27/05/2026
Chlewne sny z Grębocina
W Grębocinie mgła nad rowem,
pies gdzieś wyje pod sklepem,
stare buty toną w błocie,
noc przykrywa wieś popiołem.
Stoi Heniek pod przystankiem,
w kieszeń wciska drobne grosze,
mówi: „dajcie coś najtańsze,
bo już dłużej nie wytrzymam”.
Refren:
A w Grębocinie piją smutek,
kieliszkiem gaszą każdy dzień,
w chlewie śpią pod starym kocem,
bo tam cieplej niż wśród ludzi jest.
I tylko księżyc nad oborą
patrzy, jak im życie zgasło gdzieś,
a oni szukają jeszcze flaszki,
żeby na chwilę przestać czuć ten ból.
Józek sprzedał stary rower,
żeby kupić dwa jabole,
żona płacze gdzieś za ścianą,
dzieci dawno poszły spać.
Pod remizą cisza dudni,
radio charczy starą piosnkę,
ktoś się śmieje, ktoś przeklina,
a ktoś twarzą wpada w piach.
Refren:
A w Grębocinie piją smutek,
kieliszkiem gaszą każdy dzień,
w chlewie śpią pod starym kocem,
bo tam cieplej niż wśród ludzi jest.
I tylko księżyc nad oborą
patrzy, jak im życie zgasło gdzieś,
a oni szukają jeszcze flaszki,
żeby na chwilę przestać czuć ten ból.
Nad ranem kogut pieje cicho,
zimny świt po polach chodzi,
Heniek budzi się w słomie
i już nie pamięta snów.
Tylko flaszka obok buta
i kac cięższy niż sumienie,
a Grębocin dalej milczy,
jakby nigdy nie znał ich.