22/05/2026
Dzielę się z Wami fragmentami mojej książki "Dzikie historie: Norwegia" nie tylko dlatego, by podsycić w Was oczekiwanie przed zbliżającą się ogólnopolską premierą audiobooka.
Paradoksalnie, aby opowiedzieć Norwegię, wracam do Lubina. Do przeszłości, która jakoś mnie ukształtowała i ludzi, których poznałem. Zapraszam Was do przeczytania poświęconemu Lubinowi fragmentowi ksiażki:
"Dwa tygodnie później, gdy już pracował z nami kolejny pomocnik, spotkałem Andrzeja na mieście. Uśmiechnął się na mój widok i na pytanie co będzie teraz robił, odpowiedział:
— Wiesz co, Przemuś, chyba wrócę do ściągania haraczy…
— Andrzejku, ty skarpetki nie jesteś w stanie ściągnąć bez bólu, a haracz chcesz ściągnąć? Gdybyś poszedł na grzybobranie, wszystkie borowiki świata miałyby radość na twój widok, bo nie byłbyś w stanie schylić się po nie!
— C**j tam z grzybami Przemuś. Ale ściąganie haraczu to psychologia — odparł z miną Andrzejka, który zjadł wszystkie rozumy, a na poparcie swych słów skierował paluszek wskazujący na swój siny łeb.
— Andrzejku ściąganie haraczu to przestępstwo, nie psychologia.
Gestem dłoni wskazał na ławkę, na której siedliśmy. Pomilczeliśmy parę minut wpatrzeni w powietrze. W końcu rzekł:
— Patrz, Przemuś, a mogłem już szykować się na emeryturę… ech… człowiek takie głupoty w życiu robi…
Spojrzałem na niego, nie rozumiejąc nic z tego, co mówi.
— Kiedy przyjechałem do Lubina, poszedłem do kopalni… To znaczy miałem iść do kopalni…
Zaczęło mi się przejaśniać. W końcu mój ojciec w wieku 48 lat przeszedł na emeryturę, gdyż był górnikiem.
— …byłem już w kadrach, wszystkie formalności załatwiłem- kontynuował. — To było w piątek, a w poniedziałek miałem stawić się do pracy na Polkowicach Wschodnich.
Kombinat Górniczo-Hutniczy Miedzi, zwany dziś Polską Miedzią, swego czasu zatrudniał nawet czterdzieści tysięcy osób z całego regionu. Kopalnie rozsiane były wokół Lubina. W przypadku Andrzejka był to jeden z oddziałów znajdujących się pod Polkowicami, zwany Polkowicami Wschodnimi właśnie.
— I rozumiesz Przemuś, w piątek wieczorem spotkałem się z przyjacielem, ale wiesz, to był taki przyjaciel, że dziś to ja nawet jego imienia nie pamiętam, i ten przyjaciel pracował w Defilu. I namawiał mnie, tak mnie namawiał, no tak mnie namawiał, że w poniedziałek to ja się stawiłem, ale do kadr w Defilu. I co? I wylądowałem tutaj, Przemuś.
Defil był prestiżowym zakładem, który upadł w 2001 roku.. Dolnośląska Fabryka Instrumentów Lutnicznych w Lubinie była producentem: gitar, mandolin, skrzypiec, zabawek muzycznych i mechanizmów pianinowych. Ten najstarszy w Europie producent w tej branży wydawał się niezniszczalny. Mam sentyment do tego zakładu, bo będąc uczniem Liceum Ekonomicznego, odbywałem tam miesięczne praktyki.
Andrzejek zakładał, że oprze swoją karierę właśnie w tym zakładzie, niestety nikt nie przewidział, co stanie się w przyszłości.
Pożegnaliśmy się, zdążyłem jeszcze tylko grzecznie odmówić zaproszenia na flaszkę berbeluchy i ruszyłem przed siebie."