emocji, tłumione słowa, niewypowiedziane „nie” —
to wszystko zostaje w nas, jak wody stojące w dolinie,
które potrzebują jednego ruchu, by znów ruszyć ku morzu.

Układ limfatyczny to system oczyszczania nie tylko ciała,
ale też duszy.
To on usuwa to, co stare, niepotrzebne, toksyczne —
tak jak my powinniśmy pozwolić odpłynąć temu,
co już nie służy naszemu sercu.

Gdy limfa nie płynie, często czujemy się:
🩵 ospali, ciężcy, „zatopieni” w emocjach,
🩵 mamy spuchnięte ciało, obrzęki, zastoje,
🩵 czujemy brak kierunku, stagnację w życiu,
🩵 trudno nam płynąć z nurtem.

Bo limfa to ruch.
To taniec pomiędzy ziemią a wodą.
To życie w przepływie.

✨ Jak sobie pomóc:
– Zacznij od ruchu z miłością – spacer, taniec, drżenie ciała, rozciąganie.
Nie po to, by schudnąć. Po to, by ruszyć energię.
– Oddychaj głęboko, aż do brzucha — oddech to fala, która porusza wodę w tobie.
– Pij wodę z intencją oczyszczania.
Niech każda szklanka przypomina ci: „Pozwalam płynąć temu, co już nie moje.”
– Masuj ciało z czułością, szczególnie szyję, pachy, pachwiny —
to jak mówienie do siebie: „Nie musisz już dźwigać, pozwól odejść.”
– Płacz, gdy ciało tego chce. Łzy to limfa duszy.
Niech płyną.

I nade wszystko — nie zatrzymuj życia.
Nie trzymaj ludzi, wspomnień, emocji, które dawno odeszły.
Zaufaj, że twoja rzeka wie, dokąd płynie.

🌊 Dziś wybieram przepływ.
Pozwalam, by przez moje ciało i serce popłynęło to,
co oczyszcza, odnawia i uzdrawia.
Dziś moja limfa tańczy. Dziś ja żyję. 🌿

Medytacja Przepływu i Oczyszczenia Układu Limfatycznego 🌿

Usiądź lub połóż się wygodnie.
Zamknij oczy.
Poczuj, jak ciało opiera się o ziemię.
Poczuj jej ciepło, jej spokój, jej nieporuszoną mądrość.

Weź powolny, świadomy oddech.
Wdech przez nos...
I długi, miękki wydech przez usta...
Jeszcze raz.
Wdech...
I wydech...

Niech każdy oddech zabiera napięcie,
a każdy wydech tworzy w tobie więcej przestrzeni.

Teraz skieruj uwagę do swojego serca.
To tam zaczyna się przepływ — nie w ciele, lecz w uczuciach.
Zadaj sobie cicho pytanie:

„Czego wciąż nie potrafię puścić?”

Może to osoba, wspomnienie, emocja,
może jakieś „muszę” lub „powinnam”.
Nie analizuj. Po prostu pozwól, by pojawił się obraz lub uczucie.

Weź oddech w to miejsce.
I z wydechem powiedz sobie:

„Pozwalam temu odpłynąć.”

Teraz wyobraź sobie, że z czubka twojej głowy
spływa do ciała strumień miękkiego, perłowego światła.
To światło mądrości twojej duszy.
Płynie powoli w dół — przez szyję, ramiona, klatkę piersiową...
otula węzły chłonne, oczyszcza każdy zakamarek.

To światło nie pcha, nie wymusza.
Po prostu rozpuszcza to, co zastałe.

Poczuj, jak woda w tobie zaczyna się poruszać —
jak delikatna rzeka życia.
Jakbyś od wewnątrz zaczynała płynąć.

Z każdym oddechem czujesz, jak:
💧 napięcia z barków spływają w dół,
💧 obrzęki rozpuszczają się w ciepłym świetle,
💧 zastoje w brzuchu, biodrach, nogach zaczynają się ruszać,
💧 emocje, które zalegały w ciele, odnajdują ujście.

I mówisz do swojego ciała z czułością:

„Dziękuję, że mnie chroniłoś.
Dziękuję, że dźwigałaś wszystko, co trudne.
Teraz możesz puścić.
Pozwalam życiu płynąć przeze mnie swobodnie.”

Poczuj, jak z każdą chwilą twoje ciało robi się lżejsze.
Jakby w środku zaczynało świecić.
Jak woda w tobie tańczy w rytmie twojego oddechu.

Weź jeszcze trzy głębokie oddechy:
🌬️ Wdech – wciągasz światło, życie, ruch.
🌬️ Wydech – wypuszczasz stagnację, ciężar, smutek.

Zaufaj, że ta energia popłynie dalej sama.
Nie musisz kontrolować.
Wystarczy, że czujesz.

Na koniec połóż dłoń na sercu i powiedz:

💗
„Jestem przepływem życia.
Wszystko, co mnie zasila, krąży we mnie swobodnie.
Pozwalam, by ciało, emocje i dusza tańczyły razem w rytmie miłości.”
💗

Zostań jeszcze chwilę w ciszy.
Poczuj wdzięczność dla swojego ciała — za to, że mówi do ciebie językiem, który dziś naprawdę usłyszałaś.

🌊 Zakończ medytację powolnym powrotem do tu i teraz.
Porusz palcami dłoni, stóp, przeciągnij się.
I weź ze sobą jedno zdanie:

„Płynę. Nie zatrzymuję życia. Pozwalam mu mnie nieść.” 🌿

Łączę duchowość, energetykę i mądrość ciała, by prowadzić przez proces wewnętrznego przebudzenia do swojej miłości i mocy
Iwona Grzesik

Jeśli to, co tworzę, porusza Cię i wspiera – możesz postawić mi symboliczną kawę. To dla mnie realna pomoc i ogromna wdzięczność.
https://buy.stripe.com/5kQ6oJewD9Us8GC8cJ5AQ00

16/11/2025

💔Dlaczego ofiary przemocy nie odchodzą?

Po filmie „Dom dobry” sporo osób zastanawia się, dlaczego bohaterka tak długo trwała w przemocowym związku.
Dla osoby, która nie doświadczała przemocy, takie zachowanie jest całkowicie absurdalne i nielogiczne. Bierność krzywdzonej osoby może wywoływać u otoczenia (nie będącego w takim stanie emocjonalnym jak ofiara) nie tylko bezradność, ale też frustrację, czy nawet złość.

Często sytuacja pokrzywdzonej osoby jest obiektywnie bardzo trudna (brak możliwości powrotu do rodziny pochodzenia, konieczność opieki nad małymi dziećmi, brak perspektyw na dobrze płatną pracę np. z powodu wielu lat zajmowania się domem i potomstwem). Bywa jednak, że kiedy bliscy podsuwają rozwiązania, które mogłyby być pomocne, są one już na starcie odbierane jako niemożliwe do zrealizowania. Im dłuższa i intensywniejsza doświadczana przemoc, tym większa beznadzieja i niemoc u poszkodowanej osoby. Nie wszystkim udaje się pomóc. Są osoby tak stłamszone i zaszczute, że nie są już w stanie wydostać się z destrukcyjnego zniewolenia.

Ofiarą przemocy domowej może być każdy - partner, partnerka, córka, syn, starsza schorowana matka czy zniedołężniały ojciec.
Natomiast wspólne jest to, że u każdej z tych osób działają silne mechanizmy psychologiczne, które utrzymują ją w toksycznej relacji pomimo przewlekłego dojmującego cierpienia.

🖤 Więź traumatyczna (trauma bonding).
Emocjonalny rollercoaster w przemocowej relacji (strach, ulga, czułość po przemocy) tworzy silne uzależnienie emocjonalne. W biochemii mózgu przypomina to uzależnienie od substancji psychoaktywnych, powoduje naprzemienny wyrzut noradrenaliny i dopaminy.
Im bardziej przerażający lęk przed oprawcą, tym większy wyrzut dopaminy („hormonu nagrody”) tworzący „emocjonalny haj”, kiedy partner znów staje się czuły, opiekuńczy i ciepły. „Seks po kłótni” może dawać tak dużą przyjemność, że z nawiązką wynagradza ofierze doznane upokorzenia.

Więź traumatyczna powstaje nie tylko w relacjach romantycznych, lecz także w więzi dziecka z przemocowym rodzicem. W takim przypadku jest bardzo duże ryzyko, że w dorosłości taka osoba będzie czuła „chemię” tylko w niestabilnych i toksycznych relacjach (np. z „bad boyami” czy „femme fatale”).

Przemocowcy w rodzinnych relacjach mogą funkcjonować jakby mieli „dwie twarze”. Tą ciepłą, czułą, kochającą i tą drugą - zimną, okrutną, cyniczną i nieobliczalną w ataku furii. Bliscy mogą mieć poczucie, że agresywna osoba tak naprawdę jest dobra, „tylko czasem wychodzi z niej potwór”. Takie wrażenie jest wyjątkowo silne, jeśli do przemocy dochodzi tylko pod wpływem alkoholu, a na codzień sprawca jest oddanym partnerem czy rodzicem. Członkowie rodziny mogą starać się przyjmować przeróżne strategie, żeby nie dopuścić do przemiany w sadystę (wszystkie tak naprawdę sprowadzają się do podporządkowania i spełniania oczekiwań agresora).

W związkach może pojawiać się „syndrom ratownika”; zwłaszcza u kobiet, które są socjalizowane do bycia opiekuńczymi, empatycznymi i wspierającymi. „Ratowniczka”może tłumaczyć agresywne zachowania partnera, np tym, że „miał trudne dzieciństwo”, „nie radzi sobie ze złością, bo sam był bity przez ojca”, „matka zawsze z niego szydziła, a koledzy gnębili, nic dziwnego, że dziś nie potrafi przyjmować krytyki”, „gdyby narzeczona go nie zdradzała, nie byłby teraz taki zazdrosny”. Może widzieć w nim nie sprawcę, a ofiarę przemocy. W związku z tym, ile krzywd go spotkało, bardzo długo może mu wybaczać karygodne zachowania.
Na koniec „ratowniczka” może mieć też nadzieję, że swoją miłością uleczy traumy agresora i pomoże odzyskać wiarę w ludzi. Taka postawa na wiele lat może uczynić z niej zakładniczkę toksycznej bliskości.

🖤 Wyuczona bezradność.
Przemocowcy bardzo często potrafią dobrze manipulować otoczeniem. Mogą być postrzegani jako pomocni sąsiedzi, wzorowi pracownicy i godni zaufania znajomi. Także w uwodzeniu są w stanie być mistrzami.

Relacje z potencjalną ofiarą przeważnie zaczynają od bombardowania miłością (love bombing) – zasypywania czułością, ujmującymi komplementami, obłędną namiętnością, całkowitą uwagą i deklaracjami, które tworzą iluzję nadzwyczajnej i wyjątkowej relacji.
Szczególnie osoby głodne miłości, poranione traumatycznymi relacjami, łatwo dają się omamić tym niesamowicie romantycznym gestom i zapewnieniom o bezgranicznej miłości.
Przyszli oprawcy wydają się totalnie zadurzeni w ofierze, proponują częste rozmowy i spotkania, tak naprawdę po cichu stopniowo przejmując jej przestrzeń emocjonalną i życiową. Udając troskę, dyskretnie zaczynają ją coraz bardziej osaczać i kontrolować.

Umiejętnie wyczuwają deficyty partnerki/ partnera, oferują „uzdrowienie” dawnych traum, kreują siebie jako jedyne źródło ukojenia, remedium na doznane krzywdy.
Pokiereszowana i pogubiona osoba ma nadzieję, że w końcu odnalazła prawdziwą miłość, która wynagrodzi wszystkie dotychczasowe cierpienia.
Niestety sprawca wcale nie czuje emocji ofiary, ale skrupulatnie skanuje jej słabe punkty, to właśnie one będą źródłem późniejszej kontroli.
Z drugiej strony izoluje ofiarę od alternatywnych źródeł wsparcia; podważa szczerość intencji przyjaciół i rodziny, buduje narrację, że to związek jest jedynym bezpiecznym miejscem.

Kiedy ofiarą jest już emocjonalnie uwikłana, oddana oprawcy i bezbronna, agresor może sięgnąć po kluczowe narzędzie kontroli psychicznej - gaslighting.
Zaczyna coraz częściej zaprzeczać niewygodnym faktom, coraz intensywniej krytykuje i wyśmiewa emocje, dyskredytuje zdolność ofiary do adekwatnej oceny sytuacji, podważa jej sposób widzenia świata, sukcesy i kompetencje, a nawet kłamanie, by całkowicie ją podporządkować i uzależnić od siebie.
Osoba odurzona obezwładniającą miłością jest kompletnie zdezorientowana, nie rozumie co się dzieje, nie potrafi skutecznie się bronić przed ciosami ukochanej osoby.

Takie postępowanie systematycznie odbiera poczucie sprawczości, „podcina skrzydła” i uniemożliwia ucieczkę z klatki przemocy.
Ofiara gaslightingu często czuje się zagubiona, zaczyna wątpić we własną pamięć i zdrowy rozsądek. Pojawia się wstyd, lęk i przekonanie, że „może faktycznie coś jest ze mną nie tak”. Z czasem osoba zaczyna bardziej ufać interpretacjom sprawcy niż swoim własnym, co prowadzi do zależności i wycofania. To doświadczenie często wiąże się też z poczuciem utraty siebie — jakby ktoś powoli przejmował kontrolę nad jej wewnętrznym kompasem.

Wyuczona bezradność jest potęgowana każdą kolejną nieudaną próbą konfrontacji z agresorem czy wyprowadzkami kończącymi się powrotem. Ofiara przemocy może być zaszczuta przez sprawcę i realnie obawiać się zemsty z jego strony, gdyby rzeczywiście zdecydowała się zakończyć relację: choćby pomówień, walki o dzieci czy przemocy wobec osób udzielających jej schronienia.
To wszystko może powodować lęk paraliżujący jakiekolwiek dalsze próby separacji.

🖤 Cykl przemocy domowej.
Nieprzewidywalność zachowań agresora, naprzemienne ciepło i chłód z jego strony powodują, że ofiara jeszcze bardziej stara się spełniać oczekiwania, aby dobre momenty trwały jak najdłużej, aby móc poczuć choć w części to miłosne upojenie z początku relacji.

Bombardowanie miłością to także sposób udobruchania ofiary po okresach najintensywniejszej przemocy. W czasie „miodowego miesiąca” sprawca przeprasza, obiecuje poprawę, jest czuły, kochający i oddany. U poranionej osoby pojawia się nadzieja, że „tym razem będzie inaczej, teraz już napewno zrozumiał/a, że mnie kocha i będzie mnie szanować”.

🖤 Wstyd i poczucie winy.
Agresorzy zawsze za swoje wybuchy oskarżają otoczenie. W końcu ofiara rzeczywiście zaczyna wierzyć, że to ona jest źródłem problemów, ma trudny charakter, nie można z nią wytrzymać. Nie szuka pomocy, ponieważ już nie liczy na lepsze traktowanie.

🖤 Syndrom Sztokholmski.
Ofiara przemocy, czując się całkowicie zależna od oprawcy, przyjmuje jego perspektywę, aby jakkolwiek odzyskać kontrolę i móc przewidzieć, co może spowodować jego złość.

Jest to szczególnie częste u dzieci, ponieważ rodzice są dla nich synonimem bezpieczeństwa, są całkowicie niesamodzielne społecznie i ekonomicznie. Czują, że nie ma dla nich nadziei, że na wiele lat są skazane na życie w takim świecie. Walka z agresywnym rodzicem na dłuższą metę będzie powodować tylko narastające problemy, lepszym rozwiązaniem wydaje się nauka zasad gry i odpowiednie sprawowanie.

🖤 Złożony Zespół Stresu Pourazowego.
Głównym mechanizmem obronnym w PTSD jest dysocjacja. Kiedy poziom cierpienia grozi rozpadem psychiki, umysł „odłącza” niektóre funkcje. Dzięki temu można przetrwać nawet nieludzki ból. Niestety cena płacona za przeżycie to utrata kontaktu z rzeczywistością. Nie widzenie brutalnej prawdy chroni przed szaleństwem, ale uniemożliwia też racjonalną ocenę sytuacji i szukanie skutecznych rozwiązań.

W wyniku dysocjacji ofiara może nie pamiętać najbardziej traumatycznych wydarzeń, odczuwać emocjonalne odrętwienie w trakcie aktywnej przemocy, popadać w derealizację (mieć wrażenie, że świat zewnętrzny jest nierealny, „to wszystko nie dzieje się naprawdę”), lub depersonalizację (odłączyć się od własnego ciała, być obserwatorem patrzącym z boku na wstrząsające zajście).
Z czasem zamrożenie może być reakcją na większość stresowych bodźców, stać się domyślnym stylem funkcjonowania.

🖤 Błąd utopionych kosztów.
Ofiara przemocy nie potrafi zakończyć związku, ponieważ zainwestowała w niego zbyt wiele czasu i energii. Trudno jej zrezygnować z nieustępliwej nadziei na to, że partner w końcu się kiedyś zmieni; pogodzić się z utratą marzeń o możliwej szczęśliwej wspólnej przyszłości. Trudno jej uznać, że poniosła porażkę, zakochując się w niewłaściwej osobie i wiążąc z oprawcą.

🖤 Izolacja społeczna.
Powyższe mechanizmy odbierają ofierze nadzieję na lepsze życie, powodują przekonanie, że „lepsze znane piekło niż nieznane niebo”.
Ofiary przemocy czują, że żyją inaczej niż bliscy czy znajomi, wstydzą się „przyzwalania” na przemoc.
Wstyd może być szczególnie paraliżujący u mężczyzn doświadczających przemocy. W patriarchalnym społeczeństwie nie bezzasadnie mogą obawiać się drwin, wyśmiewania, podważania ich męskości, a w najlepszym wypadku - politowania.
To wszystko powoduje, że krzywdzone osoby zamykają się w sobie, nie oczekują zrozumienia.

A otoczenie często na prawdę nie wie, w jak skomplikowanych mechanizmach utknęła bliska osoba i nie potrafi adekwatnie oferować jej pomocy i wsparcia.
W ten sposób koło przemocy domowej się zamyka…

🆘 Przewlekła przemoc fizyczna nie zaczyna się od pierwszego ciosu, to wynik wielu lat systematycznego manipulowania, kontrolowania, upokarzania i dyskredytowania ofiary przez agresora (wliczając także dzieciństwo).
Ekstremalna przemoc psychiczna też eskaluje z czasem. Zaczyna się zawsze od „niewinnych” żartów z ofiary, „drobnych” kłamstewek czy dyskretnych prób narzucania swojego zdania.

Stawanie się ofiarą przemocy jest długotrwałym procesem narastającego popadania w bezradność, podważania swojej sprawczości, odcinania się od przerażającej realności i coraz głębszego uzależniania od oprawcy.

Dlatego pierwszym krokiem nie zawsze jest odejście, ale stopniowe odzyskiwanie kontaktu z własnym „Ja”, z tym wszystkim co w wyniku przemocy zostało ofierze odebrane.

👉 Jeśli znasz kogoś, kto może doświadczać przemocy - nie oceniaj.
Nie pytaj „dlaczego nie odchodzi?” - ofiara często sama nie potrafi nazwać tego, co się z nią dzieje.
Zapytaj „jak mogę Ci pomóc, żebyś nie była sama?”. To wystarczy. Bycie obok, słuchanie, próba zrozumienia, akceptacja.
I zapewnienie, że nie zostawi się bliskiej osoby bez pomocy, jeśli zdecyduje się kiedyś wyjść z toksycznej relacji.

Fot. Materiały prasowe

11/11/2025

Ciekawy artykuł mi wpadł. Myślę, że zainteresuje każdego, kto potrzebuje chodzić biegać, myśleć i budować pojemność na siebie i życie w ruchu i przestrzeni.

Artykul „The Walking Drive” autorstwa Lily Meyersohn, opublikowany w TAP Magazine opisuje współczesny rozwój i znaczenie terapii w ruchu, czyli terapii spacerowej (walking therapy) -formy pracy psychoterapeutycznej odbywającej się podczas wspólnego spaceru pacjenta i terapeuty. Artykuł łączy wątki kliniczne, historyczne i psychoanalityczne, pokazując, że chodzenie może stać się nie tylko alternatywą dla terapii w gabinecie, lecz także sposobem przywrócenia cielesności, relacyjności i zakorzenienia w świecie.

Po krótce opiszę treść, a link do artykułu wstawiam w komentarzu.

Nowe rozumienie popędu tzw. 'pulsion viatorique'

Meyersohn rozpoczyna od koncepcji Gérarda Haddada, który zaproponował nowy rodzaj popędu 'pulsion viatorique", czyli popęd wędrowny / chodzenia. Zanim człowiek staje się istotą mówiącą, jest istotą chodzącą; ruch jest pierwotną formą istnienia. Wspomina, że w micie o Edypie była mowa o okaleczonych przez ojca stopach, które uniemożliwiały mu chodzenie. To mit, który ma szczególne znaczenie dla psychoanalizy.

Rozwój terapii spacerowej

Okazuje się, że coraz więcej terapeutów z różnych nurtów włącza spacery do swojej praktyki – w parkach Nowego Jorku, na plażach Los Angeles, w wiejskich krajobrazach Wielkiej Brytanii.
Powody:

*wzmacnianie przymierza terapeutycznego,

*obniżanie hierarchii i napięć w relacji,

*przywrócenie kontaktu z naturą i światem społecznym,

*fizyczna ulga wobec ograniczeń terapii „na krześle”

*Wielu pacjentów, zmęczonych terapią online po pandemii, szuka dziś terapii w ruchu i obecności przy naturze.

Kontener i przestrzeń terapeutyczna

Psychoanaliza tradycyjnie operuje pojęciem „kontenera” (Bion) - zamkniętej przestrzeni, w której analityk utrzymuje i przetwarza emocje pacjenta.
Okazuje sie, że terapeutyczne „trzymanie” może mieć miejsce także w otwartej przestrzeni, gdzie krajobraz i natura stają się współ-kontenerem.
Przykład: brytyjska terapeutka Lara Just opisuje, że na zewnątrz „uważność” działa inaczej: natura uczestniczy w relacji, rozszerzając ją w triadę: pacjent-terapeuta-świat.

Mam teraz w myślach wiele obrazów rodziców, którzy chodzą po pokoju, mieszkaniu, spacerują długie godziny na dworze z małym dzieckiem kołysając je lub kładąc w wózku. Czy to może tworzenie psychicznego kontenera? Co dzieje się w naszych umysłach, gdy chodzimy i przetrawiamy silne stany emocjonalne niemowląt? Dlaczego chodzimy? Jak chodzenie pomaga nam w myśleniu? W przetwarzaniu pierwotnych stanów? W czuciu?

Nie dla odcieleśnienia

Według psychoanalityka Fernando Castrillona, coraz więcej młodych pacjentów „mówi poprzez ciało”. Cierpi somatycznie, zanim znajdzie słowa.
Terapia w ruchu pozwala przywrócić jedność psyche i somy, zamiast traktować ciało instrumentalnie, terapeuta i pacjent doświadczają go jako części procesu symbolizacji.
Dla Castrillona „kiedy pacjent chodzi, on mówi” jego ciało uczestniczy w akcie mówienia.
Spacer ujawnia też fizyczność relacji: obecność ciała, oddechu, granic, wstydu. Chodzenie obok siebie, bez kontaktu wzrokowego, może redukować lęk i poczucie oceniania, paradoksalnie zbliżając tę formę do klasycznej sytuacji freudowskiej z kanapą, gdzie pacjent mówi bez patrzenia na analityka.

Freud i pierwsi „chodzący analitycy”

Choć psychoanaliza kojarzona jest z kanapą, Freud sam prowadził „analizy w ruchu” - np. z kompozytorem Gustavem Mahlerem, podczas czterogodzinnego spaceru w 1910 r. po kanałach w Lejdzie.
Freud i jego następcy (Reich, Ferenczi) rozumieli znaczenie ciała, lecz w rozwoju instytucjonalnym psychoanaliza oddzieliła się od ruchu i przestrzeni publicznej, wybierając zamknięty gabinet jako „kontrolowane środowisko”.

To ciekawe, bo jak myślę o Freudzie, ale także o innych myślicielach to także pojawia mi się obraz myślenia i chodzenia. A więc w ruchu!

Terapia spacerowa w opiece środowiskowej

Nie każdemu taka metoda służy, ale bywa skuteczna w pracy z osobami po traumie, z psychozami czy z pacjentami, którzy źle znoszą zamknięcie.
Czasem to właśnie otwarta przestrzeń daje poczucie kontenerowania, szczególnie osobom, dla których ściany kojarzą się z instytucjonalnym przymusem czy więzieniem.
Castrillon przywołuje przykład pacjenta z psychozą, który dopiero podczas spaceru zaczął mówić - ruch uruchomił symbolizację.

I faktycznie w ramach szpitali psychiatrycznych wiele placówek stara się o to by możliwy byl ruch. Ale myślę, że tutaj w Polsce niebardzo w gabinetach jeszcze przychodzi nam to do głowy, szczególnie w przypadku osób dorosłych. Terapeuci dziecięcy naturalnie ruch mają wpisany w gabinet, ale czy często wychodzą z dziećmi i młodzieżą na spacer prowadząc terapię?
Rozmawiając i chodząc?

W Ameryce Południowej, zwłaszcza w Argentynie i Brazylii, od lat 60. rozwija się metoda terapeutycznego towarzyszenia (TA). Jest tk forma „chodzącej terapii” zorientowanej psychoanalitycznie. Terapeuci towarzyszą pacjentom w ich codziennych aktywnościach, nie ograniczając pracy do gabinetu. Celem jest zanurzenie się w świecie pacjenta, nie jego adaptacja do normy.
Ciało, przestrzeń i gest stają się częścią komunikacji tak jak u pacjenta nieposługującego się mową, który „wybierał drogę” jako formę wypowiedzi.

Terapia uliczna (Street Therapy)

W USA najbliższym odpowiednikiem TA są programy mobilnych zespołów terapeutycznych pracujących z osobami bezdomnymi i psychotycznymi.
Przykład: Natalie Casagran Lopez z Nowego Jorku prowadzi sesje z pacjentami na ulicach - czasem rozmawiają, idąc między samochodami czy siedząc na krawężniku.
Miasto staje się środowiskiem trzymającym, a terapeuta uczy się reagować na rytm pacjenta i jego terytorium. Takie „zanurzenie” w świecie pacjenta pozwala uniknąć przymusu asymilacji i daje szansę na transformację doświadczenia miejsca naznaczonego cierpieniem.

Meyersohn pokazuje, że chodzenie w terapii nie jest modą ani „fitnessową” alternatywą dla gabinetu, lecz powrotem do pierwotnego wymiaru psychicznego doświadczenia, czyli do ruchu, ciała i przestrzeni wspólnej. Te myśli wzbudzają wiele pytań i wątpliwości, ale trzeba przyznać, że są bardzo ożywcze i inspirujące.

Myślę, tez o tym co mówią od lat ciała psychoterapeutów siedzących godzinami w fotelach. Chorobą zawodową stają się bóle kręgosłupa. Trawiąc emocje w unieruchomionym ciele coś działa nie tak. Z drugiej strony nie zawsze chodzić można. Nie zawsze trzeba. A czasem koniecznych jest wiele sesji, by ruch w życiu pacjenta mógł się dopiero pojawić. Jednak połączenie przestrzenności ruchu fizycznego i psychicznego w psychoterapii otwiera ciekawe horyzonty.

Co myślicie? Hmm?

Grafika z artykułu w The American Psychoanalyst - TAP (link w komentarzu) autorstwa Tati Nguyễn

04/11/2025

📞 Telefon Zaufania dla Nauczycieli już działa!

W każdy poniedziałek w godzinach 13:00–17:00, nauczyciele i specjaliści szkolni mogą skorzystać z bezpłatnego wsparcia psychologicznego.
Numer telefonu: +48 510 338 182
To linia stworzona z myślą o tych, którzy każdego dnia towarzyszą dzieciom i młodzieży – również w ich kryzysach.
Możesz:
✔️ porozmawiać z psychologiem o trudnej sytuacji związanej z uczniem,
✔️ uzyskać indywidualne wsparcie emocjonalne.

Rozmowa ma znaczenie.

Telefon został uruchomiony dzięki wsparciu firmy UmmU

04/11/2025

CHORY W WYNIKU SZCZEPIENIA?

Pod moim ostatnim postem pewna pani stwierdziła, że jeśli osoba się zaszczepiła, to nie potrzebuje żadnych emocjonalnych konfliktów, żeby zachorować i umrzeć.
Chciałabym się do tego odnieść.
Otóż moje obserwacje z ostatnich siedmiu lat pracy jako konsultantki psychobiologii są takie, że konflikt jest zawsze. Jeszcze nie spotkałam się z sytuacją, że przyszedł ktoś z objawami i nie udało się znaleźć ich psychosomatycznej przyczyny. Wszystkie czynniki zewnętrzne w każdym przypadku były co najwyżej zapalnikiem uruchamiającym reakcję w ciele a nie jej przyczyną.
Przykładowo, nikt nie choruje od niewłaściwej diety, lecz niewłaściwa dieta, przejadanie, kompulsywne jedzenie są następstwem przeżytej traumy, są więc czynnikiem wtórnym a nie pierwotnym. Ośmielę się stwierdzić, że to jak odżywia się większość, jak również ogólny kryzys żywieniowy (patrz wywiad prof. Cichosz u B. Rymanowskiego) również jest efektem zbiorowego społecznego konfliktu czy konfliktów.
Nie choruje się też bezpośrednio w wyniku narażenia na wirus czy bakterie, potrzeba odpowiedniego podłoża, żeby dany patogen miał się na czym rozwinąć, a takim podłożem jest to, co dana osoba przeżyła lub przeżywa trudnego. Ma to przełożenie również na tzw. epidemie, gdzie zbiorowo przeżywamy pewne emocje, co przekłada się na zbiorowe objawy. Pisałam o tym w 2020.
No i wreszcie nie choruje się bezpośrednio z powodu przyjęcia szczepionki, bo inaczej każdy, kto się zaszczepił powinien zachorować a wiemy, że tak nie jest.
Nawet w przypadku dzieci z autyzmem, gdzie powiązanie między szczepieniem a wystąpieniem objawów wydaje się dość oczywiste zawsze jako pierwotną przyczynę znajduję pakiet wewnętrznych emocjonalnych konfliktów występujących w rodzinie dziecka.

Odniosę się jeszcze do pewnej konkretnej szczepionki, którą masowo przyjęli ludzie kilka lat temu.
Są różne narracje na jej temat i tego, co ona powoduje. Stopniowo ujawniane są też badania nad korelacją między przyjęciem szczepienia, a wystąpieniem niektórych chorób.
W necie mówi się o śmiercionkach, o zmarł na(i)gle, o zagrożeniu dla osób niezaszczepionych w wyniku kontaktu z zaszczepionymi.
To ostatnie szczególnie wzbudza moje zdziwienie. Czy nie taką narracją częstowano nas w przypadku zwykłych szczepień, tylko w drugą stronę? Że to osoby niezaszczepione jakoby stanowią zagrożenie dla zaszczepionych? Na co myślący odpowiadali: skoro się zaszczepiłeś, a wierzysz, że szczepionka cię chroni, to nie masz powodu bać się zachorowania.
Teraz narracja idzie w drugą stronę. Wmawia się ludziom niezaszczepionym na srovid, że powinni bać się zaszczepionych i ich unikać! I kto im to wmawia? Ci niby świadomi!!!
A przecież i w jednym i drugim przypadku chodzi o STRACH.
Masz się bać, nieważne czego. Kiedy się boisz, jesteś niewolnikiem i można cię bezkarnie doić. Kiedy się boisz, twoja odporność leci na łeb na szyję i stanowisz wspaniałe podłoże dla wszelkiego rodzaju chorób.

Nie mam zwyczaju pytać klientów na sesji czy szczepili się na srovid, bo wiedząc, co robi strach, nie chcę go wzmacniać w tych, którzy się zabiegowi poddali i teraz żałują. Oni i tak już wystarczająco się boją.
Druga rzecz to to, że i tak najważniejsze jest podłoże.
Jeśli ziarno padnie na beton nie wykiełkuje.
Jeśli nie masz w sobie żadnych zahaczek, ukrytych konfliktów (strach przed chorobą również jest konfliktem zdolnym ją wywołać!), to po co ci chorować?
Nie ma żadnego powodu, no chyba, że wierzysz, że objawy biorą się z sufitu lub braku leków ;)
Raczej wtedy nie przeczytasz tego posta.

I trzecia rzecz: po co tworzyć w sobie i na zewnątrz dodatkowe podziały, kiedy to właśnie one są pierwotnym podłożem chorób?

I ostatnia:
Świadomość zawsze jest nadrzędna.
Duch włada nad materią, nigdy odwrotnie.

Izabela Wudarczyk

Ps.
Dla ścisłości dodam, że nie uznaję wstrzykiwania sobie jakichkolwiek substancji za profilaktykę zdrowia, podobnie jak nie uznaję za taką wczesnego wykrywania.

Można się ze mną nie zgadzać :)

Na zdjęciu przykład jak rośnie na żyznym podłożu 😁

Adres

Kartuska 124/2
Gdansk
80-138

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 17:30 - 20:30
Wtorek 17:30 - 20:30
Środa 17:30 - 20:30
Czwartek 17:30 - 20:30
Piątek 17:30 - 20:30
Sobota 09:00 - 15:00

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Hollistic - Katarzyna Dembowska umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Hollistic - Katarzyna Dembowska:

Udostępnij