11/09/2026
hm Kamil Makos
Dzisiaj Światowy Dzień Zapobiegania Samobójstwom. Długo zastanawiałem się, czy z tej okazji coś napisać. Piętnaście lat pracuję jako pielęgniarz na oddziałach intensywnej terapii, blokach operacyjnych, "sorach" w pogotowiu. Jak to mówią "robię w dramatach"... niejedno widziałem i niejedno przeżyłem. Opowiem Wam dzisiaj kilka z tych historii.
Piękne niedzielne popołudnie, rodzice postanowili zabrać na przepustkę z oddziału zamkniętego córkę, na rodzinny obiad. Znajdowała się tam z powodu próby "S"... już było lepiej, leczenie postępowało. Lekarz prowadzący zgodził sie na tę przepustkę, "bo to dobrze jej zrobi". Wyszli ze szpitala i musieli przejść nad ruchliwą ulicą kładką. Gdy tylko weszli na górę, młoda piękna dziewczyna wzięła rozbieg i skoczyła przez barierki.
Wiosna, natura budzi się do życia. Trzech uczniów gimnazjum "zerwało" się ze szkoły, bo jak tu siedzieć w "budzie" gdy słonko przyświeca, ptaszki ćwierkają, wszędzie widać ożywione ruchy owadów, a na drzewach pojawiają się miliony pąków, po prostu chce się żyć. Niestety nie każdy ma takie odczucia. W pobliskich krzakach zauważają chłopaka, który, stojąc na śmietniku, wiąże coś do gałęzi nad swoją głową. Widzą, jak skacze i zawisa na grubej lince. Biegną, co sił w nogach. Szczęśliwie jeden z nich ma w kieszeni szwajcarski scyzoryk, zanim jednak się go odetnie, chłopak przestaje się ruszać. Wzywają pogotowie i do przyjazdu karetki prowadzą RKO....
Środek nocy, mąż wraca później z pracy. W sypialni, w łóżku leży jego żona. Podchodzi bliżej by ją ucałować i widzi, że jego ukochana leży cała w wymiocinach, patrzy na niego martwym wzrokiem...
Nie jestem w stanie nawet policzyć, ilu takich pacjentów miałem w swojej pracy. Nie tylko pracy, niestety, sam kiedyś odciąłem kolegę i za rękę zaprowadziłem do psychiatry. Nie zliczę teraz, ilu było "breloków", "skoczków", "trutek". Nie powiem, ile razy sam mówiłem o tych pacjentach slangiem, ileż to razy słyszałem, "ale to trzeba mieć narobione w głowie, by coś takiego zrobić".
Nigdy nawet nie starałem się zrozumieć... Zawsze, gdy miałem do czynienia z próbą "S”, przypominały mi się tylko suche statystyki, wykłady psychologa, jak się zachować i jak w takiej sytuacji postępować. Nie zagłębiałem się w umysł samobójcy, w przyczyny i skutki, odwalałem swoją robotę najlepiej, jak potrafiłem, i szedłem dalej. Nigdy nie zastanawiałem się, że ten przyszły samobójca może siedzieć obok mnie w autobusie, na "konsoli" w pracy czy w karetce. Najczęściej to uśmiechnięty, miły człowiek, pomocny i z pozoru szczęśliwy. To może być każdy z nas, bo nasz umysł nie jest jak kompas, który bezbłędnie wskazuje nam drogę. Czasem zdarza nam się w meandrach życia ją zagubić, a otaczający nas dziki świat zasłania nam ostatnie promienie słońca...
Nie oceniaj, nie gardź tym, co zgubił drogę. A gdy sam ją zgubisz, to usiądź, uspokój się, napij się herbaty i spokojnie szukaj wyjścia. Są przecież instytucje, organizacje, które chętnie Ci pomogą... Nie oczekuję, że zrozumiesz to, co dzieje się w duszy i umyśle samobójcy, i obyś nigdy tego nie musiał. Bo zrozumie tylko ten, kto sam otarł się o śmierć.
https://forumprzeciwdepresji.pl/gdzie-szukac-pomocy-mapa...