01/12/2025
Coś pięknego ❤️
Kto nie słuchał, niech koniecznie kliknie tutaj: https://www.polskieradio.pl/trojka/audycje/wszystkie-ksiazki-swiata-,10653/odcinek/nowa-funlandia-widziana-oczami-michaela-crummeya,06a419a1-fe99-4e2c-83e0-5fbcc694b6c4
[„WSZYSTKIE KSIĄŻKI ŚWiATA”. ODCINEK OSIEMDZIESIĄTY SZÓSTY]
— Podobnie jak wszędzie w Ameryce Północnej, na długo przed przybyciem Europejczyków na Nową Fundlandię istniały tam tysiące lat osadnictwa ludności rdzennej. Z tego, co dziś wiemy — a obraz ten wciąż się zmienia wraz z postępami badań archeologicznych — fale osadnictwa tworzyli przede wszystkim rdzenni mieszkańcy przybywający z kontynentu, głównie z Labradoru, a prawdopodobnie także z Nowej Szkocji, osiedlający się wzdłuż wybrzeża Nowej Fundlandii. W głębi lądu osad było niewiele, bo wszystko, co było potrzebne do życia, znajdowało się na wybrzeżu, a nie w centrum wyspy. Kiedy Europejczycy zaczęli tu docierać i się osiedlać — w XVI wieku, choć liczniej dopiero w XVII — rdzenną ludnością był lud znany jako Beothukowie. Historia relacji Europejczyków z Beothukami, podobnie jak w większości miejsc obu Ameryk, nie należała do najlepszych. Z tego, co wiemy, Beothukowie stanowili bardzo niewielką społeczność. Obecnie przypuszcza się, że w momencie pierwszego kontaktu liczyli od 500 do 5000 osób: nie mniej niż 500, ale też nie więcej niż 5000. Większość badaczy szacuje ich liczebność na 2-3 tysiące osób. Nie wiemy, dlaczego, ale byli bardzo zamknięci i unikali wszelkiego kontaktu z Europejczykami. Przypuszcza się, że na początku doszło do kilku wyjątkowo negatywnych spotkań, po których uznali, że nie chcą mieć z przybyszami nic wspólnego, i wycofali się z miejsc zajmowanych przez Europejczyków. W końcu jednak, pod koniec XVIII i na początku XIX wieku, nie mieli już dokąd się cofać
— mówi Michael Crummey, wspaniały pisarz z Nowej Fundlandii, tegoroczny laureat Międzynarodowej Nagrody Literackiej przyznawanej w Dublinie, jednego z najważniejszych i finansowo najwyższych wyróżnień dla pisarzy. Jest to jednocześnie trofeum wyjątkowe — nominują do niego biblioteki publiczne z całego świata!
Crummey, którego wszystkie dotychczasowe książki ukazały się po polsku (dbał o to Michał Alenowicz, wydawnictwa Wydawnictwo Wiatr od Morza, teraz Kanadyjczyka "przejęło" Wydawnictwo Świat Książki (ale pokojowo, w porozumieniu z panem Michałem!), gościł w Polsce dekadę temu na Big Book Festival i jest niezwykle popularny w niektórych kręgach. Ma oddanych czytelników, których fascynują opisywane przez niego historie. Jest wierny swojej małej ojczyźnie, czyli Nowej Fundlandii. Nie inaczej rzecz ma się z właśnie opublikowanym — w przekładzie Roberta Sudoła — "Nieprzyjacielem", powieścią, która dała mu zwycięstwo w Dublinie.
Można tę książkę czytać jako pierwszą, ale nie można też nie zauważyć, że — z wielu powodów — jest kontynuacją "Bez winy", powieści opublikowanej oryginalnie w 2019 roku.
Sam pisarz mówi: — "Nieprzyjaciel” naprawdę wyrósł z "Bez winy”. I to jest dla mnie dziwne. (...) Piszę o Nowej Fundlandii, by spróbować wyjaśnić sobie i innym, czym jest ta wyspa. To była absolutna prawda aż do momentu, kiedy powstały obie te książki. Ich akcja dzieje się tutaj i bardzo się starałem, jak zawsze, by były możliwie jak najwierniejsze temu miejscu. Jeśli chodzi o to, jak ludzie żyli w Nowej Fundlandii, jak Europejczycy funkcjonowali tu pod koniec XVIII wieku, zrobiłem wszystko, by zachować zgodność z dokumentami archiwalnymi, ale same powieści dotyczą tematów, których doświadczenia mogłyby wydarzyć się gdziekolwiek.
Zacznę więc od "Bez winy", której nigdy nie zamierzałem pisać. W ogóle nie chciałem się za tę książkę zabierać, ale w archiwach prowincji w St. John’s znalazłem bardzo krótką relację... Szukałem czegoś zupełnie innego i natknąłem się na tę historię. Nie pamiętam nawet, czy była autorstwa duchownego, czy go tylko dotyczyła, ale działa się w Nowej Fundlandii, w czasach tak wczesnych, że większość społeczności była zbyt mała, by mieć własne kościoły, więc duchowni podróżowali. Podczas jednej z takich podróży wzdłuż wybrzeża duchowny natknął się na osierocone rodzeństwo — brata i siostrę — żyjących samotnie w maleńkiej zatoczce. Szybko zorientował się, że dziewczyna jest w ciąży, i założył, że ojcem jest brat. Był o tym przekonany — i miał rację. Jako duchowny zaczął ich pouczać, jak ciężki grzech popełnili, jak straszne było to, co zrobili. W końcu brat pogroził mu bronią i przegonił go z zatoki. To wszystko. Tyle zawierała ta relacja. Nie było w niej wzmianki o tym, jak znaleźli się w tej sytuacji ani co się z nimi stało później. Moja pierwsza myśl brzmiała: "O, tu jest jakaś historia". (...) Napisałem tę książkę. Szczerze mówiąc, myślałem, że to będzie koniec mojej kariery. Wysłałem ją w świat. Książka nie nazywała się początkowo "Bez winy". Miała wiele innych tytułów, które nie podobały się wydawcom. To moja żona, kiedy szukaliśmy właściwego tytułu, powiedziała: "Wiesz, ciągle myślę o pojęciu niewinności". Gdy tylko to powiedziała, pomyślałem: "To chyba jest tytuł". Wiem, że w języku polskim brzmi to trochę inaczej, ale to właśnie niewinność tych dzieci, ich brak świadomości własnej natury, chciałem opisać. Dlatego "Bez winy" wydawała mi się idealnym tytułem. I właśnie z tego powodu zacząłem dużo myśleć o "Pieśniach niewinności i doświadczenia" Williama Blake’a. Nie wiem, czy polscy czytelnicy znają Blake’a i te utwory, ale dla tych, którzy nie znają — to dwa krótkie cykle liryczne.
W "Pieśniach niewinności" Blake pisze o pięknie dzieciństwa i natury: dzieci bawią się na polach, jagnięta biegają po łąkach. Potem stworzył cykl zatytułowany "Pieśni doświadczenia". Biorąc te same dzieci, jagnięta i wszystko inne z "Pieśni niewinności", odwraca je do góry nogami i pisze coś zupełnie przeciwnego. Napisał kiedyś, że chciał pokazać dwie przeciwstawne natury ludzkiej duszy. W "Pieśniach doświadczenia" dzieci są żebrakami na ulicach albo kominiarzami, jagnięta trafiają do rzeźni, a natura jest niszczona przez wczesny kapitalizm w Anglii. Zacząłem się zastanawiać, czy mógłbym zrobić coś podobnego w powieści. Czy mógłbym wziąć elementy niewinności, odwrócić je i napisać coś przeciwnego?
O "Nieprzyjacielu", Nowej Fundlandii, odtwarzaniu świata sprzed trzech wieków i tego, jak bardzo przypomina on ten dzisiejszy, a także o tym, co zawdzięcza bibliotekom, Michael Crummey opowie we "Wszystkich książkach świata" w Trójka - Program 3 Polskiego Radia w niedzielę o 20:00. Dla słuchaczy będę miał egzemplarze powieści — jest wciągająca, niepokojąca, smutna i piękna jednocześnie.
Do usłyszenia!