Region Lubelski

Region Lubelski Portal Region Lubelski powstał z potrzeby serc i umysłów. https://regionlubelski.pl/o-nas-misja/ Mówił on, cytując Mickiewicza, że Polacy są „rozumni szałem”.

Kochając prawdę i nie mogąc znieść wszechobecnego fałszu, postanowiliśmy z grupą Przyjaciół powołać do życia to medium, które za cel nadrzędny bierze sobie służbę prawdzie, w jej klasycznym i jedynym znaczeniu – zgodności sądu z rzeczą. Nadając mu miano obywatelskiego, nie próbujemy bynajmniej odwoływać się do jakiegoś egalitaryzmu, ale podkreślić raczej znaczenie pracy dla społeczności, która świ

adoma wartości własnego państwa zechce służyć jego sile, aby móc korzystać z owoców jego pierwszorzędnego zadania, którym jest umożliwienie najpełniejszego rozwoju osobowego każdego obywatela. Za szczególnego patrona na naszej drodze obieramy sobie ojca profesora Mieczysława Alberta Krąpca – najwybitniejszego polskiego filozofa. Skierowana na nasz najważniejszy cel, typowo polska emocjonalność nie jest obca także naszemu Zespołowi. Nie będziemy więc cofać się przed zadaniami trudnymi, ani kryć przed nikim naszych prawdziwych poglądów, a napisane przez nas słowa nie będą czczymi frazesami. Szerząc blask kultury polskiej, spróbujemy dodać do niej na miarę naszych możliwości coś, co przyniesie pożytek naszym Przyjaciołom-Obywatelom, a także i przyszłym pokoleniom. Nie chcemy utonąć w nużącej teraźniejszości, ale pamiętając o jej zadaniu przeniesienia nas do chwili przyszłej, opiszemy ją i ocenimy mądrzy i zasobni w skarby tradycji. Oparci na skale nauki Chrystusowej i pomni na chwałę przodków, uznających nad sobą króla, nie chcemy i nie możemy zapomnieć, że przeszłość bogata jest w rozwiązania, których i jutro może potrzebować bardziej, niż to rozumie chwila obecna. Zakorzenieni na Lubelszczyźnie, rosnący w świecie, owocujący w wieczności. Redakcja Regionu Lubelskiego

30/05/2026

Kochani ❤
Publikujemy dzisiaj bardzo ważny dokument.

Jest nim petycja, pod którą zamierzamy zebrać, nie kilka, nie kilkanaście, ale setki tysięcy podpisów.

Rząd w trybie ekspresowym chce przepchnąć przez Parlament ustawę „Lex szarlatan”. Będziemy z nią walczyć w Sejmie i w Senacie, ale potrzebujemy Waszej pomocy.

Być może ostatnim szańcem będzie dla nas Prezydent , choć mamy nadzieję, że argumentacja, którą przedstawimy trafi do serc i umysłów parlamentarzystów.

Petycja dostępna jest pod linkiem 👇👇👇

https://www.petycjeonline.com/petycja_obywatelska_o_natychmiastowe_wstrzymanie_prac_nad_projektem_ud207_oraz_powoanie_okrgego_stou_medycyny_zintegrowanej

26/05/2026

Problem afrykanizacji Lublina zaczyna być już widoczny nie tylko na lubelskich ulicach, ale także w przestrzeni polskiego internetu. Kilka godzin temu, w internetowym wydaniu tygodnika "Do Rzeczy" opublikowano artykuł pt. "Skandal w Lublinie. Urząd ściąga z Afryki imigrantów z rodzinami" - jeszcze wcześniej, inny internetowy tygodnik "Najwyższy Czas", opublikował wpis pt. "Skandal w Lublinie. Ukrainka ściąga do miasta imigrantów z rodzinami." - obydwa artykuły łączą zjawisko masowej, pozaeuropejskiej imigracji które zaobserwować można na lubelskich ulicach, z konkretnymi działaniami lubelskiego magistratu miejskiego (reprezentowanego m.in. przez tytułową Ukrainkę, p. Wiktorię Herun). Jaka płynie z tego konkluzja - miasto zadłużone po uszy, położone w jednym z najuboższych regionów UE, miasto w którym magistrat nie dysponuje lokalami komunalnymi m.in. dla ofiar bandyckich działań niektórych deweloperów, z niedoinwestowanymi szpitalami, dziurawymi drogami i stale rosnącym bezrobociem; wydaje pieniądze lubelskiego podatnika na promowanie multikulturalizmu i ściąganie do Polski ludności z krajów takich jak Zimbabwe, Nigeria czy Kongo.

Ale pani Wiktoria, to wierzchołek góry lodowej - być może i dobrowowolnie została uśmiechniętą twarzą działań ratusza w jakimś podcaście - nic jednak nie dzieje się bez zgody jej przełożonego, w postaci rządzącego Lublinem nieprzerwanie od 2010r. Krzysztofa Żuka. W mojej subiektywnej ocenie, problem masowej migracji ludności z Afryki do Lublina, widoczny jest przynajmniej od 2019r. - gdy jeszcze większość ludzi spoza Lublina pukała się w czoło, gdy ktoś im mówił co w Lublinie się dzieje.

Nikt jednak bardziej nie przyczynił się do afrykanizacji Lublina niż rektorzy lubelskich uczelni - których nazw nawet nie będę tutaj wymieniać, bo i nie ma po co - którzy to ze ściągania "studentów" z Afryki uczynili sobie całkiem dochodowy (chwilowo) biznes. Uczelnie dostają kasę, a "studenci" dostają możliwość legalnego wjazdu do Polski - no i oczywiście też I kasę, w formie rozmaitych programów stypendialnych i dofinansowań. Może i poziom nauczania spada, ale pieniądze póki co się zgadzają. Zachwycona tym cudownym zjawiskiem, ww. p. Wiktoria, liczbę studentów "z ponad 100 krajów świata" oszacowała na ok 9 tysięcy, z czego ok 1,5tys. to obywatele samego tylko Zimbabwe - tak liczebność tej "diaspory" szacował kilka dni temu lubelski "Dziennik Wschodni" w swoim artykule. Warto dodać - odnosił się tam tylko do tych, którzy w Lublinie rezydują oficjalnie tj. dalej studiują bądź też otrzymali kartę stałego/czasowego pobytu. O liczbach tych, którzy udali się na permanentne wakacje czy też o liczbach "studentów" z innych krajów Afryki, możemy niestety tylko spekulować.

Na sam koniec polecam Wam jeszcze poczytać artykuły z lokalnej prasy, co tam kierownictwo sobie wyrabia - przewazająca część artykułów będzie informować glównie o brawurowych wyczynach kierowców wykonujących usługi odpłatnego przewozu osób, będą też i nieco ciekawsze, takie jak próba zabójstwa nakrytej in fragranti małżonki, różne pobicia czy też chociażby upojenie pozostawionej przez niezwykle roztropną mamusię 15-latki i jej późniejsze zgwałcenie przez 39-letniego Miltona M. z Zimbabwe. O tej ostatniej sprawie piszę szczegółowo dlatego, że temat został dość skutecznie zamieciony przez dywan, zapewne po to by nie "eskalować" napięć które zawsze eskalują gdy tematu nie da się wyciszyć, jak bylo np. w przypadku głośnej sprawy brutalnego gwałtu i morderstwa Klaudii z Torunia.

I tak to się żyje w tym naszym Lublinie - temat przez lata bagatelizowany i przez niektórych wręcz wyśmiewany. "U nas to nie przejdzie", "Polska bastionem Europy" - i takie różne frazesy, których powiedzenie nie kosztuje nawet miligrama tlenu. A prawda jest taka, że zafascynowani "teatrem dla Gojów" o którym pisałem w poprzednim artykule, Polacy poddali się zbiorowej halucynacji i właśnie przesypiają przełomowy moment, w którym ten kraj i ten naród można było jeszcze ocalić. I nie mówię tu już nawet o tych doktorach, inżynierach i magistrach z lubelskich uczelni - bo oni przecież tylko nauczą nas jak używać curry i kardamonu - ale o czymś, co w rzeczywistości stoi za tym, że przetestowany i sprawdzony na Zachodzie model destabilizacji, powielany jest właśnie tu i właśnie teraz.

Wielki biznes, przekręciarze, dziewki przedajne różnych płci - z miejskich magistratów, urzędów wojewódzkich, sejmów, senatów czy nawet uczelni wyższych - ich umiejętność polega na świetnym wyczuciu koniunktury, by płynąc z prądem złapać dla siebie jak najwięcej. Ale to nie oni tym prądem kierują - oni tylko płyną. Ich podłość i marność należy obnażać, nie wolno się jednak jedynie na tym koncentrować - zło da się zwalczyć tylko wtedy, gdy zrozumiemy jego prawdziwą istotę i uderzymy w jego serce, a nie w kolejną, odrastającą głowę.

25/05/2026

Szanowni Państwo!

Chciałbym poinformować Państwa o ważnym rozstrzygnięciu w jednej z prowadzonych przeciwko mnie spraw dyscyplinarnych.

Naczelny Sąd Lekarski uchylił orzeczenie Okręgowego Sądu Lekarskiego w Poznaniu i umorzył postępowanie w sprawie dotyczącej rzekomego publicznego rozpowszechniania informacji niezgodnych z aktualną wiedzą medyczną. Chodziło o podpisanie przeze mnie dwóch dokumentów z 2020 roku: Listu otwartego polskich lekarzy, naukowców i pracowników służby zdrowia do polskich władz oraz mediów, a także Drugiego Apelu naukowców i lekarzy w sprawie szczepień na koronawirusa SARS-CoV-2 i powrotu do normalności.

Tak, proszę Państwa. Jedna z tych spraw, które przez lata przedstawiano jako dowód mojej rzekomej winy, zakończyła się umorzeniem.

Naczelny Sąd Lekarski uchylił orzeczenie Sądu I instancji i umorzył postępowanie z powodu ustania karalności przewinienia zawodowego. Innymi słowy - przez ustawowo przewidziany czas organy odpowiedzialności zawodowej lekarzy nie były w stanie doprowadzić tej sprawy do prawomocnego zakończenia.

Przyjmuję to rozstrzygnięcie z oczywistą satysfakcją.

Nie dlatego, że cieszę się z samego upływu czasu. Cieszę się dlatego, że przez kolejne lata próbowano przedstawiać mnie opinii publicznej jako lekarza, który miał działać na szkodę pacjentów i społeczeństwa, a ostatecznie sprawa nie zakończyła się prawomocnym ukaraniem. Nie wykazano w ustawowym terminie, że zasadne było ukaranie mnie za podpisanie dokumentów, w których lekarze i naukowcy domagali się debaty, normalności i uczciwego podejścia do danych naukowych.

Proszę zwrócić uwagę na jedną rzecz.

Wyrok Sądu I instancji został przeze mnie zaskarżony. W apelacji wskazałem nie tylko na błędną ocenę moich wypowiedzi, ale również na bardzo poważne uchybienia proceduralne. Jednym z kluczowych problemów była opinia biegłej prof. Iwony Paradowskiej-Stankiewicz, na której Sąd I instancji oparł swoje rozstrzygnięcie. W apelacji podniosłem, że opinia ta budzi poważne wątpliwości co do rzetelności, ponieważ - według przeprowadzonej analizy - około 90% jej treści miało zostać sporządzone przy użyciu sztucznej inteligencji, bez ujawnienia tego faktu przed sądem. To nie jest drobiazg techniczny. To jest kwestia fundamentalna. Biegły sądowy nie jest od tego, aby przedstawiać sądowi tekst wygenerowany przez narzędzie informatyczne jako własną, niezależną i fachową opinię. Biegły ma oprzeć się na własnej wiedzy, doświadczeniu i samodzielnej analizie materiału.

Co zrobił Sąd I instancji? Oddalił wniosek o przesłuchanie biegłej. A więc w sprawie, w której opinia biegłej była jednym z najważniejszych dowodów, odmówiono mi realnej możliwości zadania pytań osobie, której opinia miała przesądzać o mojej odpowiedzialności zawodowej. Sąd nie chciał wyjaśnić, w jaki sposób opinia została sporządzona, jaki był rzeczywisty udział biegłej, czy użyto sztucznej inteligencji, dlaczego tego nie ujawniono i czy taka opinia w ogóle może stanowić podstawę ukarania lekarza.

To jest kuriozalne.

Jeszcze bardziej znamienne jest to, że w sprawie tej wskazywałem również na fakt wszczęcia przez Prokuraturę Rejonową w Poznaniu śledztwa dotyczącego podejrzenia sporządzenia fałszywej lub nierzetelnej opinii biegłej. Mimo to postępowanie dyscyplinarne było kontynuowane. Innymi słowy - sąd lekarski oparł się na opinii, której rzetelność była kwestionowana tak poważnie, że sprawą zajęła się prokuratura, a jednocześnie odmówił przesłuchania biegłej i nie poczekał na wyjaśnienie tej kwestii. Czy tak wygląda rzetelne postępowanie? Czy tak powinno wyglądać postępowanie wobec lekarza, któremu próbuje się przypisać naruszenie etyki zawodowej? W mojej ocenie - nie.

Od początku podkreślałem, że istotą tej sprawy nie była żadna szkoda wyrządzona pacjentowi. Nie chodziło o błąd medyczny. Nie chodziło o zaniedbanie obowiązków lekarskich. Chodziło o wypowiedzi, o podpisanie apeli i o udział w debacie publicznej dotyczącej polityki zdrowotnej państwa w czasie tzw. pandemii. Sąd I instancji, zamiast wykazać fałsz moich wypowiedzi, w istocie przyjął, że problemem była ich niezgodność z tzw. oficjalną narracją z lat 2020-2021. A to są dwie zupełnie różne rzeczy. Czym innym jest wypowiedź niezgodna z rzeczywistością, a czym innym wypowiedź niezgodna z komunikatami władz, apelami polityków czy stanowiskami instytucji publicznych.

Lekarz nie składa przysięgi wierności „oficjalnej narracji”. Lekarz ma kierować się wiedzą, doświadczeniem, sumieniem i dobrem pacjenta.

W apelacji wskazałem również, że Sąd I instancji całkowicie pominął ewolucję wiedzy medycznej. Wiedza z 2020 roku nie może być traktowana jak dogmat. Tzw. "pandemia" była okresem ogromnej niepewności. Wiele twierdzeń podawanych wtedy jako pewniki okazało się później co najmniej dyskusyjnych. Dotyczyło to lockdownów, masek, testów, transmisji wirusa, odporności naturalnej, skuteczności szczepień w zapobieganiu transmisji czy bezpieczeństwa masowych interwencji w grupach niskiego ryzyka. Wyjaśniałem to Państwu regularnie przez cały ten ciężki czas.

Czytając opinię biegłej muszę podkreślić jeszcze jeden bardzo istotny problem: opinia ta nie opierała się na rzetelnej hierarchii dowodów naukowych. Zgodnie z zasadami medycyny opartej na dowodach, najwyżej stoją randomizowane badania kontrolowane oraz metaanalizy takich badań. Tymczasem w opinii biegłej dominowały odwołania do stanowisk instytucji, modeli matematycznych, badań obserwacyjnych i ogólnych sformułowań typu „było wiadomo” albo „eksperci uważali”.

Proszę Państwa, to nie jest nauka. To jest retoryka.

Jeżeli lekarzy oskarża się o wypowiadanie twierdzeń rzekomo niezgodnych z wiedzą medyczną, to należy wykazać to w oparciu o najlepsze dostępne dowody naukowe. Nie wystarczy powiedzieć, że WHO, EMA, CDC, minister zdrowia albo Rada Medyczna miały inne zdanie. Autorytet instytucji nie zastępuje danych. Komunikat urzędowy nie zastępuje metaanalizy. Model matematyczny nie zastępuje dobrze zaprojektowanego badania klinicznego. Biegła pomijała lub marginalizowała badania dotyczące masek - w tym Danish Mask Study oraz przegląd Cochrane, pomijała metaanalizy wskazujące na marginalny wpływ lockdownów na śmiertelność, nie uwzględniała w należyty sposób danych dotyczących transmisji wirusa przez osoby zaszczepione, nie odnosiła się właściwie do badań dotyczących odporności naturalnej. Zamiast przedstawić pełne spektrum dowodów, opinia miała - w mojej ocenie - bronić jednej z góry przyjętej tezy.

Jeżeli istnieje spór naukowy, to lekarza nie wolno karać za to, że opowiedział się po jednej ze stron tego sporu, zwłaszcza jeżeli swoje stanowisko opierał na badaniach naukowych. Nauka nie rozwija się przez dyscyplinowanie tych, którzy zadają pytania. Nauka rozwija się przez weryfikację hipotez, krytykę, debatę i konfrontację argumentów.

W tej sprawie pojawia się również problem konfliktu interesów. Prof. Iwona Paradowska-Stankiewicz była w czasie pandemii członkiem Rady Medycznej przy Premierze. To właśnie ta Rada współkształtowała rekomendacje dotyczące lockdownów, masek, izolacji, kwarantann, szczepień i ograniczeń w funkcjonowaniu społeczeństwa. Tymczasem w mojej sprawie oceniano wypowiedzi krytyczne wobec tych działań i tej polityki. Innymi słowy - osoba współodpowiedzialna za rekomendacje, które były przedmiotem krytyki, została następnie powołana do oceny lekarzy, którzy tę krytykę formułowali. Czy można w takiej sytuacji mówić o pełnej bezstronności? Czy osoba zaangażowana w tworzenie określonej polityki państwa powinna później oceniać, czy krytyka tej polityki była zgodna z wiedzą medyczną?

W mojej ocenie odpowiedź jest oczywista.

Przez lata próbowano stworzyć wrażenie, że spór dotyczył prostego podziału: z jednej strony nauka, z drugiej „antynaukowość”. Tymczasem dokumenty tej sprawy pokazują coś zupełnie innego. Pokazują, że po stronie obrony były konkretne argumenty prawne, konkretne publikacje naukowe, konkretne zarzuty metodologiczne i konkretne pytania o rzetelność opinii biegłej. Pokazują również, że Sąd I instancji nie odpowiedział na wiele z tych problemów w sposób, jakiego należałoby oczekiwać od organu wymierzającego karę zawodową lekarzowi.

Nie mogę pominąć jeszcze jednej kwestii.

W sprawie tej powtarzano, że moje wypowiedzi miały być niebezpieczne społecznie. Ale gdzie są dowody tej szkody? Gdzie wykazano, że podpisanie przeze mnie apeli spowodowało konkretną szkodę dla pacjentów? Gdzie wykazano, że przedstawione przeze mnie zastrzeżenia były fałszywe? Gdzie przeprowadzono rzetelną analizę wszystkich dowodów, również tych niewygodnych dla oskarżenia? Zamiast tego przez lata próbowano zastąpić dowody atmosferą potępienia. A przecież w demokratycznym państwie lekarz ma prawo zabierać głos w sprawach publicznych. Ma prawo krytykować decyzje rządu. Ma prawo kwestionować zalecenia, jeżeli uważa, że są niewystarczająco uzasadnione naukowo albo mogą przynosić więcej szkody niż pożytku. Ma prawo mówić o niepewności naukowej. Ma prawo pytać o skutki uboczne restrykcji, opóźnione leczenie, teleporady, izolację społeczną, nadmiarowe zgony i dramatyczne konsekwencje zamknięcia ochrony zdrowia dla pacjentów z innymi chorobami. Tym bardziej, że te działania, niestety zgodnie z moimi przewidywaniami, skończyły się ponad 200 tysiącami nadmiarowych zgonów. Ludzi, którzy mogli do dzisiaj być z nami.

Bez takiej debaty medycyna staje się administracją. A lekarz nie powinien być urzędnikiem od powtarzania komunikatów. Lekarz powinien myśleć.

Dlatego z satysfakcją przyjmuję fakt, że Naczelny Sąd Lekarski uchylił orzeczenie Sądu I instancji i umorzył postępowanie. Podkreślam raz jeszcze: sąd nie był w stanie w ustawowym terminie zakończyć tej sprawy prawomocnym ukaraniem mnie. Po latach postępowania, po opinii biegłej budzącej poważne zastrzeżenia, po odmowie jej przesłuchania, po pominięciu wielu argumentów obrony - sprawa została umorzona. Oczywiście, umorzenie z powodu ustania karalności nie jest formalnie tym samym, co uniewinnienie. Ale warto postawić proste pytanie: jeżeli przez pięć lat nie zdołano prawomocnie zakończyć sprawy, to czy rzeczywiście mieliśmy do czynienia z tak oczywistym, ciężkim i niebudzącym wątpliwości przewinieniem, jak próbowano Państwu wmówić?

Dla mnie odpowiedź jest jasna.

Dziękuję wszystkim Państwu, którzy przez ten czas okazywali mi wsparcie, przesyłali słowa otuchy i rozumieli, że sprawa nie dotyczy wyłącznie mnie. Dotyczy ona prawa lekarzy do mówienia prawdy zgodnie z własną wiedzą, sumieniem i doświadczeniem. Dotyczy prawa pacjentów do uzyskiwania informacji. Dotyczy wreszcie tego, czy w Polsce lekarz może jeszcze publicznie zadawać niewygodne pytania.

Jedna sprawa została umorzona.

To dobry dzień.

23/05/2026

Już w najbliższą niedzielę (24 maja 2026) wspólnie oddamy hołd wybitnemu dowódcy, którego decyzje i odwaga zaważyły na losach naszej ojczyzny. Nasze oddolne, lokalne uroczystości wpisują się w ogólnopolskie obchody 160. rocznicy...

23/05/2026

Halo Lublin❗️ To już jutro ‼️

Tomasz Sommer, Marek Skalski, Stanisław Michalkiewicz, Piotr Szlachtowicz, Tadeusz Płużański, Lucyna Kulińska oraz liczne wydawnictwa patriotyczne pojawią się na kultowych Targach Książki Bez Cenzury w Lublinie.

💥Wstęp wolny.🤝

📍 Wydarzenie odbędzie się w budynku Polskiego Związku Motorowego, ul. B. Prusa 8 w Lublinie, godz. 11:00 – 18:00.

O 13:00 spotkanie ze Stanisławem Michalkiewiczem, o 15:00 debata o stosunkach polsko-ukraińskich.

Zapraszamy! Szczegóły w linku poniżej 👇

Adres

Lublin

Telefon

+48692680754

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Region Lubelski umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij