100bochenkow

100bochenkow To piekarnia holistyczna, karmi ciało chlebem i dusze słowem. wspieraj jeśli lubisz:

https://buycoffee.to/100bochenkow

Puste miejsca albo…. całkiem coś innego….z cyklu „Świat poza”w uszach nowoznaleziona i nowobardzopolubiona stacja radiow...
24/05/2026

Puste miejsca albo…. całkiem coś innego….

z cyklu „Świat poza”

w uszach nowoznaleziona i nowobardzopolubiona stacja radiowa, grająca tylko jazz, WBGO a New Jersey a dlaczego o tym za chwilę…

wpis 757

Miało być całkiem o czymś innym ale pomyślałem… straszne smęty! o ciągłym zmęczeniu, o starzeniu się, o przemijaniu, o zastąpialności (nie wiem nawet czy jest taki wyraz), o pustych miejscach które po mnie zostaną a szybko i łatwo mogą zostać czymś lub kimś wypełnione…. ale to takie ponure smęty a powinno być pozytywnie, radośnie, wesoło!

no to spróbujemy wesoło! i pozytywnie!

no podróżnikiem to ja nie zdecydowanie nie jestem! Już to wiem napewno bo w tym roku rozlataliśmy się po świecie jak chyba nigdy wcześniej w czasie naszego całego, wspólnego życia. Owszem były dalekie i długie wyjazdy, nie było mnie w Polsce, któregoś razu chyba ze dwa miesiące (USA) ale nawet tamtym razem, który był spełnieniem olbrzymiego marzenia i o lataniu i o USA a stał się wówczas możliwy dzięki moim Przyjaciołom (dziękuję!), pokombinowałem i wróciłem do domu kilka dni wcześniej niż wynikało z biletu hihihihihihi…. o co się nawet wtedy trochę na mnie zeźlili….
no ale w tym roku mamy już sporo czasu niewPolsce, wylatane soro godzin w powietrzu, nowe krajobrazy, białe noce, nowe zauroczenie (Skandynawia jest piękna nawet dla mnie marudy, choć jak wiemy Bergen… no kurka, nie pykło!)….

a ja podróżnikiem nie jestem, więc dlatego już wszystko przygotowane do wizyty w Sztokholnie (koniec czerwca) i to NA…. TRZY…. DNI! czyli postęp, niemalże 😉, geometryczny, coraz więcej przygotowane na wizytę w Nowym Jorku (koniec września!) NA…. TYDZIEŃ!!!!
stąd ciągłe słuchanie WGBO! to stacja z New Jersey i slucham nie tylko muzyki ale rozmów, paradoksalnie nawet z moim kompletnie dziwnym angielskim potrafię wysłyszeć różnice i powiem szczerze ta wymowa i słownictwo nie jest dla mnie najłatwiejsze więc słucham i próbuję rozumieć a nawet w głowie buduję sobie odpowiedzi czy wręcz całe dialogi….

ale miało być o moich podróżniczych predylekcjach (Żółty Czarodziej znowu mnie opierniczy „chłopaku nie używaj wyrazów, które nie są powszechnie używane”)…. no powiem Wam, podróżnik ze mnie jak z koziej d…. trąbka! ani upodobania do odkrywania, ani jakaś nadmiarowa wrażliwość na krajobrazy…. no to co powoduje, że irytuję się, że nie mogę jeszcze zacząć organizować kolejnej podróży?
No właśnie najbardziej jest dla mnie ekscytujące, że znowu mogę coś organizować, prowadzić moje kolejne projekciki i starać się, żeby wszystko było dopięte na kolejny guzik, żeby w każdym momencie był możliwy jakiś akcencik, który później będziemy sobie kolejne razy wzajemnie opowiadać, żeby Mamek miała wszystko a nawet więcej…. nawiasem mówiąc zdradzę Wam sekret, którego nie podejrzewaliście, ogromnie jestem zakochany w Mamku!… NO KTO BY POMYŚLAŁ!

No więc już bym zaczął robić kolejne przygotowania, choć sam sobie przyciągam smyczki, najpierw wróćcie z tych, juz zaczetych, podróży! Ale Sztokholm już właściwie „ustawiony”, ot…. wybrać czy hotel dobry czy bardzo dobry (ze wskazaniem na ten bardzo dobry hihihihi)….. ja juz wiem nawet jak dojechać do najstarszej IKEI na świecie, gdzie jest piekarnia, którą chciałbym Wam pokazać i gdzie są najlepsze hotdogi!
Nowy York? przecie wiecie ja już noszę w głowie to miasto od tak dawna, że kiedy zamknę oczy to potrafię zobaczyć ulice po których idę i doskonale wiem, że mostem Brooklińskim trzeba iść od (!) Brooklinu do Manhattanu i nie kupować na nim żadnych pamiątek!
I jeśli trzy dni w Sztokholmie to tyle czasu ile potrzebuję by odwiedzić miejsca wybrane w typowy dla nas sposób czyli niekoniecznienajbardziejznane choć będą i takie 🙂, tak na NY lista coraz dłuższa i już wiem, że tydzień to tylko będzie dla mnie tyle co nic, a planowałem miejsca tylko w dolnej części miasta… nie martwcie się już kupione naprawdę wygodne buty, które teraz wyglądają pięknie i świeżo, ciekawe jak będą wyglądały po powrocie, tym bardziej, że czeka je nie tylko maszerowanie ale też bieganie po Centralnym Parku hihihihihi..

dodatkowym akcencikiem jest to, że odzywają się do nas ludzie w tych miejsc, ludzie których znamy i lubimy ale też ludzie, których nie znamy jeszcze a już lubimy i mówią „ale fajnie, musimy się spotkać, pokażemy Wam…., albo a do nas też przyjedźcie! Choćby w USA już dopisałem do listy New Mexico, stan Washington, Vermont, Kalifornię i co najmniej kilka razy „moje kochane Chicago”
a wczoraj dzwoniła Pani E. z NY, która powiedziała kilka razy „koniecznie!” chachacha….. ten świat to taki malutki jest! ale do listy dopisałem stadion Artura Asha na którym rozgrywane są mecze tenisowego US Open (moje olbrzymie marzenie, nie grać tylko oglądać! hihihihihihihi)

i wszystko samo się spina i chciałoby się więcej…… a ja podróżnikiem nie jestem!

cdn?

photo: Janek pierwszy raz na amerykańskiej ziemi czyli 2002 rok

ps. wspierajcie nas: https://buycoffee.to/100bochenkow

MOJA DUŻA PROŚBA, KOMENTUJCIE, LAJKUJCIE, UDOSTĘPNIAJCIE, walczę o widoczność!

Najkrótsza pielgrzymka świata czyli czemu jednak wartało odwiedzić Bergen.z cyklu „Podróże z marudą”wpis 756Kiedy już na...
17/05/2026

Najkrótsza pielgrzymka świata czyli czemu jednak wartało odwiedzić Bergen.

z cyklu „Podróże z marudą”

wpis 756

Kiedy już napsioczyłem wystarczająco na norweskie Krupówki, do niewytrzymania namarudziłem się pod nosem i sam zmęczyłem swoim rozczarowaniem…. Mamek zapytała: "a może pójdziemy do tego kościoła tam w oddali?"
Najszerszą ulicą a właściwie bardziej takim bulwarodeptakiem w Bergen jest ulica Torgallmenningen (oczywiście wszystko musi się nazywać trudno, jakby nie można jej było nazwać…. Szeroka hihihihihihiih) to długaśna promenada z placami na środku, pomnikiem Żeglarzy (warto zobaczyć to monument pokazujący na swoich bokach cztery epoki historii miasta), z pawilonem z kawiarnią i toaletą gdzieś pod koniec…. całość nieco szara i nieco zaniedbana jak nie w Norwegii (niedopałki, papierki i snusy) ale spokojna i skłaniająca do spaceru…..

dobra! idziemy! co mnie jeszcze gorszego może spotkać?
tu mała dygresyjka 🙂, kiedyś wygrałem odkurzacz!!!! jako nagrodę literacką za opowieść o wielkiej wyprawie, która trwała jakieś trzy czy cztery godziny a miała w sobie tyle wydarzeń, że napięcie aż trzeszczało w szwach. Warunkiem tego konkursu było zmieścić się w określonej ilości słów i zdań. Jak łatwo pomyśleć to niełatwe dla Waszego ulubionego opowiadacza, ale poradziłem. …to było o jeździe samochodem do sąsiedniej miejscowości…Historię prowadziłem tak, że Amundsen ze wstydu zasłoniłby twarz dłońmi, mrucząc: - przepraszam, że przeszkadzam opowieścią o mojej wycieczce….

…spacer w stronę kościoła widocznego w perspektywie ulicy początkowo nie zapowiadał się jakoś dramatycznie, ot ulica, nieco nieporządna, lekkim wznoszeniem się spowalniała nieco tempo kroków, podprogowo sugrerując wolniejszy krok…. jednak niespostrzeżenie nachylenie rosło…. co ciekawe, widoczny w oddali kościół św. Jana (a jakże!) wciąż wydawał się być tak samo odległy i tak samo górował nad okolicą…. i z tej odległości już wydawał się być majestatyczny…
kąt coraz większy, trochę zacząłem posapywać ale udaję, że to marudzenie pod nosem….
w końcu dochodzimy do schodów, które zamykają ulicę, muszą być schody bo wzniesienie już zrobiło się takie, że….
tych schodów jest 76…. niby niedużo, ale wysokie jakieś i kamienne… już koło połowy musiałem włożyć cały wysiłek w to by nie wyglądać jak ryba welonka, nie przez falujący, tęczowy ogon ale przez wytrzeszczone oczy i szeroko otwarte usta…. Niby budowniczowie przewidzieli moją wizytę i zrobili co jakiś czas takie spoczynki ale nie przewidzieli, że Janek musi…. MUSI!…. czyli jak coś zaczyna to musi skończyć, więc nie robi sobie przerw by nie robić sobie pokus odpuszczenia dalszego ciągu…. Kiedyś moim marzeniem było wejść na Kilimandżaro, niestety moje dziury w głowie zamknęły mi tą możliwość, ale Mamek śmiała się, że nie robiąc przerw szedłbym cały czas a pod koniec czołgał podciągając się rękami z paznokciemi wbitymi w ziemię ale doszedłbym a potem pewnie padł!

ta wspinaczka poza mniejszą zmianą ciśnienia niczym się nie różniła od jakiegoś wysokogórskiego wyzwania…. trzymając się za ręce i wzajemnie podciągając i asekurując wspinaliśmy się na kolejne stopnie… nawet trochę już kręciło mi sie w głowie, no ale my, twardziele, zachowujemy słabości w środku + Janek jak zacznie to MUSI skończyć!!!!

w końcu stanęliśmy przed drzwiami kościoła… z bliska wyglądał tak samo monumentalnie. Ale nie przytłaczał swoim ogromem tylko…. budził szacunek i zachwyt…. pomyślałem, że tak wygląda absolut!

w środku surowe, pozbawione złoceń ale bardzo… nie wiem nawet jakiego użyć określenia na to jakie wnętrze zobaczyliśmy…. kompletna cisza, spokój…. absolut….

usiedliśmy w ławce i… wtedy już wiedziałem, że wartało!, że to najważniejszy moment w naszej wizycie w Bergen…. Uświadomiłem sobie, jak wiele spraw w moim życiu zaczyna mnie przerastać ale dzięki jakieś niematerialnej sile i opiece wciąż daję radę…. Bo ja, choć to obecnie niemodne i czasami wręcz wstydliwe, jestem człowiekiem wierzącym! Mam opinię liberała i lewaka a jednak w środku mam upodobanie dla samej modlitwy, przecież ten świat powstał po coś, ktoś dał tym budowniczym jakiś nadprzyrodzony talent by budowany tak dawno temu budynek niósł w sobie tyle energii, emocji, wiary…
Ja nie chodziłem nigdy na pielgrzymki, jakoś formuła grupowego entuzjazmu religijnego nie jest dla mnie naturalna a udawać nie umiem….. ale ta pielgrzymka, przez 76 stopni, obudziła we mnie takie emocje, że do teraz wracają razem ze wspomnieniem jak drapiemy się na kolejne kamienne klocki, trzymając się za ręce i podtrzymując….. dla mnie to był bardzo duży wysiłek, który chętnie jeszcze raz podejmę, ale tylko wtedy, jeśli Mamek pójdzie tam ze mną.
Warto!

ps.1 to nie znaczy, że pokochałem Bergen, sorrrrry, wciąż uważam, że to norweskie Krupówki.
ps. 2 Janek jak zaczyna to musi skończyć ale dlatego zaczyna tylko to co sam uzna za warte starania.
ps. 3 co ciekawe nie zrobiłem ani jednego zdjęcia z tych chwil

ps. 4 wspierajcie nas: https://buycoffee.to/100bochenkow

„…a może skoczymy do Sztokholmu?”z cyklu: Podróże Mamka z marudą!wpis  #755w uszach nowo odkryte radio WBGO z New Jersey...
10/05/2026

„…a może skoczymy do Sztokholmu?”

z cyklu: Podróże Mamka z marudą!
wpis #755

w uszach nowo odkryte radio WBGO z New Jersey (słuchane nie tylko dla mieszaniny jazzu, ale dla osłuchania się z wymową z tamtej części USA, nie ukrywam nieco dla mnie trudnej, ale wiecie mus to mus, trzeba ćwiczyć bo wiecie przecież z czym sąsiaduje New Jersey? z Nowym Jorkiem!!!! a przecież już…… ciiiiiiii!!!!! nie wolno mi jeszcze o tym mówić!!!! hihihihihi

w moim życiu mam kilka zasad których nie łamie choćby nie wiem co, jedna z nich brzmi „Mamek chce, Mamek dostaje!” Ja doskonale wiem, czym ryzykowała moja Żona wiążąc się ze mną te trzydzieści lat temu, wiem i wiem, że chciałbym by nigdy nie żałowała tej decyzji.

Więc…. a może skoczymy do Sztokholmu to skaczemy do Sztokholmu, Janek ubrał swoje zakurzone okulary i wypykał na komputerku bileciki! teraz musi jeszcze wypykać hotelik i kaskę na czerwone koniki, kotbulary, cynamonki, kolejne kubki fiki (śróddzienna kawa) i wszystko co zawierać się będzie w naszym kolejnym wspomnieniu z wycieczki! Dla Mamka jestem gotowy bez słowa protestu iść do muzeum ABBY (do którego to muezum nasi Znajomi robią pamiątkowe magnesiki, więc mógłbym mieć takie pamiątki w „po kosztach”… nie dość! jestem gotowy nawet iść do muzeum Vasa, gdzie atrakcją jest zwiedzanie statku, który wyruszył na wojnę z Polską i zatonął w swoim dziewiczym rejscie po przepłynięciu mili morskiej (czyli się nie napływał!) bo był źle zbudowany….

okeoke, spokojnie, nie bójcie się, nie obudziła się we mnie dusza podróżnika, nie bójcie się, że w piekarni zmieni się wystrój na mapy i oszczepy Masajów…..

…ale chyba spodobało mi się spędzanie czasu naprawdę „poza”… na tyle daleko, żebym nie mógł zajmować głowy załatwianiem spraw, telefonami, chcąc nie chcąc nie mogę przygotowywać „następnego dnia”, robię nic… poza marudzeniem i zachwytami (naprzemiennie) no a najważniejsze, spędzam czas z Mamkiem, i takie dwa ludziki „sztumpamy” sobie od jednego ciekawego miejsca do drugiego… a potem możemy Wam o tym opowiedzieć…. nicnierobienie? a może ja przez swoje całe, dotychczasowe, życie byłem kryptoleniem a teraz dałem swobodę mojej tłamszonej, prawdziwej naturze?

no nie, bo w czasie tego naszego „sztumpania” ciągle rozmawiamy co by tu nakręcić a potem Wam pokazać, choćby dlatego, że w sieci pełno jest relacji z „typówek” gdzie pokazano, te same „największe atrakcje” a tu, chyba najfajniejsze są te malutkie, nieoczywiste…. Pewnie będzie mnie to znowu kosztowało, bo muszę Mamkowi pewnie kupić osobną kamerkę hihihihihi…. ale warto bo zabawa przednia….

w tym momencie to mi nieco szkoda, że nie mam w sobie potrzeby zrobienia relacji z Bergen bo… kurka, nie pykło! a materiału zrobiliśmy sporo…. no, ale, nie pykło kurka….

moi Drodzy, jeśli chcecie posłuchać jak to w Sztokholmie się w różne kąty zaglądało, piszcie komentarze, gdzie i w co pozaglądać (nie wszystko pewnie zdążymy bo tylko trzy dni, ale….) polecajcie hotele, podsyłajcie jakieś ciekawe adresy…. a jeśli macie chęć to wspierajcie nas:
https://buycoffee.to/100bochenkow
bo z tymi biletami za 60 zł to bujda jest na resorach…. startujemy od 60 a potem zaczyna się się, za wyglądanie przez prawe okno doplać X, za puszczenie bąka XV, za drapanie się między brwiami YY…. i kończy się kwotą kompletnie nie podobną do 60 hihihihihi
teraz bilety już są, klamka zapadła! Sztokholmie uważaj bo końcem czerwca ziemia się zatrzęsie hihihihihihi…. w czasie lądowania oczywiscie……

a jeśli ktoś czyta nas z jakiegoś dalszego miejsca niż Sztokholm to też piszcie bo może wpadniemy z wizytą…. spodobało nam się to a kiedy jeśli nie teraz?��cdn?

Torebka czyli hotdog w zimnej bułce.wpis 754w uszach nic, wszystkie jeszcze spią.Miała być relacja z Bergen z zachwytami...
03/05/2026

Torebka czyli hotdog w zimnej bułce.
wpis 754

w uszach nic, wszystkie jeszcze spią.

Miała być relacja z Bergen z zachwytami, ochami i achami ale…. może lepiej żeby nie było…. no, kurka, nie pykło!
Jeśli ktoś mi powie „może pomieszkałbyś z miesiąc, z Mamkiem oczywiście!, w Oslo to pakuję mandżur (mandżur = bagaż) i jadę na lotnisko! Jeśli usłyszę: może chciałbyś pomieszkać w Bergen…. postukam palcem w nadgarstek, na którym nie ma zegarka i powiem…. „ooo, jak późno, wiesz co, pogadamy innym razem….”
No, kurka, nie pykło!
Więc jeśli zaproponujecie mi Bergen to… schowam cichutko mój mandżurek do szafy, na samo dno. A mandżurek fajny, wymuszony przez rozbójnicze regulacje tanich linii. Więc mandżurek ma wymiary torebki konpertówki, ale ma milion kieszonek, przegródek, schowków i zasuwek w których może się naprawdę dużo zmieścić… a nawet może zmieścić się jakaś zaprzyjaźniona torebka, które musiała pojechać z nami, tak bardzo chciała zwisać z ramienia w towarzystwie innych torebek zwisających z innych ramion. I nawet nie wypominam, że przez tą torebkę nie mogłem wziąć kilku moich świetnych obiektywów, dużego aparatu, może jakiegoś jednego czy dwóch statywów…. a przecież to konieczne wyposażenie, żeby nakręcić materiał a potem wyciąć z niego jakieś trzy minuty….. ale, kurka, nie pykło i okazało się, że wystarczy ajfonik i wszystko dało sie nakręcić, niektóre nawet fajne, ale pewnie gdzieś to utknie na jednym z zyliona twardych dysków bo jak już wiemy…. no, kurka, nie pykło….
Oslo to miasto w którym taki rekin jak ja może znaleźć wszystko! i trochę historii, i trochę nowoczesności i trochę przyrody i trochę gwaru…. i dobrą restaurację, i dobrą kawę i uśmiechniętych ludzi…. i czystość czasem aż sterylną….
Bergen to dla mnie (to jest tylko moja, skrajnie subiektywna ocena!!!!) to takie norweskie Krupówki! Urokliwe Brygge to kilkanaście domków kupieckich przytulonych do siebie, powykrzywianych ze starości i trochę zakurzonych, co uwielbiam…. ale to tylko kilkanaście urokliwych domków, a w nich pierdylion sklepów z pamiątkami, swetrami, nożami, młotami Thora na rzemykach i….. magnesikami!, że o tarkach do sera w kształcie głowy renifera nie wspomne! a w każdym z tych sklepów siedzi albo stoi ktoś nieco znudzony na twarzy i mów Hajhaj! ale jeśli nie wyciagasz w tym momencie portfela to momentalnie traci Tobą zainteresowanie…. STOP przesympatyczny Pan w Mumin Shopie, dla mnie jako fana Muminków miejsce specjalne…. (patrzcie na moje pozytywne podejście, nawet nie marudzę, że Norwedzy sprzedają pamiątki postaci z książek finskiej autorki piszącej po szwedzku i mieszkajacej na zmianę w Szwecji lub Finlandii)….
Kiedy już nasycicie się Brygge to wychodzicie na pasaż portowy, gdzie jest cały rząd sklepów w których… pamiątki, swetry, noże, młoty Thora na rzemykach i magnesiki oczywiście… i ci sami lekko znudzeni ludzie za ladami…. a między nimi restauracje hinduskie, włoskie, chińskie i różne inne….
Ba! Bergen ma nawet swoją Gubałówkę, na którą wjeżdża kolejka linowa (tak naprawdę to ma co najmniej dwie kolejki ale Floibanen jest bardziej znana bo stacja jest w samym centrum miasteczka (miasteczko ma ponad 300 km kw. powierzchni bo góry, fiord itp…)…
No, kurka, nie pykło! Nawet nie uratowało sytuacji coś na co ostrzyłem zęby od dużo wcześniej, czyli najlepsze w mieście hotdogi…… Mamek nie pozwalała mi się przygotować do wizyty w Oslo, więc o słynnych tam hotdogach dowiedziałem się po powrocie do domu… hot dogi z ciekawymi dodatkami owinięte w lompera czyli taki ziemniaczany naleśnik…..mhmmmmmm!
dobra, Mamek chce chłonąć kulturę i tradycję a chcę wchłonąć hotdoga w lomperze! Z uśmiecham pytam pani w okienku czy coś mi poleci „tradycyjnego”, usłyszałem trochę opryskliwie wymówione „nr 6, reindeer”… wybrałem kiełbaskę serową niezrenifera…. pani gołą dłonią otworzyła moją bułkę (jak się później okazało zimną) włożyłą letnią kiełbaskę a z tradycyjnych norweskich dodatków zaproponowała ketchup, musztardę i…. tadam!… prażoną cebulę……..
no, kurka, nie pykło!

będę kończył bo już sam się zmęczyłem swoim marudzeniem….. bohatersko walczę ze sobą, żeby nie napisać nic na temat organizatora, tego samego co wycieczki do Oslo……. powiem tak, nasza krótka wspólna przygoda już się definitywnie skończyła! Ja rozumiem, w każdej organizowanej wycieczce może zdarzyć się „zapchajdziura”, która trochę ratuje budżet czy coś podobnego… ale jeśli praktycznie cała wycieczka składa się z „zapchajdziur”, za które trzeba jeszcze dodatkowo, na miejscu, dopłacić to sorry Winnetou, nie uratuje tego przewodnik, który z dziwną emfazą opowiada kolejny raz o samotnych wikingach pijących cydr jabłkowy, namawia do zjedzenia steka z wieloryba (zdarza mi sie, choć sporadycznie, jeść mięso, ale tego nie mogę mu zapomnieć!), a przy najważniejszym pomniku w centrum miasta opowiada nam o sklepie z cygarami i snusach czy jakoś to się nazywa, zamiast opowiedzieć o pokazanej na pomniku historii….

Przepraszam Cię Norwegio, jesteś piękna i urokliwa, Oslo jest wspaniałym miastem, mam nadzieję, że znowu tam zawitamy, oby na dłużej, mam nadzieję, że zobaczę Lofoty, Nordkapp i Arktyczną Katedrę w Tromso ale w Bergen się już raczej nie spotkamy…..

NO, KURKA, NIE PYKŁO

ps. 1 Bergen jest niestety też trochę „brudne”! Niedopałki na chodnikach (sporo), brudne szyby w sklepowych witrynach, brudne szyby statków…… no jakoś nie teges!

ps. 2 jak zwykle nie ucierpiał żaden magnesik i nie został zabrany ze swojej ojczyzny (uznajmy, że mówię tu o Norwegii a nie o Chinach :))

ps.3 powyższa opinia jest wyłącznie moja, większości z licznej grupy w sklad której wchodzimy ja i Mamek, się podobało!

ps.4 mówię do Mamka a może teraz jakiś inny kierunek, jakaś inna tradycja? na to Mamek „a może skoczymy do Sztokholmu?”

ps.5 wspierajcie nas: https://buycoffee.to/100bochenkow

„Człowiek Boho czyli przecie taki tytuł już był a i tak chodzi o Nowy York”wpis  #753z cyklu „Co to za sytuacja?!”Jednym...
19/04/2026

„Człowiek Boho czyli przecie taki tytuł już był a i tak chodzi o Nowy York”
wpis #753
z cyklu „Co to za sytuacja?!”

Jednym z efektów komentarza tajemniczego Mt Totti’ego była olbrzymia ciekawość jak widzą mnie ludzie….

drogi MT Totti niestety wciąż nie mam dwóch metrów wzrostu, jestem wciąż taki średnio mądry i niespecjalnie przystojny czy fajny! przy okazji to proszę w komentarzach napisać coś więcej o genezie takiej a nie innej „ksywy”, MT to od „mountain” czyli angielskiego „góra” lub „szczyt” czy może zaczerpnięty jest z miejskiej legendy o Mothmanie zwiastującym nieszczęścia? I kim jesteś bycie, pytam kompletnie niezłośliwie bo też zacząłem przemyśliwać jak bardzo uwierzyliśmy w anonimowość internetu i tą cyfrową przegrodę oddzielającą nas od prawdziwego świata. ��pomyślcie sami, MT Totti może być studentem lub podobnym do mnie nieco zgrzybiałym starszym panem, zakonnicą lub podlotkiem w różowym wdzianku w jednorożce…. MT Totti, jeśli masz ochotę odezwij się do mnie na priv (czy jakoś to się nazywa) bom nieco ciekawy….

ale wracamy do meritum, uzbierałem sobie kilka moich wersji, które usłyszałem od ludzi, których spytałem lub podsłuchałem tu i ówdzie… za dużo ich, żeby analizować każdą z nich, wymienię tylko te moje najbardziej ulubione:
otóż….

jestem lewakiem, no niby jestem, może nie do końca w typowy sposób, ani we mnie rewolucjonisty ani antyklerykała, nie rozdzieram szat za sprawę ani nie chcę „wyzwalać” z ciemnoty jakiegokolwiek zacofania, ale nie ukrywam cenię jak ktoś ma swoje zdanie, które najlepiej jeśli umie mi wytłumaczyć i uzasadnić… nie po to by mnie przekonywać bo mnie, starego osła przekonać trudno, o ile to możliwe, ja muszę dostać czas by sobie po swojemu w mojej dziurawej głowie myśli poukładać. A i tak wtedy, myśli moje trzymam dla siebie a nie narzucam nikomu na siłę…. no chyba, że staję w obronie drożdży lub walczę z krojeniem chleba całego od razu….
no ze mnie taki konfucjański lewak….

jestem liberałem… to chyba kontynuacja tego co wyżej bo zdanie swoje mam, wynikające niekoniecznie z przyjętych ogólnie norm czy narzuconych dekalogów, ale mój liberalizm a może nawet libertarianizm trzymam dla siebie, ani nie mówię, że to najlepsze z widzeń świata, ani nie probuję nikogo na takie niezależne myślenie namawiać….

jestem zaściankiem… i tu chichoczę radośnie, bo w swoim upodobaniu do niewyróżniania żadnego dnia bardziej, który uważam, że każdy, dostany od losu, Boga czy natury, dzień trzeba tak samo cenić i szanować, więc wszelkie "święta" traktuję nieco „oschle”.. dla mnie świąt mogłoby nie być! Dopóki, na dzień dobry, przytupta do mnie moja Żona by się przytulić przy bulgocącej kawiarce, póki stukając pazurkami powoli przychodzi starutki Boluś by go za uchem podrapać, i dopóki ja czekam na te poranki, to każdy dzień będzie dla mnie świętem! a zaścianek jestem bo lubię „skostniałą tradycję, że rodzina, że miłość, że każdy dzień tak samo ważny, że po co wywracać świat by po życie sięgać nowe…. ale skoro to moje jest dobre to po co mi lepsze? to co mam jest najlepsze!

jestem tematem… ostatnio usłyszałem, historyjkę, że w tramwaju Panie o mnie, nas i piekarni tak się zagadały, że przegapiły przystanek, hihihihi! a nawet usłyszałem któregoś dnia, że już jestem legendą…. hihihihihihi (drogi/droga MtTotti to nie bufonada tylko autoironia!)… odpowiedziałem, że słaba to wiadomość bo wszystkie krakoskie legendy nie żyją! Smok - otruty, Wanda - samobój…. to w sumie nienajlepsza perspektywa! Jakoś mam tak w głowie, że kiedy już zakmnie się mój kalendarz to będzie mi co najmniej obojętne czy ktoś mnie będzie pamiętał…. no może fajnie byłby gdyby moja Ukochana Dziewczyny nie wymazała mnie ze swojej głowy tak „następnego dnia” ale jeśli nawet… to mogę się o tym nie dowiedzieć lub będę wiedział jak to jest „naprawdę”

jestem…. mógłbym tak wymieniać długo bo i opini sobie ponotowałem duuuużo…. istny człowiek boho, zlepek wszystkiego co dobre i niedobre, co barwne i co szare, co ciekawe i co nudne…. najważniejsze chyba, że jeśli ludzie mają jakieś odczucia co do mojej osoby to znaczy, że nie jestem im kompletnie obojętny!

uffff…. jakoś poszło, bo siadałem do pisania jakiś taki znowu niepewny czy potrafię znowu/jeszcze napisać?

we wtorek spotkanie ze studentami na UŚ, może uda się nagrać to potem umieszczę gdzieś, jakoś tak się nie przygotowuję, lubię takie gadanie na „żywca”, co tylko do głowy przyjdzie…

ps. wspierajcie nas: https://buycoffee.to/100bochenkow

Wpis  #752usunąłem pierwotny tekst wpisu skutkiem komentarza jakim obdarzył ten wpis tajemniczy Mt Totti: „I jaki jestem...
15/03/2026

Wpis #752
usunąłem pierwotny tekst wpisu skutkiem komentarza jakim obdarzył ten wpis tajemniczy Mt Totti: „I jaki jestem fajny, przystojny, mądry no i mam prawie dwa metry he?”

nie, ani nie poczułem się urażony ani się nie obraziłem tylko wreszcie coś zrozumiałem :)
Nie wiem kim jest Mt Totti na stronie profilu nie ma o Nim/Niej nic, 0 wpisów, 0 zdjęć, 0 informacji. Jeśli jest to ktoś kogo znam i kto zna mnie, to, jeśli tak skomentował tzn. oznacza to ni mniej ni więcej tylko, że nie potrafię napisać takiego tekstu by mieć dystans do samego siebie lub nie potrafię napisać tak by wiadomo czy taki dystans do siebie mam. Jeśli ten ktoś mnie zna, bywa w naszej piekarni to widać tak mnie odbiera. Jeśli zaś mnie nie zna to daje tylko dowód na to, że w internetach słowo nic nie waży i można nim ot tak szafować bez zastanowienia czy konsekwencji.
Ale winien jestem tajemniczemu Mt Totti podziękowania bo Jego/Jej komentarz uświadomił jak bardzo się odkrywam, jak okazuje się robię to kompletnie bezmyślnie skoro nie potrafię przewidzieć takiej sytuacji a w dodatku jestem na nią kompletnie nieodporny….

więc może tytuł poprzedniego wpisu był proroczy? muszę chyba chwilę pomyśleć…

Mt Totti pozdrawiam i robię to szczerze! acha! mam tylko 178cm wzrostu niestety, fajny może trochę jestem ale przystojny chyba nie…

wpis  #751z cyklu „co to za sytuacja?”Wszystko się psuje czyli TO JEST OSTATNI WPIS!!!!!!tak! dobrze czytacie! TO! JEST!...
08/03/2026

wpis #751

z cyklu „co to za sytuacja?”

Wszystko się psuje czyli TO JEST OSTATNI WPIS!!!!!!

tak! dobrze czytacie! TO! JEST! OSTATNI! WPIS!

no cóż, moi Drodzy, wszystko ma swój koniec, po paru ładnych, wpólnych latach. Po pewnie milonach wklepanych liter, dziesiątkach tysięcy napisanych wyrazów, setkach opowiedzianych historii przyszedł smutny moment, kiedy muszę powiedzieć dość! Decyzja zrodziła się już dłuższy czas temu ale jakoś coraz dłużej zastanawiam się nad tym co chcę zrobić. Tym razem też, niby było wiadomo, że to tylko przeciąganie nieuniknionego, ale jakoś tak sentyment może a może radość z tego, że mimo wszystko jakoś to szło, powodowało, że wciąż nie wciskałem czerwonego guzika z napisem KONIEC….
ale chyba dłużej już nie mogę…
tym bardziej, że już zaczął się kolejny rozdział w moim życiu, bo Mamek też powiedziała mi KONIEC TEGO!
ale może od początku…. początku końca!

jesteśmy sobie z Mamkiem w handlowej galerii, co za duracki pomysł nazywać duże sklepu galeriami? Galeria to jest z obrazami czy fotografiami a nie ze sklepami! Chyba, że zamierzeniem takich miejsc jest zrobienie z nas galerników, pochylonych nad kartami bankowymi bezmyślnych wydawaczy pieniędzy? A wogóle to powinno się chyba pomyśleć o takich jak ja czyli kolesiach, którzy potrzebują raz w roku, albo raz na dwa lata iść do jednegojedynego sklepu i kupić jednąjedyną parę butów lub spodni. I to najlepiej, żeby szli tam pod opieką jakiegoś Mamka, który palcem pokaże te najlepszy (wybór z jedynej pary w sklepie byłby o wiele łatwiejszy!). Ja nie lubię chodzić po sklepach i kupować rzeczy dla siebie. Dla Mamka kupuję bardzo chętnie, choć nie ukrywam dobrze, jeśli powie mi wcześniej co się Jej podoba…..
no więc jesteśmy sobie w, o wiele za dużej „galerii”, Mamek rozgląda się i wstępuje, ja bezmyślnie idę za Nią, zostając przed wejściami do kolejnych sklepów i myśląc jak przeżyć do powrotu do samochodu….. wreszcie w desperacji mówię, że może wstąpię do sklepu znanej firmy z jabłkami bo przecież mój leciwy notebook już praktycznie oddał ducha, więc może zobaczę jakie są opcje? To fajny sklep bo towarów w nim kilka na krzyż i dobrze, bo akurat to są takie które ja chcę widzieć. Ale wybrać laptop nr 1 czy ipad nr 2? szary czy szary?
no więc chodzę sobie tam i nazad od stolika do stolika, coś tam popstrykam, coś tam popatrzę i nawet nie zauważyłem kiedy za moim plecami stanęła Mamek.
Jan! proszę Cię kup wreszcie tego notebuka, nawet ja już nie mogę patrzeć jak stukasz w klawisz wymazywania by usuwać kolejne błędy spowodowane uszkodzoną klawiaturą, a jeśli jeszcze będę sluchać tego uszkodzonego głośniczka to się wkurzę i będziesz spał na kanapie w dużym pokoju! pod kocem!
No wiec, czym prędzej, kupiłem tego notebooka przy którym akurat stałem hihihihihihi a że był największy i najbogatszy w swojej kategorii to oczywiście czysty przypadek!
Mamek zna mnie najlepiej na świecie i wie, że mógłbym tak jeszcze długo chodzić, przyglądać się i… dalej pracować na moim już prawie niedziałającym notebooczku….

więc moi Drodzy, naprawdę to ostatni wpis… pisany na moim starym laptoku! Zostaje tylko przegrać jakieś zyliony plików, notatek, folderów i ustawień… mogłem to zrobić automatem i nakazać migrację z jednej maszyny do drugiej autmatowi ale postanowiłem, że jak nowy rozdział to kompletnie nowy i… żadnych „a może to się jeszcze przyda?”
Oczywiście stary notbuczek dostanie, po remoncie generalnym, nowe życie i nową klawiaturę i zamieszka z naszą Córką do swojej kompletnej już emerytury 🙂

dobra, koniec to koniec! Dziękuję Ci notebuczku, spędziliśmy razem sporo czasu, pomogłeś mi stworzyć dużo fajnych rzeczy, dzięki, trzymaj się.

? myśleliście, że wreszcie odpuszczam i będzie spokój? no pewnie jeszcze nie, trochę Wam jeszcze poopowiadam……

następnym razem…. nie mam kompletnie pojęcia…

ps. oglądajcie koniecznie serię trzech części rozmowy z przemiłą Kandaką! Wystarczy w YouTube wpisać i po miniaturkach znajdziecie rejestrację naszego spotkania….. dużo śmiechu!

ps.2. wspierajcie nas https://buycoffee.to/100bochenkow

https://youtu.be/sy_AI5W5ya0?is=Dme0WWI1eto_RO4tOtwieramy się na świat! Zapraszam do oglądania: dziś pierwsza czesc, jut...
05/03/2026

https://youtu.be/sy_AI5W5ya0?is=Dme0WWI1eto_RO4t

Otwieramy się na świat! Zapraszam do oglądania: dziś pierwsza czesc, jutro, pojutrze kolejne 🙂

Przepraszam za moj angielski, wina udaru 😂😂😂
Dajcie lajka koniecznie!!!!

Kandaka! Thank You!

Welcome to Season 2 of Kandaka Talks 🎙️✨ Filmed in the heart of Poland, this podcast brings you unfiltered conversations with inspiring people who are redef...

wpis  #750!z cyklu „A co to za sytuacja?…”Kiedy jestem mniejszy a może się uda?Kończyła się poprzednia zima. Po ciężkim ...
01/03/2026

wpis #750!

z cyklu „A co to za sytuacja?…”

Kiedy jestem mniejszy a może się uda?

Kończyła się poprzednia zima. Po ciężkim dniu przywlokłem się do domu, usiadłem na sofie i powoli ściągając buty powiedziałem:

- Ja już nie mam siły, to była ostatnia zima w piekarni, ja się poddaję, zamykamy…
- Janiu wyglądasz jak swój własny cień, rozumiem Cię, zrobimy jak chcesz…

a potem przyszła wiosna, po niej lato, upały i otwarte szeroko drzwi, ciepła, słoneczna jesień.. ja wciąż powtarzałem, że pora zamykać, mój fumfel G powtarzał mi przy każdej rozmowie, że czas na zmiany….

tylko piekarnia nie chciała się zamknąć! A jak wiecie Ona ma sporo do powiedzenia!

Sytuacji nie zmieniała nawet świadomość tego, że częściej jestem mniejszy niż większy. Ja normalnie mam (a może miałem) 178cm wzrostu. Mamek 172. Więc jak doda się moje kunsztownie natapirowane fryzury to bywam wyższy. No właśnie, bywam! W dni kiedy jestem bardzo zmęczony muszę podnosić brodę do góry żeby oprzeć ją na ramieniu Mamka, kiedy rano przytulamy się na dzień dobry, stojąc bez ruchu koło szumiącej kawiarki…. Mamek głaszcząc mnie po twarzy wygania z mojej głowy jakieś nocne zmartwienia i mówi:
- nie podoba mi się to, znowu jesteś malutki……

wreszcie zrozumiałem, my sami chcemy by ta piekarnia wciąż trwała! Stworzyliśmy ją w najgorszym możliwie momencie, z całych sił, a może czasem nawet ponad siły staramy się ją utrzymać. Kochamy ją tak samo mocno jak kochacie Ją Wy!
Nawet to, że od długiego już czasu wisi nad Nią widmo deweloperskiej zagłady nie dodaje wystarczająco naszym dniom i decyzjom by podjąć najtrudniejsze decyzje.

Aż tu, moi Mili, nagle zaświeciło światełko w tunelu. Najpierw nie chciało nam się wierzyć, że wogóle. Potem, zaczęliśmy się zastanawiać czy światełko to nadzieja czy nadjeżdżający pociąg. Postanowiliśmy to sprawdzić ale co sie trochę zbliżaliśmy to światełko szybko się oddalało. Teraz jest tak dziwnie, że cokolwiek byśmy nie robili to ono się ani nie zbliża ani nie oddala… Jakiś czas będzie tak samo daleko… a co dalej? tego nie wie nikt…. może fajnie a może nie…. może będzie całkiem jasno a może światełko zgaśnie… mozemy tylko czekać…

Oczywiście mówię o nowym domu dla piekarni… Mogę Wam tylko tyle powiedzieć, że trwa impas… Oczekiwania po „tamtej stronie” zdecydowanie przekraczają nasze możliwości, przekraczają też zdecydowanie to co można by sensownie argumentować czy uzasadniać materialnie…..

Trwa impas co nie przeszkadza nam w marzeniach. Mamek już wie gdzie i jakie kwiaty mogłaby posadzić, ja wymyślam nowe scenariusze na filmowe uczty lub najmniejsze spektakle świata…. a to wszystko wzbogacane smakiem chleba, pizzy, słodyczą Mamkowych drożdżówek… i może jeszcze wieloma nowymi pomysłami….

tylko to miejsce musi się jeszcze stać a do tego droga tak samo daleka jak w momencie kiedy zobaczyliśmy światełko.

nasz problem to to, że już polubiliśmy to, nieistniejące jeszcze a może wogóle, miejsce.
Tak jak całe nasze serca włożyliśmy w naszą malutką piekarnię tak już włożyliśmy równie dużo dobrych emocji w „nowy dom”. I to nie szkodzi, że może nigdy nie stanie siè naprawdę! Te nasze rozmowy, planowanie, kartki porysowane nieudolnym rysowaniem, opowieści co zrobimy i jakie to będzie dobre i fajne, to wszystko spowodowało, że te wymyślony „nowy dom” już się trochę stał…..

a w nim my wszyscy razem, my i Wy!

może….?

Póki co pomału kończy sie zima, ciekawe czy to była ostatnia zima piekarni na Jaskółczej?

ps. wszystkich przepraszam za to, ze ostatnio byłem niekoniecznie miły. Przeżyliśmy bardzo złe chwile, nasz starutki Boluś zakrztusił się tak bardzo, że przestał oddychać i stracił przytomność ale nasza wspólna desperacja oraz odświeżone w mojej głowie z dawnych czasów i przerobione na psią modłę metody reanimacji uratowały Go…. Całą naszą trójkę wyzuło to kompletnie z wszelkich sił i dopiero dochodzimy do poziomu zerowego. Ale proszę, nie pytajcie mnie o to, będąc w piekarni, nie chcę tego jeszcze raz przechodzić!

ps. 2 wspierajcie nas na https://buycoffee.to/100bochenkow,

ps. 3 autorem foto jest PL, zatytułował "Zeus z łopatą" hihihihihi... jeśli już to Hefajstos! on był od ciężkiej robot5

Adres

Jaskółcza 2
Kraków

Godziny Otwarcia

Środa 11:00 - 16:00
Czwartek 11:00 - 16:00
Piątek 11:00 - 16:00
Sobota 11:00 - 16:00

Telefon

+48668466277

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy 100bochenkow umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do 100bochenkow:

Udostępnij

Kategoria