27/04/2026
To jest płyta na interregnum. Na zamknięcie etapu historii, w którym hegemonię w muzyce polskiej miały zespoły na różne sposoby spolszczające anglosaskie brzmienie. Tercet Imperial jest zwiastunem nowej epoki. Proponuje PRYMAT wątków lokalnych, naszych, a źródła siły upatruje w wiejskich tradycjach polskiego heartlandu, w życiodajnej sile folkloru mieszkańców podradomskich pól, kniei i siół. I neguje ideę zamknięcia tego żywiołu w muzealnej wystawie. Przeprowadza decoupling konceptu, według którego archaiczna muzyka wymaga zaprzeszłego instrumentarium.
Głosu Tercetowi Imperial nadaje Joanna Sztucka, która od dziecka gromadzi doświadczenia związane z muzyką tradycyjną: najpierw w jednym z wrocławskich zespołów folklorystycznych, następnie na parkietach domów tańca i podczas wielu wypraw terenowych, wreszcie u boku żywej legendy muzyki radomskiej, śpiewaczki Marii Siwiec z Gałek Rusinowskich. Pozostaje wierna dawnej maksymie, że taneczna muzyka ludowa to rzecz kawalerska i panieńska – autorska opowieść młodych ludzi. Przyśpiewki o doli i nieszczęściu, tęsknocie i spełnieniu traktuje lekko i zwiewnie, choć drobiazgowo odtwarza zasłyszane maniery i gałecką gwarę.
Jan Emil Młynarski serwuje nam polirytmiczny ogień zelektryfikowanej perkusji – z wypracowaną na wyjazdach w interior erudycją parafrazuje najoryginalniejsze wiejskie rozwiązania rytmiczne, cały czas rozszerzając pole inspiracji. Od Brooklynu, przez Luandę i Marrakesz, po Brogową – na swoim LM2 przeprowadza perkusyjny deterrence, ujawniając metryczną głębię, wydawałoby się prostych, wirowych tańców. Zakochał się on w tej muzyce w 2011 roku, obserwując w dziele barabanistę Józefa Kędzierskiego i uwiedziony oberami pozostaje do dziś.
Za brzmienia i barwy syntezatorów odpowiada Piotr Zabrodzki. Onirycznym staccato potrafi otworzyć w głowie słuchacza całą szafę skojarzeń – z miejscami, przestrzeniami, ludźmi. Przywołuje dawne ludowe motywy, przynosząc im często nowe warianty, syntezując swoją jazzową wrażliwość z wieloma gościnnymi występami u boku różnych wiejskich muzyków, między innymi Piotra Bińkowskiego. Jego klawisze asymetrycznie eskalują lub deeskalują muzyczne napięcie, czasem przynosząc kontrapunkt, częściej – psychodeliczne uniesienie. Jak podkreśla, wykonywanie muzyki ludowej na takich instrumentach to zupełnie powszechna sprawa u Słowian południowych od co najmniej dwóch pokoleń. Dlaczego zatem dla Słowian zachodnich to egzotyka? Jak udowadnia Tercet Imperial – to nie w mitycznej „archaiczności” tej muzyki tkwi szkopuł, a w braku uwagi głównego nurtu dla tego, co swojskie.
Zostańcie z tą płytą do końca, by posłuchać niezwykłego wykonania opowieści o świętym obrazie ze Studziannej. Zainspirowany światłością zespół rozpoczął własną pielgrzymkę z hukiem, wygrywając Grand Prix na Konkursie Muzyki Folkowej Festiwalu Polskiego Radia „Nowa Tradycja” 2025. Tak brzmi nowa, warszawska, biało-czerwona fala. Muzyka na czasy geopolitycznego równoważenia. Dawne trójmiarowe formy taneczne – mazurki, mazury ciągłe, oberki, mazury – zagrane na zelektryfikowanych bębnach i syntezatorach, ośpiewane „na biało”, mają obrzędową i światotwórczą moc. To potężne środki napadu sonicznego. Po co nam bomba atomowa, gdy mamy w domu taką sztukę? Pozostaje liczyć, że wychodząc z królestwa folkloru, Tercet Imperial przekroczy chokepoint księstwa folku i alternatywy, wkroczy do cesarstwa mainstreamu, ustanowi PRYMAT i zbuduje własne muzyczne imperium.
Mateusz Dobrowolski
Tercet Imperial - "Prymat"
Premiera 22.05.2026 (preorder podlinkowany poniżej)
📸 Marek Kita