14/06/2026
Dzień dobry, (przynajmniej przez jakiś czas😉)
Dlaczego politycy mogą bezkarnie pluć na innych, a za obronę człowieka ściga Cię prokuratura?
Powiedzcie mi z ręką na sercu: ile razy byliście
w życiu tak potwornie wściekli, tak bezradni wobec jawnej niesprawiedliwości, że kompletnie nie zważaliście na słowa? No właśnie.
Słyszę w kółko to samo świętoszkowate gadanie: „Prawo to prawo, przepisów trzeba przestrzegać, porządek musi być”. Ale w tym wszystkim trzeba mieć przede wszystkim trochę zwykłej, ludzkiej przyzwoitości. Niestety, w naszych realiach bycie dobrym człowiekiem stało się po prostu nieopłacalne, a systemowa machina zrobi wszystko, by wybić Ci z głowy empatię.
Ostatnie dni to festiwal gigantycznej hipokryzji. Krzysztof Stanowski z Kanału Zero wściekł się
i w ekstremalnie ostrych słowach podsumował urzędniczą bezduszność wobec niszczonego przedsiębiorcy. Reakcja? Natychmiastowa. Ruszyła cała państwowa machina: oficjalne zawiadomienie do prokuratury, oburzone salony
i podejrzane, internetowe profile zrzucające się na karanie „przestępców myśli”.
Ta sama Polska, która na co dzień wylewa hektolitry ścieku na każdego o innych poglądach; ta sama rzeczywistość, która potrafiła umorzyć sprawę celebrytce plującej jadem na polskich żołnierzy, teraz montuje pokazowy proces facetowi, który po prostu nazwał rzecz po imieniu.
A my wszyscy święci jesteśmy?!
Niemal każdy z nas w przypływie bezsilności rzucił kiedyś mięsem. Udajemy naród ascetów, a kiedy ktoś użyje mocnych słów w obronie gnębionego człowieka, nagle staje się wrogiem publicznym numer jeden. Co w tym wszystkim jest najgorsze? Robi się z urzędniczki wielką ofiarę nagonki, podczas gdy, oprócz samego właściciela pizzerii nikt z nas jej z imienia i nazwiska nawet nie zna! Tu nie chodzi o personalia, tu chodzi o paskudny mechanizm.
Stanowskiemu całkowicie puściły hamulce, bo powiedział dokładnie to, co krzyczało w duchu tysiące Polaków:
„Ty babo głupia, wredna, babsko obrzydliwe. Czy ty myślisz, że my cię zatrudniliśmy w państwie polskim do tego, żebyś chodziła i kminiła, jaką pizzę porąbaną zamówić, żeby stawka VAT-u nie była oczywista? Ciebie to powinni trzymać na rynku, rozebraną do naga, przypiętą do jakiegoś słupa, żeby wszyscy widzieli, jak głupi potrafi być urzędnik”.
Zareagował ultraemocjonalnie? Tak. Czy nie dotknął prawdy, która boli elitę najmocniej: ten system jest skonstruowany tak, by chronić cwaniaków na stołkach, a niszczyć ludzi uczciwych i bezbronnych.
Wojna o krewetki i polowanie na empatię
Wyobraźcie sobie absurd tej sytuacji. Nie mówimy tu o wielkich oszustwach podatkowych karuzeli VAT-owskich. Mówimy o pizzerii,
w której przedsiębiorca – w natłoku pracy
i skomplikowanych, wiecznie zmieniających się przepisów – naliczył złą stawkę VAT, bo w daniu znalazło się... kilka krewetek. I za to bezduszny aparat skarbowy dowala mu karę.
To podręcznikowy przykład absolutnego moralnego bankructwa systemu. Instytucja, która powinna ścigać gigantyczne nadużycia finansowe i korporacje wyprowadzające miliony do rajów podatkowych, urządza dno i wodorosty, polując na mały polski biznes. Urzędnicy KAS
– a przynajmniej ci konkretni, odpowiedzialni za tę patologię – celowo szukają haków tam, gdzie popełniono drobny, ludzki błąd.
To samo dzieje się przy tzw. „nabyciu sprawdzającym”. Weźmy idealny przykład
z życia: do małego warsztatu optycznego przychodzi kobieta, poluzowała się śrubka
w okularach, darmowa i szybka robota. Optyk bierze śrubokręt, dokręca w minutę i mówi
z uśmiechem: „Daj spokój, to nic takiego, miłego dnia!”. Klient jednak uparcie wciska mu w dłoń pomięte 10 złotych „na czekoladę dla dzieciaków”. Optyk bierze, żeby nie robić sceny, a sekundę później „wdzięczny klient” wyciąga czerwoną legitymację urzędnika skarbowego. Koszt ludzkiej życzliwości? 1500 złotych mandatu za niezaewidencjonowaną usługę i brak paragonu.
Z premedytacją aranżują te nędzne spektakle, grając na empatii drugiego człowieka, byle tylko odhaczyć statystykę w tabelce i podnieść słupki ściągalności kar.
Co „wypada”, a co „nie wypada” w państwie
z dykty?
Gdy tylko Stanowski użył mocnych słów, natychmiast uaktywnili się nieudolni politycy,
z których opinia publiczna śmieje się dzień
w dzień. Poczuli, że to idealny moment na rewanż. Oni, którzy na mównicach i w mediach potrafią
w najbardziej upokarzający i chamski sposób mówić o swoich przeciwnikach oraz zwykłych obywatelach, nagle chcą nas pouczać, co wypada, a co nie wypada!
W swoim wystąpieniu Stanowski postawił im przed oczami lustro, w które boją się spojrzeć:
„Wracać do roboty, wracać do kradzieży kilometrówek, wracać do wsadzania kolesi na stołki, nie do więzienia. Wiadomo, wracać do robienia w konia wyborców, a nie będziecie mnie pouczać, co wypada, a co nie wypada. Kraść nie wypada, pracować z wanny nie wypada, oszukiwać nie wypada. Być debilem piastując wysokie stanowiska też nie wypada”.
Lista tego, co politykom i urzędnikom w tym chorym systemie „wypada”, jest długa
i porażająca:
☝️Wypada, żeby 29-letni lekarz bez specjalizacji, będący radnym koalicji rządzącej, zarabiał milion sześćset tysięcy złotych rocznie?
Wypada dawać ponad 400 tysięcy złotych z publicznych pieniędzy na organizacje typu Akcja Demokracja, która w sposób nielegalny ingerowała w polskie wybory prezydenckie?Wypada nie dopuszczać obrońcy do niepokornego dziennikarza aresztowanego na trzy miesiące?
Wypada organizować „spacery dendrologiczne” za pierdyliard złotych z kieszeni podatnika?
Wypada wymyślać ustawy, które zmuszają ludzi na płacy minimalnej do utrzymywania znacznie bogatszych od siebie artystów?
Wypada zabraniać nagradzania dzieci z czerwonym paskiem na świadectwie, podczas gdy w tym samym ministerstwie – jak donosiły media – dochodzi do ordynarnego mobbingu? Zamknij serce, bądź maszyną
Z punktu widzenia suchego, bezdusznego prawa, urzędnik ma w ręku paragrafy. Ale wrzucenie do jednego worka cynicznego oszusta podatkowego z przedsiębiorcą, który pomylił się przy krewetkach, czy optykiem, który chciał po prostu pomóc, to splunięcie w twarz wszystkim uczciwie pracującym ludziom.
Państwo w ten sposób wysyła jasny, komunikat: „Bądź bezwzględną, zbiurokratyzowaną maszyną. Jeśli odważysz się być człowiekiem, popełnisz błąd – zniszczymy Cię”. W tym samym czasie politycy chronieni immunitetami, układami
i partyjnymi legitymacjami pozostają całkowicie bezkarni. Mogą rzucać najgorsze obelgi, niszczyć publicznie ludzi, a prokuratura nawet nie drgnie. Za to zwykły obywatel czy dziennikarz za głośne wypowiedzenie prawdy natychmiast trafia na celownik służb.
Efekt społeczny takich akcji jest dewastujący. Urzędniczy aparat, przyklaskujący mu politycy
i kupieni internetowi trolle powoli, systematycznie niszczą resztki wzajemnego zaufania w tym kraju. Uczą nas prostej lekcji: zamknij serce, bądź ślepym i głuchym wykonawcą procedur. Następnym razem ukarany optyk nie dokręci już nikomu śrubki, tylko odprawi potrzebującego z kwitkiem, bo w każdym kliencie będzie widział zakonspirowanego agenta skarbówki.
Dapatrujemy się problemu tam, gdzie go nie ma,
a ignorujemy prawdziwą patologię na szczytach. Dlatego właśnie potrzebujemy ludzi, którzy potrafią bez hamulców krzyknąć, że król jest nagi. Bo gdyby nie ten głośny krzyk, ta nasza immunitetowa, bezkarna klika rozkradłaby wszystko tak, że w tym państwie nie zostałby kamień na kamieniu. Nazywanie rzeczy po imieniu to nie chamstwo – to jedyny ratunek przed urzędniczą patologią i permanentnym prześladowaniem ludzi, którzy ciężką pracą utrzymują ten kraj.