24/05/2026
Puste miejsca albo…. całkiem coś innego….
z cyklu „Świat poza”
w uszach nowoznaleziona i nowobardzopolubiona stacja radiowa, grająca tylko jazz, WBGO a New Jersey a dlaczego o tym za chwilę…
wpis 757
Miało być całkiem o czymś innym ale pomyślałem… straszne smęty! o ciągłym zmęczeniu, o starzeniu się, o przemijaniu, o zastąpialności (nie wiem nawet czy jest taki wyraz), o pustych miejscach które po mnie zostaną a szybko i łatwo mogą zostać czymś lub kimś wypełnione…. ale to takie ponure smęty a powinno być pozytywnie, radośnie, wesoło!
no to spróbujemy wesoło! i pozytywnie!
no podróżnikiem to ja nie zdecydowanie nie jestem! Już to wiem napewno bo w tym roku rozlataliśmy się po świecie jak chyba nigdy wcześniej w czasie naszego całego, wspólnego życia. Owszem były dalekie i długie wyjazdy, nie było mnie w Polsce, któregoś razu chyba ze dwa miesiące (USA) ale nawet tamtym razem, który był spełnieniem olbrzymiego marzenia i o lataniu i o USA a stał się wówczas możliwy dzięki moim Przyjaciołom (dziękuję!), pokombinowałem i wróciłem do domu kilka dni wcześniej niż wynikało z biletu hihihihihihi…. o co się nawet wtedy trochę na mnie zeźlili….
no ale w tym roku mamy już sporo czasu niewPolsce, wylatane soro godzin w powietrzu, nowe krajobrazy, białe noce, nowe zauroczenie (Skandynawia jest piękna nawet dla mnie marudy, choć jak wiemy Bergen… no kurka, nie pykło!)….
a ja podróżnikiem nie jestem, więc dlatego już wszystko przygotowane do wizyty w Sztokholnie (koniec czerwca) i to NA…. TRZY…. DNI! czyli postęp, niemalże 😉, geometryczny, coraz więcej przygotowane na wizytę w Nowym Jorku (koniec września!) NA…. TYDZIEŃ!!!!
stąd ciągłe słuchanie WGBO! to stacja z New Jersey i slucham nie tylko muzyki ale rozmów, paradoksalnie nawet z moim kompletnie dziwnym angielskim potrafię wysłyszeć różnice i powiem szczerze ta wymowa i słownictwo nie jest dla mnie najłatwiejsze więc słucham i próbuję rozumieć a nawet w głowie buduję sobie odpowiedzi czy wręcz całe dialogi….
ale miało być o moich podróżniczych predylekcjach (Żółty Czarodziej znowu mnie opierniczy „chłopaku nie używaj wyrazów, które nie są powszechnie używane”)…. no powiem Wam, podróżnik ze mnie jak z koziej d…. trąbka! ani upodobania do odkrywania, ani jakaś nadmiarowa wrażliwość na krajobrazy…. no to co powoduje, że irytuję się, że nie mogę jeszcze zacząć organizować kolejnej podróży?
No właśnie najbardziej jest dla mnie ekscytujące, że znowu mogę coś organizować, prowadzić moje kolejne projekciki i starać się, żeby wszystko było dopięte na kolejny guzik, żeby w każdym momencie był możliwy jakiś akcencik, który później będziemy sobie kolejne razy wzajemnie opowiadać, żeby Mamek miała wszystko a nawet więcej…. nawiasem mówiąc zdradzę Wam sekret, którego nie podejrzewaliście, ogromnie jestem zakochany w Mamku!… NO KTO BY POMYŚLAŁ!
No więc już bym zaczął robić kolejne przygotowania, choć sam sobie przyciągam smyczki, najpierw wróćcie z tych, juz zaczetych, podróży! Ale Sztokholm już właściwie „ustawiony”, ot…. wybrać czy hotel dobry czy bardzo dobry (ze wskazaniem na ten bardzo dobry hihihihi)….. ja juz wiem nawet jak dojechać do najstarszej IKEI na świecie, gdzie jest piekarnia, którą chciałbym Wam pokazać i gdzie są najlepsze hotdogi!
Nowy York? przecie wiecie ja już noszę w głowie to miasto od tak dawna, że kiedy zamknę oczy to potrafię zobaczyć ulice po których idę i doskonale wiem, że mostem Brooklińskim trzeba iść od (!) Brooklinu do Manhattanu i nie kupować na nim żadnych pamiątek!
I jeśli trzy dni w Sztokholmie to tyle czasu ile potrzebuję by odwiedzić miejsca wybrane w typowy dla nas sposób czyli niekoniecznienajbardziejznane choć będą i takie 🙂, tak na NY lista coraz dłuższa i już wiem, że tydzień to tylko będzie dla mnie tyle co nic, a planowałem miejsca tylko w dolnej części miasta… nie martwcie się już kupione naprawdę wygodne buty, które teraz wyglądają pięknie i świeżo, ciekawe jak będą wyglądały po powrocie, tym bardziej, że czeka je nie tylko maszerowanie ale też bieganie po Centralnym Parku hihihihihi..
dodatkowym akcencikiem jest to, że odzywają się do nas ludzie w tych miejsc, ludzie których znamy i lubimy ale też ludzie, których nie znamy jeszcze a już lubimy i mówią „ale fajnie, musimy się spotkać, pokażemy Wam…., albo a do nas też przyjedźcie! Choćby w USA już dopisałem do listy New Mexico, stan Washington, Vermont, Kalifornię i co najmniej kilka razy „moje kochane Chicago”
a wczoraj dzwoniła Pani E. z NY, która powiedziała kilka razy „koniecznie!” chachacha….. ten świat to taki malutki jest! ale do listy dopisałem stadion Artura Asha na którym rozgrywane są mecze tenisowego US Open (moje olbrzymie marzenie, nie grać tylko oglądać! hihihihihihihi)
i wszystko samo się spina i chciałoby się więcej…… a ja podróżnikiem nie jestem!
cdn?
photo: Janek pierwszy raz na amerykańskiej ziemi czyli 2002 rok
ps. wspierajcie nas: https://buycoffee.to/100bochenkow
MOJA DUŻA PROŚBA, KOMENTUJCIE, LAJKUJCIE, UDOSTĘPNIAJCIE, walczę o widoczność!