Kronikarz Cieni

Kronikarz Cieni Kronikarz Cieni. Powieści i opowiadania z Warmii i Mazur. Tajemnice, legendy i zapomniane historie.

Cześć że względu iż jestem teraz na Śląsku. To mam coś o Śląsku. Nie jest to arcydzieło ale przeczytać się chyba da.GLIW...
11/08/2026

Cześć że względu iż jestem teraz na Śląsku. To mam coś o Śląsku. Nie jest to arcydzieło ale przeczytać się chyba da.

GLIWICKI DUBEL

Kronika Cieni

Gliwice, wrzesień 2001

Są miasta, które pamiętają swoich zmarłych.

Niektóre zapisują ich nazwiska na kamiennych tablicach. Inne chowają ich pod ziemią i udają, że nigdy nie istnieli.

Gliwice należały do tych drugich.

Jesienne wieczory przychodziły tutaj szybko. Ceglane kamienice ciemniały przed zmrokiem, a światła ulic odbijały się w mokrym bruku. Kilkaset metrów od stadionu Piasta, przy ulicy Okrzei, znajdowało się mieszkanie Doroty i Zbigniewa Sobańskich.

Małżeństwo prowadziło niewielki bar piwny. Kiedyś interes przynosił pieniądze. Teraz przynosił przede wszystkim rachunki.

Długi rosły.

Około dziewięćdziesięciu tysięcy złotych.

Ale Sobańscy nadal próbowali żyć normalnie. Mieli samochód — bordowego Opla Omegę. Dorota lubiła biżuterię. Z zewnątrz można było pomyśleć, że jakoś sobie radzą.

Nikt nie wiedział, że ktoś już zaczął liczyć ich majątek.

I że dla pewnych ludzi człowiek z długami przestaje być człowiekiem.

Staje się celem.

---

13 września

Dorota została zauważona przed kamienicą.

Ładowała towar do Opla.

Później razem ze Zbigniewem siedzieli jeszcze w ogródku piwnym.

Był to jeden z tych zwyczajnych wieczorów, których znaczenia człowiek zaczyna rozumieć dopiero po latach.

Następnego dnia nie odebrali telefonu.

Nie otwierali drzwi.

Ich pies również milczał.

Trzy dni później znaleziono samochód.

Stał porzucony przy ulicy Żabińskiego.

Wybitą szybę można było potraktować jako przypadkowy akt wandalizmu.

Ale zawartość bagażnika nie pozostawiała wiele miejsca na przypadek.

Kominiarki.

Łopaty.

Sznury.

Taśmy.

Worki.

Kanister.

Przedmioty, które nie powinny znajdować się w samochodzie zwyczajnego małżeństwa.

A jednak śledztwo miało pójść w inną stronę.

W mieszkaniu Sobańskich znaleziono martwego psa.

Wewnątrz panował chaos.

Szafki były otwarte.

Dokumenty porozrzucane.

Brakowało sprzętu.

A na stole leżała kartka.

„Pojechałam do Gorzanowa.”

Data.

14 września 2001.

Podpis Doroty.

Dla śledczych mogło to oznaczać jedno.

Uciekli.

Długi zrobiły swoje.

Małżeństwo zniknęło.

Sprawa zaczęła stygnąć.

A pod ziemią, gdzieś w okolicach Rzeczyc, dwóch ludzi oddychało po raz ostatni.

---

CZTERY LATA PÓŹNIEJ

Gliwice miały już innych drapieżników.

Roman C.

Tobiasz W.

Sergiusz W.

Młodzi.

Agresywni.

Uzależnieni.

Dla nich cudza własność nie była granicą.

Była zaproszeniem.

Mieszkali w świecie, w którym o bogactwie decydowały plastikowe okna i dwa samochody stojące na podjeździe.

Tak wytypowali Małgorzatę i Pawła Siudzińskich.

Dom wyglądał na bogaty.

To wystarczyło.

Roman wcześniej obserwował posesję. Udawał zainteresowanie złomem. Patrzył na okna. Na samochody. Na zwyczaje mieszkańców.

Nie wiedział jeszcze, że tej historii nie przeżyje nikt, kto znajdzie się po niewłaściwej stronie drzwi.

---

12 lutego 2004

Paweł wyszedł z domu.

Po chwili zorientował się, że zapomniał telefonu.

Wrócił.

Otworzył drzwi.

I wtedy zaczęło się piekło.

Gaz.

Krzyk.

Uderzenia.

W sypialni znajdowała się już skrępowana Małgorzata.

Bandyci przeszukali dom.

Zabrali około siedmiuset złotych, alkohol, komputer, telefon i kamerę.

Niewiele.

Za mało.

Dlatego zabrali także ludzi.

Małżeństwo umieszczono w ich własnym samochodzie.

Związani.

Z zasłoniętymi oczami.

Wyjechali.

Porywacze byli pod wpływem narkotyków.

Jechali bez konkretnego planu.

W pewnym momencie zatrzymali się nawet przy McDonald'sie.

Za szybą samochodu ludzie jedli hamburgery.

Kilka metrów dalej, w ciemności auta, dwoje ludzi czekało na śmierć.

Tak wygląda banalność zła.

Nie zawsze ma twarz potwora.

Czasami trzyma papierową torbę z jedzeniem.

---

Zbeltowice

Samochód dachował.

Przypadkowi ludzie pomogli postawić go na koła.

Nikt nie zapytał wystarczająco dużo.

Nikt nie zobaczył tego, co powinien zobaczyć.

A potem Małgorzacie zsunęła się opaska.

Zobaczyła twarze.

To był moment, w którym bandyci zrozumieli, że kobieta stała się świadkiem.

A świadek był dla nich większym problemem niż pieniądze.

Roman zabrał ją do lasu.

Paweł został przywiązany do drzewa.

Próbowano ich udusić.

Małgorzata została zamordowana.

Paweł, ciężko pobity, trafił do bagażnika.

Potem wywieźli ich dalej.

W lesie pozostawili kobietę.

Pawła przywiązali do drzewa.

I odjechali.

Ale człowiek, który chce żyć, potrafi zrobić rzeczy, których nie da się wytłumaczyć.

Paweł uwolnił się.

Ranny, zmarznięty, ledwo przytomny ruszył przez śnieg.

Trzysta metrów.

Tyle dzieliło go od ciała żony.

Nie dotarł.

Zmarł z ran i wycieńczenia.

---

DWA DNI PÓŹNIEJ

14 lutego policja zatrzymała sprawców.

Kolejny wypadek.

Skradziony samochód.

Krew.

Tym razem wszystko zaczęło mówić.

Roman C. i Tobiasz W. przyznali się do zabójstwa.

Wskazali miejsce ukrycia ciał.

Sprawa Siudzińskich dobiegła końca.

Dla śledczych był to kolejny brutalny rozdział.

Nie wiedzieli jeszcze, że jeden z tych ludzi nosi na własnym ciele datę, która prowadzi do zupełnie innej zbrodni.

Datę sprzed kilku lat.

---

TATUAŻ

Więzienie ma własną pamięć.

Czasami prawda wychodzi z akt.

Czasami z ludzkiego sumienia.

A czasami z ust człowieka, który siedzi obok mordercy.

W 2008 roku Tobiasz W. oglądał więzienny program „997 – Fajbusiewicz na tropie”.

Program dotyczył zaginięcia Sobańskich.

Na ekranie pojawiło się miejsce, które rozpoznał.

Stacja benzynowa.

Wspomnienie wróciło.

13 września 2001.

Na jego przedramieniu znajdowała się data.

13.09.2001.

Dla większości ludzi był to tylko tatuaż.

Dla śledczych miał stać się pierwszą rysą na murze milczenia.

---

BODZIO

W więzieniu zaczęły krążyć informacje.

Ktoś wiedział.

Ktoś się przechwalał.

Ktoś znał szczegóły, których nie powinien znać.

W grudniu 2014 roku zatrzymano Bogdana G.

„Bodzio”.

Byłego pracownika Sobańskich.

Zaczął mówić.

A kiedy człowiek zaczyna mówić po trzynastu latach, czasami słowa są gorsze od dowodów.

Prąd odcięty.

Telefony przecięte.

Pies otruty.

Małżonkowie pobici.

Dokumenty podpisane pod przymusem.

Fałszywa kartka o wyjeździe do Gorzanowa.

A potem bagażnik.

Las.

Dół.

Ziemia.

I cisza.

Tobiasz również zaczął mówić.

Wspomnienia, które przez lata pozostawały zakopane głębiej niż ciała, zaczęły wychodzić na powierzchnię.

---

RZECZYCE

Policjanci weszli do lasu w czerwcu 2015 roku.

Ponad dziesięć tysięcy metrów kwadratowych.

Czternaście lat wcześniej ktoś wykopał tam dół.

Teraz ludzie w mundurach zaczęli kopać ponownie.

Warstwa po warstwie.

Korzeń po korzeniu.

Ziemia długo milczała.

Aż w końcu oddała swoich zmarłych.

Dorotę.

Zbigniewa.

Małżeństwo, które przez czternaście lat oficjalnie mogło być gdzieś daleko.

Małżeństwo, które według papierów uciekło przed długami.

Małżeństwo, którego pies został sam w pustym mieszkaniu.

Nie uciekli.

Nie wyjechali.

Nie zaczęli nowego życia.

Zostali zamordowani.

I zakopani żywcem.

---

EPILOG

Proces trwał do 2018 roku.

Roman C. dostał kolejne dożywocie.

Vladimir A., człowiek, który miał zlecić porwanie, również usłyszał dożywocie.

Piotr S. otrzymał dwanaście lat.

Tobiasz W. — dzięki współpracy — trzy i pół roku za udział w porwaniu ze szczególnym udręczeniem.

Ale jego wcześniejsze dożywocie za zabójstwo Siudzińskich oznaczało jedno.

Za kratami miał pozostać do końca życia.

Dwa małżeństwa.

Cztery osoby.

Dwa różne lata.

Ci sami ludzie.

I jedna historia, która przez czternaście lat leżała pod ziemią.
Czasami sprawiedliwość przychodzi za późno.
Czasami przychodzi dopiero wtedy, kiedy nikt już na nią nie czeka.
A czasami prawda zostaje zapisana w miejscu, którego morderca nigdy nie podejrzewa.

Na własnej skórze.

13.09.2001.

Tatuaż.
Data.
Ślad.

Cień pamiętał.

I pewnego dnia przemówił.

Bo w kronikach tego świata nic naprawdę nie znika.

Nie człowiek.
Nie zbrodnia.
Nie kłamstwo.

Wszystko zostawia cień.

A Kronikarz Cieni wie jedno:
ziemia może ukryć ciało, ale nigdy nie potrafi zakopać prawdy.

Kronikarz CieniRozdział I – Ludzie, których wysyła ciszaNie wszystkie historie zaczynają się od tragedii.Niektóre rodzą ...
18/07/2026

Kronikarz Cieni

Rozdział I – Ludzie, których wysyła cisza

Nie wszystkie historie zaczynają się od tragedii.

Niektóre rodzą się z powtarzających się przypadków.

Przez wiele lat prowadziłem zwyczajne życie. Tak przynajmniej mi się wydawało. Dopiero z czasem zauważyłem coś, czego wcześniej nie potrafiłem dostrzec.

Ludzie pojawiali się dokładnie wtedy, gdy byli potrzebni.

Nigdy wcześniej.

Nigdy później.

Kiedy człowiek zaczyna wierzyć, że został sam, świat odpowiada w najdziwniejszy możliwy sposób. Nie błyskawicą. Nie cudem widocznym dla wszystkich.

Drugim człowiekiem.

Na początku nie zwracałem na to uwagi. Ktoś podał mi rękę, ktoś inny powiedział jedno zdanie, które zostało ze mną na lata. Jeszcze ktoś zatrzymał się tylko po to, by zapytać, czy wszystko w porządku.

Drobiazgi.

A jednak po latach zrozumiałem, że te drobiazgi uratowały więcej istnień, niż mogłoby się wydawać.

Pewnej nocy przyśniła mi się ogromna biblioteka.

Nie miała końca.

Regały znikały gdzieś wysoko, ponad chmurami, a każda księga pulsowała delikatnym światłem. Nie było tam bibliotekarza.

Byli tylko Kronikarze.

Postacie odziane w ciemne płaszcze, których twarzy nie sposób było zapamiętać.

Nie rozmawiali.

Pisali.

Każde ludzkie spotkanie. Każdy gest dobroci. Każde słowo wypowiedziane dokładnie w odpowiednim momencie.

Kiedy obudziłem się nad ranem, na stoliku obok łóżka leżało pióro.

Nigdy wcześniej go nie widziałem.

Było wykonane z czarnego metalu, a stalówka przypominała skrzydło kruka.

Spróbowałem nim pisać.

Atrament nie pojawiał się na papierze.

Pojawiał się dopiero wtedy, gdy zapisywałem historię, która wydarzyła się naprawdę.

Im bardziej była niezwykła, tym ciemniejsze stawały się litery.

Od tamtego dnia zacząłem prowadzić własną kronikę.

Nie opisywałem polityków.

Nie interesowali mnie celebryci.

Zapisywałem historie zwykłych ludzi.

Kobiety, która zmieniła trasę spaceru i dzięki temu uratowała tonące dziecko.

Starszego mężczyzny, który kupił obiad obcemu chłopakowi, nie wiedząc, że ten od trzech dni nic nie jadł.

Kierowcy autobusu, który zaczekał trzydzieści sekund dłużej. Tyle wystarczyło, by pasażer uniknął wypadku na następnym skrzyżowaniu.

Każda z tych historii kończyła się tak samo.

Na marginesie strony pojawiał się cień.

Nie rysowałem go.

Powstawał sam.

Im więcej takich opowieści zapisywałem, tym bardziej cień przypominał człowieka.

Aż pewnego wieczoru odwrócił głowę.

Spojrzał prosto na mnie.

— Wreszcie mnie widzisz — powiedział spokojnym głosem.

Nie czułem strachu.

Czułem, jakby ktoś od dawna czekał, aż zadam właściwe pytanie.

— Kim jesteś?

Cień uśmiechnął się.

— Jestem historiami, których ludzie nie potrafili wyjaśnić. Jestem drogami, które nazwali przypadkiem. Jestem ciszą pomiędzy wydarzeniami. A ty...
..ty zostałeś wybrany, żeby je zapisać.

Bo świat od zawsze potrzebował Kronikarza Cieni.

I właśnie dlatego ta historia dopiero się zaczyna.

Ta książka jest dla mnie czymś więcej niż powieścią.Powstała w jednym z najtrudniejszych okresów mojego życia. Kiedy wyd...
15/07/2026

Ta książka jest dla mnie czymś więcej niż powieścią.

Powstała w jednym z najtrudniejszych okresów mojego życia. Kiedy wydawało się, że wszystko się rozpada, zacząłem pisać. Każda strona była próbą poukładania myśli, emocji i odnalezienia światła pośród własnych cieni.

„Cień Warmii” to fikcja, ale kryje w sobie prawdziwe emocje – ból, nadzieję, walkę i wiarę, że nawet po najciemniejszej nocy można odnaleźć drogę.

Mam nadzieję, że kiedy książka trafi w Wasze ręce, każdy odnajdzie w niej coś dla siebie.

Dziękuję wszystkim, którzy wierzyli we mnie, nawet wtedy, gdy sam miałem z tym trudność.



Cień Warmii

Epilog – Ostatni Strażnik

Noc była cicha.

Tak cicha, że Marek słyszał własny oddech odbijający się od kamiennych ścian podziemnej komnaty.

Latarka oświetliła ostatnie drzwi.

Nie były zamknięte.

Czekały.

Pchnął je powoli.

Po drugiej stronie znajdowała się ogromna sala wykuta w skale. Wzdłuż ścian stały drewniane regały. Nie było na nich złota. Nie było klejnotów.

Były tysiące dokumentów.

Nazwiska.

Pamiętniki.

Listy.

Zdjęcia.

Dowody.

Historia, której przez osiemdziesiąt lat nikt nie miał prawa poznać.

Na środku pomieszczenia siedział starszy mężczyzna.

Jakby czekał od zawsze.

– Wiedziałem, że kiedyś tu dotrzesz – powiedział spokojnie.

– Kim pan jest?

Starzec uśmiechnął się.

– Ostatnim Strażnikiem Cienia Warmii.

Przez kolejne godziny opowiadał historię ludzi, którzy po wojnie ukryli prawdę nie po to, by ją zniszczyć, lecz by nie dopuścić do kolejnego rozlewu krwi. Każdy strażnik wybierał następcę. Każdy pilnował, by historia nie trafiła w niepowołane ręce.

– Dlaczego ja?

– Bo nie szukałeś skarbu. Szukałeś prawdy.

Starzec podał Markowi ciężki, żelazny klucz.

– Teraz wybór należy do ciebie.

Kilka dni później wszystkie media mówiły tylko o jednym.

„Sensacyjne odkrycie na Warmii.”

Historycy przyjechali z całej Europy.

Rozpoczęły się badania.

Otwierano kolejne archiwa.

Ludzie odzyskiwali nazwiska swoich przodków.

Świat poznał historię, która miała już nigdy nie ujrzeć światła dziennego.

Rok później Marek wrócił do lasu.

Komnaty już nie było.

Zapadła się.

Jakby nigdy nie istniała.

Położył dłoń na omszałym kamieniu.

Wtedy usłyszał znajomy głos.

– Dobra robota...

Odwrócił się.

Nikogo tam nie było.

Jedynie wiatr poruszał koronami drzew.

Na pniu starego dębu ktoś wyciął niewielki znak.

Ten sam, który prowadził go od pierwszego rozdziału.

Marek uśmiechnął się.

Nie zniszczył go.

Nie zabrał.

Bo zrozumiał, że tajemnice nie umierają.

Zmieniają tylko swoich strażników.

Daleko za drzewami rozległ się dziecięcy śmiech.

Mały chłopiec zatrzymał się przed symbolem i spojrzał na niego z zaciekawieniem.

Marek odszedł bez słowa.

Wiedział, że historia właśnie zaczęła się od nowa.

Bo Cień Warmii nie był miejscem.

Nigdy nie był skarbem.

Cień Warmii był wyborem między prawdą a milczeniem.

I zawsze będzie czekał na kolejnego człowieka, który odważy się wejść do lasu.

KONIEC

Dziś jako iż jestem w  Górowie Iławeckim napisałem w nocy krótki specjalny rozdział  Cień nad Górowem IławeckimMgła spow...
13/07/2026

Dziś jako iż jestem w Górowie Iławeckim napisałem w nocy krótki specjalny rozdział

Cień nad Górowem Iławeckim

Mgła spowiła Górowo Iławeckie jeszcze przed zmierzchem. Kamienne uliczki wydawały się opustoszałe, a stary zegar na ratuszu zatrzymał się dokładnie o godzinie 18:88... choć taka godzina przecież nie istniała.

Detektyw Adrian Holt wysiadł z samochodu i spojrzał na miasto. Coś było nie tak. Ptaki zamilkły. Psy nie szczekały. Nawet wiatr zdawał się omijać to miejsce.

Na komisariacie czekał na niego jedynie cienki segregator.

– To wszystkie sprawy z ostatnich trzydziestu lat – powiedział komendant. – Każda wygląda inaczej, ale wszystkie łączy jeden szczegół.

Holt otworzył pierwszą teczkę.

Na miejscu każdego niewyjaśnionego zdarzenia znajdowano niewielki kawałek czarnego bursztynu.

Nie należał do żadnego znanego złoża.

Wieczorem Holt ruszył w stronę opuszczonej linii kolejowej prowadzącej za miasto. Według starych map pod nasypem miały znajdować się tunele z czasów wojny.

Latarka oświetliła zardzewiałe drzwi.

Na stali ktoś wyrył napis:

„Cień nie rodzi się z ciemności. Rodzi się z prawdy.”

Drzwi ustąpiły z głośnym zgrzytem.

Pod ziemią znajdował się ogromny kompleks pełen archiwów, map i metalowych szaf. Na jednej z nich widniał herb Warmii, a pod nim data: 1525.

Pośrodku sali leżał stary dziennik.

Pierwszy wpis brzmiał:

„Jeżeli to czytasz, znaczy, że Cień ponownie się obudził.”

Holt poczuł dreszcz.

Nagle usłyszał kroki.

Powolne.

Pewne.

Z mroku wyłoniła się postać w długim płaszczu i masce przypominającej twarz wyrzeźbioną z drewna.

– Spóźniłeś się, detektywie – powiedział nieznajomy. – Górowo było tylko próbą.

– Próbą czego?

– Sprawdzenia, czy potrafisz dostrzec to, czego inni nie widzą.

Nieznajomy położył na stole starą mapę Warmii. Na pergaminie czerwonym atramentem zaznaczono kilka miejsc: Wojtkowo, Bartoszyce, Lidzbark Warmiński, Górowo Iławeckie... i jeszcze jedno, którego nazwa została starannie zamazana.

– Tam znajduje się serce Cienia – wyszeptał.

W tej samej chwili zgasły wszystkie światła.

Rozległ się huk.

Strop zaczął pękać.

Holt chwycił dziennik i rzucił się do wyjścia. Za jego plecami tunele zawaliły się z ogłuszającym rykiem.

Gdy wydostał się na powierzchnię, mgła zniknęła.

Na siedzeniu jego samochodu leżała nowa mosiężna płytka.

Tym razem wygrawerowano na niej tylko jedno słowo:

„Lidzbark.”

Holt zrozumiał, że Cień prowadzi go dalej.

A Warmia skrywała jeszcze znacznie więcej sekretów, niż ktokolwiek mógł sobie wyobrazić.

Plus fotka jaką udało mi się strzelić w Stręgielku CIEŃ WARM IITOM IV – BRAMA PÓŁNOCYPrologWarmia nie zdradza swoich taj...
06/07/2026

Plus fotka jaką udało mi się strzelić w Stręgielku

CIEŃ WARM II

TOM IV – BRAMA PÓŁNOCY

Prolog

Warmia nie zdradza swoich tajemnic.

Ona je pożycza.

Na chwilę.

Potem odbiera je razem z tymi, którzy byli zbyt pewni siebie.

Tak było od tysiąca lat.

Tak miało pozostać.

---

Godzina 03:17.

Pod wzgórzami między Wojtkowem a Galinami ziemia zadrżała po raz pierwszy od stuleci.

Na sejsmografach odnotowano krótkie, nietypowe drganie.

Zbyt słabe, by kogokolwiek zaniepokoić.

Zbyt regularne, by mogło być przypadkiem.

Piotr nie spał.

Siedział przy drewnianym stole, a przed nim leżały wszystkie mapy, które udało się odnaleźć od początku śledztwa.

Nagle igła starego kompasu zaczęła obracać się coraz szybciej.

Najpierw powoli.

Potem gwałtownie.

Aż w końcu zatrzymała się.

Nie wskazywała północy.

Wskazywała Wojtkowo.

---

Telefon zadzwonił tylko raz.

— Piotr... — głos Anny był urywany. — Oni już tam są.

— Kto?

— Wszyscy.

Połączenie zostało przerwane.

---

Dwadzieścia minut później nad polami unosiła się gęsta mgła.

Nie przypominała zwykłej mgły.

Płynęła pod wiatr.

Tworzyła długie smugi wijące się między drzewami, jakby świadomie omijała stare kapliczki i przydrożne krzyże.

Piotr wysiadł z samochodu.

Silnik zgasł sam.

Telefon stracił zasięg.

W lesie panowała cisza.

Potem usłyszał kroki.

Nie jedne.

Dziesiątki.

Z mgły wyłonili się ludzie.

Nie byli uzbrojeni.

Nie grozili.

Stali nieruchomo.

Każdy miał na szyi medalion z wilkiem.

Najstarszy z nich zrobił krok naprzód.

— Czekaliśmy na ciebie całe życie.

Piotr spojrzał na twarze zebranych.

Niektórzy byli rolnikami.

Inni nauczycielami.

Leśnikami.

Mechanikami.

Ludźmi, których mijał przez lata.

Nigdy nie zwrócił na nich uwagi.

— Kim jesteście?

Starzec uśmiechnął się lekko.

— Strażnikami.

Nigdy nie przestaliśmy istnieć.

Po prostu nauczyliśmy się żyć tak, żeby nikt nas nie zauważył.

Wtedy ziemia zatrzęsła się ponownie.

Głębiej w lesie rozległ się głuchy huk.

Drzewa zadrżały, a ptaki poderwały się jednocześnie do lotu.

Starzec odwrócił głowę.

W jego oczach po raz pierwszy pojawił się strach.

— Jest za późno.

Brama zaczęła się otwierać.

Dziękuję Wam za cierpliwość.Przez ostatnie tygodnie byłem głównie w delegacji i nie miałem tyle czasu, ile chciałem pośw...
06/07/2026

Dziękuję Wam za cierpliwość.

Przez ostatnie tygodnie byłem głównie w delegacji i nie miałem tyle czasu, ile chciałem poświęcić pisaniu. Ale każda podróż, każdy stary dwór, każda droga przez Warmię i Mazury przyniosły nowe pomysły.

Dzisiaj mogę powiedzieć jedno.

Wracam.

Przede mną najważniejsza część historii.

„Cień Warmii – Tom IV: Brama Północy”.

To właśnie tutaj padną odpowiedzi na pytania, które pojawiały się od pierwszych stron. Tajemnice ukryte pod Warmią zaczną wychodzić na światło dzienne, a bohaterowie przekonają się, że największym przeciwnikiem nie zawsze jest człowiek.

Dziękuję każdemu, kto czekał, pytał i motywował mnie do dalszego pisania. Mam nadzieję, że kolejny tom wynagrodzi Wam ten czas.

Do zobaczenia już wkrótce.

— Piotr

Przystanek Stręgielek Kilka dni temu jeden z gości Agropensjonatu Stregielek zapytał mnie o światło widoczne nocą między...
25/06/2026

Przystanek Stręgielek

Kilka dni temu jeden z gości Agropensjonatu Stregielek zapytał mnie o światło widoczne nocą między drzewami.
Nie był pierwszy.
Od lat krąży tu opowieść o tajemniczej postaci, która pojawia się na skraju lasu. Nie straszy. Nie krzyczy. Po prostu stoi i patrzy.
Niektórzy twierdzą, że to duch dawnego mieszkańca tych ziem. Inni, że strażnik starych mazurskich lasów. Są też tacy, którzy uważają, że to tylko mgła i wyobraźnia zmęczonych podróżników.
A jednak dziwne jest jedno...
Każdy, kto rzekomo ją zobaczył, opisuje dokładnie to samo.
Białą sylwetkę przy drodze prowadzącej do Stregielka.
Przyjeżdżając tutaj, możesz liczyć na ciszę, śpiew ptaków, mazurską naturę i nocne niebo pełne gwiazd.
A jeśli będziesz miał szczęście...
Być może zobaczysz również Kogoś, kto mieszka tu znacznie dłużej niż wszyscy obecni mieszkańcy.
🌙
Pytanie do Was: Czy odważylibyście się spędzić noc w Stregielku po usłyszeniu tej historii?

Cześć Dziś Niedziela i coś mnie natchnęło więc napisałem coś na szybko. „Nie rzucający się w oczy duch"Są miejsca, które...
21/06/2026

Cześć
Dziś Niedziela i coś mnie natchnęło więc napisałem coś na szybko.

„Nie rzucający się w oczy duch"

Są miejsca, które od razu zdradzają swoje tajemnice.

Stare zamki z popękanymi murami, opuszczone cmentarze ukryte w lasach czy pałace, o których przewodnicy opowiadają z wypiekami na twarzy. Tam duchów można się spodziewać.

Ale są też miejsca inne.

Takie, które wyglądają zwyczajnie.

I właśnie ich boję się najbardziej.

*

Od kilku lat zajmuję się sprzedażą starych majątków. Dwory, pałacyki, dawne siedziby rodów, które przeminęły razem z historią. Niektórzy kupują je dla prestiżu, inni dla ciszy. Są i tacy, którzy szukają czegoś jeszcze.

Duszy miejsca.

Kilka miesięcy temu kończyliśmy remont niewielkiego dworku niedaleko Wojtkowa.

Nie będę podawał dokładnej lokalizacji. Wystarczy powiedzieć, że wokół są stare wsie, pagórki i lasy, które pamiętają więcej, niż zapisano w kronikach.

Miejscowi od dawna opowiadają o dziwnych rzeczach.

Że nad łąkami czasem pojawiają się światła.

Że w ruinach starych zabudowań słychać kroki.

Że nocą ktoś chodzi dawnym traktem z lampą albo świecą.

Nigdy szybko.

Nigdy głośno.

Jakby nie chciał nikomu przeszkadzać.

Zawsze uważałem te historie za część lokalnego folkloru.

Aż trafił się kupiec.

*

Był to P***k, który po wielu latach spędzonych za granicą wrócił do kraju.

Przyjechał obejrzeć dwór.

Zachwycił się.

Parkiem.

Starymi lipami.

Widokiem na pola.

A potem powiedział coś, czego nie spodziewałem się usłyszeć.

– Chciałbym, żeby w ofercie znalazła się historia ducha.

Zaśmiałem się.

On nie.

– Ale spokojnego – dodał. – Takiego, który nie straszy. Niech po prostu będzie. Jak część tego miejsca.

Przyznam, że pierwszy raz spotkałem się z takim życzeniem.

Ludzie kupują dziś wszystko.

Widoki.

Nazwiska.

Tytuły.

Dlaczego więc nie mieliby kupić ducha?

*

Wieczorem opowiedziałem o wszystkim żonie.

– Wymyśl go – powiedziała.

– To będzie oszustwo.

– A skąd wiesz, że wszystkie legendy są prawdziwe?

Nie odpowiedziałem.

Bo nie wiedziałem.

*

Przez kilka dni zbierałem opowieści.

Starsza kobieta wspominała o Niemcu, który został tu po wojnie.

Ktoś inny mówił o zarządcy majątku rozstrzelanym przez czerwonoarmistów.

Jeszcze ktoś opowiadał, że jego dziadek widział nocą człowieka ze świecą schodzącego do piwnic.

Historie nie pasowały do siebie.

Więc zrobiłem to, co robi każdy opowiadacz.

Połączyłem je.

Tak powstał Fryderyk.

Stary zarządca.

Człowiek wierny swojemu domowi.

Nie uciekł w 1945 roku.

Został.

Zginął.

A potem podobno wracał.

Nie po to, żeby straszyć.

Po prostu sprawdzał, czy wszystko jest na swoim miejscu.

*

W piwnicy dworu znajdowała się stara kamienna płyta.

Bez nazwiska.

Bez dat.

Tylko napis:

„Hier bin ich.

Hier werde ich sein.

Bet für mich.”

„Tu jestem.

Tu będę.

Pomódl się za mnie.”

Idealne.

Opowiedziałem historię.

Kupiec był zachwycony.

Podpisaliśmy umowę.

Sprawa zakończona.

Przynajmniej tak mi się wydawało.

*

Pół roku później zadzwonił telefon.

– Panie Piotrze...

Głos był dziwnie cichy.

– Chyba mamy problem.

– Co się stało?

– Pamięta pan tego ducha?

Poczułem ukłucie w żołądku.

– Oczywiście.

– Wczoraj go widzieliśmy.

Milczałem.

– Stał na końcu korytarza.

Miał siwą brodę.

I świecę.

– To niemożliwe.

– Też tak sądziłem.

Przez chwilę słyszałem tylko jego oddech.

– Wie pan, co było najdziwniejsze?

– Co?

– Nie wyglądał groźnie.

Patrzył tak...

jakby chciał się upewnić, że wszystko jest w porządku.

*

Od tamtej rozmowy minęło trochę czasu.

Nie wiem, co widział nowy właściciel.

Może cień.

Może sen.

Może własną wyobraźnię.

A może coś więcej.

Bo są miejsca, które chłoną ludzkie historie.

I czasem, gdy wystarczająco długo się o nich opowiada, zaczynają odpowiadać.

Wojtkowo i okoliczne wsie mają takich historii wiele.

Za dnia wyglądają zwyczajnie.

Ale nocą...

nocą człowiek zaczyna się zastanawiać.

Czy wszystkie duchy naprawdę trzeba wymyślać.

Czy może niektóre od dawna tu są.

Tylko bardzo się starają...

nie rzucać w oczy.

Wasz Kronikarz Cieni
Jeżeli podoba ci się moja twórczość to daj like I kometa udostępnij czy też whatever.

Adres

Gorowo Iławeckie

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Kronikarz Cieni umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij

Kategoria

l="false"> Dodać ogłoszenie
  • Zaloguj Się
  • Subskrybuj

    Powiadomimy Cię, gdy cokolwiek zdarzy się w Gorowo Iławeckie.