Laboratorium Muzycznych Fuzji

Laboratorium Muzycznych Fuzji Serwis lepszej strony dźwięku! Wspieraj nas 👉 https://buycoffee.to/laboratoriummf Najświeższe informacje ze świata dobrej muzyki. Nie zwlekaj!

Poszerz swoje muzyczne horyzonty!

🎶 Krzysztof Głuch Oscillate - „Pass The Passion”Są płyty, które nie próbują udawać rewolucji, a mimo to potrafią przypom...
05/06/2026

🎶 Krzysztof Głuch Oscillate - „Pass The Passion”

Są płyty, które nie próbują udawać rewolucji, a mimo to potrafią przypomnieć, dlaczego klasyczny język bluesa, jazzu i fusion nadal ma sens.

Nowy album zespołu Oscillate pod kierownictwem Krzysztofa Głucha to muzyka zagrana z klasą, wyczuciem i dużą aranżacyjną świadomością. Rhodes, Wurlitzer, sekcja rytmiczna, charakterystyczny wokal Agnieszki Łapki oraz imponująca lista gości - od Józefa Skrzeka po Henryka Gembalskiego - tworzą materiał dojrzały, elegancki, ale wciąż żywy i pełen pasji.

To blues szeroko rozumiany: profesjonalny, dopracowany, momentami nieoczywisty, a przy tym po prostu bardzo przyjemny w odsłuchu.

Link do recenzji płyty w komentarzu 👇

For Tune

🎶

3 czerwca 1950 roku urodziła się Suzi Quatro – artystka, która zmieniła sposób postrzegania kobiet w muzyce rockowej. Dz...
03/06/2026

3 czerwca 1950 roku urodziła się Suzi Quatro – artystka, która zmieniła sposób postrzegania kobiet w muzyce rockowej. Dziś obecność kobiet grających na gitarze basowej, prowadzących własne zespoły czy występujących na największych festiwalach nikogo nie dziwi. Gdy Quatro rozpoczynała karierę na początku lat 70., sytuacja wyglądała jednak zupełnie inaczej.

Pochodząca z Detroit artystka już jako nastolatka występowała w zespołach garażowych. Zamiast przyjąć rolę wokalistki stojącej na pierwszym planie, wybrała gitarę basową – instrument zdominowany wówczas przez mężczyzn. Na scenie pojawiała się w charakterystycznym skórzanym kombinezonie, prezentując wizerunek, który bardziej kojarzył się z rockowymi buntownikami niż z obowiązującymi wówczas oczekiwaniami wobec kobiet.

Światową sławę przyniosły jej takie przeboje jak: Can the Can, 48 Crash czy nagrane w duecie z Chris Norman Stumblin’ In. Szczególnie w Europie i Australii stała się jedną z największych gwiazd rocka lat siedemdziesiątych.

Znaczenie Quatro wykracza jednak daleko poza listy przebojów. Wielokrotnie wskazywały ją jako inspirację późniejsze artystki, od Joan Jett po Chrissie Hynde. Pokazała, że kobieta może nie tylko śpiewać, ale także prowadzić zespół, pisać muzykę i budować własny sceniczny wizerunek na własnych zasadach.

W historii rocka często wymienia się wielkich gitarzystów, wokalistów i autorów piosenek. Tymczasem Suzi Quatro odegrała inną rolę - otworzyła drzwi kolejnym pokoleniom artystek. Gdy dziś widzimy kobiety stojące na czele rockowych zespołów, warto pamiętać, że jedną z pierwszych, które przetarły ten szlak, była właśnie ta dziewczyna z Detroit.

Tomasz Stańko – Ścieżki myśli. Międzynarodowa rezydencja jazzowa w Rzeszowie.Rzeszów przez kilka czerwcowych dni stanie ...
02/06/2026

Tomasz Stańko – Ścieżki myśli. Międzynarodowa rezydencja jazzowa w Rzeszowie.

Rzeszów przez kilka czerwcowych dni stanie się miejscem szczególnego spotkania muzyków, idei i pamięci o jednym z najważniejszych artystów w historii polskiego jazzu. W dniach 20–23 czerwca odbędzie się międzynarodowa rezydencja artystyczna Skubisz / Lemańczyk European Jazz Collective – „Tomasz Stańko – Ścieżki myśli”, realizowana przez Fundację Rzeszowską.

Projekt wyrasta z inspiracji myślami, wypowiedziami i artystyczną filozofią Tomasza Stańko - muzyka, który nie tylko zmienił język polskiej trąbki jazzowej, ale też przez dekady uczył, że improwizacja może być sposobem myślenia o świecie. Stańko mówił o muzyce jak o przestrzeni ryzyka, intuicji, wolności i nieustannego poszukiwania. To właśnie te ścieżki – nieoczywiste, osobiste, czasem pełne ciszy, czasem napięcia – staną się punktem wyjścia dla nowego materiału przygotowywanego przez międzynarodowy skład artystów.

W rezydencji wezmą udział znakomici muzycy związani z europejską sceną jazzową:

🥁 Anders Mogensen – uznany duński perkusista, jeden z ważnych przedstawicieli skandynawskiego jazzu, mający na koncie współpracę z wybitnymi artystami światowej sceny.

🎸 Attila Muehl – pochodzący z Austrii, a działający w Berlinie gitarzysta, łączący jazz z elementami bluesa, rocka i world music.

🎷Marek Konarski – saksofonista aktywny na europejskiej scenie jazzowej, współpracujący z wieloma uznanymi artystami i ceniony także jako pedagog.

🎻 Piotr Lemańczyk – jeden z czołowych europejskich kontrabasistów jazzowych, artysta o imponującym dorobku koncertowym i fonograficznym.

🎙️ Bartłomiej „Eskaubei” Skubisz – tekściarz, r***r, twórca słowa, animator kultury i inicjator projektu, od lat konsekwentnie obecny na styku jazzu, hip-hopu, poezji miejskiej i działań interdyscyplinarnych.

Podczas rezydencji zespół będzie pracował w studiu nad premierowym materiałem, który zostanie zarejestrowany z myślą o przyszłym wydawnictwie płytowym. Proces twórczy zostanie połączony z wizytami studyjnymi w miejscach związanych z Tomaszem Stańko, a cały pobyt muzyków w Rzeszowie zostanie udokumentowany w formie mini dokumentu.

To projekt, który nie próbuje odtwarzać muzyki Stańki. Chodzi raczej o wejście w dialog z jego sposobem myślenia: o dźwięku, ciszy, mieście, pamięci, wolności i improwizacji. O potraktowanie jego dorobku nie jak zamkniętego pomnika, ale jak żywego impulsu do stworzenia czegoś nowego.

📌 Program rezydencji

20–22 czerwca
Próby, nagrania studyjne oraz wizyty w miejscach związanych z Tomaszem Stańko.

23 czerwca, godz. 12:00–14:30
🎶 Bezpłatne warsztaty muzyczne
Instytut Muzyki Uniwersytetu Rzeszowskiego

Zapisy: [email protected]

Warsztaty będą okazją do spotkania z artystami, rozmowy o improwizacji, pracy zespołowej, języku współczesnego jazzu i doświadczeniach muzyków działających na międzynarodowej scenie.

23 czerwca, godz. 19:00
🎺 Koncert premierowy
Skubisz / Lemańczyk European Jazz Collective „Tomasz Stańko – Ścieżki myśli”
Wojewódzki Dom Kultury w Rzeszowie

Koncert będzie wydarzeniem towarzyszącym toastowi urodzinowemu dla Tomasza Stańko. Publiczność usłyszy premierowy materiał przygotowany podczas rezydencji – muzykę powstałą z inspiracji Stańką, ale opowiadaną językiem współczesnego europejskiego kolektywu jazzowego.

100 lat Marilyn Monroe. Czy pamiętamy jeszcze kobietę, czy już tylko legendę?Sto lat temu urodziła się Marilyn Monroe. N...
01/06/2026

100 lat Marilyn Monroe. Czy pamiętamy jeszcze kobietę, czy już tylko legendę?

Sto lat temu urodziła się Marilyn Monroe. Niewiele postaci XX wieku osiągnęło podobny status. Jej twarz zna niemal każdy, nawet jeśli nigdy nie oglądał żadnego filmu z jej udziałem. Rozwiewana biała sukienka, platynowe włosy i charakterystyczny uśmiech stały się elementami globalnej kultury.

Paradoks polega jednak na tym, że im bardziej rozpoznawalna stawała się Marilyn Monroe, tym bardziej znikała Norma Jeane - kobieta, która kryła się za stworzoną przez Hollywood ikoną.

Przez dziesięciolecia Monroe funkcjonowała przede wszystkim jako symbol seksu, urody i amerykańskiego snu. Jej wizerunek reprodukowano niezliczoną liczbę razy na plakatach, okładkach płyt, koszulkach i dziełach sztuki. Szczególnie po słynnym portrecie autorstwa Andy Warhola stała się nie tyle aktorką, ile symbolem samej popkultury.

Tymczasem prawdziwa Marilyn była znacznie bardziej skomplikowana. Wychowana w domach zastępczych, przez całe życie szukająca poczucia bezpieczeństwa i akceptacji, próbowała wyrwać się z roli naiwnej blondynki, którą przypisali jej producenci filmowi. Studiowała aktorstwo, interesowała się literaturą, otaczała intelektualistami i marzyła o tym, by być traktowaną poważnie jako artystka.

Problem polegał na tym, że świat nie chciał takiej Marilyn. Publiczność kochała legendę. Hollywood kochało produkt. Media kochały sensację. Znacznie mniej osób interesowało się człowiekiem.

Po jej tragicznej śmierci w 1962 roku proces tworzenia mitu jeszcze przyspieszył. Każde kolejne pokolenie dopisywało własną wersję Monroe. Dla jednych była ofiarą systemu gwiazdorskiego. Dla innych symbolem kobiecej niezależności. Jeszcze inni widzieli w niej ucieleśnienie amerykańskiego marzenia lub ostrzeżenie przed jego ceną.

100 lat po jej narodzinach, można odnieść wrażenie, że legenda całkowicie przysłoniła człowieka. Pamiętamy fotografie, cytaty, plotki i anegdoty. Znacznie rzadziej zastanawiamy się nad tym, kim naprawdę była kobieta, która stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy w historii.

Być może właśnie dlatego Marilyn Monroe wciąż fascynuje. Nie dlatego, że znamy jej historię, ale dlatego, że nigdy nie udało się jej do końca poznać. Za ikoną, którą widzi cały świat, nadal ukrywa się człowiek, którego prawdziwej twarzy prawdopodobnie już nigdy nie zobaczymy.

I być może jest to największy paradoks jej życia: sto lat po narodzinach Marilyn Monroe pozostaje jednocześnie jedną z najbardziej znanych i jedną z najbardziej tajemniczych postaci współczesnej kultury.

„Centrala” znowu nadaje. Noisecript biorą klasyk Brygady Kryzys i przepuszczają go przez jazz, elektronikę i groove. Bez...
29/05/2026

„Centrala” znowu nadaje. Noisecript biorą klasyk Brygady Kryzys i przepuszczają go przez jazz, elektronikę i groove. Bez muzealnego kurzu, za to z nerwem, pulsem i napięciem. Singiel ukaże się 29 maja, a sam Tomasz Lipiński nazwał tę wersję „chyba najlepszym coverem Centrali, jaki dotychczas powstał”.

Link do artykułu w komentarzu.

Miles Davis powiedział kiedyś: „Nie graj tego, co jest. Graj to, czego nie ma”.I właściwie mógłby na tym zakończyć połow...
28/05/2026

Miles Davis powiedział kiedyś: „Nie graj tego, co jest. Graj to, czego nie ma”.

I właściwie mógłby na tym zakończyć połowę dzisiejszych dyskusji o muzyce, sztuce i całym tym naszym eleganckim kręceniu się w kółko.

Bo prawdziwa muzyka nie zaczyna się tam, gdzie wszystko jest poprawne, wypolerowane i zatwierdzone przez komisję od dobrego smaku.

Zaczyna się tam, gdzie pojawia się brak. Cisza. Ryzyko. Ten jeden dźwięk, którego niby nie ma, ale nagle robi większy bałagan niż cała orkiestra.

Napisałem felieton o Milesie Davisie, o graniu przeciw oczywistości, o „Kind of Blue”, „Bitches Brew” i o tym, dlaczego artysta czasem musi podpalić własny pomnik, żeby nie zamienić się w muzealny eksponat.

Czyli krótko mówiąc: o muzyce, która nie prosi o pozwolenie.

Link w komentarzu.

Błoto wraca, ale tym razem nie po to, żeby grzecznie mieszać jazz z hip-hopem przy stoliku dla kulturalnych ludzi.Nowy a...
28/05/2026

Błoto wraca, ale tym razem nie po to, żeby grzecznie mieszać jazz z hip-hopem przy stoliku dla kulturalnych ludzi.

Nowy album „Atmosfera”, nagrany z rumuńskim Ionem D, brzmi jak spotkanie wrocławskiego bruku z bukaresztańskim betonem: techno, dub, psychodelia, automaty perkusyjne, polityczny niepokój i jazz, który najwyraźniej przeżył własny pogrzeb.

To płyta o napięciu, mobbingu, korupcji, euforii i wolności. Czyli, krótko mówiąc, o powietrzu, którym wszyscy oddychamy, tylko czasem jest ono trochę bardziej zatrute.

Premiera „Atmosfery” zaplanowana jest na 29 maja 2026 roku nakładem Astigmatic Records.

Link do całego artykułu w komentarzu.

Fot. Daniel Hawryluk

„A Great Day in Harlem”. Zdjęcie, które zamknęło całą epokę jazzuLatem 1958 roku fotograf Art Kane zrobił jedno z najsły...
27/05/2026

„A Great Day in Harlem”. Zdjęcie, które zamknęło całą epokę jazzu

Latem 1958 roku fotograf Art Kane zrobił jedno z najsłynniejszych zdjęć w historii muzyki. Na schodach kamienicy przy 126th Street w Harlemie zgromadziło się 57 jazzowych muzyków - giganci swingu, bebopu, hard bopu i jazzu nowoczesnego. Zdjęcie, znane dziś jako „Harlem 1958” albo „A Great Day in Harlem”, stało się czymś więcej niż grupową fotografią. To właściwie zbiorowy portret całej złotej epoki jazzu.

W jednym kadrze znaleźli się między innymi: Thelonious Monk, Count Basie, Dizzy Gillespie, Charles Mingus, Lester Young, Coleman Hawkins czy młody jeszcze Sonny Rollins.

To zdjęcie miało w sobie coś niezwykłego już w momencie powstania. Nie było oficjalnym pomnikiem ani starannie wyreżyserowaną galą. Kane był młodym fotografem bez dużego doświadczenia, a cała sesja powstała niemal spontanicznie dla magazynu „Esquire”. Muzycy pojawili się wcześnie rano, wielu po nocnych koncertach. Niektórzy żartowali, inni wyglądali na zmęczonych. A jednak w tym chaosie udało się uchwycić coś znacznie ważniejszego niż elegancki portret - wspólnotę ludzi, którzy stworzyli jeden z największych języków muzycznych XX wieku.

Patrząc dziś na tę fotografię, trudno nie myśleć o czasie. Wielu obecnych tam artystów było już wtedy legendami, część z nich nie dożyła nawet kolejnej dekady. Zdjęcie stało się więc czymś w rodzaju zatrzymanej chwili tuż przed końcem pewnej ery.

Dlatego wczorajsza śmierć Sonny Rollinsa ma także wymiar symboliczny. Rollins był ostatnim żyjącym muzykiem uwiecznionym na tym słynnym zdjęciu. Wraz z jego odejściem zamknęła się nie tylko historia jednego artysty, ale również ostatnie żywe połączenie z tamtym porankiem w Harlemie w 1958 roku.

To niezwykłe, jak jedno zdjęcie potrafi zmienić znaczenie wraz z upływem czasu. Początkowo było po prostu dokumentacją jazzowego środowiska. Dziś przypomina bardziej rodzinny portret całej cywilizacji muzycznej, której uczestnicy stopniowo odchodzili przez kolejne dekady.

A jednak fotografia Kane’a nadal żyje. Nie tylko dlatego, że zgromadziła wielkie nazwiska. Jej siła polega na czymś innym - pokazuje jazz nie jako muzealną sztukę, lecz jako prawdziwe środowisko ludzi: różnych charakterów, temperamentów i historii. Ludzi, którzy zmienili muzykę świata, stojąc zwyczajnie na ulicy w Harlemie.

Dziś, gdy nie ma już wśród nas Sonny’ego Rollinsa, „A Great Day in Harlem” nabiera jeszcze bardziej przejmującego znaczenia. To już nie tylko zdjęcie gigantów jazzu. To fotografia świata, który odszedł.

Miles Davis udowodnił, że największy artysta to ten, który zdradza własną publicznośćSto lat temu urodził się Miles Davi...
26/05/2026

Miles Davis udowodnił, że największy artysta to ten, który zdradza własną publiczność

Sto lat temu urodził się Miles Davis - człowiek, który przez całe życie konsekwentnie odmawiał spełniania oczekiwań własnych fanów. I być może właśnie dlatego stał się największym rewolucjonistą w historii jazzu.

Większość artystów marzy o tym, by znaleźć styl, który pokochają słuchacze. Miles Davis robił dokładnie odwrotnie. Gdy tylko osiągał sukces, natychmiast zaczynał burzyć to, co sam wcześniej stworzył.

Publiczność zakochała się w chłodnym brzmieniu „Birth of the Cool”? Miles poszedł w bardziej agresywny hard bop. Zachwycono się elegancją „Kind of Blue”? Kilka lat później jego muzyka stawała się coraz bardziej abstrakcyjna i niepokojąca. A kiedy jazzowy establishment oczekiwał od niego statusu dostojnej legendy, nagrał elektryczne „Bitches Brew” - album, który dla części środowiska był niemal herezją.

Miles zdradzał własną publiczność regularnie i świadomie. Nie dlatego, że gardził słuchaczami, ale dlatego, że gardził stagnacją. Wiedział, że moment, w którym artysta zaczyna spełniać oczekiwania odbiorców, bywa początkiem twórczego końca.

To właśnie odróżniało go od wielu innych gigantów jazzu. Davis nie chciał zostać kustoszem własnej legendy. Nie interesowało go granie „największych przebojów” w nieskończoność ani powtarzanie sprawdzonych rozwiązań. Muzyka miała być ruchem, ryzykiem i ciągłym napięciem.

Dlatego tak często wywoływał oburzenie. Gdy sięgnął po elektronikę, rockowe rytmy i funk, wielu krytyków uznało, że sprzedał jazz komercji. Dziś jednak widać wyraźnie, że to właśnie on po raz kolejny wyprzedził epokę. Bez elektrycznego Milesa trudno wyobrazić sobie ogromną część współczesnej muzyki improwizowanej.

Paradoks polega na tym, że jego największą lojalnością wobec sztuki była właśnie nielojalność wobec oczekiwań publiczności.

Miles Davis rozumiał coś, co wielu artystów odkrywa zbyt późno: publiczność często chce, by muzyk pozostał taki sam, bo sama chce zachować własne wspomnienia i emocje. Tymczasem prawdziwy twórca musi czasem zaryzykować niezrozumienie, krytykę, a nawet utratę części fanów.

Dlatego Miles pozostaje postacią tak ważną również dziś w czasach algorytmów, playlist i rynku premiującego przewidywalność. Przypomina, że sztuka naprawdę żyje tylko wtedy, gdy potrafi być niewygodna także dla własnych odbiorców.

Bo największy artysta to często nie ten, który daje publiczności dokładnie to, czego ta oczekuje. Największy to ten, który ma odwagę zabrać ją tam, gdzie sama nigdy by nie poszła.

Nie żyje Sonny Rollins. Odszedł ostatni z gigantów jazzuZmarł Sonny Rollins, jeden z największych saksofonistów w histor...
26/05/2026

Nie żyje Sonny Rollins. Odszedł ostatni z gigantów jazzu

Zmarł Sonny Rollins, jeden z największych saksofonistów w historii jazzu, artysta, którego nazwisko od dekad wymieniano obok Charlie Parkera, Johna Coltrane’a i Colemana Hawkinsa. Miał 95 lat.

Wraz z odejściem Rollinsa kończy się kolejny rozdział historii jazzu - epoki, w której muzyka improwizowana była nie tylko sztuką, ale sposobem myślenia o wolności, indywidualności i nieustannym poszukiwaniu.

Rollins był muzykiem absolutnie wyjątkowym. Jego potężne, szerokie brzmienie saksofonu tenorowego stało się jednym z najbardziej rozpoznawalnych głosów XX wieku. Grał z niezwykłą siłą, ale jednocześnie z ogromnym poczuciem humoru i swobody. Potrafił improwizować przez kilkanaście minut, nigdy nie tracąc narracji ani muzycznego sensu.

Albumy takie jak „Saxophone Colossus”, „Tenor Madness” czy „Freedom Suite” należą dziś do fundamentów nowoczesnego jazzu. To właśnie Rollins pokazał, że improwizacja może być jednocześnie intelektualna i spontaniczna, pełna dyscypliny, ale też ryzyka.

Był również jednym z ostatnich żyjących gigantów ery bebopu i hard bopu - muzykiem, który współpracował z Milesem Davisem Theloniousem Monkiem, Maxem Roachem czy Dizzym Gillespie. Dla kolejnych pokoleń saksofonistów stał się punktem odniesienia niemal równie ważnym jak Coltrane.

Jednocześnie Rollins przez całe życie pozostawał wobec siebie niezwykle wymagający. Mimo ogromnego sukcesu pod koniec lat 50. nagle zniknął ze sceny na ponad dwa lata. Ćwiczył samotnie na nowojorskim Williamsburg Bridge, niezadowolony z własnej gry i przekonany, że musi szukać dalej. Ta historia przeszła do legendy jazzu i stała się symbolem artysty, który nawet u szczytu kariery nie przestawał kwestionować samego siebie.

Rollins nigdy nie traktował jazzu jako zamkniętego języka. W jego muzyce pojawiały się wpływy karaibskie, bluesowe, free jazzowe, a nawet elementy calypso. Był muzykiem głęboko zakorzenionym w tradycji, ale jednocześnie nieustannie poszukującym nowych dróg.

Dla wielu słuchaczy pozostanie przede wszystkim symbolem ogromnej wolności. Jego improwizacje sprawiały wrażenie, jakby saksofon mówił ludzkim głosem - czasem ironicznie, czasem brutalnie szczerze, czasem z niemal dziecięcą radością.

Dziś trudno nie odnieść wrażenia, że wraz z Sonnym Rollinsem odchodzi także pewna epoka jazzu. Epoka muzyków, którzy nie tylko grali historię tej muzyki, ale ją tworzyli.

Adres

Ulica Gen. Wł. Sikorskiego 10/29
Kolno
18-500

Telefon

00393661447350

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Laboratorium Muzycznych Fuzji umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Laboratorium Muzycznych Fuzji:

Udostępnij