23/12/2024
Wokół roku nowego, niech Wam Wszechświat sprzyja!
Oto nadszedł ten magiczny dzień w roku kiedy na honorowym miejscu w salonie stawiamy truchełko drzewka wydartego matce naturze. Czy może być lepszy sposób uczczenia narodzin Boga niż obwieszenie pełnego pająków iglaka plastikowymi zabawkami dla kota?
Tradycję robienia z choinki przebierańca zawdzięczamy Niemcom. Natury nie oszukasz, dlatego ozdoby nazywamy bombkami. Pierwotnie nasi sąsiedzi wieszali jednak drzewko do góry nogami, co ma sens, bo wtedy kot na nią nie właził. To jedna z tych mądrości przodków, które bezpowrotnie utraciliśmy.
Pierwsze podarki trafiły pod choinki dopiero na przełomie XIX i XX wieku. Niemcy zaczęli jednak wieszać drzewka już w XVI w Alzacji, która obecnie należy do Francji. No trudno, trzeba było pilnować, tylko głupi by nie wziął, szczególnie po tej krzywej akcji z Linią Maginota.
Kiedyś kościelnym symbolem Bożego Narodzenia była tylko szopka z małym Jezuskiem, trzema ważniakami z fantami i całą resztą zwierzyńca. Dopiero Marcin Luter uznał, że w sumie lepiej siedzieć w domu niż gloryfikować naruszenie praw dziecka i powiedział, żeby świętować narodziny Boga w domu z choinką, a nie przy żłobie w kościele.
U nas drzewka pojawiły się podczas zaborów i trzeba je było zajumać właścicielowi lasu. Rabunek bez konsekwencji oznaczał szczęście w nowym roku. Rabunek z konsekwencjami oznaczał, że będzie jedna gęba mniej do wykarmienia. Z czasem przerzuciliśmy się na samochody.
Od czasu niesfornego Marcina Lutra musiało upłynąć trochę wody w Renie, nim kościół przestał kręcić nosem na choinkę. Pierwsze świąteczne drzewko stanęło w Watykanie, na Placu Świętego Piotra dopiero w 1982 roku i tym razem to P***k (a konkretnie papież) je tam sprowadził. Moje źródła milczą na temat dokładnego pochodzenia drzewka, ale mam nadzieję, że Jan Paweł II dochował tradycji.
Kiedyś poczta nie działała tak, hehe, sprawnie więc ozdoby trzeba było robić samemu, a nie zamawiać z Internetu. Dlatego wieszano na drzewkach różne dziwne rzeczy. Np. orzechy owinięte sreberkami, które symbolizowały dobrobyt i siłę oraz czerwone jabłka na pamiątkę raju i pierwszego owocowego szabru w historii.
Świeczki z kolei zapalano, żeby chronić dom przed złymi duchami. Obecnie używamy elektrycznych lampek, co chroni przed spokojnymi, pozbawionymi przekleństw na to poplątane draństwo, świętami. Swoją drogą pierwsze elektryczne lampki wymyślono w Stanach, ale do nas przyszły ze Śląska jako wyjątkowo złośliwa odpowiedź wyprzedzająca na likwidację kopalń.
Kiedyś na choince w ogóle wieszano całą masę symbolicznego szpeju. Na przykład dzwonki to dobre nowiny, a aniołki opieka boża. Dla równowagi łańcuchy w czasach zaborów to zniewolenie kraju (o tym zawsze miło porozmawiać nad talerzem barszczu), ale także więzi rodzinne (przynajmniej gdyby tajna policja pytała). Na czubku choinki natomiast nabijano gwiazdę betlejemską, która tak naprawdę była kometą.
No dobrze, a co było wcześniej? Niektórzy uważają, że choinkowa tradycja sięga aż VII wieku kiedy święty Bonifacy podczas mszy Bożonarodzeniowej ściął święty dąb Germanom. Dąb upadając, zniszczył wszystkie okoliczne drzewa poza jedną małą sosenką. Zgaduję, że Bonifacego nie zaproszono na kolejne święta.
Idźmy dalej. Większość systemów wierzeń wspomina o jakimś świętym chabaziu. Egipcjanie podczas przesilenia zimowego znosili liście palm daktylowych, które symbolizowały zwycięstwo życia.
W trakcie Saturnaliów, w Starożytnym Rzymie przystrajano drzewa liściaste laurem i bluszczem, żeby Bogu sypnął urodzajem. Wikingowie mieli Yggdrasil, czyli chyba Jesion, który był też drzewem życia. W związku z tym ozdabiali kłody jemiołą, świerkowymi gałązkami, oblewali piwem, posypywali mąką no i podpalali. Nad tym akurat bym się jednak nie rozwodził, bo z grubsza to samo robili ze wszystkim, łącznie z podbitymi plemionami.
Słowianie z kolei mieli Szczodre Gody i diducha, czyli snopek z pierwszego zboża ściętego w czasie żniw. Później przerzuciliśmy się na jemiołę pod sufitem albo czubek Iglaka, aby ostatecznie skończyć z plastikowym drzewkiem Schrödingera, które jednocześnie stoi i nie stoi, dopóki nie sprawdzimy, co kot wyprawia w pokoju.