21/04/2026
Niebawem książka Zbyszka Skoczylasa. Rozmowy z nim z 2015 roku, skrupulatnie i cierpliwie spisał Wojtek Denega. W książce będą rozdziały górskie, wojskowe, polityczne i historyczne. Poniżej fragmencik tych politycznych. Zbyszek mówił to kilkanaście lat temu ...
(...) Mnie najbardziej wkurwia to, że zrzucili na obywatela obowiązek znajomości prawa. Każdy ma znać. Przedsiębiorca tym bardziej. A ile tych ustaw powstaje? Trzy tysiące rocznie. To co, człowiek ma przestać pracować, żyć, oddychać i tylko siedzieć nad Dziennikiem Ustaw? Przecież to jest jakaś kpina.
A jeszcze ten język. Czytasz i nie wiesz, czy to po polsku, czy w jakimś urzędniczym esperanto. Jaja się skręcają. Dlatego mówię: parlament jednoizbowy. Senat jest kompletnie niepotrzebny.
On powstał w 1989 roku chyba tylko dlatego, że przed wojną był.
Taka historyczna pamiątka. Tylko że pamiątki się trzyma w muzeum, a nie utrzymuje za publiczne pieniądze.
Druga sprawa: kandydaci na posłów. Nie partyjne listy, nie centrale, nie układy. Obywatele. Okręg wybiera jednego gościa. Najlepszego, jakiego ma. Znasz go, widzisz go, wiesz, kim jest. Jak się sprawdzi – zostaje. Jak się nie sprawdzi – kopa w dupę i won. Bez sentymentów. Jak podpada, narozrabia po pijaku, kombinuje, kręci – mandat do kosza, do widzenia. A jeszcze do tego normalny wyrok, a nie jakieś umorzenie, bo „społeczna szkodliwość niska”. Mało tego – ja bym wpisał do kodeksu, że osoby na stanowiskach publicznych odpowiadają podwójnie. Wtedy by się nagle wszyscy wyprostowali. Albo prezydent. Taki chłop musi mieć przynajmniej z sześćdziesiąt lat. Przecież młodszy facet to jeszcze chujem zamiast mózgiem myśli. Jak jest normalny gość, to jeszcze dupy mu w głowie, a nie opieka nad młodszym pokoleniem, nad rodakami. Niech najpierw coś udowodni swoim życiem, a nie że go jakiś Kaczyński wystawi. Albo europoseł: żeby angielskiego nie znał?! Chłopie, to wszystko na głowie stoi. Zobacz: Kościół Katolicki trwa grubo ponad dwa tysiące lat. I ciągle jest! Dlaczego? Bo ma system, który nie dopuszcza gówniarzy do władzy.
I potem mówimy o sprawiedliwości. Sprawiedliwość to sprawiedliwość. Te same zasady dla wszystkich. A tu masz kastę: czterystu sześćdziesięciu posłów, stu senatorów, dwa tysiące urzędników i każdy ma szwagra, brata, kuzyna albo kolegę z wojska. I to się samo napędza.
A jak sprawa trafia do sądu, to zaczyna się druga farsa. Sprawy ciągną się osiem, dziesięć, dwanaście lat. Trzy lata prokurator zbiera materiał. Potem sędzia dwa razy w roku robi posiedzenie. Siada, patrzy w akta i już nie pamięta, co było poprzednio. To od nowa. Świadkowie od nowa. Wszystko od nowa.
A ja mówię: tydzień. Sesja niech trwa tydzień. Dzień po dniu. Świadkowie, obrona, oskarżenie. Po tygodniu wyrok. I wszyscy wiedzą, o co chodzi. Jak prokurator źle przygotuje sprawę – to on odpowiada. Jak w wojsku. Źle wydałeś rozkaz – ponosisz konsekwencje.
I dlatego ludzi to męczy. Bo państwo nie działa. Sądy są bezradne, sprawy ciągną się latami, administracja jest do niczego, reprezentanci jeszcze gorsi. I potem się dziwią, że obywatel nie ufa państwu i nie ma żadnych wyrzutów samemu je okradać. Wet za wet. Oni mu mandat, to on ich na podatkach.
Przecież to bezsens, ale co się dziwić! (...)